W drugiej turze Krzysztof Dereziński zmierzy się z Markiem Gotowałą
fot. Roman Wolek
Trzemeszno, Dereziński, Gotowała, tura, wybory, stanowisko
Dereziński i Gotowała powalczą w drugiej turze
Kolejne miejsca w wyborach zdobyli: Paweł Piechowiak i Krzysztof Szapował. Ostatni był Marek Walczak, który deklaruje, iż wcale nie zamierzał wygrać.
Będzie potrzebna druga tura, aby rozstrzygnąć wybory na burmistrza Trzemeszna. W pierwszej turze na 11.237 osób uprawnionych do głosowania w wyborach udział wzięło 5.078 mieszkańców, a więc frekwencja wyniosła 45,2%. Oddano 4.975 głosów ważnych. Najwięcej, bo 1.875, głosów oddano na obecnego burmistrza Krzysztofa Derezińskiego (37,7%). Dla porównania, w wyborach w 2006 r. (gdy startowało aż 11 kandydatów) w pierwszej turze Krzysztof Dereziński otrzymał 1.189 głosów, a w 2010 r. - 1.961 głosów. Obecny burmistrz wygrał w zdecydowanej większości obwodów. Na 10 normalnych obwodów wygrał w 8. Tradycyjnie już przegrał w Trzemżalu, gdzie od lat wygrywał Marek Gotowała i tak stało się też tym razem. W tym obwodzie drugi rezultat osiągnął Paweł Piechowiak, a Krzysztof Dereziński był dopiero trzeci. Marek Gotowała wygrał również w Wydartowie, a drugi był tam Krzysztof Szapował wyprzedzając obecnego burmistrza. W specjalnym obwodzie w Zakładzie Poprawczym, gdzie głosowało tylko 5 osób, wygrał Marek Walczak z 2 głosami.
Obecny burmistrz komentuje, iż nie czuje się zwycięzcą wyborów i zdaje sobie sprawę, że może mu być ciężko wygrać w drugiej turze.
- Najbardziej boli mnie to, że w trakcie kampanii było tyle nienawiści. Na szczęście brylował w tym tylko jeden z moich kontrkandydatów. Ale on poległ z kretesem, na własne życzenie. Bo opluł prawie wszystkich w ogłoszeniu wyborczym w waszej gazecie i co mu to dało? Zdobył takie miejsce, na jakie zasłużył - uważa Krzysztof Dereziński.
Drugie miejsce zdobył Marek Gotowała, na którego głosowało 1.296 osób, a więc 26,1%.
- Liczyłem, że konkurenci, którzy nie przeszli do drugiej tury, będą mieli lepsze wyniki kosztem obecnego burmistrza. Ale burmistrz osiągnął bardzo dobry wynik. Ja zdobyłem tyle głosów, ile mniej więcej oczekiwałem, a nawet trochę więcej. Liczyłem na 22 może 25% - ocenia Marek Gotowała.
Krzysztof Dereziński i Marek Gotowała powalczą więc o fotel burmistrza w drugiej turze wyborów.
880 głosów, czyli 17,7%, zdobył Paweł Piechowiak, kierownik referatu inwestycyjnego Urzędu Miejskiego w Trzemesznie, a więc podwładny obecnego burmistrza. Jak komentuje, taki wynik uważa za zadowalający i nie traktuje tego jako porażki. Komentuje także, iż stosunkowo mała liczba osób wzięło udział w wyborach.
- Działaliśmy zgodnie z planem, skupiając się na programie wyborczym, a nie sympatiach, czy antypatiach. Choć trzecie miejsce oznacza dla nas zakończenie walki wyborczej już po pierwszej turze, to jest to dobry wynik, zwłaszcza, że był to nasz polityczny debiut. Przekazanie głosów jest niemożliwe, nie jesteśmy wyznacznikami dla woli i sumień wyborców. Możemy myśleć o przekazaniu poparcia, ale tę kwestię nasz komitet wyborczy musi dokładnie rozważyć. O naszej decyzji poinformujemy w stosownym czasie - odpowiada dyplomatycznie w imieniu swojego komitetu Paweł Piechowiak, nie deklarując na razie jednoznacznego poparcia dla któregoś z kandydatów, którzy zmierzą się w drugiej turze.
Czwarty wynik osiągnął Krzysztof Szapował. Głosowało na niego 778 osób, a więc 15,6%. Kandydat ten uważa swój wynik za przyzwoity.
- Przyjmuję ten wynik wyborów, Przyjmuję, że społeczeństwo chce, aby było tak, a nie inaczej. Na pewno w drugiej turze nie będę popierał aktualnego burmistrza, bo swoimi działaniami może on doprowadzić w gminie do tragedii. Nasz komitet zastanowi się jeszcze nad udzieleniem poparcia dla Marka Gotowały - twierdzi Krzysztof Szapował.
Najmniej głosów w wyborach - 146, czyli 2,9% otrzymał Marek Walczak. Deklaruje, iż w drugiej turze udzieli poparcia Markowi Gotowale.
- Ze swojego wyniku jestem zadowolony. Nie było moim zamiarem wygrać wybory, bo oceniałem swoje szanse realnie. Moim celem jest odsunięcie od władzy Derezińskiego. Uważam, że był on złym burmistrzem m.in. często nie przychodził do pracy i nie dopilnował dyscypliny u pracowników - komentuje Marek Walczak.
Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1188 (47/2014)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze