Makiełki, groch z kapustą... a może pieczona gęś, pieczone kiełbaski, napoje wyskokowe, sałata maczana w sosie majonezowym - co kraj to obyczaj. O świątecznych doświadczeniach w różnych zakątkach świata - byłym ZSRR i współczesnej Rosji, Iraku, w Kanadzie i w Niemczech opowiadają podróżnicy z Pałuk. Przypominamy tekst z 2005 roku.
Wielu z nas w okresie świąt Bożego Narodzenia powie "Nie ma jak w domu". Nic w tym dziwnego, bo przecież dom to miejsce, w którym czujemy się bezpiecznie, w którym otoczeni jesteśmy ludźmi, których kochamy i szanujemy.
Jednak życie potrafi zaskakiwać. Nagle może okazać się, że łamiemy się opłatkiem z zupełnie obcymi ludźmi, a na Wigilię zamiast tradycyjnego karpia spożywamy pieczoną gęś. Świętowanie w obcym kraju ma też swoje dobre strony. Przenikanie kultur buduje między narodami tolerancję, wzmacnia poczucie braterstwa. Poza tym doświadczenie takie zapisuje się w naszej pamięci na całe życie. Niejednokrotnie jest to jedno z najpiękniejszych przeżyć, które wspominamy z łezką w oku.
DZIADEK MRÓZ
Kiedy Polacy 24 grudnia siadają do wieczerzy wigilijnej, dla ludzi wyznających prawosławie to zwykły dzień. Oni przyjście Jezusa na świat świętują 7 stycznia. - "Do czasów pierestrojki, czyli za czasów komuny, oficjalnie świąt w ZSRR się nie obchodziło. Choinka pojawiała się dopiero w okolicach końca roku, ponieważ wtedy najważniejszym świętem był właśnie Nowy Rok. Rosjanie bawili się na balach noworocznych. Po rozpadzie ZSRR Boże Narodzenie świętuje się teraz prawie w każdym domu" - powiedziała Zofia Turzyńska ze Żnina, która w latach 1974-75 studiowała w Orle filologię rosyjską. - "Nie opłacało mi się jechać wtedy do domu, to był szmat drogi. Święta Bożego Narodzenia spędziłam wtedy u mojej rosyjskiej przyjaciółki, tak jak jej cała prawosławna rodzina. Były to święta prawosławne" - powiedziała pani Zofia. - "Oczywiście, że tęskniłam za domem, najbliższymi, za Polską, ale ci ludzie byli tak serdeczni, tak życzliwi, mimo wszystko czułam się wtedy wspaniale" - dodaje.
Zarówno 30 lat temu, jak i teraz najważniejszym stroikiem w każdym rosyjskim domu jest choinka. Drzewko różni się nieco od polskich. Oprócz tradycyjnych ozdób na choince wiesza się obowiązkowo czerwone jabłuszka, wykonane samodzielnie pierniki i mnóstwo cukierków w błyszczących, kolorowych papierkach.
Zgodnie z tradycją w Wigilię, którą Rosjanie nazywają Wigilią Narodzenia Bożego, na stole pojawia się nieparzysta liczba dań m.in. kutia - potrawa zrobiona z maku, miodu, makaronu lub mąki, jest dużo ryb, są orzechy i "ści", czyli po polsku kapuśniak. - "Pamiętam, że wtedy u mojej rosyjskiej koleżanki podano buraczki, które były niesamowicie ostre. Charakterystyczną rzeczą, jaka pojawia się na wigilijnym stole, jest też duża liczba napojów, w tym alkoholi" - mówi Zofia Turzyńska.
Przed przystąpieniem do wieczerzy Rosjanie składają sobie życzenia i dzielą się opłatkiem. - "Ale nie tak jak u nas, że każdy z domowników ma własny opłatek i po kolei dzieli się z innymi osobami. Tam jest tylko jeden duży opłatek. Wędruje on od osoby do osoby i każda z nich łamie kawałek" - opowiada pani Zofia.
Tradycyjnie po kolacji do rodziny, w której są dzieci, przychodzi Dziadek Mróz.
- "Msze w cerkwi prawosławnej są bardzo wyjątkowe, pasterki także. Nie używając mikrofonów odprawia ją pop. Pasterki zazwyczaj odbywają się o północy. Każda taka msza trwa trzy godziny, nikt nie siedzi, wszyscy stoją. Podczas prawosławnej mszy ludzie często klęczą, chylą głowy i tak jak muzułmanie klęczą i dotykają głową ziemi" - wspomina żninianka. - "Co ciekawe, do cerkwi kobiety nie mogą wchodzić z odkrytymi głowami. Jeśli jakaś pani zapomni o nakryciu, przed wejściem do cerkwi stoją osoby, które proponują pożyczenie chustki".
W ZSRR 30 lat temu i w Rosji teraz świętuje się tylko jeden dzień.
NIEMIECKIE KRANZ
Grażyna Konarzewska z Barcina ma trójkę dzieci. Jedna z jej córek na stałe mieszka w Niemczech, a syn już od wielu lat przebywa w Kanadzie. Dzięki temu, że jej najbliżsi zamieszkują różne zakątki świata, barcinianka miała okazję już niejednokrotnie poznać kulturę i obyczaje tych krajów. - "Podróże naprawdę kształcą, przekonałam się o tym już wiele razy" - podkreśla - "Co kraj to obyczaj" - dodaje po chwili.
Grażyna Konarzewska ma wiele zdjęć ze swoich podróży, między innymi te z Kanady fot. Joanna Bejma Już kilkakrotnie moja rozmówczyni miała okazję spędzać święta Bożego Narodzenia za granicą. - "Właściwie wszędzie święta wyglądają inaczej. W Polsce przecież też mamy takie niuanse. W różnych zakątkach naszego kraju na stołach pojawiają się inne potrawy. Ja na przykład pochodzę z Poznania i dopóki nie przeprowadziłam się do Barcina nie znałam grochu z kapustą. W moich rodzinnych okolicach bardzo popularne są tzw. makiełki, tutaj w Barcinie nikt o nich nie słyszał".
Święta Bożego Narodzenia u naszych zachodnich sąsiadów barcinianka spędzała kilkakrotnie. - "U córki było prawdziwie po polsku, z kolei u jej teściów - Niemców, było prawdziwie po niemiecku" - wspomina.
80-milionowe Niemcy to kraj, który w większości zamieszkują ewangelicy. - "U ewangelików nie ma raczej choinek. U nich bardzo popularne są tzw. kranz. To są przystrojone, różnego rodzaju ozdobami świerkowe wieńce. Zawiesza się je na drzwiach wejściowych i pod lampą, najczęściej w głównym pokoju w domu".
W ewangelickiej rodzinie Wigilia zaczyna się punktualnie o 18.00. Wszyscy domownicy siadają do stołu, na którym pojawia się m.in. pieczona gęś, pieczone kiełbaski, parówki. Są ryby, ale jak powiedziała pani Grażyna, potrawy bezmięsne nie są obowiązkowe. Tradycyjnie pojawia się kiszona kapusta. - "Niemcy uważają, że jeśli jest na stole kiszona kapusta to w przyszłym roku będą dobre plony, w rodzinie dobrze będzie się działo" - opowiada barcinianka.
Rzucającym się w oczy przedmiotem jest stojący na stole piramidalny świecznik. - "Przed przystąpieniem do Wigilii - po niemiecku Heilige Abend - głowa rodziny zapala wszystkie znajdujące się na nim świeczki, gdy to uczyni, wszyscy członkowie rodziny chwytają się za ręce i życzą sobie nawzajem wszystkiego najlepszego. To coś w rodzaju polskiego dzielenia się opłatkiem".
W naszych niemieckich sąsiadów pod talerzem każdej zasiadającej do wieczerzy osoby powinien znaleźć się pieniążek. - "To z kolei ma zapewnić domownikom, że w następnym roku będą u nich w domu pieniądze - kontynuuje pani Grażyna. - Ciekawym niemieckim zwyczajem jest też to, że tam po skończonej wieczerzy nikt nie może wstać od stołu. Wszyscy muszą zrobić to razem. Jeśli ktoś się wyłamie i pierwszy odejdzie od stołu, to Niemcy wierzą, że w przyszłym roku może być w tym domu źle. Po kolacji w domu, w którym są dzieci, przychodzi Nicolaus, czyli po polsku Gwiazdor - mówi Grażyna Konarzewska. - Co mnie w Niemczech chyba najbardziej zadziwiło to pasterka. Kiedy weszliśmy do kaplicy po obu bokach do góry za kratami siedziały modlące się zakonnice. Sama pasterka z kolei prowadzona była w trzech językach - po niemiecku, łacinie i po polsku - powiedziała barcinianka - W ogóle bardzo popularne w Niemczech są tzw. kalendarze adwentowe, poza tym Niemcy w okresie świątecznym pieką ogromne ilości świątecznych ciasteczek, tam nie ma tradycyjnego ciasta takiego jak u nas" - dodała moja rozmówczyni.
BUJANIE PRZY KOLĘDACH
Grażyna Konarzewska święta Bożego Narodzenia spędzała także w Kanadzie.
Syn barcinianki wraz z rodziną już od wielu lat mieszka w Toronto. - "Święta, które kilka lat temu spędziłam w Kanadzie, były w połowie polskie, w połowie kanadyjskie" - opowiada pani Grażyna. - Oczywiście nie zabrakło choinki.
Kanadyjska Wigilia rozpoczyna się przeważnie o 17.00. Jak na międzynarodową Wigilię przystało, na świątecznym stole pojawiły się zarówno potrawy polskie, jak i kanadyjskie: karp, kapusta z grzybami, kluski z makiem, różnego rodzaju sałatki, potrawy z ryb, sos grzybowy, dużo owoców, ciasto. - "Na tej Wigilii, pamiętam, podano jedną niezwykle przepyszną nie potrawę, ale swego rodzaju przekąskę. Surowo pokrojone w słupki pieczarki i podobną do jarmużu kanadyjską sałatę maczało się w specjalnym sosie. Ten sos był robiony z majonezu, do którego dodano sok z cytryny, kwaśną śmietanę, cukier oraz odrobinę pieprzu. Bardzo mi to smakowało" - opowiada pani Grażyna.
Tradycyjna pasterka odbywa się w Kanadzie przeważnie o 24.00. Kościoły w tamtym kraju nie są tak bogato zdobione ja u nas w Polsce, wystrój jest raczej skromny. - "Nie znałam tam żadnej kolędy, nawet melodii, nic, jedyne co mogłam zrobić to "bujać" się razem z tymi ludźmi, bo oni jak śpiewają się "bujają".
Barcinianka podkreśla, że Kanadyjczycy bardzo przyozdabiają swoje domy i ulice: - "To wygląda tak, jak to się widzi na filmach. Tysiące małych żaróweczek świeci się na dosłownie każdym domu".
POLANDO GWIAZDOR W IRAKU
Kiedy Stanisław Nowik z Barcina wyjeżdżał do Iraku był 1987 rok. Przez następne kilkanaście miesięcy miał pracować w Zakładach Chemicznych "Chamadeks". Razem z nim do Iraku wyjechało wówczas 150 innych Polaków. - "Nasze zakłady usytuowane były blisko granicy syryjskiej. Mieszkaliśmy w historycznej Mezopotamii, w przepięknej dolinie Eufratu" - wspomina.
Na obcej ziemi kilkudziesięcioosobowej grupie Polaków przyszło spędzać święta Bożego Narodzenia z dala od ojczyzny i ciepła domowego ogniska. Dla Stanisława Nowika były to jedne z tych świąt, które pamięta się przez całe życie. - "Mimo że w innym kraju, kulturze i cywilizacji, staraliśmy się, by święta były jak najbardziej polskie, by przypominały nam dom i rodziny i oczywiście atmosferę tego jakże magicznego czasu" - powiedział Stanisław Nowik.
Aby z powrotem znaleźć się w Iraku wystarczy, że Stanisław Nowik spojrzy na przywieziony stamtąd odlew konturów irackiego państwa fot. Joanna Bejma Pod koniec 1987 roku niektórzy szczęśliwcy wybierali się na urlopy do domów w Polsce, pozostali żyli przedświątecznymi przygotowaniami.
- "Wysyłamy prezenty, dekorujemy mieszkania ozdobami, których - o dziwo - jest dosyć sporo w Iraku. Ci bardziej zapobiegliwi przystrajają zaimprowizowane z tamtejszych drzewek choinki. Zresztą, kiedy drzewka były już przyozdobione wyglądały prawie identycznie jak nasze polskie. Nie mogliśmy narzekać na kuchnię. Nasi kucharze pochodzili z różnych stron Polski. Pod wodzą szefa kuchni Józefa Mikurda stworzyli wyśmienite potrawy. Była to wprost kulinarna poezja". Stanisław Nowik powiedział, że wtedy na stole pojawiły się różnorakie regionalne potrawy, jakie można spotkać na wigilijnych stołach w Polsce. Nie zabrakło tradycyjnego karpia, był też m.in. groch z kapustą, barszcz z uszkami, śledzie. - "W ogóle dużo było ryb - nawet te irackie, nazywały się bżany".
Polacy na kontrakcie do świąt przygotowywali się także pod względem duchowym. Pracujący od dziewięciu lat na obczyźnie ks. Józef Wojna prowadził dla rodaków świąteczne rekolekcje. - "Pomimo swojego uroku, były one dla nas dosyć trudne. W Iraku wtedy trwała wojna z Iranem, a my nie mieliśmy kontaktów telefonicznych z rodzinami. Poczta przychodziła do nas co dwa tygodnie" - dodaje.
- "W tym 25 milionowym ówcześnie kraju główną religią, która kształtuje morale, politykę i zwyczaje, jest islam. Ledwie 3,5% ludności to katolicy. My jako niewierni traktowani jesteśmy niżej. Co mnie bardzo urzekło, to stosunek Irakijczyków dla naszych praktyk religijnych. Nie pamiętam, abym nie mógł zwolnić się z pracy, by iść na mszę św. Ks. Józefowi nie zdarzyło się, by w czasie, kiedy objeżdżał wszystkie kontrakty, miał jakiekolwiek trudności z kapłańską posługą. To utrwaliło mnie w wielkim szacunku dla świata islamu" - powiedział w chwili zadumy barcinianin.
Polska Wigilia w Iraku rozpoczęła się o 19.00. Stanisław Nowik i pozostali Polacy zebrali się w przystrojonej kwiatami i palmami - zamiast świerków - stołówce. W pomieszczeniu królowały drzewko imitujące choinkę i dwie przepięknie wykonane krakowskie szopki. - "Zrobił je jeden z kontraktowiczów, ale nie pamiętam już, jak się nazywał - wspomina Stanisław Nowik. - Świętowaliśmy wszyscy razem, dyrekcja zakładu, lekarze, zaprzyjaźnieni Arabowie. Mimo iż nastrój był podniosły, każdy przed oczami miał swój dom rodzinny, żonę, dzieci, rodzinę, zapach prawdziwej choinki, łzy same napływały do oczu. Każdy z nas miał świadomość, że w kraju nie ma nic, a nasze żony z trudem musiały wszystko zdobywać, by ich święta też były radosne, podczas gdy nasze stoły zastawiono przeróżnymi potrawami. W momencie, gdy dzieliliśmy się opłatkiem, znikły dzielące nas granice muzułmańsko-chrześcijańskie. Wiedzieliśmy zarówno my Polacy, jak i Irakijczycy, że te święta spędzaliśmy na ziemi, gdzie rodziła się cywilizacja, w miejscu, gdzie 200 km dalej znajdowało się miasto Ur, miasto Abrahama, naszego wspólnego Boga" - kontynuuje barcinianin.
Na kontrakcie w Iraku przebywali nie tylko mężczyźni. Było kilka rodzin z dziećmi. To specjalnie dla nich jeden z kontraktowiczów przebrał się za gwiazdora. - "Kiedy pojawił się na sali, rozładował to panujące wśród nas dziwne napięcie. Dzieciaki dostały paczki. Z pewnością mimo młodego wieku tamte święta Bożego Narodzenia będą pamiętać przez całe życie. W ogóle to ten nasz polski gwiazdor zrobił furorę wśród młodych Irakijczyków" - usłyszałam.
Dla wyznawców islamu największym świętem jest zakończenie Ramadanu. Poza tym Irakijczycy obchodzą wiele świąt rodzinnych. Po polskiej Wigilii z okazji tych wszystkich uroczystości jeden z kolegów Stanisława Nowika otrzymał rolę etatowego gwiazdora. Musiał pojawiać się przy okazji każdego ze świąt. - "Dzieciaki mówiły na niego "Polando Gwiazdor"".
Jak wspomina Stanisław Nowik, po Wigilii Polacy rozeszli się do domów, ale nikt nie palił światła. W tej chwili samotności każdy choć na chwilę duchowo przeniósł się do swojego domu.
Na drugi dzień miejscowi - wiedząc, że Polacy obchodzą święta Bożego Narodzenia - pozdrawiali ich "Happy Merry Christmas" i "Szlonek Mister".
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze