Ogień doszczętnie strawił poddasze oraz dach w części mieszkalnej budynku, w której mieszkało 6 rodzin - nikt nie ucierpiał. Spaleniu uległa charakterystyczna narożnikowa wieżyczka. Biegły określi przyczynę pożaru. Mieszkańcy obwiniają jednego z lokatorów, który nie miał jeszcze umowy najmu, a 3 dni wcześniej wprowadził się do remontowanego lokalu. Miał na strychu składować węgiel i rąbać drzewo.
Dach zabytkowej kamienicy w ogniu fot. Hubert Staśkowiak OGIEŃ NA DACHU
Odnowiona w 2013 r. z dofinansowaniem z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego zabytkowa kamienica (była siedziba kina Kujawianka) na rogu ul. Gimnazjalnej i ul. Powstania Wielkopolskiego była prawdziwą wizytówką Strzelna. Inwestycja kosztowała 1.217.711,97 zł. Mieści się tam siedziba Domu Kultury, a w części mieszkalnej swój dom znalazło 6 rodzin.
W niedzielę około 12:55 dach kamienicy zaczął płonąć. Ogień widać było z odległości kilku kilometrów. Gasić pożar przyjechało 10 zastępów strażaków, w tym zastęp z Inowrocławia ze specjalnym wysięgnikiem, reszta z terenu powiatu mogileńskiego - ze Strzelna, Ostrowa, Mogilna, Kwieciszewa i Gębic. Akcję ratunkową utrudniał silny wiatr. Trwała do późnych godzin wieczornych. W nocy do nadzorowania pogorzeliska pozostawiono 1 zastęp straży pożarnej. Łącznie w działaniach uczestniczyło około 40 strażaków PSP i OSP.
Strażacy uratowali metalowe zwieńczenie zabytkowej wieżyczki kamienicy fot. Paweł Lachowicz ZNISZCZONA CZĘŚĆ MIESZKALNA
6 lokali zostało całkowicie zniszczonych, resztę najprawdopodobniej będzie można odbudować. Biegły z dziedziny pożarnictwa bada przyczynę pożaru. Z naszych informacji wynika, że najprawdopodobniej zarzewie ognia powstało na poddaszu budynku.
Pożar i akcja gaśnicza spowodowały utrudnienia na drodze krajowej nr 15 i 25. Ruchem i koniecznymi objazdami kierowali policjanci i straż miejska. Policja wyznaczyła objazdy. W poniedziałek trwało szacowanie strat. Strażacy rozbierali spalone elementy konstrukcji budynków. Decyzją Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego Macieja Matuszkiewicza mieszkańcy nie mogą na razie powrócić do swoich mieszkań. W jego ocenie budynek będzie mógł zostać wyremontowany. Konieczne jest położenie nowego dachu. Do czasu zabezpieczenia budynku obowiązuje zakaz jego użytkowania. Gmina musi zabezpieczyć dach oraz przygotować bezpieczne przejście dla pieszych na chodniku przy budynku.
Siedzibę Domu Kultury ominęła tragedia. Jedyne zniszczenia, to wybita przez strażaków podczas akcji gaśniczej szyba oraz drobne zacieki na ścianach. Życie kulturalne powróci do obiektu, gdy burmistrz upora się z zabezpieczeniem ponad 110-letniego budynku. Wstępnie oszacowane straty wynoszą około 400.000 zł. Według burmistrza Ewarysta Matczaka, budynek był ubezpieczony, wszystkie przeglądy - zarówno kominiarskie, jak i energetyczne - dokonywane były na bieżąco. W tym tygodniu ma się pojawić rzeczoznawca z firmy ubezpieczeniowej, żeby wycenić straty.
W zgliszczach spalonego strychu natrafiliśmy na węgiel oraz zapalarkę. W dolnym prawym rogu zdjęcia widać 2 kawałki węgla, z kolei w górnej lewej części zdjęcia widać elektroniczną zapalarkę. fot. Paweł Lachowicz
Pierwsze analizy wskazują na to, że właśnie w tym miejscu gdzie znajduje się kompletnie spalona wersalka rozpoczęła się tragedia mieszkańców. fot. Paweł Lachowicz NIKT NIE UCIERPIAŁ
Nikt z mieszkańców nie spodziewał się, że za chwilę straci dach nad głową. Część z nich była w trakcie przygotowywania niedzielnego obiadu. Żadna z 13 osób mieszkających w budynku nie ucierpiała w pożarze. Głównymi najemcami mieszkań są: Paweł Kowalczyk, Anna Nadlewska, Marek Smętek, Kazimiera Arent-Jeske, Zdzisława Niedojadło oraz Joanna Czajka.
Jedno mieszkanie przygotowywane było do najmu. Trwał tam remont, który przeprowadzała firma Jana Kasztelana ze Strzelna. Nikt z Urzędu Miejskiego nie odebrał jeszcze prac w tym lokalu. Pomimo to Jadwiga i Marian Derenda już tam mieszkali.
PADAJĄ OSKARŻENIA
Podczas gaszenia pożaru słyszeliśmy od osób obserwujących akcję, że to właśnie nowy lokator mieszkający od 3 dni w budynku napalił w piecu i poszedł do zajmowanego wcześniej mieszkania przy ul. Lipowej nakarmić psa. Inni mówili, że wstawił sobie do mieszkania kominek i to właśnie palenie w kominku miało być powodem pożaru.
Tym nowym najemcą jest Marian Derenda. W poniedziałek zastaliśmy go i żonę w mieszkaniu na ul. Lipowej.
Powiedzieli, że zgodnie z decyzją nadzoru budowlanego z 8 lipca tego roku budynek przy ul. Lipowej, gdzie znowu się po pożarze znaleźli należy wyremontować ze względu na pęknięcia ścian oraz nadmierne ugięcie stropu nad parterem. Zalecane było całkowite opróżnienie budynku z mieszkańców. Dlatego rodzina Derendów otrzymała od gminy decyzję na mieszkanie komunalne w kamienicy, która właśnie spłonęła. Pomimo że małżeństwo Derendów nie miało podpisanej umowy - wprowadziło się do nowego mieszkania.
- Postanowiliśmy meble zawieźć na nowe mieszkanie, bo miałam je przygotowane w szopie. Tam już był elektryk i wszystko było zrobione. Ja tam posprzątałam, musiałam, bo przecież tam mieszkają ludzie. Byliśmy tam 3 dni, bo tam sprzątałam. Poskręcali mi tam meble i tam było cały czas palone, jak pracownicy robili remont. Tam jest piec kaflowy, a o kominku nie ma mowy. Tam wszystko było nowe, nowa instalacja. My tam kupiliśmy wszystko. Ustaliliśmy z burmistrzem, że tak zrobimy, bo gmina nie ma pieniędzy. Jak posprzątałam w mieszkaniu, powiedziałam do sąsiadki, że na strychu są jeszcze narzędzia Janka Kasztelana. Jak to wszystko zabiorą, to wysprzątamy strych i wymyjemy to wszystko - opowiada Jadwiga Derenda.
Poszkodowane w pożarze, załamane sytuacją i to w okresie przedświątecznym Zdzisława Niedojadło i Beata Smętek na poniedziałkowym spotkaniu u burmistrza fot. Paweł Lachowicz WSZYSTKO STRACILI
Dodała, że rzeczywiście chwilę przed pożarem mąż poszedł nakarmić psa na Lipową. Ona jednak cały czas była w nowym mieszkaniu. - Nie wiedziałam, co się dzieje. Siedziałam sobie i usłyszałam krzyki na dole. Myślałam, że jakiś wypadek jest. Tak jak stałam, tak wybiegłam. Zobaczyłam pełno ludzi. Osłupiałam, jak to zobaczyłam - dodaje pani Derenda.
Twierdzi, że dobrzy ludzie przynieśli im w niedzielę wieczorem kołdry i poduszki, gdyż ze starego mieszkania zdążyli już przenieść dobytek do nowego mieszkania i ten uległ zniszczeniu.
- Zobaczy pan, że nawet grosza nie dostaniemy odszkodowania, bo powiedzą, że nie mieliśmy decyzji na mieszkanie i są niestety na prawie. Maciej Matuszkiewicz pisał w decyzji, że nie można mieszkać na Lipowej. Podłogi pozarywane, piec kaflowy przechylony, aż strach w nim palić. Ja jestem schorowanym człowiekiem i mam już 68 lat. Zostaną nam w banku tylko raty do spłaty. Byliśmy wczoraj i zabraliśmy tylko telewizor i leki. Nic więcej. Jesteśmy teraz bez niczego - opowiada Marian Derenda
Jadwiga i Marian Derenda zaprzeczają, jakoby mieli mieć coś wspólnego z pożarem fot. Paweł Lachowicz WĘGIEL I RĄBANIE DREWNA
Ustaliliśmy, że rzeczywiście remontowane mieszkanie przygotowywane było dla Jadwigi i Mariana Derendów. Otrzymali oni wcześniej decyzję na przydział tego mieszkania, ale do feralnej niedzieli nie mieli jeszcze podpisanej umowy najmu. W poniedziałek, 28 listopada mieli podpisać w Urzędzie Miejskim umowę. Remont został ukończony, a w poniedziałek miał być odbiór. Wykonawca nie zdążył jednak zabrać z miejsca remontu narzędzi, wiertarki, pilarki oraz lampy oświetleniowej. Narzędzia te zmagazynowane były na strychu kamienicy. Spłonęły podczas pożaru.
W rozmowie z państwem Derendami dowiedzieliśmy się, że remont mieszkania wykonywali oni z własnych pieniędzy. Na ich życzenie i za ich pieniądze wykonawca remontował łazienkę oraz kuchnię. Jak się okazało, to właściciel firmy Jan Kasztelan udostępnił przyszłym lokatorom klucze, aby mogli posprzątać mieszkanie przed odbiorem prac przez urzędników. Ci jednak postanowili już w nowym lokalu zamieszkać i przebywali w nim od 3 dni.
Od mieszkańców budynku usłyszeliśmy, że przyszli lokatorzy zadomowili się już na dobre i na strychu urządzili sobie składowisko opału, w tym węgla i drewna. - My tam mieszkaliśmy od jakiegoś czasu. Był porządek i było czysto. Na strychu było zamiecione, umyte i nie było bajzlu. Można było tam wejść i pranie powiesić. Wszystko było w porządku. Nikt przede wszystkim nie rąbał tam drzewa i nie składował węgla i śmieci na strychu. My z sąsiadką chciałyśmy to dzisiaj zgłosić - powiedziała jedna z lokatorek kamienicy Anna Nadlewska.
Mieszkanka wskazywała również na brak odbioru mieszkania, w którym samowolnie zamieszkali państwo Derenda. - Tam nie było odbioru, ani kominiarza, ani budowlańca. Ja jak dostałam tam mieszkanie, to pierwsze musiałam do kominiarza, elektryka czy w gazowni załatwić pozwolenia, a tam wprowadzili się bez tego - dodała pani Nadlewska.
Mieszkańcy kamienicy sugerowali również, że Marian Derenda rąbał drewno na strychu. Miał on podczas tej czynności oświetlać pomieszczenie świeczką, gdyż na strychu nie było prądu. Spytaliśmy państwa Derendów, czy przechowywali węgiel na strychu i czy rąbali tam drewno. - Tam był dla nas mały stryszek, miałem tam 3 worki węgla, ale drewna nie rąbałem. Łamałem listewki na kolanie na rozpałkę. Nie mam szopy, to gdzieś węgiel musiałem trzymać - tłumaczy Marian Derenda. - W kuchni mam małą lampkę i przedłużacz. Jak szliśmy układać kartony na strychu, to sobie tą lampką oświetliłam - dodała Jadwiga Derenda.
Przewodniczący komisji mieszkaniowej Kazimierz Łojewski z wykonawcą remontów Janem Kasztelanem oglądają ogrom zniszczeń w mieszkaniu przyznanym rodzinie Derendów. fot. Paweł Lachowicz POMOC OD GMINY
Zapewnienie mieszkań zastępczych i pomoc dla rodzin poszkodowanych - na tym skupia się teraz samorząd Strzelna. W niedzielę część lokatorów znalazła schronienie u swoich rodzin, jedna rodzina przebywa za granicą, zaś małżeństwo Derendów wróciło do mieszkania na ul. Lipowej.
28 listopada o 9:00 w Urzędzie Miejskim odbyło się zebranie sztabu kryzysowego. Godzinę później odbyło się w magistracie spotkanie z poszkodowanymi rodzinami. Z Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej osoby poszkodowane otrzymały zasiłki jednorazowe w kwocie 1.000 zł.
M-GOPS nie planuje zbiórki artykułów przemysłowych, spożywczych i chemicznych. Potrzebna jest pomoc finansowa w zakupie materiałów do remontu mieszkań. W gminie w poniedziałek uruchomiono specjalne konto, na które chętni mogą wpłacać pieniądze na pomoc pogorzelcom. Specjalny apel wystosowała Opieka Społeczna. Treść apelu drukujemy w ramce. Zdecydowano, że rzeczy oraz meble pogorzelców zostaną zwiezione na halę sportową i tam zabezpieczone.
- Dlaczego mamy nasze rzeczy wynosić? Gdzie się podziejemy? Wyrzucicie nas na ulicę. Takie rządy. Panie burmistrzu, źle się dzieje. Mamy prezent na Mikołaja. Ja robiłam remont za swoje pieniądze. Włożyłam tam kawał życia i chciałabym zostać u siebie. Ja nie mam 20 lat. Jak to mieszkanie dostałam, to było jak chlew i powiedziano mi, że muszę sama wyremontować. Można to było inaczej zrobić. Spokojnie sobie mieszkaliśmy tutaj wszyscy, jak rodzina. Wielokrotnie pośmialiśmy się, a teraz masz. Jedna osoba się wprowadziła na 3 dni i już tragedia - mówiła Zdzisława Niedojadło.
Burmistrz podczas spotkania z poszkodowanymi mieszkańcami mówił, że nie jest mu łatwo. - Po raz drugi przeżywam takie spotkanie w gminie Strzelno, po tym jak spalił się dobytek naszych mieszkańców. Dzisiaj zgodnie z decyzją nadzoru budowlanego musimy państwa wyprowadzić - mówił burmistrz Matczak.
- Wystąpimy do wojewody o wsparcie z funduszu w przypadkach klęsk żywiołowych. Jeżeli takie wsparcie otrzymamy, to państwu przekażemy. Otworzymy konto i będziemy zbierać pieniążki. Nie wiemy, jaka jest przyczyna pożaru. Są różne skargi oraz przypuszczenia ludzi, ale to biegły sądowy określi. My musimy ten budynek odbudować i zrobimy to w przeciągu roku. Chcemy, aby wszyscy wrócili tam, gdzie mieszkali do pożaru. Chcemy tylko zapewnić zastępcze lokum, na czas odbudowy - mówił Ewaryst Matczak.
Pracownicy Urzędu Miejskiego, m.in. sekretarz Jarosław Marek w termosach nosili gorącą herbatę dla strażaków fot. Paweł Lachowicz W DOBREJ WIERZE
Anna Nadlewska pytała burmistrza, skąd nowi lokatorzy (państwo Derenda przyp. pal) mieli prąd w mieszkaniu, skoro nie mieli umowy najmu. Burmistrz tłumaczył, że mieszkanie było przypisane dla nich. - Umowy najmu nie mieli, ale mieli przypisane to mieszkanie i może wystąpili o licznik, a dzisiaj mieli podpisać umowę najmu - tłumaczył burmistrz.
Anna Nadlewska twierdziła, że ona chcąc wprowadzić się do mieszkania najpierw musiała mieć umowę najmu. - Bez tego nie mogłam mieć podłączonego prądu. Ja tyle się nazałatwiałam. A oni tak bez umowy mieli to załatwione? Kto to teraz odbuduje? - martwi się Anna Nadlewska.
Mieszkańcy podczas poniedziałkowego spotkania w ratuszu cały czas sugerowali, że winę za powstały pożar ponoszą państwo Derendowie. - Jak zobaczyliśmy w sobotę, jaki jest porządek na strychu, to mieliśmy ochotę zadzwonić na straż miejską. Chcieliśmy to zgłosić dzisiaj. Bo kto na strych zanosi węgiel i drzewo, rąbie na strychu. Tam śmieci i butelki. Taki ktoś ma mieszkanie i dostaje następne - mówiła Beata Smętek.
W spotkaniu uczestniczyli pracownicy M-GOPS z kierownikiem Małgorzatą Nowak. Pomogli pogorzelcom wypisać wnioski o pomoc. Kierownik Małgorzata Nowak prosiła o udostępnienie mieszkań i spisanie uszkodzonego dobytku. Po spotkaniu w Urzędzie Miejskim pogorzelcy zostali zaproszeni do swoich mieszkań, aby zabezpieczyć dobytek. Na miejscu czekały ekipy straży pożarnej, które czuwały nad bezpieczeństwem oraz samochód przygotowany do przewozu ich dobytku.
Na miejscu był również właściciel firmy remontującej mieszkanie państwa Derendów - Jan Kasztelan, który tłumaczył, dlaczego przekazał klucze najemcom.
- Ci państwo mieli przydział. Ta pani prosiła o klucz, powiedziała, że tylko umyje sobie okna i na odbiór będzie posprzątane. Przecież zrobiłem to w dobrej wierze - mówił Jan Kasztelan.
APEL O POMOC DLA POSZKODOWANYCH W POŻARZE
Miejsko-Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej w Strzelnie zwraca się z apelem o udzielenie pomocy finansowej dla rodzin poszkodowanych w wyniku pożaru, jaki miał miejsce 27 listopada 2016 roku w Strzelnie przy ulicy Gimnazjalnej 26.
W wyniku pożaru zostało poszkodowanych 6 rodzin. Zniszczona została większa część domu mieszkalnego (dach, strop), a pozostała uległa miejscowym zalaniom w trakcie akcji pożarniczej. MGOPS w Strzelnie udzieli bieżącej pomocy materialnej, lecz na doprowadzenie mieszkań do użytku potrzebne jest większe wsparcie finansowe. Rodziny, które ucierpiały na skutek pożaru, w obecnej chwili potrzebują wsparcia finansowego na przeprowadzenie remontu zalanych pomieszczeń mieszkalnych oraz na zakup sprzętu gospodarstwa domowego i wyposażenia. Dlatego gorąco apelujemy do wszystkich ludzi dobrej woli, którzy chcą i mają możliwość przyjścia z pomocą poszkodowanym w formie finansowej, aby nie pozostali obojętni na los ludzi dotkniętych nieszczęściem.
Pomocy finansowej można udzielać bezpośrednio na specjalnie utworzony rachunek w Banku Spółdzielczym w Strzelnie z dopiskiem Pomoc dla poszkodowanych w pożarze 2016 rok nr konta: 8159 0003 2001 0008 4488 0004
Wszystkie fundusze zgromadzone na koncie zostaną przekazane na remont mieszkań rodzin poszkodowanych.
kierownik M-GOPS
Małgorzata Nowak
Filmy (Pożar kamienicy w Strzelnie oraz Spotkanie z pogorzelcami, Strzelno) można zobaczyć w zakładce Filmy.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1294 (48/2016)
Komentarz
Prawo budowlane, a strzeleńska rzeczywistość
Polskie prawo stawia przed właścicielem i zarządcą nieruchomości szereg wymogów. Między innymi obowiązek poddania budynków okresowym przeglądom i kontrolom stanu technicznego. Najważniejszym dokumentem określającym obowiązki zarządcy bądź właściciela nieruchomości jest ustawa Prawo budowlane. Jednym z najważniejszych jej fragmentów jest artykuł 61. tej ustawy. Nakłada on na właściciela lub zarządcę budynku obowiązek utrzymywania i użytkowania nieruchomości zgodnie z określonymi w niej zasadami. Przede wszystkim oznacza to użytkowanie obiektu zgodne z przeznaczeniem oraz przestrzeganie wymagań dotyczących ochrony środowiska. Co ważne, należy także utrzymywać odpowiedni stan techniczny budynku oraz dbać o jego estetykę. Ustawodawca nakłada również na właścicieli i zarządców obowiązek zapobiegania pogarszaniu się właściwości użytkowych i sprawności technicznej budynków. Zarządzający budynkami komunalnymi, w przypadku Strzelna - burmistrz Ewaryst Matczak, ma obowiązek co najmniej raz w roku zlecić i wykonać kontrolę, która pozwoli określić stan techniczny budynków. Przynajmniej raz do roku gmina powinna dokonać przeglądu elementów budynków oraz instalacji gazowych, elektrycznych, przewodów kominowych i wentylacji.
Stan techniczny strzeleńskich kamienic komunalnych, zarówno tych w mieście, jak i tych na wioskach jest katastrofalny. O ich stan burmistrz często posądza samych lokatorów. Twierdzi, że gdyby wszyscy najemcy rzetelnie płacili czynsze, byłyby pieniądze na remonty komunalnych domów. Jednak niepłacenie czynszów przez część lokatorów, to jedna sprawa, a bezpieczeństwo, to druga sprawa, ale bardziej istotna. Na takie remonty np. instalacji elektrycznej, czy przewodów kominowych samych kominów nie może nie być lub brakować w gminnej kasie pieniędzy. Pożary, które po kolei trawią strzeleńskie kamienice pokazują, że nie jest dobrze. Myślę, że śledczy wykażą szybko przyczynę niedzielnego pożaru, a jego ewentualni sprawcy pociągnięci zostaną do odpowiedzialności.
Tymczasem proponuję odpowiednim służbom dotarcie do dokumentacji w gminie i sprawdzenie, czy wszystkie domy komunalne na terenie gminy Strzelno mają potwierdzone przeprowadzone kontrole. Jednak te służby powinny moim zdaniem przeprowadzić taką kontrolę znienacka, tak, żeby nikt nie miał możliwości wystawienia np. dokumentu z wcześniejszą datą. Tylko taka niespodziewana kontrola może przynieść oczekiwane efekty, a co za tym idzie, zwiększyć bezpieczeństwo mieszkańców.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1294 (48/2016)
Inne teksty na ten temat:
Zabezpieczyli dach, będą osuszać ściany
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze