Reklama

Głodne psy nadgryzły w mieszkaniu zwłoki swego pana

Makabryczne odkrycie w Bystrzycy
     Głodne psy nadgryzły w mieszkaniu zwłoki swego pana
     Ze wstępnych ustaleń wynika, że mieszkający samotnie 75-letni Wacław W. zmarł z przyczyn naturalnych. Stwierdzono jednak u niego nadgryzienie czaszki oraz części tułowia. Głośne ujadanie psów w zamkniętym mieszkaniu zaalarmowało sąsiadów, którzy zapobiegli dalszemu zbeszczeszczaniu zwłok.      

                                                     

Dom w Bystrzycy, w którego części mieszkał Wacław W. Po jego naturalnej śmierci w mieszkaniu zaczęły jego ciało podgryzać jego własne psy. „Komunalce" udało się wyłapać 3 z 4 psów. Czwartego, który wymknął się obławie, reporter „Pałuk" sfotografował, gdy ten usiłował 3 dni po odkryciu zwłok wejść z powrotem do mieszkania.
    fot. Joanna Świetnicka

   Środowego popołudnia 28 stycznia z pewnością nigdy nie zapomni Jan P. z Bystrzycy (gm. Mogilno). Zaalarmowała go Maria Z. Jest ona najbliższą sąsiadką Wacława W., gdyż mieszka za ścianą jego mieszkania. Maria Z. nie widziała sąsiada od niedzieli 25 stycznia. Pukała wtedy do jego drzwi. Chciała mu powiedzieć, że w najbliższych dniach będą mieli kolędę. Nie otwierał. Tak było do środy. W końcu poważnie zaniepokoiło ją ujadanie psów za ścianą. Niby sąsiada nie było w mieszkaniu, ale psy w środku były. Swoją drogą te psy od czasu do czasu dokarmiała, dlatego zdziwiło ją ich zachowanie.
   Jan P. mieszka o jeden dom dalej. Postanowił wejść do mieszkania.
   W środku czekał na niego makabryczny widok. 75-letni Wacław W. nie żył. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że ciało zmarłego było nadgryzione, najprawdopodobniej przez jego własne psy. Jan P. natychmiast powiadomił policję i pogotowie ratunkowe.                                   
   Na miejscu, jak dowiedzieliśmy się od sierż. sztab. Jarosława Bucholca z KPP w Mogilnie, lekarz pogotowia ratunkowego stwierdził zgon bez podania bezpośredniej przyczyny. Zgon nastąpił najprawdopodobniej między 25 a 28 stycznia. - Czynności w mieszkaniu zmarłego podjęła grupa operacyjno-dochodzeniowa pod nadzorem prokuratury mogileńskiej. Przybyły na miejsce lekarz medycyny sądowej stwierdził, że mężczyzna najprawdopodobniej zmarł w sposób naturalny kilka dni wcześniej. Wykluczono też działanie osób trzecich. Jednak w trakcie oględzin ujawniono, że w ciele brakuje tkanek miękkich na głowie i tułowiu.  Warto zaznaczyć, że mieszkał samotnie i był schorowany. Najprawdopodobniej po śmierci kilka psów, które miał, z głodu zaczęło go podjadać. Ciało denata zabezpieczono do sekcji zwłok - usłyszeliśmy od sierż. sztab. Bucholca.
Mieszkańcy miejscowości są zbulwersowani faktem, że przez kilka dni nikt nie zorientował się, do jakiej w tym domu doszło tragedii. Nawet najbliżsi sąsiedzi nie byli w stanie przewidzieć, co wydarzyło się za ich ścianą, ponieważ zmarły człowiek wspominał wcześniej o wyjeździe.

Reklama
Tylko temu psu udało się uciec z sideł zastawionych przez pracowników MPGK
fot. Joanna Świetnicka

   - Kto by pomyślał, że coś takiego może zdarzyć się tuż obok nas. Za to chyba jest ktoś odpowiedzialny - można usłyszeć od zaniepokojonych mieszkańców. Sołtys Olszy (do sołectwa należy Bystrzyca) Marzanna Nowicka powiedziała nam, iż pan Wacław podobno wcześniej sygnalizował, że wyjeżdża na kilka dni. Dlatego jego nieobecność nikogo nie zaniepokoiła. - Z tego co wiem, sąsiedzi bardzo pomagali temu panu. My jako Rada Sołecka raczej tam nie zaglądaliśmy, ponieważ radził on sobie sam i nie chciał pomocy - mówi sołtys.
   Jak dowiedzieliśmy się, mimo iż mężczyzna nie był bezdomny, jego losem interesowali się pracownicy Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Mogilnie.
   - Ten pan nie był naszym podopiecznym. Nie korzystał też z naszych zasiłków. Mimo to, nasi pracownicy do tego środowiska zaglądali wielokrotnie. Pracownicy byli u tego mężczyzny 5 stycznia w związku z „Akcją Zima", którą przeprowadzamy wspólnie z mogileńską Strażą Miejską. Zaproponowano mu pójście do schroniska, ale wtedy ten pan odmówił. Jego odmowa jest na piśmie udokumentowana. My nie mogliśmy nic zrobić na siłę, ponieważ ten pan nie był bezdomny i nie chciał naszej pomocy. Wiem również, że miał propozycję pójścia do domu pomocy społecznej, ale z niej także nie skorzystał, też jest to udokumentowane na piśmie. Wszystkie te sprawy kierowania do domów pomocy społecznej są ustalane przez sąd i my też wystąpiliśmy do sądu, żeby narzucić mu pewne rzeczy sądownie, mając oczywiście na celu jego dobro. Chcieliśmy mu w ten sposób pomóc. Procedura była w toku. Wiem, że do udzielania takiej pierwszej bezpośredniej pomocy temu panu zobligował się sąsiad, zdeklarował to chyba nawet na piśmie. Ale wiadomo, że nie był w stanie interesować się nim przez cały czas. Tym bardziej, że mężczyzna sygnalizował, iż planuje wyjazd. My jako ośrodek pomocy społecznej zrobiliśmy wszystko co mogliśmy zrobić w tej sprawie. Nadzorowaliśmy go i proponowaliśmy mu pomoc. Zawsze odmawiał. Gdyby jakąś z tych propozycji przyjął, byłoby całkiem dobrze - powiedział reporterowi Pałuk kierownik M-GOPS w Mogilnie Dariusz Stalinski.
   Sprawę bada w tej chwili Prokuratura Rejonowa w Mogilnie. Jak dowiedzieliśmy się od prokurator Wiesławy Szajdy, w piątek 30 stycznia w Zakładzie Medycyny Sądowej w Bydgoszczy została przeprowadzona sekcja zwłok. Jednak do chwili oddania tego numeru Pałuk do druku prokuratura mogileńska nie otrzymała protokołu z sekcji zwłok. - Wyniki mogą nadejść w każdej chwili - usłyszeliśmy.
   Psy zmarłego Wacława W. na zlecenie policjantów z KPP w Mogilnie wyłapali pracownicy MPGK w Mogilnie. Przypomnijmy, że komunalka ma przyrządy, które służą do wyłapywania bezpańskich, wałęsających się psów. Pracownicy w czwartek 29 stycznia pojechali tam w towarzystwie policjantów i strażników miejskich. To była druga próba wyłapania tych psów. - Pierwsza próba wyłapania się nie powiodła. Przebywało tam wtedy za dużo ludzi, psy się spłoszyły i uciekły. W związku z tym nasi pracownicy udali się tam następnego dnia. Tym razem udało się wyłapać trzy z czterech psów. Ten czwarty niestety uciekł. Są one zamknięte, odosobnione od reszty psów znajdujących się w naszym schronisku. Teraz czekamy na decyzję funkcjonariuszy z KPP w Mogilnie co dalej. Bo na przykład w wyniku badań może się okazać, że te psy są wściekłe - mówi reporterowi gazety prezes MPGK Artur Lorczak.
   Czwartego psa, który wymknął się pracownikom MPGK z obławy, udało się natomiast uwiecznić na fotografii naszemu reporterowi na miejscu zdarzenia w sobotę 31 stycznia. Pies koczował przed drzwiami z nadzieją, że jego pan wpuści go do środka. Na widok zbliżającego się reportera uciekał i po kilku minutach wracał.

Joanna Świetnicka
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 886 (5/2009)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości