Jeziora Wielkie
Do świąt szukają lekarstwa na oświatową zapaść
Nikt nie ma pomysłu na to, jak zatrzymać odchodzenie dzieci do szkół poza granicami gminy. - To są zaniedbania Rady tamtej kadencji. Bo do czego mają teraz wracać, do takich zaniedbanych szkół - argumentował radny Waldemar Ciesielczyk.
Radny Waldemar Ciesielczyk zarzucał radnemu Romanowi Skowronowi, że obecny problem z gminną oświatą wynika z zaniedbań poprzedniej władzy, w której Roman Skowron przewodniczył w Radzie Gminy
Radny Roman Skowron tłumaczył radnemu, że się unosi, a nie zna faktycznej sytuacji. Przypomniał, jak podczas likwidacji szkoły w Siedlimowie rodzice uczniów krzyczeli, że trzeba utrzymać małe szkoły, bo są bezpieczne dla dzieci. DZIECI UCIEKAJĄ
Radni z Jezior Wielkich dyskutowali 21 października podczas połączonych komisji Rady Gminy w Jeziorach Wielkich m.in. o sytuacji w oświacie.
Jak się okazuje, aż 110 dzieci chodzi do szkół na terenie sąsiednich gmin. Do szkół podstawowych za granicę gminy uczęszcza 43 uczniów, są to głównie dzieci z obwodu szkoły w Wójcinie. Natomiast 67 gimnazjalistów chodzi do gimnazjów w Strzelnie i Wilczynie. Tym samym z należnej subwencji oświatowej dla gminy Jeziora Wielkie około 869.000 zł otrzymują gminy sąsiednie.
Rodzice skorzystali z możliwości wcześniejszego posłania dzieci do klasy I w niewielkim stopniu i obecnie do klasy I uczęszcza 10 sześciolatków.
Radny Roman Skowron mówił, że cały czas nurtuje go odchodzenie dzieci szkolnych do innych gmin. - To jest tragedia, żeby 110 dzieci poszło poza teren naszej gminy. Ale pamiętam podczas kampanii wyborczej była mowa, że co niektórzy mówili „wszystko zrobimy, żeby dzieci ściągnąć te, które chodzą poza terenem ściągniemy do Wójcina”. A na razie nie widzę, żeby coś robiono w tym kierunku - mówił Roman Skowron.
TYLKO JEDEN RODZIC
Wójt Zbysław Woźniakowski tłumaczył, że próbował zatrzymać dzieci i młodzież na terenie gminy. W lutym zorganizowano spotkanie z rodzicami kl. V i kl. VI. - Planowałem zrobienie jednego oddziału gimnazjalnego w Wójcinie. Rodzice niestety byli nastawieni negatywnie, więc nie było sensu drążyć tego tematu dalej - mówił wójt.
Sekretarz gminy Grażyna Leśniewska dodała, że na spotkaniu w lutym padło konkretne pytanie, ile dzieci pozostałoby w gminie, gdyby utworzyć klasę gimnazjalną w Wójcinie. Okazało się, że tylko jeden rodzic podniósł rękę.
ORLIK, SALA, AUTOBUS
Waldemar Ciesielczyk uważał, że za to, iż 110 uczniów odeszło z gminy do szkół poza jej granicami winne są zaniedbania z poprzednich lat. Uważał, że na terenie gminy żadna placówka oświatowa nie ma konkretnych bodźców, które w jakikolwiek sposób przyciągałyby młodzież do siebie. Uważał, że jedną z przyczyn był brak orlika, brak sali gimnastycznej z prawdziwego zdarzenia. Kolejnym powodem był też zdaniem radnego Ciesielczyka niechęć do zabierania dzieci autobusem. - To są zaniedbania rady tamtej kadencji. Bo do czego mają teraz wracać, do takich zaniedbanych szkół? Panie radny, niech się pan nie ośmiesza - mówił Waldemar Ciesielczyk w kierunku radnego Skowrona.
Radny Skowron próbował się bronić. Tłumaczył radnemu, że się unosi, a nie zna faktycznej sytuacji. Przypomniał, że podczas likwidacji szkoły w Siedlimowie rodzice uczniów krzyczeli, że trzeba utrzymać małe szkoły, bo są bezpieczne dla dzieci - Wtedy krzyczeli, że w molochach źle się dzieci czują i jest niebezpiecznie. Proszę powiedzieć, ile dzieci się w Wilczynie uczy i nie jest to moloch? I co teraz rodzice mówią, że jest bezpieczniej i fajniej? - mówił radny Skowron.
- Ja nie wiem, co rodzice mówią - odpowiedział radny Ciesielczyk.
- To jak pan nie wie, to niech pan nie zabiera głosu. Jeżeli tak ludziom chodzi o to, żeby wysyłać dzieci poza gminę, to mają prawo i tego im nie zabronimy. Pan mówi, że poprzednia Rada zaniedbała, więc życzyłbym panu, żeby wszyscy w każdej kadencji zrobili tyle, co poprzednie Rady - mówił Skowron.
Waldemar Ciesielczyk wtrącał, że nie o to mu chodzi, przypomniał sprawę budowy szkoły i boiska w Wójcinie. Twierdził, że poprzednie rządy w gminie nie dopięły budowy szkoły do końca. Dodał, że szkoła w Wójcinie była przygotowywana na jeszcze jedno piętro i gdyby tak się stało i do tego zbudowano by boisko wielofunkcyjne, to dzieci wracałyby do gminy, a tak nie mają - jego zdaniem - do czego wracać.
SMĘTNY PLAC
Roman Skowron zarzucił radnemu Ciesielczykowi, że zabiera głos w sprawach, na których się nie zna. - Pan tylko hasłami tu żongluje - mówił.
Ciesielczyk nie dawał za wygraną. Zarzucił radnemu Skowronowi, że to on nigdy nie był i nie sprawdzał funkcjonalności szkół. - Niech pan nie opowiada głupot, bo pan nigdzie nie był. Jaki jest w Wójcinie plac zabaw przy szkole? Jest on tak smętny, że pożal się Boże - mówił Ciesielczyk.
Roman Skowron natomiast życzył, żeby wszyscy mieli tak smętne place zabaw jak w gminie Jeziora Wielkie.
ZAKUSY NA GAJ
Kłótnię radnych przerwała radna Grażyna Zwolińska, która stwierdziła, że rzeczywiście 43 uczniów z terenu Wójcina poszło do innego obwodu szkolnego. Jej zdaniem jest to tylko i wyłącznie decyzja rodziców. - Naprawdę rozmawia się z rodzicami. U nas (Wójcin przyp. pal) jest 20 dzieci, a powinno być 34, ale są również tacy mieszkańcy, którzy są u nas zameldowani, a w ogóle tu nie mieszkają. I jest to różnica 14 dzieci - mówiła radna Zwolińska.
Radny Waldemar Ciesielczyk przypomniał, że na zebraniu sołeckim w Gaju mieszkańcy powiedzieli, że jak będzie nadal taka szkoła i nie będzie konkretnego dowozu i konkretnego boiska, to wójt Wilczyna czyni starania, żeby podstawić autobus do Gaju, aby zabrać dzieci do Wilczyna.
Słowa Ciesielczyka potwierdził radny z Gaju Marcin Czaplicki. - To są subwencje, to jest konkretna kasa. Róbmy to samo. Podstawmy konkretny autobus, a nie jak my latem jechaliśmy szkolnym autobusem to byliśmy spoceni po 15 minutach. Podstawić konkretny duży autokar z klimatyzacją, zainwestujmy raz, a nie planujemy coś tylko, aby tylko było. Róbmy to na lata, a nie tylko na 1 rok - apelował radny Ciesielczyk.
- Jak by były środki, panie Waldku, to byśmy kupili ze 3 takie autobusy - wtrąciła radna Grażyna Zwolińska.
Zdaniem Ciesielczyka, gdy gmina Jeziora Wielkie nic nie zacznie działać, to Wilczyn pozyska dzieci z Gaju i zamiast setki dzieci odejdzie ich około 200.
TO KONFLIKT
Radny Jarosław Graczyk bronił szkoły w Wójcinie. Jego zdaniem, dzieci odchodzą nie dlatego, że tak im się nie podoba w Wójcinie, bo - jego zdaniem - w Wójcinie jest infrastruktura. Radny twierdził, że dla dziecka jest ważne, by móc grać na boisku czy hali. Uważał, że nie ściągnie się dzieci do danego gimnazjum, tylko na zasadach przekonywania rodziców, żeby przyszły do danego gimnazjum, bo gminie subwencja ucieka.
- Jeżeli tylko jedno dziecko chciało zostać w gimnazjum w Wójcinie, to coś jest nie tak między rodzicami, a nauczycielami, bo chyba tam jest ten konflikt, bo inaczej sobie tego nie wyobrażam. Jak ja miałbym wysłać dziecko do Włostowa, czy Wilczyna, a mogłoby iść z buta w Wójcinie, to bym się nie zastanawiał i poszłoby do Wójcina - mówił radny Graczyk.
Po czym zauważył, że 110 dzieci, które odeszły do Wilczyna, są to dzieci z obwodu, który jest najlepszy w całej gminie - Państwo widzieliście szkołę w Jeziorach Wielkich, w Rzeszynku i Włostowie, to zupełnie nie da się porównać. Klasa, która w Jeziorach Wielkich ma 37 m2, to taka sama klasa w Wójcinie ma 60 m2. Tego się nie da porównać - mówił Graczyk.
CZEGO SIĘ BOICIE
Radny Jerzy Burzyński stwierdził, że sprawa szkoły w Wójcinie nie jest wcale taka kolorowa. Przypomniał, że był radnym również w poprzedniej kadencji i pamięta jak przesuwano pieniądze w budżecie (8.000 zł), na konieczny remont przeciekającego dachu właśnie na szkole w Wójcinie. - Ten dach przecieka od chwili powstania, ja jestem świadkiem i koledzy również, co roku pani dyrektor prosi o dofinansowanie na remont dachu - mówił.
- Albo podejmujemy decyzje odważne, albo nie podejmujemy. Trzeba to sensownie jakoś załatwić, a trwać w tym dalej nie ma sensu, kiedy 40 procent budżetu idzie na same szkolnictwo i pochodne. Ja widzę, że jest to temat tabu, bo każdy boi się wziąć za to odpowiedzialność - mówił radny Ciesielczyk. Wówczas Roman Skowron dodał, że oprócz tego, że odważnie, to trzeba również mądrze to zrobić.
PRACUJĄ TAJNIE
Radni zaczęli wtedy rozmawiać o powołanym zespole do spraw reorganizacji oświaty. Przypomnijmy, że tydzień temu członkowie zespołu nie chcieli obecności reportera Pałuk na zebraniu.
Radny Jerzy Burzyński mówił do radnego Graczyka: - Kolega mówił, że sznurujecie usta prasie. Ja nie rozumiem dlaczego. Może z tego zespołu jest wyłoniony przewodniczący. Ktoś, kto przekaże najważniejsze osiągnięcia tej komisji, bo nie wiemy, co w temacie piszczy - mówił radny Burzyński.
Jarosław Graczyk stwierdził, że przewodniczącego zespół nie ma. Natomiast wójt tłumaczył, że jest to zespół, który ma wskazać i ocenić jakie należałoby kierunki podjąć, żeby można cokolwiek zrobić i na oświacie zaoszczędzić.
Radny Burzyńskiego interesowało, czy są jakieś protokoły, czy nagrania z posiedzeń zespołu, aby można było to odsłuchać. - Nie ma, bo to jest tajne - odpowiedział radny Ciesielczyk.
Radny Burzyński pytał, dlaczego tajne i czy obrady takie mogą być tajne.
Ostatecznie okazało się, że wypracowane przez powołany zespół propozycje dla jeziorańskiej oświaty radni poznają prawdopodobnie przed świętami bożonarodzeniowymi.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1028 (43/2011)
Komentarz
Reforma oświaty przy drzwiach otwartych
Gminę Jeziora Wielkie czeka rewolucja w systemie oświaty. Wizja likwidacji jednej ze szkół podstawowych staje się koniecznością. Nie tylko ze względu na świecąca pustkami gminną kasę - głównym powodem jest bardzo mała liczba dzieci.
Podczas obrad połączonych komisji radni pytali członków zespołu powołanego do opracowania strategii reformy szkolnictwa na terenie gminy, jakie wypracowali koncepcje uzdrowienia gminnej oświaty. Jedynie radny Sławomir Jendrzejczak potrafił odważnie powiedzieć, że jego zdaniem gimnazjum we Włostowie powinno być zlikwidowane, a takowe winno powstać w Jeziorach Wielkich. Pozostali nie mieli nic do powiedzenia
Członkowie zespołu zarzucali reporterowi, że wypaczył znaczenie powołanego zespołu. Twierdzili, że nie oni będą reformować oświatę, że to zrobią radni, podejmując stosowną uchwałę. I tak, i nie. Przecież nie kto inny, jak członkowie powołanego zespołu opracują koncepcję reformy i przedstawią ją radnym. To oni będą przeliczać dane, rozważać warianty, odrzucać rozwiązania złe, by wybrać najlepsze. Radni będą mieli głos ostateczny - zaakceptują lub odrzucą reformę, ale tak naprawdę to w zespole wypracuje się rozwiązanie. Praca tego zespołu powinna być więc, moim zdaniem, jawna, a nie prowadzona za zamkniętymi drzwiami.
Warto przy okazji przytoczyć słowa wypowiedziane podczas spotkania połączonych komisji przez Grażynę Leśniewską: ...Macie swoich przedstawicieli i to nie jest żadna tajemnica, jeżeli któryś z radnych oprócz tego, że nie jest w zespole, pracami zespołu jest zainteresowany, to ja myślę, że mogę to powiedzieć w imieniu zespołu i gorąco zapraszam na takie spotkania. Bo im więcej ludzi będzie znało kulisy tego, tym lepiej. Po tych słowach pani sekretarz uważam, że przy następnych obradach zespołu nikt nie będzie zdziwiony obecnością reportera „Pałuk”, skoro przecież im więcej ludzi będzie znało kulisy tego, tym lepiej.
Zgadzam się z radnym Ciesielczykiem w kwestii, że kłopoty z oświatą w gminie wzięły się z zaniedbań poczynionych przez poprzedników. Moim zdaniem przeszło 10 lat temu przy reformie oświaty, kiedy powstawały gimnazja, trzeba było od początku gimnazjum utworzyć w Jeziorach Wielkich, w centrum gminy, a nie na jej obrzeżach we Włostowie. Od samego początku, moim zdaniem, usytuowanie właśnie w tym miejscu gimnazjum było skazane na porażkę.
Myślę, że członkowie zespołu przy opracowaniu strategii reformy szkolnictwa wezmą pod uwagę współpracę z prasą i nie będą szczycić się, tak jak radny Graczyk, że trafili na pierwszą stronę gazety. Nie będą uważali tego za swój życiowy sukces. Pan Graczyk mówiąc do mnie te słowa zapomniał chyba, że w tym samym numerze trafił też na ostatnią stronę gazety, a to już nie było chyba takie miłe.
Myślę, że członkowie zespołu będą mieli na uwadze dobro mieszkańców i dzięki prasie o ich poczynionych krokach dowiedzą się ci, których najbardziej reforma dotyczy, czyli mieszkańcy gminy, a nasi czytelnicy.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1028 (43/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze