Reklama

Dodatkowy pokój nie dla niej

Przez błędy urzędników i bałagan Elżbieta Zemska nie znalazła się na liście oczekujących na zamianę komunalnego lokalu mieszkalnego, choć wniosek złożyła w ubiegłym roku. Jej wniosek znajduje się za to w rejestrze oczekujących na przydział mieszkania komunalnego, choć takowe już ma.

Elżbieta Zemska nie może zrozumieć, jakie kryteria obowiązują w gminie Strzelno przy przydziale mieszkań komunalnych. W jednym przypadku 28 m2 jest wystarczające dla dwóch osób, a w drugim 70-metrowe mieszkanie przydziela się rodzinie trzyosobowej. fot. Paweł Lachowicz

     TYLKO JEDEN POKÓJ
     Elżbieta Zemska z 13-letnią córką Julią od 10 lat mieszka w kamienicy komunalnej przy ul. Świętego Ducha w Strzelnie. Zajmuje mieszkanie o powierzchni 28 m2. W chwili otrzymania przydziału lokal składał on tylko z jednego pokoju i kuchni. Kobieta własnym sumptem wykonała generalny remont mieszkania i wydzieliła z jednej izby pokój dla dorastającej córki.
     Dwa lata temu zmarła jej sąsiadka Zofia Jańczak, która zajmowała mieszkanie o pow. 75 m2. Pani Elżbieta od razu starała się u burmistrza o przydział jednego pokoju z tego lokalu. - Mam w swoim mieszkaniu zaślepione drzwi do jednego z pokoi po zmarłej sąsiadce. Myślałam, że skoro z córką zajmujemy mieszkanie o powierzchni 28 m2, to może uda się otrzymać ten jeden pokój, bo więcej nie potrzebujemy. Według danych, które otrzymuję przy przyznawaniu dodatku mieszkaniowego, powierzchnia normatywna na moją rodzinę wynosi 40 m2 - mówi. Elżbieta Zemska dodaje: - Moja mama ma 86 lat i ma złamaną kość szyjki udowej, potrzebuje 24-godzinnej opieki. Dlatego starając się o ten dodatkowy pokój myślałam też o mojej mamie. W tym czasie mieszkała w prywatnej kamienicy. Tam ubikacja była na półpiętrze i mama nie była w stanie do niej schodzić. Przyszła komisja mieszkaniowa, przyszedł pan burmistrz i powiedzieli, że nie ma sprawy, coś musimy pani załatwić, będzie dobrze, niech się pani nie martwi. Skończyło się na tym, że jednak gmina nic nie musi, a nad mamą zlitował się ks. proboszcz Otton Szymków i udostępnił jej mieszkanie na probostwie.
     W wydziale mieszkaniowym Urzędu Miejskiego usłyszeliśmy, że zgodnie z ustawą o ochronie praw lokatorów, powierzchnia minimalna przypadająca na członka gospodarstwa domowego najemcy nie może być mniejsza niż
     5 m2, a w wypadku jednoosobowego gospodarstwa domowego 10 m2. Pani Elżbieta zajmuje lokal o powierzchni 28 m2, czyli, jak mówią pracownicy mieszkaniówki, mieści się w kryteriach zajmowanego lokalu.
     MIESZKANIE DOSTAŁ KTO INNY
     Mieszkania o nowy pokój pani Elżbieta jednak nie powiększyła, gdyż burmistrz Ewaryst Matczak uznał wtedy, że spaliły się komunalne domy przy ul. Inowrocławskiej i lokale potrzebne są dla pogorzelców.
     Mieszkanie obok zaproponowano Mirosławie Kosmowskiej - dyrektor Przedszkola nr 2 w Strzelnie i jej rodzinie. W mieszkaniu zlikwidowano piece kaflowe, bo przyszła lokatorka chciała założyć centralne ogrzewanie. Gmina przeprowadziła kapitalny remont, ale ostatecznie przyszła lokatorka z niego zrezygnowała. Pani Elżbieta od burmistrza usłyszała ponownie, że pokoju nie dostanie, bo cały czas są pogorzelcy na pierwszym miejscu.
     Później okazało się, że komisja mieszkaniowa przyznała mieszkanie Pawłowi Namieśnikowi, który w zamian miał zdać zajmowane mieszkanie komunalne o mniejszym metrażu, ale on też z tego mieszkania zrezygnował. Ostatecznie komisja mieszkaniowa przyznała to mieszkanie Joannie Marciniak i jej rodzinie: mężowi Mateuszowi i rocznemu synkowi Natanowi. - Okazało się, że mieszkanie otrzymała córka pracownika M-GOPS Mirosławy Kluczykowskiej. Ja powiedziałam, no chwileczkę. Z jakiej racji burmistrz przyznaje mieszkanie rodzinie trzyosobowej. Uważam to za głęboko niesprawiedliwe, bo skoro ja mam 28 m2 na dwie osoby i mi ktoś powiedział w Urzędzie, że mi się tylko tyle należy, to z jakiej racji trzyosobowa rodzina, znów ze stołka, dostaje 75 m2. Pytam, gdzie tu sens, gdzie logika? To kim ja niby jestem? To, że jestem samotną matką, że nie mam wielkich dochodów, że nie jestem na stołku, to czy ja muszę gnić? - Elżbieta Zemska stawia trudne pytania.
     SŁOWO BURMISTRZA
     O słowach burmistrza Matczaka mówi tak: - Burmistrz tylko mi przytakiwał. On mówi wszystko to, co ludzie chcą usłyszeć. Zamyka drzwi za sobą i zapomina, że w ogóle był. Ja czuję się zwyczajnie zlekceważona. Jestem osobą zrównoważoną i nie chcę żadnych awantur. Mało tego, tym bardziej, że nie mam jakieś pozycji w Strzelnie, to nie chcę zadzierać z nikim, ale jak widzę, że mi się krzywda dzieje, i że ktoś po mnie jeździ i lekceważy, to coś trzeba zrobić.
     ZACHĘCAŁ DO ZAMIANY
     Kolejnym pomysłem była zamiana mieszkania na większe, z kimś kto ma kłopoty z płaceniem czynszu. - Burmistrz powiedział, że nie ma sprawy. „Pani Elu wie pani, ilu ludzi chce się zamienić na mieszkania”. Wymieniał mi ilu chce się wymienić. „Tylko niech pani napisze wniosek” - opowiada Elżbieta Zemska. Po sugestii burmistrza Matczaka w ubiegłym roku napisała wniosek i zaniosła do Urzędu Miejskiego. Otrzymała wtedy odpowiedź, że najpierw musi zostać umieszczona na liście oczekujących na zamianę lokalu mieszkalnego. Ale lista oraz złożone wnioski weryfikowane są przez komisję mieszkaniową pod koniec roku, więc trzeba czekać na odpowiedź. - Pomyślałam, że skoro napisałam wniosek, to automatycznie powinni wiedzieć, że chcę zamiany i na listę powinni mnie wciągnąć. Pod spodem napisali, że wniosek rozpatrzą pod koniec roku, a dzisiaj jest czerwiec i nic - mówi.
     NA LIŚCIE DO ZAMIANY JEJ NIE MA
     Spytaliśmy referenta do spraw mieszkaniowych UM Dariusza Głowackiego i starszego specjalistę do spraw administracji budynków komunalnych Sylwię Kowalską, na którym miejscu listy oczekujących na zamianę lokalu mieszkalnego znajduje się Elżbieta Zemska. Okazało się, że w ogóle nie jest umieszczona na liście. W biurze rozpoczęły się gorączkowe poszukiwanie złożonego przez panią Zemską wniosku. Wniosek znalazł się w teczce osobowej założonej na jej nazwisko. Pracownicy nie umieli wytłumaczyć, dlaczego nie jest umieszczona na liście. Sugerowali, że widocznie komisja mieszkaniowa nie zaakceptowała jej wniosku. Po dalszym sprawdzeniu okazało się jednak, że jedna z pracownic, która już nie pracuje w Urzędzie, gdyż zastępowała Dariusza Głowackiego gdy ten przebywał na zwolnieniu lekarskim, umieściła panią Zemską w rejestrze wniosków złożonych na przydział mieszkania komunalnego. Przy jej nazwisku postawiony był znak zapytania. Siłą rzeczy logicznym było, że nie mogła ona starać się o przydział mieszkania, skoro już takowe posiadała. W ten sposób pominięta została podczas prac komisji związanych z weryfikowaniem listy osób oczekujących na zamianę mieszkania komunalnego.
     Nie mieliśmy możliwości spytania burmistrza, dlaczego obiecał Elżbiecie Zemskiej zamianę mieszkania, skoro - jak zawsze podkreśla - sprawą przydziału mieszkań zajmuje się tylko i wyłącznie komisja mieszkaniowa. Sekretarz Urzędu Miejskiego Jarosław Marek powiedział tylko: - Mieszkania przyznaje komisja mieszkaniowa, nie burmistrz, dlatego ja się do tego nie ustosunkuję.
     KOMISJA SPRAWDZI
     Członkinie komisji mieszkaniowej, radne Irena Mohylowska i Emilia Walkowiak powiedziały reporterowi, że nic nie wiedziały o sprawie przydziału dodatkowego pokoju dla Elżbiety Zemskiej. - Owszem, mieszkanie to było przeznaczone dla pogorzelców, ale żaden z nich nie chciał przyjąć tego mieszkania. Pan Namieśnik również zrezygnował. A pani Marciniak dostała to mieszkanie, gdyż od 15 lat czeka na mieszkanie i była na czołowym miejscu. Nie ma to żadnego powiązania z pracującą w M-GOPS jej mamą - zapewnia Irena Mohylowska.
     Natomiast Emilia Walkowiak dodała: - Gdybyśmy wiedzieli przynajmniej miesiąc wcześniej, to ten pokój można by przydzielić pani Zemskiej. Być może nowy najemca byłby gotowy oddać ten jeden pokój.
     Spytaliśmy także, dlaczego pani Zemska nie znalazła się na liście oczekujących na zamianę mieszkania. Obie radne tej sprawy także nie znały. - Trzeba by to jeszcze raz przeanalizować. Będziemy mieli w środę spotkanie komisji i co prawda nie będziemy omawiać sprawy mieszkań, ale przekażemy przewodniczącemu całą sytuację i być może uda się jeszcze w czerwcu spotkać w tej sprawie. Bo jak nie, to dopiero sprawą będziemy się mogli zająć w październiku - dodała Emila Walkowiak.
     Dlaczego dopiero w październiku? Otóż dlatego, ze zbliża się okres letni i następne posiedzenia komisji i sesja odbędą się dopiero po wakacjach.

Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1322 (24/2017)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości