Tadeusz Sikorski pracuje w Zespole Obsługi Szkół i Przedszkoli w Mogilnie. Jest kierowcą szkolnego autobusu fot. Paweł Lachowicz
Świerkówiec, Strzelno, szpital, pielęgniarka, izba przyjęć, Jolanta Komanowska
Jak Tadeusz Sikorski broni żony - lekarza pediatrii
Zastępca dyrektora do spraw medycznych Tomasz Nowak na polecenie dyrektora Marka Gotowały wyjaśnia, dlaczego lekarz pediatrii Anna Bogdanowicz-Sikorska nie zeszła przez 3 godziny z oddziału do oczekującej w izbie przyjęć matki z chorym dzieckiem. - A propos mojej żony. Znajdź mi tu takiego uczciwego lekarza, tutaj w tym rejonie, to będziesz dobry. Znajdź mi - takich słów Tadeusz Sikorski w rozmowie telefonicznej z reporterem wypowiedział niewiele. Pozostałe to były oskarżenia, wyzwiska i wulgaryzmy.
TYDZIEŃ TEMU
W artykule Pediatra nie zeszła z oddziału do chorego sześciolatka pisaliśmy o sytuacji, jaka spotkała 6 marca mieszkankę Świerkówca (gm. Mogilno), gdy udała się z chorym synem do strzeleńskiego szpitala. Przypomnijmy, że Jolanta Komanowska ze Świerkówca czekała w izbie przyjęć szpitala w Strzelnie 3 godziny na zejście lekarza pediatrii Anny Bogdanowicz-Sikorskiej z oddziału do jej chorego syna, 6-letniego Marcela. Nie doczekała się. Wróciła do domu i zamówiła prywatną wizytę lekarza.
Pani Jolanta stwierdziła, że tak całej sprawy nie zostawi. W poniedziałek udała się do dyrektora SPZOZ Marka Gotowały, by złożyć skargę na działania lekarza pediatrii. Dodała, że nie zależy jej na ukaraniu pani doktor, ale na wyjaśnieniu sytuacji, dlaczego nie zeszła, by zbadać jej syna. - Pan dyrektor Gotowała powiedział mi, że w przeciągu dwóch dni prześle mi na piśmie odpowiedź, dlaczego pani doktor do nas nie zeszła. Powiedziałam mu, że podam to do „Pałuk”, to powiedział mi, że zrobię co będę chciała. Ciekawa jestem tylko, jak się pani doktor wytłumaczy. Przecież my to jesteśmy małe szare myszki, a ona na pewno znajdzie wytłumaczenie - powiedziała Jolanta Komanowska.
Tydzień temu, krótko przed oddaniem artykułu do druku pytaliśmy Jolantę Komanowską, czy otrzymała pisemną odpowiedź od dyrektora SPZOZ Marka Gotowały. W środę mijały bowiem dwa dni, o których miał wspominać dyrektor. Takiej odpowiedzi Jolanta Komanowska jeszcze nie miała.
Odpowiedzi mieszkanka Świerkówca nie znalazła także w artykule, choć próbowaliśmy dodzwonić się wiele razy na numery telefonów komórkowych do dyrektora Gotowały, do jego zastępcy do spraw medycznych Tomasza Nowaka oraz do samej zainteresowanej, czyli pediatry Anny Bogdanowicz-Sikorskiej. Żaden z nich telefonu nie odebrał.
W przypadku dyrektora Gotowały i jego zastępcy Nowaka włączała się poczta głosowa Orange. Natomiast w przypadku pediatry Sikorskiej telefon przywoływał, jednak nie został odebrany.
BRONI ŻONY
10 marca, w dzień, kiedy ukazały się Pałuki, do reportera zadzwonił mąż Anny Bogdanowicz-Sikorskiej - Tadeusz Sikorski. Jest on pracownikiem Zespołu Obsługi Szkół i Przedszkoli w Mogilnie, kierowcą szkolnego busa.
- Oskarżacie żonę o sprawy niesłuszne. Opisujecie i szargacie nazwisko mojej żony. Dlaczego tak się dzieje, dlaczego „Pałuki” wydając artykuł nie sprawdzą, o co chodzi z pierwszej ręki, tylko piszą od razu na pierwszej stronie? Tak z ciekawości pytam, bo dyrektor ZOZ się do tego odniesie - pytał podniesionym głosem Tadeusz Sikorski.
W tej rozmowie wielokrotnie padały słowa tak ordynarne i sformułowania tak wulgarne, że ich nie publikujemy, nawet przez wykropkowanie.
Gdy reporter zwraca uwagę na słownictwo rozmówcy, ten mówi: - No w obronie żony dzwonię i nazwiska jej, która ciężko pracuje i zap... . Dlatego jestem ordynarny.
- Proszę pana, od kiedy my jesteśmy na ty? - spytał w pewnym momencie reporter. - Od wczoraj k... jestem na ty. Piszecie głupoty k... Sprzedajecie gazetę marną i jeszcze szukacie sensacji i zniesławiacie ludzi (...) I proszę mi opowiedzieć, o co tu chodzi. Jeżeli żona pracuje na oddziale sama, 16 pacjentów na oddziale wewnętrznym i 15 noworodków, to ona nie będzie latała na dół, bo jest pacjent bez zagrożenia życia. Tam nic się nie działo. Miała czekać aż lekarz zejdzie z oddziału - mówi.
Reporter spytał, dlaczego jego żona nie odebrała telefonu, jak dzwonił i dlaczego nie oddzwoniła.
- Jak pracuje, to nie odbiera. Ona ma prywatny telefon i ode mnie też. Ona nie ma obowiązku do obcego numeru oddzwaniać (...) Dyrektor ZOZ oczywiście zadzwoni do was i wyprostuje to. Nie można tak robić. Nie można takiej sensacji szukać k... . Trzeba być uczciwym k... . - mówił coraz bardziej podniesionym głosem.
Reporter spytał, czy jest on rzecznikiem prasowym małżonki, czy może dyrektora SPZOZ w Mogilnie.
W tym momencie Tadeusz Sikorski zaczął krzyczeć: - Co rzecznikiem, małżonkiem jestem. Bronię jej, bo pisaliście o niej kilka lat wstecz. Bronię i będę bronił za każdą cenę i ty ją w gazecie przeprosisz. To ci obiecuję k... . Ty będziesz ją przepraszał w sądzie. W sądzie ją przeprosisz za to (...) Są pielęgniarki, przyjęły tę b... i miała czekać. Dziecko miało mierzone gorączki i miała czekać (...) Jestem obrażony na was za to. Nikt brukowca, nikt nie kupi. Ja to zrobię osobiście. Pikietę taką odp... . Bo ch... mi ktoś zrobi w Gębicach i Mogilnie. Nie można tak robić. Jak ja bym ciebie opisał, to byś się cieszył. Cieszył byś się? I niesłusznie jeszcze.
Monolog nadal trwał: - Przychodzi b..., która jest p..., a wy piszecie o żonie artykuł. To dziwne to jest k... . To ja dzisiaj przyjdę na skargę do „Pałuk” i powiem, co robią redaktorzy k... w godzinach wolnych. Napisze to ktoś z was. W d... to będziecie mieli. Gazeta jak najbardziej niech pisze pierdoły, bo z czegoś żyć musicie. Ale uczciwe pierdoły, prawdziwe pierdoły. Udowodnić wam to, ile dzisiaj do Gębic gazet przywieźliście, a ile w innym tygodniu przywieźliście, udowodnić wam to. Szukacie każdej jednej złotówki. I dlatego tak to jest zrobione. Jak można o kobiecie, która dzwoni do „Pałuk”, nie była u was tylko dzwoniła i już artykuł wywaliliście (...) A propo mojej żony. Znajdź mi tu takiego uczciwego lekarza, tutaj w tym rejonie, to będziesz dobry. Znajdź mi. Więcej nie mam nic do powiedzenia. Niniejszym tej sprawy oświadczam - może nagrywasz i może zrobisz co zechcesz - nie zostawię jej, dopóki nie znajdzie się to na uczciwej drodze. Bardzo jest mi przykro k..., że tak to zrobiłeś człowieku. Przyjdzie czas jeszcze na ciebie. Przyjdzie czas, bo ty nie będziesz królem do końca życia w „Pałukach”.
BEZ INFORMACJI OD DYREKTORA
Pomimo obietnicy Tadeusza Sikorskiego, dyrektor Gotowała do reportera nie zadzwonił i nie prostował żadnych informacji przez nas podanych tydzień temu.
Zrobiliśmy to sami w poniedziałek, 14 marca. Marek Gotowała tym razem telefon od reportera odebrał. W odpowiedzi dyrektora na nasze pytanie, dlaczego pediatra nie zeszła z oddziału do chorego Marcela usłyszeliśmy: - Wyjaśniam to. Poprosiłem dyrektora do spraw medycznych, aby sprawę wyjaśnił. Napisałem stosowne pismo i czekam na wyjaśnienia.
Pytaliśmy też, czy matka Marcela otrzymała obiecaną odpowiedź. - Rozmawiałem z tą panią i nie mówiłem o dwóch dniach. To trwa, a ja sam nie mogę odpowiedzieć, bo to są sprawy medyczne i doktor do spraw medycznych miał to sprawdzić. Ustaliliśmy to na czwartek, może środę. Wyjaśnię i na pewno tej pani odpowiem - tłumaczy.
Gdy spytaliśmy dyrektora, czy jak zadzwonimy w środę, to otrzymamy od niego te informacje, usłyszeliśmy: - Nie, to raczej nie, bo to sprawa między pacjentem, a nami. Tak, że od pacjenta bardzo proszę.
Wczoraj, do chwili oddania tego materiału do druku (godzina 16:00), Jolanta Komanowska nie otrzymała żadnych wyjaśnień od dyrektora SPZOZ Mogilno.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1257 (11/2016)
Inne teksty na ten temat:
Pediatra nie zeszła z oddziału do chorego sześciolatka
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze