Reklama

Deski jak sztylety

Kijewice, Wronowy, Witkowo, Przyjezierze, nawałnica, straty
     Deski jak sztylety
     Wichura zerwała 11 dachów z domów i kilkadziesiąt z budynków gospodarczych. Niszczyła samochody i maszyny rolnicze, wyrywała drzewa, doszło do wielu podtopień i zalań. Zniszczyła cmentarz we Wronowych. Belki i deski ze zniszczonych stodół wbijały się w ocieplone styropianem domy.

Krzysztof Jędrzejczak pokazuje nam skalę zniszczeń na jego rodzinnej posesji. Tak wygląda kabina „poloneza trucka”, po tym, jak runęła na niego stodoła. fot. Paweł Lachowicz

     BURZA, WIATR, DESZCZ
     Najbardziej tragiczne skutki nawałnicy burzy, wiatru i ulewnych opadów przeżyli w sobotnie popołudnie w powiecie mogileńskim mieszkańcy pogranicza strzeleńsko-jeziorańskiego. Nawałnica nadciągnęła niespodziewanie i trwała kilkanaście minut. Silny wiatr wyginał okazałe sosny i wiekowe dęby. Drzewa trzeszczały niczym w horrorze. Gdy wszystko się uspokoiło, okazało się, że wiele jest połamanych, powyginanych i nadłamanych.
     Część drzew wyrwanych z korzeniami blokowała drogę powiatową Włostowo - Młyny. Powalone drzewa zablokowały dojazd do cmentarza we Wronowych. Ze względów bezpieczeństwa zakazano wejścia na cmentarz.
     Największe zniszczenia są w Kijewicach, Witkowie, Wronowych i Przyjezierzu. Wichura zerwała 11 dachów z domów i kilkadziesiąt z budynków gospodarczych. Niszczyła samochody i maszyny rolnicze, doszło do wielu podtopień i zalań. Mieszkańcy wiosek z terenu gminy Strzelno przez kilka dni pozbawieni byli dostępu do bieżącej wody i prądu. Mieszkańcy mówią o trąbie powietrznej, choć nikt nie widział leja, nie ma też zdjęć i filmów ją potwierdzających.
     Na miejscu zniszczeń pojawili się m.in. burmistrz Strzelna Ewaryst Matczak oraz wicestarosta mogileński Krzysztof Szarzyński.

W ocieploną ścianę domu Zbigniewa R. z Kijewic deski powbijały się w styropian niczym sztylety fot. Paweł Lachowicz

     DESKI JAK SZTYLETY
     Jednym z mieszkańców Kijewic, którego mienie uległo zniszczeniu jest pan Zbigniew (na jego prośbę nie podajemy nazwiska). Fruwające deski i belki niczym sztylety wbijały się w styropianowe ocieplenie jego domu. - Za dużo nie mogę sprzątać, bo czekam na ubezpieczalnię. Poniszczyło dachówki na budynku mieszkalnym. W styropian budynku mieszkalnego powbijały się belki drewniane ze stodoły. Drzwi wejściowe zostały pogięte. Byliśmy dobę bez prądu. Chłopaki bardzo dobrze się spisali, bo wczoraj (niedziela 26 czerwca - przyp. pal) prąd włączyli. Ściągnęli nawet elektryków z powiatu żnińskiego. Co tu więcej mówić, u mnie i sąsiadów stodoły nie ma. Jedna była murowana i też nie ma. To szło od pól, z kierunku Wronowych. Myśmy ucierpieli bezpośrednio, a sąsiedzi po drugiej stronie drogi strzępami od nas oberwali. Część mojego dachu leży za sąsiadami w polu. Co to była za siła, żeby to przeniosło nad domem mieszkalnym i poniosło tak daleko. Ja byłem akurat w domu. Nic widać nie było. Przyszła ściana wody i zrobiło się siwo, nic nie było widać. Z początku się ucieszyłem, bo zaczęło padać i stwierdziłem, że gradu nie będzie przynajmniej, a tu chwila wystarczyła. Dobrze, że nikomu nic się nie stało. Mi z gospodarczych został tylko jeden budynek, bo jest pod stropodachem. Maszyny uszkodzone, a zboża po żniwach nie będzi, gdzie trzymać. Dwa lata temu robiłem kapitalny remont budynku - opowiada pan Zbigniew.

Reklama
Maria Jędrzejczak-Krawczykowska pokazuje zniszczony dach altany domu, w której krótko przed nawałnicą przebywała wraz z mężem fot. Paweł Lachowicz

     PO KARNYCH SIĘ ZACZĘŁO
     W wyniku nawałnicy ucierpiała też rodzina Marii Jędrzejczak- Krawczykowskiej z Kijewic. Na budynku mieszkalnym pokrytym dachówką zniszczone zostało blisko 50 procent poszycia dachowego. Ucierpiały dwa samochody. Po stodole nie ma śladu.
     - Tam jak kombajn stoi była stodoła. Cała położyła się na podwórku, a duża część przeleciała przez drogę niszcząc konary drzew i wylądowała po drugiej stronie drogi u sąsiadów na dachu. Byliśmy w domu. To się zrobiła szarówka i jeden huk. To było dosłownie 5 sekund. Rodzice siedzieli akurat na zewnątrz na tarasie. Zobaczyli, że zaczyna padać coraz mocniej, więc zaczęli się chować do domu. Ojciec ledwo zamknął drzwi, bo silny podmuch był, a tu nagle przez okno wpadła płyta eternitu ze stodoły. Mamie w plecy i nogi powbijały się szkła. Stodoła była potrzebna, a teraz została sterta śmieci i drewna - opowiada Krzysztof Jędrzejczak.
     Pani Maria mówi, że oberwała szybą po nogach i plecach, ale jak dodaje obecnie jest już lepiej. - Tu na tarasie jest wszystko zniszczone, dobrze, że zdążyliśmy uciec. Skończył się mecz Polaków, dogrywka i karne (zwycięski mecz ze Szwajcarią na Euro we Francji - przyp. pal). Przyszłam sobie światło włączyć, bo się ciemno zrobiło. Stefan tu siedział i powiedziałam do niego „Zobacz, jak się te brzozy wyginają i chowają za garaż”. Nagle spojrzałam w innym kierunku i od Wronowych szło coś takiego dziwnego leciało. Szybko chwyciłam poduszki i do domu. Kwiata na tarasie tak bujało, że jeszcze powiedziałam „poczekaj, po burzy będę cię ratować”. Krzysiu akurat szykował się do pracy. Samochód miał na zewnątrz. Jak po wszystkim wyszliśmy na podwórko, to przykry obraz był. A ten biedny pies w kojcu siedział. Stodołę przewróciło, a kojec został - opowiada Maria Jędrzejczak-Krawczykowska.
     Dodaje, że kombajn, który stoi obecnie w miejscu stodoły właściwie uratował im życie i dom, bo tylna ściana stodoły leżała na kombajnie. - Gdzieś blisko musiał piorun uderzyć, bo był tak potężny huk, że jeszcze do dzisiaj go słyszę. Na podwórku nic nie było widać, przed oknem było tak, jakby człowiek prześcieradło powiesił. Krzysiek pobiegł na górę bo myślał, że jakieś belki wpadły na górze do budynku. Krzyczałam do niego, że się woda gdzieś leje. Pomyślałam, że może kaloryfer urwało, a tu woda lała się z zewnątrz, bo dachówki poniszczyło - dodaje pani Maria.
     Mówi, że burmistrz Matczak obiecał dostarczyć jakieś dachówki. Mieszkańcy prosili też o kontener, by pozbierać do niego eternit. - Nie pierwszy raz się takie rzeczy dzieją, ale zawsze człowiek oglądał w telewizji i lamentował, ale dopiero jak sam doświadczył widać, jak to jest naprawdę. Często dorobek dwóch, czy trzech pokoleń znika w dwie sekundy. Człowiek remontował. Kiedyś stodoła była papą pokryta, później położyliśmy eternit i mówiło się, że dzieci po dzieciach to odziedziczą, bo drzewo zdrowe, przedwojenne. Kto by pomyślał, że przyjdzie i dmuchnie i stodoła rozebrana. Ważne jednak, że żyjemy - cieszy się pani Maria.

Połamane konary drzew zniszczyły kilkanaście nagrobków na cmentarzu we Wronowych fot. Paweł Lachowicz

     PRZYJECHAŁ WOJEWODA
     26 czerwca wojewoda kujawsko-pomorski Mikołaj Bogdanowicz odwiedził najbardziej poszkodowane tereny. W Komendzie Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Mogilnie odbyła się odprawa z jego udziałem, w której uczestniczyli ponadto: zastępca komendanta powiatowego PSP w Mogilnie mł. bryg. Radosław Gałczyński, zastępca komendanta wojewódzkiego PSP st. kpt. Jacek Kaczmarek, przedstawiciel Urzędu Wojewódzkiego Piotr Kozłowski (zarządzanie kryzysowe), wicestarosta Krzysztof Szarzyński oraz st. kpt. Patryk Kaczmarek (oficer prasowy KP PSP). - Wojewoda podziękował za sprawne działanie Powiatowym Centrom Zarządzania Kryzysowego. Docenił także zaangażowanie w akcje ratunkowe strażaków zarówno z PSP jak i druhów z OSP, którzy z narażeniem życia usuwali szkody w trakcie nawałnic - poinformował nas 28 czerwca rzecznik prasowy wojewody Adrian Mól.
     SZACUJĄ STRATY, POMAGAJĄ
     W gminie Strzelno trwa wielkie sprzątanie, a specjalna komisja szacuje straty po nawałnicy i ustala czy mieszkańcy byli ubezpieczeni. 28 czerwca w gabinecie burmistrza Matczaka odbyła się narada sztabu kryzysowego. Burmistrz mówi, że najbardziej poszkodowany jest rolnik z Wronowych, który stracił tunele z uprawami. - To było jego jedyne źródło utrzymania - mówi.
     Pomoc dla mieszkańców popłynęła też od wojewody kujawsko-pomorskiego. Już 27 czerwca 6 poszkodowanym rodzinom z gminy Strzelno przekazał zasiłki celowe po 6.000 zł na każdą rodzinę. - Jednak dane dotyczące liczby poszkodowanych w trakcie ostatniej nawałnicy mogą jeszcze ulec zmianie. Czekamy na sprawozdanie z gminy Strzelno - uściśla rzecznik Adrian Mól.
     Żywioł nie oszczędził także innych miejscowości w powiecie: Mogilna, Marcinkowa, Gębic, Niestronna, Wszednia, Twierdzinia, Kwieciszewa, Chabska, Izdeb, Krzyżownicy, Strzelec, Niemojewka czy Sierakowa. W Przyjezierzu wielka sosna przewróciła się na budynek woprówki, niszcząc dach. Na terenie powiatu straż pożarna interweniowała kilkadziesiąt razy. Poza JRG w Mogilnie, w akcjach uczestniczyły jednostki OSP z: Jezior Wielkich, Wójcina, Ostrowa, Strzelna, Wronowych, Gębic, Kwieciszewa, Niestronna. Do pomocy skierowano również podnośnik hydrauliczny z JRG Radziejów.
     Zespół Reagowania Kryzysowego w gminie spotkał się do tej pory dwa razy: w poniedziałek i we wtorek. Po poniedziałkowym spotkaniu grupa pracowników opieki społecznej oraz Urzędu Miejskiego pojechała do miejscowości, które ucierpiały najbardziej. Burmistrz Matczak mówi, że z budżetu gminy na wsparcie poszkodowanych gmina przeznaczyła 12.000 zł.
     - W rezerwie jest jeszcze 3.000 zł w razie, gdyby ktoś się jeszcze do nas zgłosił. Również część pieniędzy z budżetu została już we wtorek podzielona. Rolnicy już część pieniędzy powinni mieć na swoich kontach. Niektórzy z puli przyznanej od wojewody otrzymali po 6.000 zł, inni mniej. Wysokość przyznanej pomocy zależała od wielkości zniszczeń. Stało się dlatego, że po szacowaniu strat strażacy podali do wojewody, że uszkodzonych jest 6 budynków mieszkalnych, a okazało się później, że tych budynków jest więcej. Na dzień dzisiejszy zgłoszonych mamy 9 uszkodzonych budynków mieszkalnych, a skala ich zniszczeń jest różna i w związku z tym różne są koszty naprawy. Niektóre są niewielkie, inne są znacznie większe. Dlatego dopiero po wizji lokalnej pieniążki były dzielone. Strasznie to wyglądało, ważne, że nikt nie zginął, a do tragedii było blisko. Poniszczone są uprawy, tak jak te tunele u jednego z rolników, gdzie okazało się, że uprawy nie były ubezpieczone, bo nikt tego nie chciał ubezpieczyć. To jest też dramat tego rolnika, który stracił jedyne źródło utrzymania rodziny. Cmentarz we Wronowych wygląda też strasznie, teraz pracujemy, by jak najszybciej wszystko uprzątnąć - mówi burmistrz.

Reklama

Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1272 (26/2016)

 

Przejdź do forum.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości