W Szydłówku woda zalewa gospodarstwa
Droga przez wieś częścią pola
Klara Bresch obwinia sąsiada, że zaorał rowy przydrożne i woda zalewa jej nieruchomość. Sąsiad Marian Jatczak prosi gminnych urzędników, by go nie olewali i wykupili drogę, która jest w tej chwili częścią jego pola. Burmistrz Duszyński i inspektor Dombek zapowiedzieli wyjaśnienie sprawy. Z nadejściem wiosny.
Klara Bresch wraz z mężem wykopali dół obok swojej posesji w miejscu, gdzie jest zasypany przepust Klara Bresch mieszka w niewielkiej mogileńskiej wsi - Szydłówku. Wieś liczy zaledwie 6 gospodarstw. Położona jest nad brzegiem Jeziora Szydłowskiego. Miejscowość znajduje się praktycznie na skraju gminy Mogilno i graniczy z miejscowością Mijanowo, która znajduje się już w gminie Trzemeszno.
WODA POD PROGIEM
Zdenerwowana pani Klara przyszła do naszej redakcji po pomoc. Twierdzi, że woda z roztapiającego się na pobliskich polach śniegu zalała jej ogródek, podwórko oraz część pola. Woda stała dosłownie pod progiem wejścia do jej domu. Winą za zaistniałą sytuację obwinia sąsiada, który użytkuje pobliskie pole. Obwinia go, gdyż rowy biegnące wzdłuż drogi przebiegającej przez wieś zamieniły się w pola uprawne.
Droga ta dzieli wieś na 2 części. Jedna znajduje się przy drodze od strony jeziora i woda stamtąd spływa bez problemu. Druga część zabudowań znajduje się po przeciwnej stronie drogi i woda z tych gospodarstw jak i znajdujących się wokół nich pól powinna spływać przepustami pod drogą do jeziora. Niestety tak się nie dzieje.
- Już w ubiegłym roku woda tu stała. W przyszłym miesiącu minie rok jak zgłosiłam sprawę do pana inspektora mogileńskiego ratusza Norberta Dombka, bo droga jest gminna. Co miesiąc chodziłam osobiście myślałam, że jest to facet od słowa i od razu się za to zabiorą. Niestety do dziś nic nie jest zrobione. Ani widu, ani słychu. Sąsiad również zgłaszał problem i niestety nic się w tym kierunku nie dzieje. Pan, który użytkuje pole przy drodze mieszka w Mijanowie - opowiada Klara Bresch.
Jej zdaniem to właśnie on przeorał rów, z którego woda przepływająca przez przepust pod drogą płynęła dalej do jeziora. - On ma pole między drogą a jeziorem, a do jeziora jest zaledwie 200 m. Woda zamiast spływać do jeziora stoi na jego polu. Z drugiej strony naszej posesji ten pan ma również pole, ale jest tam słaby drenaż, więc woda podeszła pod nasz dom i zalała wszystko. Wilgoć do domu wchodzi na ścianie za meblami. Zabezpieczyliśmy się w specjalną pompkę i mąż wypompowywał wodę na szosę, bo nie było gdzie, ale to dużo nie dało. Mi się wydaje, że całą sprawę powinien załatwić Norbert Dombek. Bo od 20 lat nic tu nie robili - dodaje pani Klara.
ZAORANE WSZYSTKO
Pani Klara mówi, że na około 200 m odcinku drogi są 3 przepusty, ale wszystkie są zaorane - Razem z mężem wykopaliśmy dziurę w miejscu, gdzie jeden z nich powinien się znajdować. Dokopaliśmy się do betonowego przepustu i woda pomału zeszła. Jak byłam w spółce wodnej, to mi powiedzieli, że tymi rowami przy drodze powinien się zająć ktoś z gminy. Ja od marca do października ubiegłego roku chodziłam do urzędu do Dombka i nic nie załatwiłam - denerwuje się pani Klara.
Marian Jatczak nie czuje się niczemu winien. Twierdzi, że w końcu to urzędnicy gminy Mogilno powinni wszystko uregulować. ZNIKNĘŁY ROWY
Około 200 m od Klary Bresch mieszka jej sąsiad Stanisław Włodarczyk. On również przyznaje, że od wsi do jego gospodarstwa nie ma w ogóle rowów. - Wszystko widać gołym okiem, rowów nie ma. Te rowy są zaorane, ale ode mnie do Szydłowa rowy są. Ja już w ubiegłym roku z wodą walczyłem i szpadlem rowy kopałem, żeby ta woda zeszła. Przy drodze jest kawałek betonu i wygląda na to że jest to część przepustu - tłumaczy Stanisław Włodarczyk.
Mówi, że kiedyś rowy w wiosce były i było także 5 przepustów. Przy ostatnim przepuście rury prowadziły do samego jeziora. - Teraz wszystkie są zawalone. Rów był około 3 m od drogi i też jest zaorany. Mieszkam tutaj 32 lata, a od 2 lat jak te drzewa wycięli rowów nie ma. Jak by mogli, to by jeszcze drogę zaorali. Jest to około 200 m rowów, których dzisiaj nie ma - dodaje pan Stanisław.
PŁACĘ ZA DROGĘ PODATEK
Właścicielem pola jest mieszkaniec Mijanowa Mariusz Jatczak. Chcieliśmy porozmawiać z nim o zaoranych rowach. Nie zastaliśmy go, w domu był tylko jego ojciec Marian Jatczak. Jak się okazało ziemię przy drodze przepisał synowi. On też twierdzi, że droga w Szydłówku znajduje się na jego gruncie i w związku z tym ziemia, na której jest droga jest własnością jego rodziny.
- Kupiłem tę ziemię 10 lat temu i znam dobrze sprawę. Ja wiele razy się najeździłem do Mogilna i monitowałem, aby odliczyli to od naszego gruntu, by wykup zrobili. Jednak do dzisiejszego dnia nic się tutaj nie zmieniło. A jest to wszystko nasze prywatne i tak kamienie wskazują - mówi reporterowi Pałuk Marian Jatczak. Twierdzi on także, że jak kupował ziemię w Szydłówku, to rowów już tam nie było. Jego zdaniem był tam tylko krótki odcinek rowu i tak nisko drogi, że gospodarz go zaorał. Pan Marian twierdzi, że to woda z drogi spływa na jego pole. - Rowów tam nie ma od dawna. Ja wiem co kupowałem. Mieszkańcy się burzą, ale ja nie czuję się winien, bo ta szosa można powiedzieć, że jest nasza i moglibyśmy ją zamknąć, bo my od 10 lat płacimy podatek za tą szosę. W dawniejszych czasach był taki ustrój i robili co chcieli. Niestety nie wykupili od nas drogi - tłumaczy Marian Jatczak.
ZŁOŻYŁ WNIOSEK
Mówi, że złożył wniosek do gminy o poprawne wydzielenie drogi. - Ten pan Dombek się na mnie obruszył, że dopiero się obudziłem. Ja się o tym dowiedziałem, jak agencja zrobiła mi pomiary i zmierzyła mój grunt. Okazało się, wówczas, że podawałem za dużo gruntu, a tyle nie mam. Bo część znajduje się pod drogą i jej nie uprawiałem. Poprzedni właściciel nie dbał o to - dodaje pan Marian.
Przy drodze jak opowiada rosło sporo dzikich drzewek i krzewów, gdy dowiedział się, że jest to jego pole, to zrobił tam porządek i powycinał wszystkie krzaki, powyrywał korzenie i zaorał. Nic - jego zdaniem - nie wskazywało na to, że tam był kiedyś rów i o żadnych przepustach też nie było mu wiadomo.
- Jak robiliśmy porządek, kawał betonu wykopaliśmy, ale on był jakieś 5 m od drogi. Nie wiedzieliśmy skąd się tam wziął. Jak rurki od melioracji pozarastały, to je sam wyczyściłem żeby woda schodziła. Z obu stron drogi jest moje pole, droga jest wyżej i woda z drogi spływa na moje pole. A w wielu miejscach poprzedni właściciel orał to dlaczego i ja nie mogę orać - dodaje pan Marian.
Jak się okazało, gminna droga zajmuje półtora morgi ziemi. - Ja chcę, żeby gmina zrobiła wykup tej drogi i wszystko zgodnie z prawem załatwiła, ale oni to olewają - dodaje Marian Jatczak.
W tej sprawie, podobnie jak w przypadku drogi w Chabsku, burmistrz Leszek Duszyński znalazł dla nas czas dopiero wczoraj, w środę po 15:00.
Wcześniej dyrektor Wydziału Gospodarki Przestrzennej i Architektury Urzędu Miejskiego w Mogilnie Arkadiusz Grobelski powiedział nam, że bez zgody burmistrza nie może udzielić nam żadnych informacji.
Z PRZYJŚCIEM WIOSNY
Inspektor Norbert Dombek powiedział reporterowi Pałuk: - Sprawa zaistniałej niejasności własności gruntu, o którym mówi pan Marian Jatczak - a na którym znajduje się droga - jest nam znana. Kazaliśmy temu panu złożyć do nas wniosek. Niestety panujące warunki atmosferyczne nie pozwoliły nam na wykonanie tam odpowiednich pomiarów. Z przyjściem wiosny, jak tylko poprawią się warunki pogodowe pojedziemy tam i sprawdzimy zasadność złożonego przez pana Jatczaka wniosku. Pomierzymy drogę oraz sprawdzimy, jak wygląda sprawa rowów i melioracji. W najbliższym czasie postaram się skontaktować z właścicielem gruntu i poinformuję go o dalszych działaniach.
Leszek Duszyński dodał: - Sprawdzimy poprawność usytuowania tej drogi z mapkami i pomiarami geodezyjnymi, również wysokość płaconego przez tego pana podatku i postaramy się w najszybszym możliwym czasie sprawę załatwić.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 991 (6/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze