Reklama

Drapanie w gardle uratowało życie

Po wyjściu ze szpitala, we wtorek 20 listopada Andrzej Błażejczak poszedł zobaczyć z pomocą latarki, jak wygląda po pożarze mieszkanie w budynku przy pl. Wolności w Mogilnie. Ogień i dym totalnie zniszczył i spustoszył całe wnętrze. Jak duża była temperatura w mieszkaniu świadczy wygięta w pałąk rura od gazu.

       fot. Joanna Świetnicka

Mogilno, ewakuacja, dym, pożar, kamienica
      Drapanie w gardle uratowało życie
     - Otworzyłam drzwi na klatkę schodową, myśląc, że wleci świeże powietrze, ale tam było jeszcze więcej dymu. Było czarno, siwo, biało - opowiada Irena Błażejczak. Jej mąż z objawami zatrucia tlenkiem węgla trafił do szpitala. Udzielający pomocy przy ewakuacji rodzin policjant st. sierż. Marcin Dybicz ma poparzenie dłoni II stopnia.  

      WSZĘDZIE DYM I OGIEŃ
      Mieszkanka kamienicy przy pl. Wolności 26 w Mogilnie, 43-letnia Irena Błażejczak w czwartek 15 listopada położyła się spać po 23:00. Dwadzieścia minut po północy obudziło ją silne drapanie w gardle.
      - Przed snem byłam jeszcze w łazience. Nie zauważyłam nic niepokojącego. Obudziłam się, bo nie mogłam oddychać. W mieszkaniu było pełno dymu. Otworzyłam drzwi na klatkę schodową myśląc, że wleci świeże powietrze, ale tam było jeszcze więcej dymu. Było czarno, siwo, biało. Nie wiem jak to określić. Gdy otworzyłam drzwi do łazienki zauważyłam ogień. Wtedy krzyknęłam do męża „Andrzej, pali się” - wspomina 43-latka.
      Pani Irena natychmiast obudziła 11-letnią córkę Weronikę, uczennicę kl. V SP 2 w Mogilnie i 15-letniego Patryka, ucznia III klasy mogileńskiego gimnazjum.
    W międzyczasie pootwierała wszystkie okna. Pobiegła też obudzić mieszkającą naprzeciwko sąsiadkę 56-letnią Ewę M. z Mogilna. W tym czasie Patryk telefonicznie zaalarmował o pożarze dyżurnego mogileńskiej komendy, który z kolei powiadomił o wszystkim dyżurnego KP PSP w Mogilnie.
      Andrzej Błażejczak próbował ugasić ogień, ale bezskutecznie. Ze względu na drewnianą konstrukcję poddasza II piętra budynku ogień szybko się rozprzestrzeniał.

Irena Błażejczak z mężem i synem Patrykiem oglądają rozmiar zniszczeń w mieszkaniu i na klatce schodowej

Reklama

        fot. Joanna Świetnicka

      POPARZONY POLICJANT
      Na miejsce zdarzenia jako pierwsi dotarli policjanci zespołu patrolowo-interwencyjnego KPP w Mogilnie, st. sierż. Marcin Dybicz i st. sierż. Radosław Wiśniewski, pomagając mieszkańcom w ewakuacji. Zarówno w środku jak i na zewnątrz panowało duże zadymienie. Jak się później okazało ogień trawił sąsiadującą z mieszkaniem rodziny Błażejczak skrytkę należącą do Ewy M.
      Na klatce schodowej na poddaszu pękła szyba. Ogień błyskawicznie zaczął obejmować kolejne drewniane elementy budynku. Trawił już klatkę schodową. W pewnym momencie na st. sierż. Marcina Dybicza spadły plastikowe elementy topiącego się sufitu. Policjant doznał poparzenia II stopnia prawej dłoni. Miał ponadto nadpaloną policyjną kurtkę z polaru oraz czapkę policyjną. Opatrzył go potem lekarz pogotowia ratunkowego. Ostatecznie wskutek odniesionych ran obecnie przebywa na L-4. W trakcie akcji ratunkowej policjanci ewakuowali w sumie pięć osób, w tym dwoje dzieci.
      SPALONE, NADPALONE, ZALANE
      Dyżurny KP PSP Mogilno wysłał na miejsce zdarzenia w sumie 6 wozów: 2 z KP PSP w Mogilnie, 2 z OSP Gębice, z OSP Wylatowo i z OSP Kwieciszewo. Kamienica znajduje się w samym centrum miasta, w zwartej zabudowie. Istniało więc bardzo duże niebezpieczeństwo przeniesienia się ognia na sąsiednie budynki mieszkalne. W momencie przyjazdu jednostek w budynku nikogo już nie było. Jak się okazało, tylko wczesne zauważenie ognia i zaalarmowanie właściwych służb oraz sprawna akcja pozwoliły na opanowanie ognia i zapobiegły jego przerzuceniu na zlokalizowane nieopodal budynki.
      Jak powiedział nam rzecznik prasowy KP PSP w Mogilnie kpt. Patryk Kaczmarek, strażacy prowadząc działania gaśnicze jednocześnie oddymiali sąsiadujące pomieszczenia. Strażacy zajęli się też wyniesieniem części spalonego wyposażenia.
      - Akcja ratunkowa była utrudniona z uwagi na brak możliwości wyłączenia prądu w budynku. W pierwszym etapie działań nie było możliwości namierzenia przyłącza elektrycznego. W związku z tym podjęto decyzję o odłączeniu przez pracowników „Enea” S.A. Rejon Energetyczny w Mogilnie prądu w całym mieście na pewien czas - do chwili zlokalizowania bezpieczników w budynku. Na miejsce przybyło również Pogotowie Gazowe z Mogilna, które zakręciło dopływ gazu do budynku. W trakcie działań służb ratowniczo-gaśniczych konieczne było rozebranie części drewnianej konstrukcji budynku w celu dogaszenia pożaru. Co zainicjowało pożar nie wiadomo - usłyszał reporter Pałuk od Patryka Kaczmarka.
      Spaleniu uległa klatka schodowa, część mieszkania rodziny Błażejczaków wraz z wyposażeniem m.in. łazienka, kuchnia i korytarz (pozostała część mieszkania uległa odymieniu) oraz konstrukcja dachowa budynku. Większość rzeczy nadaje się do wyrzucenia. Doszczętnie spłonęła też skrytka należąca do Ewy M. Drzwi prowadzące do mieszkania 56-latki zostały nadpalone, a całe mieszkanie uległo odymieniu. Odymione i częściowo zalane zostało też pomieszczenie magazynowe służące na potrzeby znajdującego się na parterze sklepu odzieżowego GS Mogilno. W czasie akcji ratowniczej zaalarmowane pracownice sklepu odzieżowego przeniosły odzież z zaplecza do niezalanej części lokalu.
      Od rzecznika Patryka Kaczmarka dowiedzieliśmy się, że straty oszacowano na około 300 tys. zł, w tym budynku około 180 tys. zł. Uratowano mienie wartości około 150 tys. zł.

Reklama

Tak wyglądały nadpalone drzwi do mieszkania Ewy M.

     fot. Joanna Świetnicka

      TRAFIŁ DO SZPITALA
      Część z ewakuowanych mieszkańców nie zdążyła się już ubrać. Wybiegli na zewnątrz w piżamach, okryci tylko kurtkami.
      - Wychodząc zarzuciłam na siebie płaszcz, ale mąż wybiegł w nadpalonej piżamie, gołych nogach i domowych laczkach. Na szczęście z pomocą przyszli sąsiedzi. Przynieśli odzież, koce, gorącą kawę i herbatę. Potem przyjechali też nasi znajomi - rodzina Polaków z Chabska, którzy zorganizowali nam nocleg w hotelu „Heaven” w Chabsku - opowiada Irena Błażejczak.
      Po zakończonej akcji pan Andrzej wrócił do domu po dokumenty, kluczyki do samochodu i najpotrzebniejsze rzeczy, z których większa część nie nadaje się jednak już do użytku. - Pojechałem wraz z synem do hotelu „Heaven” w Chabsku, gdzie wcześniej z koleżanką pojechała żona z córką. Tam dostałem gorącą herbatę i po chwili zrobiło mi się słabo. Miałem też duszności. Syn już wcześniej zauważył, że źle wyglądam. Rodzina i znajomi wezwali pogotowie - przyznał Andrzej Błażejczak.
      Mężczyzna z objawami zatrucia tlenkiem węgla trafił do szpitala w Mogilnie, gdzie przebywał do wtorku 20 listopada.
    Od córki Ewy M. dowiedzieliśmy się, że kobieta, do czasu remontu klatki schodowej oraz naprawy licznika energii elektrycznej przebywa u syna.
      KOSZTY HOTELU POKRYJE M-GOPS
      16 listopada na miejscu zdarzenia pojawił się także pracownik socjalny Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Mogilnie Róża Nowacka.
      - Po przeprowadzonym wywiadzie z poszkodowaną rodziną, pracownik socjalny ustalił, iż pomoc z miejscowego ośrodka zostanie udzielona po oszacowaniu strat i ustaleniu w jakim zakresie rodzina będzie mogła dokonać remontu we własnym zakresie po uzyskaniu środków finansowych z firmy ubezpieczeniowej. Należy przy tym zaznaczyć, że rodzina państwa Błażejczak posiada umowę najmu lokalu do 23 stycznia 2013 r. i po tym dniu prawdopodobnie nie zostanie przedłużony okres umowy - mówi Agnieszka Woźniak, zastępca kierownika M-GOPS Mogilno.

Reklama

We wtorek, 20 listopada koledzy Patryka z mogileńskiego gimnazjum pomagali przy sprzątaniu pozostałości po pożarze mieszkania 

      fot. Joanna Świetnicka

      19 listopada doszło do spotkania pracownika socjalnego z dyrektorem wydziału gospodarki nieruchomościami i planowania przestrzennego mogileńskiego ratusza - Przemysławem Zowczakiem. W efekcie ustalono, że MGOPS Mogilno pokryje koszty pobytu czteroosobowej rodziny państwa Błażejczak w hotelu Heaven Wiolety Polak w Chabsku wraz z wyżywieniem przez (wstępnie) okres 3 tygodni, począwszy od 19 listopada. Nocleg z pełnym dziennym wyżywieniem wynosi 45 zł od osoby (cena promocyjna z uwagi na zaistniałe zdarzenie).
      - Na dzień 20 listopada pani Irena nie wskazała konkretnej potrzeby w kwestii udzielenia pomocy przez miejscowy ośrodek. Stwierdziła, iż znaczną pomocą będzie pokrycie kosztów pobytu i wyżywienia jej rodziny w hotelu - wyjaśniła Agnieszka Woźniak.
      W rozmowie z Pałukami państwo Błażejczak przyznali, że są wdzięczni M-GOPS za zaoferowaną pomocy.
      - Na razie mamy zapewnioną pomoc na okres 3 tygodni. Co będzie dalej nie wiemy. Zgodnie z umową do 23 stycznia przyszłego roku musimy opuścić ten lokal. W tej chwili on i tak nie nadaje się do zamieszkania. Konieczne przeprowadzenie jest remontu. Do góry był styropian i wełna. Teraz jak byśmy włączyli gaz, żeby to wszystko ogrzać to chyba z 5 tys. musieli byśmy płacić na miesiąc. Nad nami jest teraz dziura i widać dach - mówią zrozpaczeni małżonkowie.
    Pan Andrzej nie ukrywa, że gdyby był jakiś wolny lokal na czas nieokreślony, chętnie by go sobie wyremontował. Pani Irena była już w tej sprawie we wtorek 20 listopada u burmistrza Mogilna Leszka Duszyńskiego. Nie miał on dla niej dobrych wieści, bowiem na razie nie ma żadnego wolnego mieszkania.
      OD SĄSIADÓW I KOLEGÓW PATRYKA
      Pomocną dłoń poszkodowanej rodzinie państwa Błażejczak podali także uczniowie mogileńskiego gimnazjum - koledzy z klasy Patryka Błażejczaka, którzy we wtorek pomagali w usuwaniu spalonego wyposażenia mieszkania i transporcie ocalałych rzeczy.
      - Ludzie otworzyli serca i za to im serdecznie dziękujemy. Nic tak nie cieszy jak życzliwość, szczerość bliskich, ale także dalekich sąsiadów i znajomych. Największe podziękowanie należy się całej rodzinie Polak z Chabska i Gozdawy, sąsiadom - w szczególności rodzinie: Nowaczyk, Weber i Karczmarz z Mogilna oraz młodzieży z mogileńskiego gimnazjum. Osoby te poprzez swoją postawę potwierdziły, ze nie są obojętne na potrzeby drugiego człowieka, że pragną pomóc tym, którzy tego wsparcia potrzebują w każdej sytuacji - powiedziała wzruszona rodzina Błażejczak.
      SZUKAJĄ PRZYCZYNY
      Do chwili zamknięcia tego numeru Pałuk, jak dowiedzieliśmy się od kom. Rybczyńskiego nie ustalono przyczyn pojawienia się ognia. Z uzyskanych przez nas nieoficjalnych informacji wynika, że wstępnie można domniemywać, iż pożar wybuchł prawdopodobnie w wyniku zwarcia instalacji elektrycznej. Aby wykluczyć inne możliwości, policjanci z biegłym z dziedziny dokonywali specjalistycznych oględzin miejsca tragedii m.in. w piątek 16 listopada.
     Bliższe okoliczności i przyczyny pożaru pod nadzorem prokuratora wyjaśniają mogileńscy policjanci.
      BURMISTRZ ZAPROSI POLICJANTÓW
      Przewodnicząca Rady Miejskiej w Mogilnie Teresa Kujawa w rozmowie z reporterem gazety wyznała, że tylko zachowanie zimnej krwi przez policjantów, którzy jako pierwsi dotarli na miejsce zdarzenia pozwoliło na szybką ewakuację mieszkańców kamienicy walczących z żywiołem.
      - Od komendanta powiatowego PSP Mogilno mł. bryg. Marka Kryszaka dowiedziałam się, że to policjanci jako pierwsi pomogli lokatorom w potrzebie - mówi pani przewodnicząca.
      Godną naśladowania postawę mundurowych postanowił docenić burmistrz Leszek Duszyński, który w przyszłym tygodniu planuje spotkać się z funkcjonariuszami w ratuszu, by wręczyć im listy gratulacyjne i upominki za ten bohaterski i odważny czyn.
      WSZYSTKO WRÓCI DO SWOICH FUNKCJI
      Wczoraj, rozmawialiśmy z prezesem GS Mogilno Henrykiem Arentem, który zapytany o poniesione straty powiedział: - Obecnie jesteśmy na etapie określania tego, w związku z czym nie mogę jeszcze nic przesądzać. Wczoraj był likwidator firmy ubezpieczeniowej, dzisiaj mogą wejść dopiero eksperci poszczególnych branż, którzy określą zakres koniecznych napraw i zabezpieczeń. Na dzień dzisiejszy nie potrafię określić strat.
      Henryk Arent przyznał, że GS Mogilno tę część budynku, która najbardziej ucierpiała, czyli klatkę schodową odbuduje. Natomiast jeśli chodzi o mieszkania zdaniem prezesa w jakimś dużym stopniu one nie zostały dotknięte. Mówi, że kiedy klatka schodowa zostanie odbudowana, mieszkania wrócą do swoich funkcji. Na to trzeba jednak trochę czasu.
      - Co do zniszczonego wnętrza mieszkań, jeśli lokatorzy nie są ubezpieczeni będą ewentualnie mogli skorzystać z odpowiedzialności cywilnej z polisy, jaką my posiadamy. Najpierw jednak musi zostać zakończone dochodzenie ustalenia przyczyn pożaru, ponieważ od tego zależne jest czy występuje odpowiedzialność cywilna, czy nie występuje. W tym układzie wszystko wygląda, że wystąpi. Z tego co wiem u jednych lokatorów już też był rzeczoznawca z firmy ubezpieczeniowej. W tej chwili najważniejszy jest czas. Zmierzamy do tego, żeby jak najszybciej móc wejść na ten budynek i dokonywać koniecznych napraw.
      Prezes Arent dodał poza tym, że na chwilę obecną w budynku odcięty jest dopływ gazu i prądu. Potrwa to tak długo, dopóki te instalacje nie zostaną zbadane i odtworzone. To jest nakaz Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego.
      GS Mogilno proponował mieszkającym tam rodzinom zastępcze mieszkania w Padniewie do czasu aż wszystko wróci do normy, jednak lokatorzy z tej propozycji nie skorzystali. - Lokatorzy w czasie pożaru zdeklarowali, że mają gdzie zamieszkać - mówi prezes GS Mogilno.
Na pytanie reportera o dalsze losy rodziny Błażejczak, która ma wypowiedzenie najmu lokalu, Henryk Arent odpowiedział: - To nie jest akurat temat do prasy. Wykraczamy       chyba poza sprawy, które łączą strony umowy.

Reklama

Joanna Świetnicka
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1084 (47/2012)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości