Mogilno, bezdomny, Jerzy Rosiński, protest, głodówka
Głoduje, żąda mieszkania
Gdy we wtorek (9 sierpnia) bezdomny z psem i transparentem pojawił się przed siedzibą M-GOPS błyskawicznie przyjechała Straż Pożarna. Myślał, że to po niego i uciekł w okolice budynku Poczty. Strażacy tymczasem przeprowadzali z pracownikami MGOPS ćwiczenia ewakuacyjne. Gdy odjechali, bezdomny rozpoczął pod budynkiem Opieki Społecznej strajk głodowy.
Rosiński rozpoczął protest głodowy we wtorek, od 9.00. Jest to jego nie pierwsza tego typu akcja. Ma dwa żądania, które prezentujemy poniżej w ramce. fot. Damian Stawski WPROWADZIŁ SIĘ SIŁĄ
Bezdomny od dłuższego czasu przebywał w lokalu socjalnym przy ul. Ogrodowej 8 w Mogilne za zgodą głównego najemcy Franciszka Stawickiego. To mały lokal składający się z kuchni, pokoju i w.c. Pan Franciszek wynajął go od Zakładu budżetowego Mogileńskie Domy. Dyrektor Mogileńskich Domów Jerzy Padoł powiedział, że termin umowy, którą najemca zawarł z Mogileńskimi Domami, wygasł 1 marca bieżącego roku.
- Od tego czasu wzywaliśmy pana Franciszka do zdania tego lokalu. Szczególnie ze względu na to, że zajmowany lokal bardzo zaniedbał. Ten pan jest osobą niepełnosprawną, chodzi o kulach. Twierdził, że na razie nie może zdać tego lokalu, bo nie ma gdzie pójść. W tej sytuacji zgodziliśmy się, żeby pozostał tam jeszcze przez pewien czas - opowiada dyrektor Padoł i dodaje: -. Jakiś czas temu do pana Franciszka wprowadził się pan Jerzy Rosiński. Zrobił to bez naszej zgody i bez zgody pana Franciszka. Zaczął do tego lokalu znosić najprzeróżniejsze rzeczy. Lokal był wręcz zakorkowany. Ledwo można było przejść zdrowej osobie, a co dopiero osobie poruszającej się o kulach. Kilkukrotnie próbowaliśmy dostać się do tego lokalu, ale nikt nie otwierał. W poniedziałek 8 sierpnia udaliśmy się do lokalu ponownie. Drzwi były otwarte, a pan Franciszek w środku ze złamaną ręką. Miał założony gips, ale wszystko to było zakrwawione. W mieszkaniu panował ogólny bałagan. Wszystko było zagracone mnóstwem niepotrzebnych rzeczy.
SAMOCHODY ŚMIECI
Jerzy Padoł zaalarmował wtedy pracowników Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej, którzy udzielili pomocy panu Franciszkowi. Mężczyzna trafił do szpitala w Inowrocławiu, gdzie ma przejść operację ręki. Po wyjściu ze szpitala Franciszek S. otrzyma niezbędną pomoc z M-GOPS, w tym również miejsce w Schronisku dla Bezdomnych Kobiet i Mężczyzn przy ul. Łąkowej.
Pracownicy Mogileńskich Domów zajęli się uporządkowaniem podwórka i mieszkania. Od naszego rozmówcy dowiedzieliśmy się, że było tam m.in. mnóstwo drzewek, krzewów, kwiatów w doniczkach. - Nie można tam było ani przejść, ani przejechać. Wszystko uprzątnęliśmy. Wywieźliśmy z tego podwórka i z tego lokalu 3,5 naszego samochodu „vw transporter”. To były rzeczy, które nie powinny być w tym lokalu, czyli najróżniejsze ozdoby, zużyte urządzenia gospodarstwa domowego, buty damskie. Ktoś w tym lokalu włożył nam coś do zamka, że 9 sierpnia nie mogliśmy otworzyć drzwi. Trudności pokonaliśmy i uprzątnęliśmy resztę. Lokal jest w tej chwili już opróżniony z tych zbędnych rzeczy i został zamknięty. Klucze przekazaliśmy do Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Mogilnie. Część rzeczy, jak m.in. odzież, krzesła, sprzęty gospodarstwa domowego - radia, telewizory oraz te, które uznaliśmy za przydatne, zabezpieczyliśmy. Pan Franciszek, który zamieszkiwał w tym lokalu, nie powinien tam mieć większości tych rzeczy - one uniemożliwiały normalne zamieszkiwanie w lokalu. Pan Jerzy Rosiński oczywiście utrudniał nam uprzątnięcie tych wszystkich rzeczy. Sytuację jednak opanowaliśmy. Wszystkie nasze działania podejmowane były w obecności Straży Miejskiej z Mogilna. Pan Jerzy Rosiński nie jest zameldowany w tym lokalu, nie ma więc prawa tam przebywać, tym bardziej, że znosząc tam te wszystkie rzeczy utrudniał korzystanie z tego lokalu - powiedział dyrektor Mogileńskich Domów.
- Te wszystkie czynności z opróżnianiem tego lokalu wykonywaliśmy też na prośbę pana Franciszka Stawickiego, który prosił, żeby „Mogileńskie Domy” usunęły mu z tego lokalu te zbędne wszystkie rzeczy. Podpisał też stosowne oświadczenie - dodał Jerzy Padoł.
GŁODÓWKA, PIES I MISKA
Jerzy Rosiński liczył, że będzie mógł zostać w lokalu przy Ogrodowej, kiedy jednak okazało się, że nie - wrócił do swojego nawyku sprzed lat, czyli protestu głodowego. 8 sierpnia o 9:00 pojawił się przed budynkiem Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej przy Rynku w Mogilnie. Wziął ze sobą transparent, małą reklamówkę, psa i miskę dla niego. Bo pies w proteście głodowym nie uczestniczy.
Postulaty są mniej więcej takie same, jak podczas poprzednich protestów. Jerzy Rosiński, bezdomny przebywający na terenie Mogilna, żąda od gminy mieszkania - tylko dla siebie.Twierdzi, że nie opuści miejsca protestu i że tym razem będzie protestował do skutku, czyli do momentu aż otrzyma od gminy mieszkanie. Nie chce przyjąć do wiadomości, że jest kolejka oczekujących na mieszkania komunalne. Jego zdaniem, pomoc socjalna rozdzielana jest niesprawiedliwie. Sam wielokrotnie podkreślał, że nie może pracować ze względu na liczne dolegliwości chorobowe.
OŚRODEK MA PROPOZYCJE
Na temat pomocy oferowanej przez M-GOPS mężczyźnie rozmawialiśmy z Agnieszką Szulc, kierownik M-GOPS w Mogilnie, która powiedziała, że Jerzy Rosiński korzysta ze świadczeń finansowych mogileńskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Ponadto Ośrodek ma możliwość udzielenia panu Jerzemu schronienia poprzez miejsce w Schronisku dla Bezdomnych Kobiet i Mężczyzn w Mogilnie na ul. Łąkowej. - Ośrodek ma również możliwość zapewnienia panu Jerzemu ciepłego posiłku w jadłodajni, niestety na powyższe formy pomocy ten pan nie wyraża zgody. Tutejszy Ośrodek nie posiada informacji dotyczących, czy pan Jerzy R. złożył stosowny wniosek o przydział lokalu komunalnego z zasobów gminy, jak również nie jest właściwą instytucją w zakresie przydziału lokali w gminie - usłyszeliśmy od Agnieszki Szulc.
GŁODÓWKA NA ŁÓŻKU
Przypomnijmy, że Jerzy Rosiński pierwszy raz protest głodowy prowadził już w 2008 r. Protestował na łóżku polowym przed siedzibą MGOPS przy Rynku. Przykuł się wtedy do krat okiennych ośrodka. Bezdomny nie chciał wtedy mieszkać dalej w schronisku dla bezdomnych. Wtedy odwieszony mu został wcześniejszy wyrok więzienia, jaki odbywał za próbę podpalenia swego ojca. Jedna z mieszkanek schroniska oskarżyła go także wtedy o grożenie jej utratą życia. Wyszedł z więzienia i od razu 1 września 2009 r. trafił ponownie do schroniska dla bezdomnych.
ŁAŃCUCHEM ZA SZYJĘ
22 grudnia 2009 r. bezdomny rozłożył się przy głównym wejściu do Urzędu Miejskiego w Mogilnie. Miał przy sobie prześcieradło rozpięte na kijach z hasłem Protest głodowy. Do tego przymocował ofoliowaną płachtę papieru z postulatami. Żądał mieszkania i nie chciał prowadzić żadnych negocjacji. Wiceburmistrz Jarosław Ciesielski przekonywał wtedy bezdomnego, aby zaprzestał głodówki i wrócił do schroniska, chociażby ze względu na warunki pogodowe. Odmówił. Jarosław Ciesielski mówił wtedy, że nikt nie zabrania panu Rosińskiemu starać się o mieszkanie. Jednak powinien zrobić to tak, jak każdy inny mieszkaniec. Powinien złożyć podanie i wtedy znajdzie się na liście oczekujących do wpisania na listę główną. Tymczasem od kilku miesięcy Jerzy Rosiński żądał mieszkania, ale nie chciał w tej sprawie dopełnić jakichkolwiek formalności.
Jak przykuł się 28 stycznia 2010 r. do drzwi łańcuchem za szyję, to burmistrz powiadomił policję. Funkcjonariusze odcięli go wtedy nożycami do cięcia siatki, gdyż zachodziła obawa, że przywiązanie za szyję może dla niego zakończyć się tragicznie. Lekarz psychiatra z izby przyjęć szpitala w Gnieźnie po zbadaniu Jerzego Rosińskiego odmówił przyjęcia go na oddział.
Nadal pod mogileńskim ratuszem nieregularnie prowadził protest. To co znosił, zaczęło przypominać wysypisko śmieci pod ogrodzeniem ratusza. W trakcie sprzątania przez komunalkę był tak agresywny, że strażnicy musieli zakuć go w kajdanki.
28 stycznia bezdomny skierował do burmistrza Mogilna memorandum, w którym poza żądaniem mieszkania postawił także kategorycznie żądanie likwidacji schroniska dla bezdomnych przy ul. Łąkowej 1 i zastąpienia go noclegownią.
Żądania o takiej treści stawia Ryszard Rosiński fot. Damian Stawski PRZYKUŁ SIĘ DO DRZWI, ZOSTAŁ SKAZANY
Na początku lutego 2010 r. bezdomny przykuł się za nogi i ręce do drzwi ratusza. Wtedy też złożył dwa oświadczenia na ręce burmistrza Leszka Duszyńskiego. W pierwszym pisał: Nie wyrażam zgody na pomoc w formie schronienia w schronisku i spożywanie posiłków w jadłodajni MGOPS w Mogilnie. W drugim natomiast zaznaczył m.in.: Moje miejsce pobytu jest na ul. Narutowicza 1 przed bramą wejściowa na teren ratusza, na trzech schodach.
Strażnicy za zakłócanie spokoju wręczyli mu mandat 50 zł, którego nie przyjął. Sąd Rejonowy bez udziału stron zebrał się 18 marca. Jerzy R. był obwiniony o to, że: Dopuścił się 8 lutego zakłócenia spokoju wywołując zaniepokojenie i zdenerwowanie poprzez to, że przykuł się do drzwi Urzędu Miejskiego w Mogilnie czterema łańcuchami za kończyny górne i dolne. Zachowanie takie w danych okolicznościach, miejscu i czasie nie jest uważane za normalne. Zachowaniem swoim obwiniony spowodował zdenerwowanie i strach u jednej z mieszkanek Mogilna. Sąd uznał obwinionego Jerzego R. winnym zakłócenia porządku publicznego i zgodnie z Kodeksem Wykroczeń skazał go na karę ograniczenia wolności. Na podstawie Kodeksu Wykroczeń obwiniony ma obowiązek nieodpłatnie odpracować karę w wymiarze 40 godzin pracy na cele społeczne w Mogileńskim Przedsiębiorstwie Gospodarki Komunalnej.
Z PKP USUNIĘTY
Po tym zdarzeniu bezdomny przez jakiś czas pojawiał się w nieczynnym budynku PKP obok stacji PKS. Zbudował sobie w zniszczonym budynku coś na kształt namiotu. Stamtąd również po pewnym czasie został usunięty.
WNIOSEK ZŁOŻYŁ
Zastępca burmistrza Jarosław Ciesielski powiedział, że Jerzy Rosiński w bieżącym roku złożył wniosek o przydział mieszkania komunalnego. W maju została do niego wysłana odpowiedź, która zawiera obszerne wyjaśnienia przyczyn braku możliwości szybkiego załatwienia jego sprawy.
- Zasoby mieszkaniowe gminy Mogilno, tak jak praktycznie każdej jednostki samorządowej w Polsce, są bardzo ograniczone. Z roku na rok gminnych mieszkań jest coraz mniej, ponieważ użytkujący je lokatorzy z reguły mają prawo ich wykupienia i z tego prawa korzystają. Burmistrz Mogilna podejmuje wiele działań zmierzających do pozyskania nowych lokali mieszkalnych (np. poprzez: ciągłe poszukiwanie możliwości adaptowania na mieszkania pomieszczeń w różnych budynkach należących do gminy; kontynuowanie budowy budynku wielorodzinnego w Marcinkowie), jednak nadal zapotrzebowanie jest dużo większe niż możliwości, jakimi dysponuje gmina. Na to wszystko nakłada się jeszcze kwestia osób eksmitowanych z budynków prywatnych, w przypadku których sądy z zasady nakładają na gminę obowiązek zapewnieni im mieszkań. Te osoby, jak również mieszkające w budynkach stwarzających zagrożenie ze względu na zły stan techniczny oraz mieszkańcy, którzy są na aktualnej liści osób oczekujących na przydział mieszkania w pierwszej kolejności (w tym wiele rodzin wielodzietnych), mają - zgodnie z uchwałą Rady Miejskiej w Mogilnie - pierwszeństwo uzyskania lokalu mieszkalnego z zasobów gminnych - mówi zastępca burmistrza.
WNIOSEK ZAREJESTROWANY
Wniosek pana Rosińskiego jest zarejestrowany w bazie osób ubiegających się o przydział mieszkania komunalnego. Nie jest on jednak obecnie na liście osób, które mają prawo do uzyskania mieszkania w pierwszej kolejności. Lista ta jest aktualizowana okresowo, przy aktywnym udziale radnych pracujących w komisji społecznej Rady Miejskiej w Mogilnie, którzy bardzo dokładnie weryfikują każdy wpływający wniosek. - Sprawa pana Jerzego Rosińskiego nie jest zamknięta, jednak jak każda tego typu, jest trudna i długotrwała. Gmina Mogilno jednak o nim nie zapomina, proponując wiele forma wsparcia w jego trudnej sytuacji życiowej. Niestety z pewnych (miejsce w schronisku, posiłki) nie chce on w tej chwili korzystać - dodaje wiceburmistrz.
Dodatkowo, jak zauważa Jarosław Ciesielski, warto zwrócić uwagę na kwestię Programu Wychodzenia z Bezdomności w gminie. Nie ma on uregulowania w prawie lokalnym, ale jest stosowany w pracy socjalnej pracownika mającego w zakresie obowiązków pracę z osobami bezdomnymi przebywającymi w Schronisku dla Bezdomnych Kobiet i Mężczyzn w Mogilnie (zajmuje się tym Alicja Malendowicz). W ramach udzielanych świadczeń w planie pracy z osobą bezdomną, która od wielu lat utrzymuje całkowitą abstynencję, posiada stałe źródło dochodów (zasiłek stały lub renta chorobowa), które pozwoli na utrzymanie potencjalnego mieszkania komunalnego przy założeniu otrzymania dodatku mieszkaniowego. Jeśli pracownik socjalny zauważa taką ewentualność w wywiadzie zaznacza, że osoba jest gotowa na wyjście z bezdomności. Wówczas wraz z podopiecznym wypełnia wniosek o przydział lokalu komunalnego w Urzędzie Miejskim, szuka na lokalnym rynku wtórnym mieszkań do wynajęcia, które może zostać przez podopiecznego zamieszkałe. Pracownik socjalny nawet po opuszczeniu przez osobę bezdomną schroniska, monitoruje środowisko w celu utrzymania zamierzonego efektu.
RÓWNE ZASADY DLA WSZYSTKICH
Jako że na transparencie wywieszonym przez M-GOPS bezdomny domaga się spotkania z burmistrzem, zapytaliśmy Leszka Duszyńskiego o ten fragment jego żądań.
- Ubolewam nad tym, że nasza gmina nie posiada takiej liczby mieszkań komunalnych, by było możliwe szybkie zrealizowanie każdego wniosku o przydział, w tym i złożonego przez pana Rosińskiego. Tak, jak do tej pory będę czynił starania, by systematycznie zmniejszać dysproporcję między oczekiwaniami a możliwościami. Tym niemniej siłowe metody proponowane i w praktyce realizowane przez pana Jerzego Rosińskiego nie wydają się właściwe, a prowadzenie ulicznej akcji protestacyjnej, czy też głodówki nie mogą wpływać na zwiększenie możliwość uzyskania mieszkania komunalnego. Wszystkich bowiem muszą obowiązywać te same zasady. Ponadto, odnosząc się do treści transparentu, każdy mieszkaniec gminy Mogilno, jak widać oprócz pana Rosińskiego, wie, że by się ze mną spotkać i porozmawiać nie musi takiej potrzeby wypisywać na transparentach. Zawsze jestem do dyspozycji mieszkańców, a w każdy wtorek poświęcam na spotkania z nim praktycznie cały dzień - mówi burmistrz Duszyński.
W chwili zamykania tego numeru Pałuk protest głodowy pod opieką trwał.
Joanna Świetnicka
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1278 (32/2016)
Komentarz
Głodówka i łańcuchy
W takim stanie bezdomny zostawił jedno z mieszkań przy ul. Ogrodowej, gdzie wprowadził się na siłę, wbrew woli lokatora fot. Jerzy Padoł Bezdomny mieszkaniec Mogilna, który od wtorku znowu prowadzi akcję głodową pod siedzibą opieki społecznej, metodycznie i cierpliwie od 8 lat robi wszystko, by nie otrzymać mieszkania komunalnego od gminy.
Nie służy temu notoryczne odrzucanie pomocy, jaką gmina mu oferuje, czyli miejsca w schronisku dla bezdomnych oraz jedzenia w jadłodajni przy rynku.
Nie służy temu straszenie głodówką. Pamiętam jego akcje głodowe sprzed 6-8 lat, gdy potajemnie na pikniku zajadał się kiełbaską pieczoną w ognisku, a potem przychodził pod ratusz prowadzić akcję.
Nie służy temu machanie krowimi łańcuchami i straszenie, że przykuje się do krat w oknie czy do drzwi ratusza. Bezdomny już to robił w przeszłości, i dobrze na tym nie wyszedł. Dostawał mandaty, miał nawet wyrok sądu w Mogilnie.
Nie służy także to, co po sobie pozostawia bezdomny, gdzie się pojawi. Czyli stosy śmieci (patrz zdjęcia). Wystarczy, że gdzieś się przykuje albo gdzieś na chwilę zamieszka, trzeba wtedy po nim wywozić pełne samochody odpadów i wietrzyć, wietrzyć, bo cuchnie pomieszczenie strasznie.
Bezdomny robi wszystko, by gmina nie dała mu nigdy tego mieszkania komunalnego. Przez ostatnich 8 lat pokazuje, że wszystko co z tym mieszkaniem zrobi, to je po prostu zniszczy.
Jeszcze jedna sprawa mnie bardzo zastanawia w postępowaniu bezdomnego. Łatwość, z jaką stawia on różnym osobom zarzuty. Wszystkich naokoło o coś oskarża, sam jednak pozostaje bez winy.
„Mogileńskie Domy” z lokalu przy ul. Ogrodowej wywiozły prawie cztery takie samochodowe przyczepy śmieci fot. Jerzy Padoł Jestem głęboko poruszony treścią tego, co bezdomny napisał na swoim transparencie. Jestem głęboko zdumiony, że w cywilizowanym mieście można publicznie wypisywać takie rzeczy na jedną z pracownic M-GOPS. Że można ją obrażać, ubliżać jej, pisać jej nazwisko, narażać jej karierę zawodową na śmieszność i uwagi przechodniów. Sam widziałem, jak ludzie robią sobie zdjęcia, i pewnie potem będą wrzucać na profile społecznościowe. Nic tak przecież nie cieszy jak to, że ktoś został opisany, zszargano kogoś imię i to jeszcze w taki sposób.
Dziwię się władzom M-GOPS, dziwię się służbom porządkowym, policjantom, którzy obok mają siedzibę i pracownikom prokuratury, którzy pieszo przemierzają nieraz ten odcinek, że nie interweniują. Pozwalają, by bezdomny obrażał i jak przystało na głodówkę przy tym spokojnie palił papierosa.
Siłą bezdomny nic nie osiągnie. Nikt poważnie nie będzie chciał z nim rozmawiać. Jeżeli sam nie będzie chciał sobie pomóc, to na pewno inni też mu nie pomogą. Co by to było, gdyby każda sprawę prywatna rozwiązywano na ulicy w taki sposób. Totalna anarchia.
Głodówka i łańcuchy to nie jest najlepsza metoda na rozwiązywanie swoich życiowych problemów.
Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1278 (32/2016)
Inne teksty na ten temat:
Woli więzienie od schroniska
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze