Skarbnik, Karina Kostyra, syndyk, pieniądze, policja
Drugi raz przelali 147.000 złotych
Policja szuka oszusta, który podając się za syndyka podstępem wyłudził z Zarządu Dróg Powiatowych 147.000 zł. Kwota ta jednak jest zobowiązaniem wymagalnym i radni musieli drugi raz uchwalać tę samą kwotę na zapłatę będącej w upadłości firmie Mel-Bud za wykonane prace. Mieli jednak wątpliwości, czy za drugim razem pieniądze trafią na właściwe konto.
TO SIĘ STAŁO
14 lutego radni zajmowali się na nadzwyczajnej sesji Rady Powiatu Mogilno zmianami budżetowymi i ponownym uchwaleniem kwoty 147.344,15 zł jako zobowiązania wymagalnego na rzecz syndyka masy upadłości firmy Mel-Bud sp. z o.o.
Pieniądze te należą się firmie z Marcinkowa (gm. Inowrocław) od Zarządu Dróg Powiatowych w Mogilnie za wykonane roboty drogowe na ul. Szkolnej w Dąbrowie, która jest częścią drogi powiatowej Radunek - Niestronno - Dąbrowa. Za taką kwotę firma zdążyła wykonać część prac, zanim ogłosiła upadłość.
Szkopuł tylko w tym, że 29 listopada 2013 r. ZDP już przelał tę kwotę, czyli 147.344,15 zł. ZDP otrzymał od syndyka masy upadłościowej Mel-Budu pismo, które mówiło o zmianie numeru konta, na które ZDP miał przelać należne Mel-Budowi pieniądze.
Jednak kilka tygodni później syndyk zwrócił się do p.o. dyrektora ZDP Tomasz Werbińskiego z pytaniem, dlaczego nie przelewa należnych pieniędzy. Okazało się, że ktoś podszył się pod syndyka i ZDP przelał pieniądze nie syndykowi, a tak naprawdę nie wiadomo komu. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że kwota przelana została przez ZDP na konto w Banku Zachodnim WBK, oddział w Pakości.
W sprawie prawdopodobnego oszustwa śledztwo pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Mogilnie prowadzi policja.
ZALEŻY KTO OSZUKAŁ
Radny niezależny Krzysztof Szarzyński pytał na sesji Rady Powiatu 14 lutego: - Jest do odzyskania tamta kwota czy nie jest?
- Trudno jest powiedzieć, czy jest do odzyskania czy nie jest. Zależy na czyj rachunek to trafiło - tłumaczył mecenas Wojciech Manikowski.
Mówił, że dochodzenie jest na takim etapie, że prokuratura uzyskała zwolnienie banku z tajemnicy bankowej i zwróciła się do WBK o podanie właściciela rachunku bankowego, na który przelano kwotę.
- Obawiam się, że to może nie być do odzyskania, gdyż trudno nazwać to pomyłką - tłumaczył prawnik. Jego zdaniem, wskazują na to okoliczności zdarzenia. Sprawca wskazał rachunek firmy, która była w upadłości, posługując się pieczęcią tej firmy także z upadłością. Dokument nie był podpisany. Ktoś napisał tylko, że zwraca się jako syndyk z informacją o zmianie rachunku bankowego. - Wobec tego jest to działanie z premedytacją - uważał mecenas.
WINNYCH NA RAZIE NIE MA
Radnego Szarzyńskiego interesowało także, czy za zaistniałą sytuację wobec osoby czy osób odpowiedzialnych w ZDP zostały wyciągnięte jakieś konsekwencje.
Mecenas zaznaczył, że to jest jeszcze za wcześnie. - Zanim nie zostanie ustalony sposób działania oraz wszystkie osoby, które brały udział w tym zdarzeniu, to trudno mówić o odpowiedzialności kogoś z Zarządu Dróg - twierdził Wojciech Manikowski.
- Poza tym teoretycznie ta odpowiedzialność może się sprowadzać tylko do ewentualnej odpowiedzialności materialnej do wysokości 3-miesięcznego wynagrodzenia, więc to na pewno nie spowoduje rekompensaty za utracone pieniądze. Chyba, że ustalono by bezspornie, iż ktoś uczestniczył w tym i odpowiada za zasadzie winy w pełen wysokości. Ale to jest tylko teoria, abstrakcja nie związana tym przypadkiem - tłumaczył Wojciech Manikowski.
Radnego Szarzyńskiego ta odpowiedź do końca nie satysfakcjonowała. Pytał: - Czyli nie będzie osoby odpowiedzialnej, winnej za zaistniałą sytuację? Zwrócił uwagę, że w każdym zakładzie pracy obowiązuje obieg dokumentów, jest akceptacja przelewu, jest sprawdzenie zmian rachunku bankowego. - Czyli tutaj ktoś z pracowników nie dopełnił swego zadania - tak uważał radny Szarzyński.
Na pytanie radnego PO Wojciecha Barana, starosta Tomasz Barczak zapewnił, że kierownictwo ZDP zostało zobowiązane, żeby sprawdzać dokładnie wszystkie przelewy i dochować szczególnej staranności.
RADNI NIE PRZELALI, RADNI NAPRAWIAJĄ
Radny Baran pytał także, czy można sprawę 147.000 zł wyodrębnić z uchwały budżetowej na sesji 14 lutego i przygotować jako osobną uchwałę. Mówił, że część radnych może mieć wątpliwości, czy tę kwotę planować w wydatkach na ten rok. - Sprawa jednak nie jest jeszcze wyjaśniona - zwrócił uwagę radny. Jego zdaniem, radni muszą teraz jakoś ratować tę sytuację: - A to nie radni przelali pieniądze na złe konto.
Mecenas Manikowski zwrócił uwagę, że w Zarządzie Dróg Powiatowych jest już wezwanie syndyka do zapłaty tej kwoty. Niezapłacenie jej spowoduje, że odsetki i wszystkie inne dodatkowe koszty, jakie mogą tu wystąpić (na przykład sądowe), to dodatkowy koszt dla budżetu powiatu około 20.000 zł.
- Jeżeli nawet popełniliśmy błąd i przekazaliśmy pieniądze na konto innej osoby, trzeciej, to nie zwalnia nas to od zapłaty tego zobowiązania. To jest nasz wierzyciel i my musimy mu zapłacić - twierdził mecenas Manikowski.
Podobnie uważała skarbnik powiatu Karina Kostyra: - Zapłacić musimy. Ściga nas syndyk, bo do niego pieniążki nie dotarły. Ja nie mogę przelać pieniędzy, nie mając zaplanowanych środków w budżecie.
CZY, ABY NA DOBRE KONTO
Radny PO Przemysław Zowczak pytał: - Czy mamy 100% procentową pewność, że tam nie było podpisu syndyka masy upadłościowej tej firmy?
- No, jeżeli okaże się, że syndyk jest sprawcą tego przestępstwa, to od niego będziemy dochodzili - mówił mecenas Manikowski.
Rafał Szarzyński skomentował: - Rozumiem, że ta kwota będzie przelewana na ten pierwotny rachunek syndyka. Pytanie wywołało salwę śmiechu.
- Na pewno na ten właściwy - zapewniła skarbnik Kostyra.
Najlepiej całą sytuację z oszustwem podsumował starosta Barczak: - To się stało i już.
Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1150 (9/2014)
Więcej na ten temat:
Nie wiadomo komu przelali na konto prawie 150.000 zł
ZDP jemu przelał 147.000 zł
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze