Reklama

Dowożenie dzieci okazało się możliwe

Lubstówek
     Dowożenie dzieci okazało się możliwe
     Trzeba było zmiany wójta w Jeziorach Wielkich, by autobus szkolny podjeżdżał po synów Anny i Jacka Leśniewskich do skrzyżowania. Tak, by chłopcy nie musieli dochodzić codziennie około 3 km na przystanek autobusowy znajdujący się w centrum wsi.

Od 2 września Huberta i Jakuba Leśniewskich autobus odbiera i dowozi do skrzyżowania. Do miejsca, o które walczyli rodzice chłopców. Na zdjęciu Anna Leśniewska odbiera chłopców.
         fot. Paweł Lachowicz

     Anna i Jacek Leśniewscy wraz z dwójką synów 7-letnim Hubertem i 4,5-letnim Jakubem mieszkają w Lubstówku (gm. Jeziora Wielkie). Ich dom położony jest przy granicy powiatów mogileńskiego i konińskiego. Miejsce to nazywane jest przez mieszkańców wybudowaniami, gdyż aby dojść do centrum wsi rodzina musi pokonać około 3-kilometrowy odcinek. Jest to droga w większości wapienna i biegnie w pobliżu lasu. Pomimo to rodzina jakoś sobie radzi z dojazdami, np. po zakupy. Problem pojawił się w momencie, kiedy przyszedł czas, aby starszy syn podjął naukę w szkole. Dzieci z Lubstówka uczęszczają do Szkoły Podstawowej w Rzeszynku, bo tam sięga rejonizacja. Tam też Hubert Leśniewski miał wówczas podjąć naukę w oddziale zerówkowym. Jakub natomiast zaczynał edukację w oddziale przedszkolnym w Rzeszynie.
     Od domu rodziny Leśniewskich do skrzyżowania z drogą gminną jest około 600 m, zaś do przystanku autobusowego, skąd dzieci zabierane są do szkoły, który mieści się w centrum wsi, obok wiejskiej świetlicy, odległość - jak mówił pan Jacek - sięgała blisko 3 km.
     Rodzice dążyli więc do tego, aby autobus po dzieci dojeżdżał chociażby do skrzyżowania. Jacek Leśniewski przekonywał poprzedniego wójta Marka Maruszaka do tego, by mógł dzieci przyprowadzać do skrzyżowania i tam czekać na autobus. Wójt uważał, że ma zaprowadzać synów koło świetlicy.
     W ubiegłym roku Jacek Leśniewski zwrócił się także o pomoc do naszej redakcji. Powiedział, iż poruszył tę sprawę dlatego, że kiedy on był dzieckiem, to również ówczesna władza nie chciała załatwić autobusu, który przyjeżdżałby w miejsce, o którym mówi nasz rozmówca. - Pan Mielcarek, który woził mleko, zabierał nas z domu już o 6:45 rano i jechał przez las, przez zarośla i byliśmy w szkole już o 7:00 i wtedy musieliśmy czekać godzinę czasu na lekcje, bo nas również nie chcieli dowozić. Chcę uchronić przed tym moje dzieci, chcę, aby miały lepiej niż ja. Mi chodzi tylko o to, aby autobus dojechał do skrzyżowania i zabrał dzieci do szkoły - mówił Jacek Leśniewski.
     Wójt Marek Maruszak twierdził, że od domu państwa Leśniewskich do świetlicy wiejskiej w Lubstówku, czyli miejsca, gdzie dzieci czekają na autobus, jest 2 km i 100 m. - Jedyną możliwością jest, aby pan Leśniewski sam dowoził dzieci do świetlicy. I to jest najprostsze rozwiązanie, ponieważ autobus nie może tam dojechać i nawracać na polnej drodze - mówił wówczas wójt Marek Maruszak.
     W praktyce okazało się, że dzieci państwa Leśniewskich w minionym roku szkolnym nie były dowożone, tak jak chcieli ich rodzice. Ówczesny wójt Maruszak twardo obstawał przy swoim zdaniu i rodzina Leśniewskich nic w sprawie poprawy warunków transportu synów do szkoły nie wskórała. Jednak Jacek Leśniewski nie złożył broni, postanowił dalej walczyć o dobro swoich synów. Wspierali go w tym radni Jerzy Burzyński i Jarosław Graczyk, a po wyborach także Jacek Siwek. 
     Po ubiegłorocznych listopadowych wyborach nowym wójtem został Zbysław Woźniakowski. - Marek Maruszak przegrał wybory 13 głosami, a frekwencja z Lubstówka była 98% i w żadnej gminie nie było takiej frekwencji. Są we wsi osoby, które nas lubią czy też nie lubią, ale wszyscy z wioski poszli zagłosować, tylko dlatego, że dzieci nie chciał dowozić. Potrzebne mu to było? Pan Woźniakowski może nie być superwójtem, ale przede wszystkim jest człowiekiem, z którym można porozmawiać - mówi Jacek Leśniewski.
     W dalszym ciągu gmina Jeziora Wielkie na przewóz dzieci ma podpisaną umowę z PKS w Inowrocławiu. Dzieci mają wykupione przez Urząd Gminy bilety autobusowe. Zbierają się w wyznaczonych miejscach, skąd są odbierane.
     Jacek Leśniewski tuż po zaprzysiężeniu nowego wójta poszedł do niego na rozmowę w sprawie kursowania autobusu do skrzyżowania dróg. - Okazuje się, że jak się chce, można sprawę załatwić. Były wójt Marek Maruszak tłumaczył się także, że dzieci nie będą dowożone, bo PKS się nie chce zgodzić, a to była bzdura. PKS chciał wozić, a to wójt nie chciał. I dopiero jak się władza w gminie zmieniła i nastąpił pan Woźniakowski już po dwóch dniach swego urzędowania zaprosił mnie do siebie na rozmowę i powiedział, że będzie robił wszystko, żeby moje dzieci były dowożone - opowiada Jacek Leśniewski.
     Tak się też stało. W przetargu na dowożenie dzieci był zapis, że autobus będzie dojeżdżał do skrzyżowania i zabierał stamtąd dzieci państwa Leśniewskich. Przetarg wygrał ponownie PKS w Inowrocławiu i tym samym przystał na warunki przetargu. Rodzice Huberta i Jakuba poczuli wielką ulgę i zadowolenie.
     Zadowolenia z takiego obrotu sprawy nie ukrywała także babcia chłopców, mama Jacka Leśniewskiego Mirosława Leśniewska. Mówi: - Jak Jacek był mały, musieliśmy sami wozić go do szkoły. Wówczas wójtem w gminie był Wróblewski, często poruszaliśmy tę sprawę, niestety, bez rezultatu. Syn Jacek próbował z wójtem Markiem Maruszakiem załatwić, aby jego dzieci, a moje wnuki były dowożone i nic nie zdziałał. Teraz syn po prostu dopiął swego - opowiada Mirosława Leśniewska.
     Pod koniec wakacji sprawa była na 100% pewna, że autobus przyjedzie po chłopców. 1 września Jacek Leśniewski zaprowadził synów do skrzyżowania. Jednak autobus nie przyjechał. Zdenerwowany zadzwonił do wójta i pytał, jak wygląda sprawa dowożenia, czy rzeczywiście wszystko jest załatwione.
     Wójt był zdziwiony, że autobus nie przyjechał. Od razu nakazał pracownikowi odpowiedzialnemu za przetargi w gminie Mirosławowi Ossowskiemu wysłać pismo do PKS, a sam wsiadł w samochód i pojechał do Inowrocławia. Okazało się, że władze PKS w ogóle nie zapoznały się z warunkami umowy przetargowej, dlatego autobus nie podjechał do skrzyżowania. W razie niespełniania warunków umowy groziła im kara 80.000 zł.
     Wójt Zbysław Woźniakowski załatwienia sprawy dowozu dzieci państwa Leśniewskich nie odbiera w kontekście sukcesu. - Dzieci już dawno powinny być dowożone, bo jest to zadanie własne gminy i tak mówi prawo. W tym konkretnym przypadku jest to uzasadnione i ci ludzie mają rację. Nie wyobrażam sobie, że  w jednym miejscu można dowozić, a w innym nie - powiedział.

Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1022 (37/2011)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości