Po artykule o przenosinach bocianiego gniazda z Józefowa w pobliże plebanii w Palędziu Kościelnym zadzwonił do reportera Robert Kasprzak z ul. Ogrodowej, bohater artykułu z 2014 r. o przenosinach bocianów na tej ulicy. Wtedy Enea nie chciała przenieść bocianiego gniazda na jego posesję z posesji sąsiada i Robert Kasprzak zdjęte gniazdo zamocował u siebie na własny koszt. Nie rozumie, dlaczego w Józefowie stało się inaczej.
SAM PRZENOSIŁ GNIAZDO
Pod koniec 2014 r. pisaliśmy o zdjęciu ze słupa energetycznego bocianiego gniazda na prywatnej posesji Józefa Spychalskiego przy ul. Ogrodowej, emerytowanego pracownika energetyki. Józef Spychalski sam złożył wniosek o usunięcie ze słupa na jego posesji bocianiego gniazda. Powodem miało być zaśmiecanie posesji odchodami i gałęziami. Bociany przylatywały na ten słup przez 7 poprzednich lat. Wykorzystano okazję, gdy odleciały. Decyzję o zdjęciu gniazda podjęła Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. Powodem nie było tylko zaśmiecanie posesji, ale również położenie bocianiego gniazda na słupie energetycznym doprowadzającym energię elektryczną do posesji. W 2014 r. leśnik gminy Olga Cierzniewska mówiła, że przez to bociany pozostawały pod baczną obserwacją. O sytuacji z przeniesieniem gniazda leśnik dowiedziała się od reportera Pałuk.
- W wyniku burz, jakie przeszły w maju i czerwcu tego roku, słup został rażony piorunem, na szczęście ptasiej rodzinie nic się nie stało - mówiła wtedy Olga Cierzniewska.
Sytuacja ta nie spodobała się mieszkającemu kilka domów dalej przy ul. Ogrodowej Robertowi Kasprzakowi, znanemu mieszkańcom ulicy głównie z posiadania przydomowego zoo ze zwierzętami. W momencie zdejmowania gniazda ze słupa energetycznego Robert Kasprzak prosił pracowników Enei, by przekazali mu znajdujące się na platformie gniazdo, które mógłby wtedy zamocować na własnym słupie, który miał przy swojej posesji. Wtedy byłaby duża szansa, że znajdujące się kilka domów dalej gniazdo bociany odnalazłyby po powrocie z ciepłych krajów. Na to jednak pracownicy Enei się nie zgodzili. Zgodnie z decyzją RDOŚ pracownicy Enei powinni znaleźć słup zastępczy. Tego jednak nie zrobili, a gniazdo zostało zawiezione na teren zakładu.
Dopiero po rozmowie reportera Pałuk z dyrektorem Oddziału Enea Operator S.A. w Mogilnie Stefanem Waszakiem udało się sytuację rozwiązać. Gdy dyrektor usłyszał, że mieszkaniec tej ulicy ma prywatny słup i chciałby to gniazdo tam zamontować, powiedział, że nie ma żadnego problemu i mieszkaniec może w każdej chwili odebrać gniazdo, ale musi to zrobić we własnym zakresie. Stefan Waszak dodał, że musi zorganizować 6 ludzi do przewiezienia gniazda, bo waży ono około 200 kg.
TU PRZENIOSŁA GMINA
Nie bez przyczyny wracamy do historii sprzed ponad dwóch lat. Podobna sytuacja miała miejsce z przeniesieniem 6 marca bocianiego gniazda z Józefowa na słup przy plebanii w Palędziu Kościelnym. Podobnie, jak to miało miejsce przy ul. Ogrodowej, o przeniesienie gniazda wnioskowała do gminy właścicielka jednej z posesji w Józefowie - z tą różnicą, że do gminy, a nie do energetyki. Mieszkanka tłumaczyła, że przez bliskość gniazda ma pobrudzone m.in. okna i parapety w swoim domu. Na zebraniu sołeckim w Józefowie w ubiegłym roku żaden z mieszkańców nie wyraził zgody na przygarnięcie bocianiego gniazda. Zgodę na przeniesienie gniazda wyraził dopiero po zapytaniu urzędników z gminy proboszcz z Palędzia Kościelnego ks. Marek Sobociński. Gmina w tym przypadku zrobiła to we własnym zakresie, a proboszcz nie ponosił żadnych kosztów.
BOLI TO MIESZKAŃCA
Po przeczytaniu tego artykułu do reportera Pałuk zadzwonił rozgniewany Robert Kasprzak. Nie rozumie, dlaczego on wtedy musiał gniazdo przenosić we własnym zakresie, a w Palędziu Kościelnym zrobiła to za księdza gmina. Mieszkaniec poczuł się niesprawiedliwie potraktowany.
- Czytam o tych bocianach z Józefowa i mnie serce zabolało. Jakie to jest niesprawiedliwe. Mnie kazali, bym sam to zrobił, nie robiono żadnego zebrania, ściągnęła sobie energetyka gniazdo, mieli gdzieś wszystkich. Kazali mi, żebym przyjechał i zabrał ze sobą ludzi i żebym sam sobie wziął i przywiózł. To dlaczego w Józefowie w podobnej sytuacji zbierają się mieszkańcy z Grobelskim i się zastanawiają, gdzie przewieźć bociany? - pytał Robert Kasprzak.
Dodał, że po artykule w Pałukach w 2014 r. zabrał bocianie gniazdo z energetyki i we własnym zakresie, ponosząc koszty w granicach 500-600 zł usadowił bociany przy swojej posesji. Bociany na ul. Ogrodową dzięki temu przyleciały.
- Do mnie latem teraz przychodzą pielgrzymki. Do osiołków moich, do bociana, cała ulica się cieszy, bo jak widać bociana, to wiadomo, że jest wiosna - tłumaczył mieszkaniec.
Mieszkaniec dalej ubolewał nad zaistniałą sytuacją. - Czemu mi nie zamontowali gniazda? Moje bociany są jakieś inne? Tamte w Józefowie są jakieś królewskie? No nie, takie same są. Nikt nie chciał mi pomóc, tak nie powinno być. No boli mnie to.
TO INNA SYTUACJA
Pytanie w tej sprawie reporter wysłał do dyrektora gospodarki przestrzennej i ochrony środowiska Arkadiusz Grobelskiego. Dyrektor wskazał różnicę między interwencją podjętą w 2014 r. a tą z marca w Józefowie. - W październiku 2014 z wnioskiem o wydanie decyzji zezwalającej na przeniesienie bocianiego gniazda przy ul. Ogrodowej 17 do RDOŚ wystąpił pan Józef Spychalski. W związku z tym, iż pan Spychalski występował jako osoba prywatna, został zobowiązany do przeprowadzenia całego zabiegu we własnym zakresie. W przypadku bocianiego gniazda z miejscowości Józefowo wnioskującym o zezwolenie na przeniesienie gniazda była gmina - tłumaczył dyrektor.
Dyrektor dodał, że gmina tak naprawdę nic nie wiedziała o przenosinach gniazda z ul. Ogrodowej, wszystko odbywało się na linii Spychalski - RDOŚ. Prawdopodobnie, według dyrektora Grobelskiego, to pan Spychalski przeprowadzając procedurę zdjęcia gniazda pokrył koszty tej interwencji.
Damian Stawski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1311 (13/2017)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze