Reklama

Instytucje i samorząd bezsilne wobec plagi much

Sanepid ani Powiatowy Inspektorat Sanitarny nie mogą pomóc mieszkańcom Smolar i okolic w walce z nękającymi ich muchami. Z problemem tym chce się zmierzyć naukowiec zajmująca się owadami.

Piotr Nowaczewski ze Smolar przyniósł na zebranie duży szklany znicz częściowo zapełniony muchami złapanymi w mieszkaniu na specjalny środek w ciągu jednego dnia fot. Roman Wolek

     ROBIĄ WIĘCEJ NIŻ MUSZĄ
     Dokuczliwość wielkiej ilości much w Smolarach (gm. Trzemeszno) i okolicach była tematem specjalnie zwołanego spotkania 29 czerwca w Urzędzie Miejskim w Trzemesznie.
     W spotkaniu udział wzięli m.in.: właściciel fermy norek w tej miejscowości, przedstawiciele instytucji powiatowych i trzemeszeńskiego ratusza oraz mieszkańcy Smolar i okolic.
     Na początku zebrania właściciel fermy norek Paweł Hildebrański zapewnił, że w jego firmie robią więcej niż muszą, aby zapobiegać ewentualnym problemom z muchami i ponoszą duże nakłady finansowe, żeby ich nie było. Stwierdził, że muchy raczej przylatują na teren jego fermy.
     Reprezentująca fermę w Smolarach Joanna Kominkiewicz również przekonywała, że gospodarstwo korzysta z usług firmy, która jest specjalistą w zakresie zapobiegania powstawaniu plag owadów. Opryski są prowadzone regularnie i muchy po nich padają.
     Ferma jest gospodarstwem rolno-hodowlanym, więc jest wytwarzany obornik.
     Jak zapewniała jednak przedstawicielka fermy, obornik jest przesypywany środkami przeciwko wykluwaniu się larw.
     - Nam te muchy nie przeszkadzają. My się już do nich przyzwyczailiśmy - mówiła Joanna Kominkiewicz.

Właściciel fermy norek Paweł Hildebrański zapewnił, że w jego firmie robią więcej niż muszą, aby zapobiegać ewentualnym problemom z muchami fot. Roman Wolek

     PRZERWAĆ ROZWÓJ OWADÓW
     Gościem zebrania była zaproszona przez właściciela fermy norek dr Agata Piekarska z Gorzowa Wlkp., entomolog, czyli naukowiec zajmująca się owadami. Jak informowała, robiła badania w północnej części województwa lubuskiego, gdzie mieszkańcy bardzo narzekali, iż problemy z muchami zaczęły się, gdy powstały fermy norek. Zauważyli, że muchy tam występujące są mniejsze od much domowych. Agata Piekarska dodała, że nie wie jeszcze, z jakim gatunkiem ludzie mają do czynienia w Smolarach. Jak zapowiedziała, musi wykonać badania tam, gdzie występuje uciążliwość much u mieszkańców, jak i w potencjalnych źródłach owadów, czyli w fermie norek i gospodarstwach. Wtedy będzie wiadomo, z jakim intruzem mamy do czynienia w Smolarach.
     Na terenie fermy trzeba byłoby sprawdzić, czy stosowane środki są skuteczne do zwalczania tych much. Czy powinny być to środki na osobniki dorosłe, czy na larwy, a także, jak stosowane są opryski i czy opracowano odpowiedni ich terminarz. Jeśli będzie już to wszystko wiadomo, to będzie można wtedy przerwać obieg rozwoju owada, zapewniała Agata Piekarska.

Reklama
Według entomolog dr Agaty Piekarskiej z Gorzowa Wlkp. podmioty państwa zawiodły w sprawie plagi much w Smolarach fot. Roman Wolek

     UTRUDNIAJĄ ŻYCIE
     Leśniczy Sergiusz Przybylski z Leśnictwa Smolary opowiadał, że w okolicach Smolar żyje od 40 lat. Od 10 lat mieszka tam w nowej leśniczówce. Zauważył, że problem z muchami pojawił się około 3 lat temu. Takiej ilości much nigdy nie było. Zapewnił, że na terenie leśniczówki nie posiada żadnego zwierzęcia, a ciągle jest pełno much i muszą stosować różne środki na owady, lecz mimo tego trudno się żyje w takich warunkach.
     Tadeusz Skrzypczak, właściciele ośrodka wypoczynkowego Jutrzenka w Gołąbkach, oddalonego od fermy norek o około 1,5 km relacjonował, że w ośrodku wypoczywają dzieci i młodzież oraz rodziny. Prowadzi ten ośrodek 20 lat, a wcześniej przez 10 lat tam pracował. I przez te ponad 30 lat nigdy nie było większego problemu z muchami. Od 3 lat much jest coraz więcej i wchodzą one do pomieszczeń. Mają więc z tym w ośrodku duży problem. Muszą stosować pułapki, lepy. Jak opowiadał Tadeusz Skrzypczak, nie mogą wypoczywającym osobom napisać, żeby nie otwierali okien.
     Sołtys Grabowa Andrzej Winkler informował, że rozmawiał z mieszkańcami Kruchowa i do nich muchy nie docierają. Jak dodał, w ubiegłym roku w Grabowie jeszcze dużo much nie było, a w tym roku już jest z nimi problem.
     Mieszkańcy uczestniczący w spotkaniu zgodnie przyznali, że muchy występują już od maja, ale najwięcej jest ich zawsze przy wysokich temperaturach. Jeden z mieszkańców stwierdził, że przez te owady dzieci chorują, więc nie pozwalają im wychodzić z domu.
     Entomolog Agata Piekarska przyznała, że muchy, które oblegają obornik, siłą rzeczy roznoszą wszelkiego typu patogeny. Mogą one powodować boleści i biegunki.

Tadeusz Skrzypczak, właściciel ośrodka wypoczynkowego „Jutrzenka” w Gołąbkach opowiadał, że duże ilości much przeszkadzają osobom odpoczywającym w ośrodku fot. Roman Wolek

     BUDOWANO W TAJEMNICY
     Danuta Winiarska, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Gnieźnie mówiła, że mieszkańcy oczekują od entomolog odpowiedzi, czy się podejmie zbadania tej sprawy i czy im pomoże oraz czy w końcu będą mieli spokój. Informowała, że w zeszłym roku była w Smolarach po interwencji mieszkańców. Była też wtedy na fermie norek. Jednak tak na prawdę sanepid traktuje fermę jako firmę i kontroluje tylko pod względem warunków higieny pracy, np. jakie warunki mają pracownicy i jak zagadnienia sanitarno-epidemiologiczne są taktowane w takim zakładzie pracy. Więcej do powiedzenia ma Powiatowy Lekarz Weterynarii.
     - Problem, który tu wystąpił, ja też nie mogę być wyrocznią, ale też mi się wydaje, że problem tkwi w fermie, gdzie firma dba o pracowników, o warunki, ale nie zawsze ma wpływ na to co natura nam stworzy. Może gdzieś wytworzyła się jakaś odmiana tych much, która akurat tutaj sobie pasożytuje, a dla państwa to jest ogromna uciążliwość. I dobrze, że są właściciele, którzy, takie mam wrażenie, chcą znaleźć wyjście z tej sytuacji. Urząd, który kiedyś tam podpisał dokumenty zezwalające na fermę, państwo też się nie broniliście, żeby tej fermy nie było - mówiła dyrektor Danuta Winiarska.
     Przerwali tę wypowiedź mieszkańcy twierdząc, iż nic nie wiedzieli o planach budowy norek, i że powstała ona w tajemnicy.

Reklama
Leśniczy Sergiusz Przybylski zwracał uwagę, że jeszcze nigdy nie było problemu z aż taką ilością much, jak w ostatnim czasie fot. Roman Wolek

     PAŃSTWO ZAWODZI
     Dariusz Nowaczyk z Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Gnieźnie relacjonował, że w zeszłym roku otrzymali pierwsze sygnały z prośbą o kontrolę. I taką kontrolę przeprowadzili. Reprezentują jednak przepisy weterynaryjne. Kontrolują więc oni obowiązki fermy pod kątem prowadzonych działań. Sama mucha nie jest dla PIW problemem. Jak informował przedstawiciel służb weterynaryjnych, problemem w świetle przepisów weterynaryjnych, które mogą sprawdzać jest to, czy ferma wprowadziła wymagane, obowiązkowe działania. Kontrola dotyczyła też używania środków przeciwko owadom latającym. Ta kontrola nie wykazała żadnych uchybień.
     Agata Piekarska pytała, czy próbki obornika są też badane. Dariusz Nowaczyk odpowiadał, że nie są badane.
     Entomolog informowała, że w weterynarii kontrole są z reguły zapowiedziane. Komentowała, że weterynaria w ogóle nie jest przygotowana do działań związanych z uciążliwością ferm.
     - Wszystkie podmioty państwa zawiodły. Każda instytucja nie poczuwa się do rozwiązania problemu - mówiła Agata Piekarska i dodała, że przechodziła to już w innych miejscach. Próbuje więc znaleźć odpowiedź, dlaczego instytucje państwowe nie potrafią sobie poradzić z tym problemem, gdyż muchy występują w pobliżu ludzi więc powinny być wszczęte jakieś procedury, a takich procedur jednak nie ma.

Dariusz Nowaczyk z Powiatowego Inspektoratu Weterynarii informował, że temat much nie jest dla weterynarii problemem fot. Roman Wolek Danuta Winiarska z gnieźnieńskiego sanepidu przyznała, że państwowe instytucje nie mają instrumentów, aby pomóc w tej sprawie fot. Roman Wolek

     ROZKŁADAJĄ RĘCE
     Danuta Winiarska z sanepidu przyznała rację i potwierdziła, że w tej sytuacji nie ma instrumentów ani upoważnienia, aby cokolwiek mieszkańcom pomóc.
     - Jeżeli do mnie spływa jeden, drugi protokół, informacja z „sanepidu” czy Powiatowego Lekarza Weterynarii i z tych informacji, z takiego protokołu, z takiego dokumentu kontroli dokonanej przez daną instytucję wynika, że wszystko jest ok, to ja rozkładam ręce - komentował wiceburmistrz Dariusz Jankowski.
     Sołtys Jastrzębowa Wojciech Kosiński zwracał uwagę, że jest też ferma norek w Miatach, a tam jednak nie ma problemu much. Inni mieszkańcy podawali też przykład fermy w Czerniejewie, gdzie również ten problem nie występuje.
     Entomolog Agata Piekarska poprosiła o zebranie lepów z muchami od mieszkańców Smolar oraz okolic i przekazaniu jej do zbadania. Zadeklarowała, że po spotkaniu zbada także sytuację na fermie norek w Smolarach.
     Do tematu wrócimy w Pałukach.

Reklama

Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1325 (27/2017)

Inne teksty na ten temat:

Muchy atakują, jak ptaki z filmu Hitchcocka

Zapłacą właściciel fermy i gmina

Wyniki badań utajnione

Muchy gnębiące mieszkańców pochodzą z fermy norek

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości