Reklama

Dostał nożem w szyję na środku jeziora

W trakcie odłowu ryb dla firmy Inter Fisch dramatyczne chwile przeżyli na łódce Teresa i Piotr Gawalscy z Ostrowa. Z innej łódki zostali zaatakowani pięścią i nożem przez Adama A. z Inowrocławia. Ranny Piotr Gawalski trafił do szpitala, Adam A. uciekł. Policja zatrzymała go nazajutrz, został aresztowany na 3 miesiące.

Teresa Gawalska z Ostrowa pokazuje reporterowi ranę na szyi 60-letniego męża Piotra po zadaniu ciosu nożem przez 38-letniego Adama A. z Inowrocławia. Wszystko działo się 3 sierpnia na łódkach podczas legalnego odłowu ryb przez małżeństwo dla firmy „Inter-Fish”. fot. Magdalena Lachowicz

     GROŹBY Z BRZEGU
     3 sierpnia około 19:00 Teresa i Piotr Gawalscy wypłynęli w Ostrowie (gm. Strzelno) łódką na Jezioro Ostrowskie. Na brzegu stała grupka ludzi, wśród nich Adam A. z Inowrocławia i jego rodzina. W kierunku małżeństwa na środek jeziora popłynęły wyzwiska. Dwóch mężczyzn stojących wcześniej na brzegu wsiadło do łódki i popłynęło w kierunku małżeństwa.
     - Ustawialiśmy sobie sieci na środku jeziora naprzeciwko kościoła. Od razu usłyszeliśmy, że ktoś krzyczy: „wy kur..., wy kłusownicy”. Okazało się, że to Adam A. „Piechu”, mój mąż krzyczał do niego „zamknij się”, a ten znowu: „wy tacy i owacy”. Wtedy ja krzyknęłam, żeby się zamknęli. Wtedy nawet nie pomyśleliśmy, że on podpłynie do nas, żeby się z nami bić. Ja mówię, o mały włos, a dzisiaj bylibyśmy już trupami - opowiada reporterowi Teresa Gawalska.
     PRACUJĄ PRZY ODŁOWIE RYB
     Teresa i Piotr Gawalscy mieszkają w Ostrowie (gm. Strzelno) w czterorodzinnym bloku. Kiedyś budynek był własnością Zakładu Rybackiego w Kruszwicy. W Ostrowie znajdowała się wówczas Baza Hodowli Pstrąga. W tym zakładzie pracował Piotr Gawalski. W 1992 r. cały obiekt bazy hodowlanej przejął Urząd Miejski w Strzelnie. Obecnie rodzina Gawalskich pracuje przy odłowie ryb na jeziorze w Ostrowie i Przyjezierzu na zlecenie firmy Inter Fisch z Inowrocławia z siedzibą w Czerniaku (gm. Mogilno). Na odłów ryb posiadają zezwolenie, które co miesiąc musi być odnawiane. Takie zezwolenie małżeństwo w przypadku wypłynięcia na jezioro musi mieć zawsze przy sobie, na wypadek kontroli, na przykład Straży Rybackiej.
     - Prowadzimy zeszyt, ile ryb odstawiamy. W tej chwili sieci zastawiane są na sielawę, szczupaków nie ma, linka też nie. Bez takiego zezwolenia to my byśmy na wodę nie popłynęli, a oni krzyczą, że my kłusownicy jesteśmy. My nawet wędkarzom dajemy luzy i sieci zastawiamy pod wieczór, tak, że w dzień oni mogą sobie łowić. O 4:00 rano wypływamy na wodę, żeby zdążyć ściągnąć sieci, jak wędkarze wypłyną. Ryby odstawiamy do Kunowa, jak złapiemy szczupaki, linki, tołpygę, sielawę. A takie ryby, jak okonek czy płotka, to my możemy do siebie wziąć. To jest taka praca na zlecenie. Ile złowimy, tyle zarobimy - opowiada Teresa Gawalska.
     Z zaświadczenia, które pokazali nam państwo Gawalscy wynika, że zezwolenie na odłów ryb ważne jest do 31 sierpnia. Upoważnieni do odłowu ryb są Piotr Gawalski, Teresa Gawalska i Grzegorz Gawalski. Rodzina upoważniona jest do sprawowania nadzoru i wykonywania odłowów kontrolnych na jeziorach w Ostrowie i Przyjezierzu. Odłowy mogą wykonywać tylko i wyłącznie z łodzi oznaczonej numerem KP-INO-0004R. Upoważnienie wydane zostało 1 sierpnia przez prezesa Inter-Fisch Marcina Szymańskiego.
     NA ŚRODKU JEZIORA
     - Ja stawiałam sieci, a chłop mój wiosłował. Patrzymy, a oni [Adam A. i jego brat Maciej A. - przyp. mal] podpływają i już na stojąco Adam A. krzyczał: „ja was kur... pozabijam, ja was potopię” i za męża się wziął. Pierwszy strzał dostał z pięści w kość policzkową po lewej stronie, potem sięgnął do kieszeni i wyciągnął nóż. Dźgnął go w szyję, a że mąż się odsunął, to mu tak tylko przyciął, ale lekarz powiedział, że dwa centymetry brakowało, by trafił w tętnicę. Ja stałam na tej łodzi, łzy mi leciały i nagle zobaczyłam, że niedaleko płynie wędkarz i zaczęłam do niego krzyczeć, żeby dzwonił na policję. A ten A. cały czas na moim mężu siedział i go tym nożem boksował, a mąż się odchylał. Potem jak chciał mąż uciekać, to się potknął, to ten go za nogę złapał, mąż już prawie głową we wodzie był, ja już byłam tak przerażona, bo myślałam, że mi męża utopi. On był tak agresywny, że ja jeszcze takiej agresywności nie widziałam - opowiada naszemu reporterowi Teresa Gawalska.
     Adam A. mieszka w Inowrocławiu, w Ostrowie przebywa w okresie letnim, gdyż na działce obok kościoła ma swój domek letniskowy. Pytaliśmy, czy wcześniej Adam A. też był taki agresywny w stosunku do nich. Pani Teresa odpowiedziała, że nie był. - Ja też z nim nigdy do czynienia nie miałem - mówi Piotr Gawalski.
     - On krzyczał „ja was ku...zabiję”. My też zakładamy butelki, żeby wędkarze widzieli, w którym miejscu są sieci, to powiedział, że nam je poucina. Podnosił te butelki do góry, nożem ciął. To co myśmy przeżyli tego nawet opowiedzieć się nie da. Nie wiem, czy to ktoś go do tego namówił, czy co. Nie wiem. Mąż złapał się za szyję i krew zobaczył. A ten A. jeszcze bardziej się zaczął śmiać - opowiada pani Teresa.

Aktualne upoważnienie od firmy „Inter-Fisch” na odłów ryb dla rodziny Gawalskich fot. Magdalena Lachowicz

     NOŻOWNIK UCIEKŁ, PRZYJEŻDŻA POLICJA
     - Ja nie wiem nawet, jak dotarliśmy do brzegu. Ja byłam w takim szoku, że nawet nie wiem jak zadzwoniłam na 112. Okazało się dodzwoniłam się do Bydgoszczy i nawet o tym nie wiedziałam. Prosiłam tylko o szybki przyjazd policji i karetki. Ten z dyżurki mi powiedział, że mam wytłumaczyć o co chodzi, czy potrzebujemy pomocy, a ja tylko powiedziałam, ze nie wiem co mam tłumaczyć, że mają szybko przyjechać na Ostrowo. Wtedy od razu przełączył mnie na Mogilno, Strzelno i na Przyjezierze i przyjechały trzy radiowozy. Za nimi przyjechała karetka. Ratownicy z karetki powiedzieli, że trzeba zabrać do szpitala, bo nie wiadomo jaka rana jest głęboka. A to był taki mały nożyk. On nie trzymał go tak jak trzyma się nóż za rękojeść, tylko trzymał tak w garści, a jak nim operował, Boże. Nie wiem, jak do brzegu dopłynęliśmy, nie pamiętałam nawet, że na policję dzwoniłam. Jak mi zmierzyli ciśnienie, to ponad 200 miałam. Ja, żebym taka zdenerwowana nie była, to bym wzięła samochód i prosto w bramie przy kempingu do nich bym stanęła, tak, że on samochodem by nie wyjechał, a tak uciekł - mówi Teresa Gawalska.
     PARĘ CENTYMETRÓW OD TĘTNICY
     Około 19:15 do Ostrowa przyjechały trzy radiowozy policyjne i karetka pogotowia. Pan Piotr zabrany został do szpitala. Tam lekarz stwierdził, że koniecznie jest założenie szwów. - Boże jak on by się nie uchylił, to już bym męża nie miała. Przecież on mógł go zabić, parę centymetrów od tętnicy trafił - mówi pani Teresa.
     - Ja tyle lat w rybołówstwie pracuję i się jeszcze z takim czymś nie spotkałem. Jak ja ten nóż u niego zobaczyłem, to się przeraziłem. Krzyczałem tylko „on ma nóż”. Złapał mnie za nogę i chciał mnie w jeziorze utopić. Jak się oswobodziłem, to on nóż wyciągnął. A tam cała ekipa stała na brzegu i się przyglądała. Obserwowali co on nam zrobi - dodaje pan Piotr.
     Pani Teresa przypomina sobie, że jej mąż krzyczał do stojących na brzegu, żeby zabrali Adama A.
     - Krzyczał do jego ojca „Piotruch weź go stąd”. Potem Adam A. odpłynął kawałek i pokazał, że trzyma butelkę i groził, że nam wszystkie sieci porwie. A on nawet nie powinien tej butelki dotknąć, bo jak dotknie i widziałaby to Straż Rybacka, to już miałby mandat, bo uznaliby go za kłusownika. Jak zobaczyli wędkarza i ja zaczęłam krzyczeć, to oni odpłynęli. Grzegorz widział Adama A. jak wyjeżdżał i spytał go co zrobiłeś z moimi rodzicami , to on krzyknął „odj... się”. Mały ten nożyk miał, srebrny. Ale policja tego noża nie znalazła, może go do wody wrzucił. On nawet całą łódkę wyczyścił i motorek odkręcił. Przyjechał kryminalny z policji, żeby zdjąć odciski. Z naszej łodzi nie mógł wziąć, bo na naszej była tylko krew poszkodowanego, czyli mojego męża. Tłumaczyłam policjantowi, że w tym miejscu chwytał za łódkę, żeby nas do siebie przyciągnąć, więc tam muszą być odciski. Jednak okazało się, że było za bardzo wilgotno i odcisków nie dało rady zdjąć. Tylko miejsca od krwi oznakowali. A tamci swoją łódkę wyczyścili, motorek schowali i tak, jakby w ogóle na jezioro nie wypływali. Oni mądrzy byli - opowiada Teresa Gawalska.
     Piotr Gawalski opuścił szpital jeszcze tego samego wieczora 3 sierpnia. Około północy syn Grzegorz odebrał go ze Strzelna. Ranę lekarz opatrzył, wykonali też prześwietlenie głowy i nie było konieczności dalszej hospitalizacji. 11 sierpnia musi zgłosić się do kontroli. Jeszcze w niedzielę 6 sierpnia narzekał, na ból głowy.
     NOŻOWNIK W ARESZCIE
     Adam A. zdążył wyjechać z Ostrowa. 4 lipca został zatrzymany w Inowrocławiu poza swoim miejscem zamieszkania przez policjantów z powiatu mogileńskiego. Został przewieziony do aresztu w siedzibie Komendy Powiatowej Policji w Mogilnie.
     W piątek, 4 sierpnia Gawalscy byli na policji, gdyż musieli rozpoznać sprawcę. - Dali nam ich chyba z 12 do rozpoznania, ale od razu wskazaliśmy na tego A. bez problemu - mówią Gawalscy.
     5 sierpnia decyzją Sądu Rejonowego w Mogilnie Adam A. został tymczasowo aresztowany na 3 miesiące. Zarzut prokuratorski dotyczy paragrafu 159 Kodeksu Karnego, który mówi:
     Kto, biorąc udział w bójce lub pobiciu człowieka, używa broni palnej, noża lub innego podobnie niebezpiecznego przedmiotu, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.
     - Teraz to ja się boję wychodzić nawet na podwórko, bo nie wiem kto przyjedzie i z nożem wyleci. Na policji powiedzieli, że jak tylko pojawią się jakieś obce podejrzane osoby, to zaraz mam na policję dzwonić. On podobno ma wyrok w zawiasach teraz mu odwieszą, a to było usiłowanie zabójstwa, lekarz też powiedział, że dobre pociągnięcie nożem, to by tętnicę przeciął. Boże Święty nawet nie mogę myśleć, jak to mogło się skończyć. Co ja bym potem zrobiła - dodała pani Teresa.
     PRZYBIEGŁ Z POCIĘTĄ BRODĄ
     Mieszkańcy Ostrowa powiedzieli nam, że po czwartkowym zajściu nie czują się bezpieczni. Zwracają uwagę, że kilka dni wcześniej zaatakowany został nożem mieszkający w budynku po byłej szkole w Ostrowie Piotr K. - Piotr przybiegł na podwórko z pociętą brodą. Krzyczał, że A. go pociął. Mówił, że gdyby się nie odsunął w porę, to poderżnąłby mu gardło. Jego żona Agnieszka przybiegła i mówiła by zadzwonić na policję. Ale my powiedzieliśmy, że to oni sami muszą zgłosić - opowiadają nam mieszkańcy Ostrowa.
     Z naszych informacji wynika, że feralnego dnia Piotr K. nie zawiadomił policji. Jednak wieść o całym zajściu rozeszła się błyskawicznie po okolicy. Do pokrzywdzonego dotarł funkcjonariusz policji, ale z tego co usłyszeliśmy Piotr K. nie chciał złożyć doniesienia, ani nie chciał zgłosić faktu, że A. potraktował go nożem. Miał powiedzieć, że boi się zemsty i chce mieć spokój.

Reklama

Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1330 (32/2017)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości