Pięć rodzin totalnie załamanych rachunkami za 2009 rok
Do śmieci mają dopłacić 1.300 zł
Jak zaczęli na własną rękę segregować odpady i dbać o to, by śmieci było jak najmniej - dostali rachunki z potężnymi dopłatami. Mówią: - Myśmy przez trzylata ratowali świat i mamy tego skutki.
Jadwiga Mazurkiewicz uważa za skandal sytuację, w której 5 rodzin musi dopłacić za wywóz śmieci w ubiegłym roku aż 1.300 zł. Tej sprawy ona i sąsiedzi nie zamierzają tak zostawić. Mieszkańcy posesji nr 48 przy ul. Kościuszki w Mogilnie bardzo zdziwili się, kiedy otrzymali z Mogileńskich Domów do zapłaty rachunek za śmieci. Mieszkańcy z tytułu wywozu śmieci płacą ryczałt miesięczny. Pod koniec stycznia otrzymali rachunek informujący o wysokiej niedopłacie. Jadwiga Mazurkiewicz płaci miesięcznie ryczałt w wysokości 8,77 zł na osobę. W mieszkaniu zameldowane są 4 osoby, w związku z tym opłaca na miesiąc podaną kwotę razy cztery. Roczna opłata ryczałtu wynosi jej rodzinę 420,96 zł. Na rachunku, który otrzymała w styczniu widnieje kwota 699,64 zł. Wynika z tego, iż ma do dopłaty 278,68 zł.
Jak ustaliliśmy, wszyscy mieszkańcy tej posesji otrzymali fakturę z niedopłatą.
MPGK, które wywozi śmieci, ma podpisaną umowę z Mogileńskimi Domami. - Ryczałt, jaki płacimy na osobę to jest podobno cena wywozu jednego kubła. Nie wiem, jaką działalność gospodarczą musielibyśmy prowadzić, żeby wyprodukować tyle śmieci. Byliśmy u pana Padoła, żeby to wytłumaczyć, to nam powiedział, że tyle musieliśmy wyprodukować śmieci, albo ktoś nam musiał je podrzucić. My tutaj w tym budynku tworzymy wielką rodzinę i jeden drugiemu zwraca uwagę, jeżeli jest coś nie tak. Jak ktoś by nam podrzucił śmieci, od razu byśmy zauważyli. Tym bardziej jak byłby to podrzucony worek ze śmieciami - mówi reporterowi Jadwiga Mazurkiewicz.
W specjalnym boksie stoi 7 kontenerów, ale wszystkie - jak mówią mieszkańcy - nigdy nie są pełne. Sami bowiem dodatkowo prowadzą recykling. Oddzielnie składają w garażu worki. Mają worki na plastik, 60-litrową beczkę na puszki oraz osobny pojemnik na szkło. Szkło wywożą na Stawiska i wrzucają do ustawionego tam dzwonu.
Puszki natomiast sprzedają na złomie. - Mąż jak zobaczył ten rachunek to wyjął te worki z plastikiem i zapełnił wszystkie siedem pojemników do pełna. Mi się wydaje, że na tyle jest każdy uczciwy, że nie trzeba sprawdzać firmy, ile tych kontenerów wywiozła. My żadnych faktur nie widzimy, płacimy ryczałt. Mnie nurtuje jedno, czy jak faktury wpływają z MPGK do „Mogileńskich Domów”, to nikt nie zwrócił uwagi, że powstał tak drastyczny skok w ilości wywozu tych śmieci - zastanawia się pani Jadwiga.
Kiedyś - jak opowiada - mieszkało w budynku 7 rodzin i na każdą rodzinę był jeden kontener. Teraz jest 5 rodzin, ale te 7 kontenerów ciągle stoi. Mieszkańcy zastanawiają się, dlaczego nie zabrano tych kontenerów. Propozycja zabrania 2 kontenerów pojawiła się zdaniem mieszkańców z chwilą, kiedy otrzymali tak wysokie rachunki. - Cały styczeń wywozili tylko po 3 kontenery i my jesteśmy ciekawi, na ile kontenerów jest wystawiona faktura. My sami wokół domu utrzymujemy porządek. Powiedziano nam, że z momentem, kiedy wykupimy mieszkania na własność, będziemy musieli sami trawę kosić i sprzątać, ale my to robimy już teraz i u nas nie ma żadnego gospodarza, który by o to dbał. Nam ręce nie odpadną jak posprzątamy, czy odśnieżymy podwórko. Czy my mamy sami kontrolować wywóz śmieci? Nikt nam nie podpisze, że opróżniono jakąś ilość pojemników. Nigdy nie dostaliśmy takiej faktury, ale nam powiedziano, że kiedyś rozliczano wszystkie domy razem i nadpłaty, czy niedopłaty wyrównywały się. Teraz każdy budynek jest rozliczany osobno. Bardzo nas dziwi, dlaczego przez rok czasu nikt do nas nie przyszedł. I nikt tego nie zauważył, że zwiększyło się zużycie. To nie narosło w grudniu, tylko przez cały rok się nawarstwiało. Powiedziano nam, że śmieciarka była nawet 3 razy w tygodniu, ale przecież taki wywóz musiałby ktoś im wcześniej zgłosić - opowiada pani Jadwiga.
W sumie wszyscy najemcy lokali w budynku, czyli: Jadwiga Mazurkiewicz, Beata Rurak, Anita Nowak, Marianna Spochacz i Anna Sieszchuła mają razem 1.300 zł niedopłaty. Mieszkańcy przeliczyli, że po zsumowaniu wszystkich nadpłat u mieszkańców budynku, tygodniowo na 5 rodzin powinno być zapełnionych nie 7, a 11 pojemników. Czyli miesięcznie MPGK - ich zdaniem - powinno zabierać z posesji aż 44 pojemniki.
- Zamiast nauczyć nas recyklingu i ochrony środowiska, to podwyższają nam rachunki za niesegregowanie śmieci. Lepiej ich zdaniem jest wystawić kontener niż dać dodatkowe worki do plastiku czy szkła. Sami jedni świata nie uratujemy. Myśmy przez 3 lata ratowali i mamy tego skutki. To, co zebraliśmy, to jeszcze sami wywoziliśmy. Cały samochód załadowaliśmy szkłem i butelkami plastikowymi. Mamy już manię i odkręcamy nakrętki z butelek i pakujemy osobno i wywozimy. I co, taki dostaliśmy prezent. Zastanawiam się, czy warto jest chronić środowisko. Wychodzi na to, że nie - dodaje Jadwiga Mazurkiewicz.
Inna z mieszkanek budynku Beata Rurak twierdzi, że w tym samym czasie, gdy lokatorzy byli u Jerzego Padoła na rozmowie, przyjechała śmieciarka.
- Gdy wróciliśmy, sprawdziliśmy pojemniki. Były wywiezione tylko 3. Pozostałe 4 nie były ruszone. Przez ostatni tydzień uzbieraliśmy raptem dwa kontenery - opowiada Beata Rurak.
Jak poinformował nas prezes MPGK Artur Lorczak, pracownicy firmy raz w tygodniu odbierają śmieci. W momencie, kiedy trwa załadunek, kierowca zapisuje, ile pojemników zostaje opróżnionych. - „Mogileńskie Domy” otrzymują od nas fakturę miesięczną - mówi prezes Lorczak. Cena za pojemnik w MPGK do czerwca zeszłego roku wynosiła 7,92 zł netto, natomiast od czerwca została podniesiona na kwotę 8,71 zł netto. W miesięcznym wyliczeniu, jak podaje Artur Lorczak, w styczniu z posesji nr 48 przy ul. Kościuszki wywieziono 24 pojemniki. - Myśmy zauważyli zwiększoną ilość śmieci i nie jest to jedyny taki przypadek - dodaje prezes Lorczak.
Dyrektor Mogileńskich Domów Jerzy Padoł tłumaczy natomiast, że wszyscy mieszkający w zasobach Mogileńskich Domów w mieście płacą zaliczki po 8,77 zł. Do tego trzeba doliczyć dzierżawę małego pojemnika w wysokości 1,40 zł. Są również - zdaniem dyrektora Padoła - miejsca, gdzie trzeba ten pojemnik donieść do ulicy z głębi podwórka i to również kosztuje 1,50 zł. Jak mówi, to są koszty, które dolicza się do rachunku. Śmieci są rozliczane dla każdej nieruchomości osobno. - Mieszkańcy płacą zaliczki, a na koniec roku rozliczamy. I tam, gdzie wychodzi niedopłata, to obciążamy lokatorów. Często opłaty są związane z ilością pojemników. Niektórzy mieszkańcy zażyczyli sobie większą ilość pojemników, a tu się okazuje, że za każdy pojemnik trzeba zapłacić jeszcze dzierżawę, nawet jak stoi pusty. I za to również płaci użytkownik nieruchomości, bo inaczej być nie może. Często pytam, czy zabrać pojemniki, ale mieszkańcy nie chcą, a my musimy zapłacić za dzierżawę w MPGK. Są również sytuacje, że podrzucają śmieci. Bywa czasami również, że mieszkają ludzie niezameldowani, a śmieci produkują - tłumaczy Jerzy Padoł.
- Umówiłem się z mieszkańcami posesji, aby mogli zapoznać się z dokumentami. Jeżeli okaże się, że wkradł się jakiś błąd, to będzie to odpowiednio przeanalizowane i ewentualnie prostowane - dodał Jerzy Padoł.
Jak ustaliliśmy, do spotkania mieszkańców z Jerzym Padołem dojdzie, w piątek o 1000 w siedzibie Mogileńskich Domów.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 939 (6/2010)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze