W Mogilnie odwołane zostało całe kierownictwo Rady Miejskiej, od lewej: wiceprzewodniczący Grzegorz Stochliński z PO, przewodnicząca Teresa Kujawa z SLD i wiceprzewodnicząca Elżbieta Sarnowska z PO fot. Marek Holak
Mogilno, sesja, wojewoda
Jarzębinowy pucz wywrócił władzę
12 lat temu Leszek Duszyński, Grzegorz Stochliński i Rafał Szarzyński niczym trzej tenorzy zawiązali Wspólnotę Samorządową. Dwa miesiące temu żona tego ostatniego, działacz pozarządowej Jarzębiny radna Ewa Szarzyńska wyprowadziła ze Wspólnoty czterech wiejskich radnych. Wykorzystał to PSL i razem odwołali z funkcji przewodniczącej RM Teresę Kujawę oraz jej zastępców Grzegorza Stochlińskiego i Elżbietę Sarnowską. - To polityczne decyzje osób, które żądne są władzy - na gorąco komentował burmistrz. -Nie musi się pan bać Karola Nawrota (...) i niech pan tutaj nikogo nie obraża, że ktoś pcha się do władzy - sam o sobie mówił 29-letni kandydat ludowców na nowego przewodniczącego RM.
Ewa Szarzyńska ze Strzelec to wschodząca gwiazda mogileńskiej polityki. Niezwykle skuteczna, co w polityce jest wartością. Do kariery wyniosła ją działalność w organizacji pozarządowej „Jarzębina”, stąd w jej ubiorze wszechobecne czerwone korale. fot. Joanna Świetnicka TRZECH TENORÓW
By zrozumieć to, co się dzieje w tej chwili w mogileńskim samorządzie, trzeba cofnąć się kilkanaście lat, do kadencji 2002-2006. Wtedy burmistrzem Mogilna był Jacek Kraśny, a z Przymierza w składzie Rady Miejskiej wyłonił się triumwirat przyjaciół, nie tylko politycznych. Dwóch radnych liberałów z Mogilna Leszek Duszyński i Grzegorz Stochliński oraz radny o poglądach prawicowych Rafał Szarzyński ze Strzelec założyli Wspólnotę Samorządową. Organizację, pod której szyldem startowali do Rady Miejskiej w 2006 r., a Leszek Duszyński został z tej listy w powszechnych wyborach wybrany burmistrzem Mogilna.
Był to triumwirat przyjaciół nie tylko w polityce, ale także prywatnie. Razem z małżonkami odwiedzali się i w Mogilnie i w Strzelcach, nic nie wskazywało na to, co wydarzy się 10 lat później. Sielanka trwała gdzieś do połowy kadencji 2010-2014.
CÓRKA NA STAŻU
W 2010 r. startując z listy Platformy Obywatelskiej, Leszek Duszyński ponownie wygrał wybory na fotel burmistrza. Grzegorz Stochliński został radnym i szefem Klubu Radnych PO. Rafał Szarzyński zaś nie wszedł do Rady Miejskiej Mogilna. Od 2010 r. radnym już nie jest.
W tym okresie na staż do ratusza została przyjęta córka jednego z tenorów Dominika Szarzyńska. Po odbyciu stażu, zgodnie z umową z PUP w Mogilnie, została zatrudniona na czas określony w wydziale gospodarki nieruchomościami i planowania przestrzennego. Po upływie tego czasu, burmistrz Mogilna z Dominiką Szarzyńską nie przedłużył już umowy o pracę.
W tym momencie należy sytuować początek dzisiejszych kłopotów obozu władzy, skupionej wokół Leszka Duszyńskiego, gdyż rodzice zabiegali, by jednak Dominika miała pracę w ratuszu. Burmistrz nie ustąpił.
JARZĘBINA
Czas, w którym Rafał Szarzyński nie odgrywał już żadnej roli w samorządzie, zbiegł się z rosnąca popularnością jego żony Ewy Szarzyńskiej, która wcześniej już stanęła w Strzelcach na czele organizacji pozarządowej Jarzębina. Działała i cały czas działa tam bardzo aktywnie na rzecz środowiska wiejskiego, na rzecz udziału kobiet w życiu publicznym. Na działalność Jarzębiny poza środkami zewnętrznymi płynęły także środki z budżetu gminy Mogilno, z budżetu chociażby alkoholówki. Ewa Szarzyńska aktywnie udziela się także w Forum Organizacji Pozarządowych, które skupia kilka stowarzyszeń z terenu gminy Mogilno.
Platforma Obywatelska i burmistrz Leszek Duszyński konstruując listy na wybory samorządowe 2014 r. doszli do wniosku, że Ewa Szarzyńska będzie idealnym kandydatem na radnego ze Strzelec. Wielokrotnie do Strzelec jeździli wysłannicy PO, by namawiać ją do startu z listy. Burmistrz za zgodą Rady Miejskiej zmienił nawet lokalizację lokalu wyborczego - z pobliskiego Czarnotula przeniósł go właśnie do Strzelec. Wszystko, by pomóc swej kandydatce.
Ewa Szarzyńska została w wyborach 16 listopada 2014 r. radną z listy PO.
PIERWSZA RUNDA 14:7
W Radzie Miejskiej Mogilna z 10 radnych PO, 2 radnych SLD i 2 radnych komitetu Aktywni Społecznie dla Miasta i Wsi zawiązał się burmistrzowski klub radnych Wspólnota Samorządowa. Liczył 14 radnych. Drugi klub radnych, PSL liczył 7 radnych. Mając przewagę 14:7 Wspólnota obsadziła cały skład tzw. prezydium Rady Miejskiej. Z naszych informacji wynika, że już wtedy doszło we Wspólnocie do pierwszych tarć o stanowiska i władzę. Jedno z tych stanowisk chciała mieć Ewa Szarzyńska. Także inne kobiety ze Wspólnoty głośno dopominały się o stanowiska dla siebie.
Ostatecznie na sesji 1 grudnia 2014 r. przewodniczącą została Teresa Kujawa z SLD - otrzymała 14 głosów za, 7 głosów było nieważnych. Wiceprzewodniczącymi zostali Elżbieta Sarnowska z PO - 16 głosów za, 5 nieważnych i Grzegorz Stochliński z PO - 14 głosów za, 2 przeciw i 5 nieważnych.
Wśród wielu życzeń składanych wtedy na sesji, starosta mogileński Tomasz Barczak życzył przewodniczącej Teresie Kujawie spokoju i zjednania sobie całej Rady. Jak się miało okazać, życzenia starosty spełniały się zaledwie przez nieco ponad 6 miesięcy.
Karol Nawrot z PSL zapewniał burmistrza Leszka Duszyńskiego, że ten nie musi się jego obawiać fot. Marek Holak ZAPROSZENIE NA KAWĘ
Pierwszy poważny sygnał, że coś złego dzieje się we Wspólnocie, pojawił się na sesji 17 kwietnia. Wtedy czwórka radnych: Ewa Szarzyńska z PO, Barbara Lech z PO (Żabno) oraz Małgorzata Źrałka (Marcinkowo) i Janusz Myszkowski (Niestronno) z komitetu Aktywni Społecznie dla Miasta i Wsi zagłosowali razem z PSL przeciwko podwyżkom opłat za śmieci. Wcześniej już zaczęli dystansować się od Wspólnoty i nie przyszli na zebranie klubu przed sesją.
Po sesji przyjęli zaproszenie od wpływowego polityka PSL na kawę.
Długo nie trzeba było czekać i 11 maja burmistrz Duszyński przyjął w swoim gabinecie gości, których jeszcze kilka tygodni wcześniej by się nie spodziewał. Ewa Szarzyńska i jej trzech kolegów radnych wiejskich poinformowało burmistrza o wyjściu ze Wspólnoty i założeniu Klubu Radnych Niezależnych. Szefową Klubu została Ewa Szarzyńska.
BŁĘDEM POCHODZENIE
Od tego momentu sytuacja zaczęła rozwijać się błyskawicznie. Do reportera Pałuk zaczęły docierać informacje, że nowa większość w Radzie Miejskiej (PSL + Niezależni = 11 mandatów) planuje odwołanie z funkcji wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej Grzegorza Stochlińskiego.
9 czerwca rano spotkali się szef Klubu Radnych PSL Paweł Molenda i szef Niezależnych Ewa Szarzyńska. Tego samego dnia wieczorem spotkała się cała jedenastka i wszyscy podpisali się pod wnioskami o odwołanie całego tzw. prezydium Rady Miejskiej. 10 czerwca wnioski trafiły do Biura Rady Miejskiej.
Jako przyczynę zmian podano pojawienie się nowego Klubu Radnych Niezależnych i chęć zapewnienia, by każdy z klubów miał w szefostwie Rady Miejskiej swojego reprezentanta. Innym powodem było to, że w tzw. prezydium zasiadają tylko radni z Mogilna. Nie ma tam żadnego radnego z terenów wiejskich, chociaż na 21 radnych aż 11 zostało wybranych z mogileńskiej wsi.
Nowym kandydatem PSL na szefa Rady Miejskiej został Karol Nawrot, a na wiceprzewodniczącą Rady Miejskiej Ewa Szarzyńska.
PIELGRZYMKI Z OFERTĄ
Sesja została wyznaczona na 19 czerwca.
Jak mówi przewodnicząca Kujawa, niezależnie od siebie odwiedzili ją w gabinecie w ratuszu jeszcze przed komisjami: radny Molenda, radna Szarzyńska i w końcu radny Nawrot. Wszyscy mieli jej proponować to samo, czyli przyjęcie w nowym rozdaniu funkcji wiceprzewodniczącej Rady Miejskiej. Reporterowi radna Wspólnoty powiedziała, że takiej funkcji nie przyjmie.
Co ciekawe, radny Nawrot jeszcze przed wejściem do gabinetu Teresy Kujawy sam zamówił sobie kawę u sekretarki i rozgościł się w gabinecie.
UWAGA NA MIKROFON
Na sesji 19 czerwca punkty o odwołanie poszczególnych członków tzw. prezydium znalazły się w programie jako ostatni punkt obrad. Komisję skrutacyjną tworzyli: przewodniczący Konrad Andrzejewski, Katarzyna Barczak i Janusz Myszkowski. Każdy z radnych był wyczytywany, otrzymywał kartkę do głosowania i głosował tajnie.
Członkowie prezydium czekając na wynik tajnego głosowania przy stole prezydialnym komentowali i wypowiadali różne opinie. Nie zwracali uwagi na to, że mikrofon był cały czas włączony. Gdy reporter z Gazety Pomorskiej wykonywała zdjęcie, radny Stochliński mówił do radnej Kujawy i Sarnowskiej: Uśmiechać się szeroko do pani Agnieszki.
Gdy w okolice stolika prezydialnego zbliżył się Paweł Krzyżan z aparatem, radny Stochliński pytał swe koleżanki retorycznie: Krzyżan chce głosować?
Wyraźnie było w rozmowach między nimi słychać, że interesuje ich szczególnie wyjście do głosowania trzech radnych: Michała Jakubowskiego, Zbigniewa Spólnika (obaj z PSL) i Małgorzaty Źrałki (Niezależni).
Gdy do głosowania ruszył radny PSL Jakubowski, radny Stochliński skomentował: - Teraz powinna być kartka.
Była też rozmowa między radnym Stochlińskim a radną Sarnowską o długopisach. Grzegorz Stochlinski pytał, czy w miejscu, gdzie radni głosowali tajnie są długopisy, czy trzeba mieć swoje. - Powinny być długopisy, żeby faktycznie znikały. Ela..., żeby zniknął krzyżyk - mówił do radnej Sarnowskiej.
W pewnym momencie słychać, jak mówi radna Kujawa: - Teraz idzie Spólnik.
Po chwili radny Stochliński dodaje: - Teraz idę ja. Okulary muszę wziąć, właściwe okulary.
Gdy do głosowania ruszyła radna Źrałka, Grzegorz Stochliński powiedział do radnej Kujawy: - Jest dobrze (...) Teresa możesz być spokojna.
20 czerwca po odwołaniu całego kierownictwa „Wspólnoty Samorządowej”, politycy, radni, osoby związane ze „Wspólnotą” zorganizowały planowane wcześniej na dziedzińcu muzeum w Chabsku spotkanie przy ognisku. - „Spotkali się na stypie” - komentowali miejscowi. fot. Damian Stawski ZACHOWANIE
W trakcie głosowań dziwnie zachowywali się także radni PSL i Niezależnych. Większość z nich siedziała ze spuszczonymi głowami. Jedynie kolejne ogłaszane wyniki dużą satysfakcję sprawiły Karolowi Nawrotowi, który cały czas patrzył się w burmistrza Duszyńskiego i dziwnymi minami pokazywał swój stosunek do tego, co się dzieje. Radny jest także członkiem kabaretu NiN i być może stąd te wyuczone zachowania. W pewnym momencie po głosowaniu nad przewodniczącą Kujawą wstał z miejsca i kołyszącym krokiem z rękami w kieszeniach, gwiżdżąc szedł przez salę.
Również emocjonalnie reagowała radna Szarzyńska. W momencie ogłaszania wyników, twarz chowała w rękach złożonych do modlitwy i każdorazowo po podaniu wyniku głosowania na jej twarzy widać było radość.
Wielu radnych wszystkich opcji (także burmistrz) ciągle wysyłała gdzieś (do ośrodków decyzyjnych) SMS-y z telefonów komórkowych. A po odwołaniu Teresy Kujawy radny Molenda natychmiast gdzieś z tą informacją zadzwonił.
DRUGA RUNDA 10:11
Okazało się jednak, że radny Stochliński się mylił. Cała trójka została odwołana po kolei stosunkiem głosów 11:10. Za odwołaniem głosował cały PSL i Niezależni, przeciwko cała Wspólnota Samorządowa (PO + SLD)
PRZEPROSIŁA ZA POCHODZENIE
Elżbieta Sarnowska podziękowała wszystkim za współpracę. - Chcę przeprosić. Pokora podobno nie obraża się. Przepraszam, że jestem z miasta - na te słowa radnej rozległy się brawa z sali obrad, także od publiczności.
Teresa Kujawa podziękowała wszystkim za pomoc i wspieranie jej także w trudnych dla niej chwilach życiowych i rodzinnych, których w minionym półroczu miała bez liku. - Myślałam tylko, że w tym wniosku, w uzasadnieniu będą jakieś zarzuty w stosunku do mojej osoby. Starałam się to wykonywać jak najlepiej, być jak najbliżej mieszkańców. I nigdy nie miałam na swojej uwadze interesów osobistych bądź jakiegoś parcia na stanowiska. No widocznie coś przez te pół roku musiałam źle robić, że zostałam odwołana - mówiła przewodnicząca.
Grzegorz Stochliński już po odwołaniu mówił: - Obok stanowiska wiceprzewodniczącego są w życiu chyba rzeczy ważniejsze. Zdrowie, rodzina, honor, zaufanie, którym obdarzyli nas mieszkańcy. Najważniejsi są mieszkańcy i z nimi na pewno będziemy, zostaniemy i będziemy pracowali dla nich. Stanowiska nie są ważne. Ważne jest to, aby rano wstać, iść do lustra i umieć się w nim przejrzeć.
BURMISTRZ: TO ŻĄDZA WŁADZY
Leszek Duszyński nie spodziewał się takiego wyniku głosowania. Mówił, że w samorządzie działa od 1998 r. i nigdy taka sytuacja nie miała miejsca. - Stwierdzam, że nie było merytorycznych podstaw do odwołania państwa. Są to polityczne decyzje osób, które żądne są władzy w Radzie Miejskiej. Proszę państwa, jest czas na wybory, jest czas na kampanię wyborczą i jest czas, że po takich wyborach następują wybory do władz statutowych Rady Miejskiej. I to mieliśmy 8 miesięcy temu. A teraz pokazujemy mieszkańcom, że tak naprawdę Rada Miejska interesuje się tylko sobąm a mieszkańcy są na bocznym torze. W chwili, kiedy niedługo będziemy się starali pozyskać unijne środki, kiedy powinniśmy wspólnie pracować i zapomnieć o wyborach, które miały miejsce 8 miesięcy temu, my cały czas wracamy do tych spraw. Nie wiem, jaki będzie rezultat następnych głosowań. Mam nadzieję, choć po składzie osobowym tej Rady Miejskiej uważam, że to będzie trudna współpraca. Mnie oceniają mieszkańcy, ja będę z mieszkańcami, a nie z osobami, które mają tylko na celu doraźne interesy partyjne. Mam tu na myśli PSL - mówił w ostrym wystąpieniu.
NAWROT: NIE MUSI SIĘ PAN BAĆ
Na te słowa burmistrza zareagował Karol Nawrot: - Panie burmistrzu, myślę, że nie musi się pan obawiać współpracy. Nie musi pan się bać Karola Nawrota. Myślę, że spokojnie Rada będzie nadal funkcjonować w sposób naprawdę prawidłowy. I niech pan tutaj nikogo nie obraża, że ktoś pcha się do władzy, bo jestem pewny, że jakby się pan spytał z tej jedenastki komuś, ile wynosi dieta, jeżeli chodzi o wiceprzewodniczących czy przewodniczącego, to nikt by panu nie odpowiedział, bo po prostu nie wiedzą.
Zareagowała także Teresa Kujawa, mówiąc do radnego Nawrota: - Dobrze młody kolego. Pan burmistrz nie do Pana kierował słowa, bo jeszcze nie wiadomo, kto będzie przewodniczącym. No, ale pewność macie już pewnie, taką mocną pewność, że to pan będzie. Uważam, że to zbyt daleko idące wnioski już poszły w tej chwili.
Również radny Paweł Molenda zareagował. Powiedział, że się tylko krótko odniesie do słów Grzegorza Stochlińskiego odnośnie stanowisk i skoku na kasę. - Państwo jako „Wspólnota” dzisiaj pokazaliście, jak patrzycie na kasę. Bo mamy przykład komisji statutowej, gdzie trzeba troszeczkę wysiłku więcej włożyć, to żeście tę komisję olali - radny mówił o wybranej na tej samej sesji komisji statutowej, w której nikt z radnych Wspólnoty nie chciał pracować. Gdy radna Sarnowska przypomniała mu, że w kolejnych kadencjach była przewodniczącą komisji statutowej, Molenda tłumaczył się potem, że nie do niej kierował te słowa, bo ją szanuje: - Ale w tej „Wspólnocie” jest bardzo duża grupa innych radnych.
PARALIŻ
Na koniec mecenas mówiła, że w związku z tym, iż odwołany został cały skład prezydium Rady Miejskiej, nie ma nikogo, kto mógłby zwołać jakąkolwiek sesję, zwyczajną czy nadzwyczajną.
W terminie 7 dni po upływie 30 dni od 19 czerwca kolejną sesję Rady Miejskiej zwoła wojewoda kujawsko-pomorski. Będzie to między 19 a 26 lipca. - Na tamtej sesji, jak rozumiem, w porządku obrad znajdzie się wybór organów Rady, bo bez tego byłby paraliż decyzyjny w gminie - mówiła mecenas.
Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1219 (25/2015)
Komentarz
Pachnie rewolucją i łzami
Kto ma większość, ten rządzi. W polityce prawda stara jak świat. Ofiarami losu a nie politykami byliby ci, którzy mając większość pozwalają, by rządziła nimi mniejszość. Dlatego przejmowanie władzy (na razie odwołali starą) przez PSL i Klub Radnych Niezależnych traktuję normalnie. Po prostu podręcznikowo przeprowadzona akcja rewolucyjna.
Rewolucja ma to do siebie, że jej uczestnicy idą na żywioł, palą barykady i wszystko co naokoło.
Nie znalazł się nikt w obozie rewolucyjnym, kto by przez chwilę pomyślał. Gdyby taki się znalazł, to taktyka polityczna wzięłaby górę nad emocjami. W zapędzie rewolucyjnym większość odwołała całe prezydium Rady. Wtedy przez chwilę pomyślano, że władze można wziąć już wtedy tylko siłą. Gdy zaś zaczyna się stosować ustawy i statuty, to okazało się, że rewolucyjne sztandary zaprowadziły gminę na ponad miesięczny okres paraliżu. Okazało się, że nie ma kto zwołać sesji Rady Miejskiej, bo wszyscy zostali odwołani. Będzie to musiał uczynić teraz wojewoda.
Większość mogła przecież podejść taktycznie i ocalić na kilkanaście dni na przykład radną Sarnowską. Ona zwołałaby następną sesję i większość nie musiałaby czekać teraz 5 tygodni na kolejną sesję.
Rewolucjoniści chcieli jednak pokazać burmistrzowi, że nie żartują i idą na całość. Wycinają stary porządek do korzeni i zaprowadzają nowy porządek.
Burmistrz zarzucił im, że to żądza władzy i pęd do władzy popycha ich do takich, niemerytorycznych działań. Tylko, że burmistrz nie pamięta o jednym. Nie ma on wyłączności na władzę. Władza to nie on. Władza to lud. Burmistrz zresztą sam sobie zaprzeczał, gdy mówił, że oni prą do władzy a on nie będzie na to się oglądał tylko będzie z mieszkańcami. Problem polega na tym, że ktoś tę większość do Rady Miejskiej wybrał i ci radni też reprezentują lud.
Władza nie znajduje się na sali sesyjnej ani w gabinecie burmistrza, starosty czy w gabinetach urzędników. Władza jest na zewnątrz tych budynków.
Rewolucja to emocje. Aż nadto pokazywane przed sesją i w trakcie sesji, o czym piszę dzisiaj w artykule na str. 6 i 7. Karol Nawrot nie potrafił się opanować, sprawiało mu satysfakcję, gdy patrzył w oczy burmistrzowi i patrzył na jego reakcję, jak kolejne głosowania zrzucały jego ludzi ze stanowisk. Nie potrafił się opanować, gdy po jednym z głosowań wychodząc z sali charakterystycznym krokiem, gwizdał sobie z zadowoleniem. Mnie się takie zachowanie nie podoba, na sali wielu też się nie podobało. Ale rewolucja ma swoje prawa, tak zwycięzcy okazywali po prostu swą radość.
Zresztą już przed sesją Karol Nawrot czy Ewa Szarzyńska odwiedzili wtedy jeszcze przewodniczącą Teresę Kujawę w gabinecie i proponowali jej, że po przymusowej jej abdykacji mogą jej wspaniałomyślnie zaproponować jedno ze stanowisk wiceprzewodniczącego. Dla części obserwatorów sceny polityczne ich zachowanie może szokować. Mnie także szokuje. Ale oni potraktowali przyjście do ratusza jak zdobycie Bastylii, by móc rządzącej monarchii powiedzieć w twarz, że jutro cię odwołamy. I jeszcze sekretarce Nawrot kazał sobie zrobić kawę.
Paradoks tej rewolucji polega na tym, że Leszek Duszyński to najlepszy zdecydowanie burmistrz po 1990 roku w Mogilnie. Burmistrz, za kadencji którego na mogileńską wieś szły olbrzymie środki finansowe, nieporównywalne z żadnym innym burmistrzem przed nim.
Ale mogileńska wieś jest niezadowolona, tym bardziej niezadowolona im więcej się tam robi.
Błędy, jakie popełnił burmistrz to otaczanie się tylko swoimi ludźmi, śmietankę z jego rządzenia spijali tylko nieliczni. Burmistrz skupił się raczej na budowaniu potężnego układu uzależniania od siebie. W jego otoczeniu nie ma ani jednej struktury Wspólnoty czy PO. Jerzy Szczotka żali się w liście do władz wojewódzkich partii, że PiS w Mogilnie ma tylko 8 członków. Platforma ma zaś tylko 4.
Przez 9 lat rządów burmistrza nie funkcjonuje w gminie żadna struktura, na której mógłby się teraz oprzeć. Takie dyktatorskie podejście do władzy owocuje właśnie tym co się stało. To nie jest tak, że burmistrz świadomie ograniczał i w końcu ograniczył do zera działalność tylko PO czy Wspólnoty. On zrobił to także z PiS-em i na naszych oczach robi z SLD.
Na PSL nie miał wpływu. Organizacjom rządowym pomagał, ile mógł by rosły w siłę i urosły.
Stąd fenomen Ewy Szarzyńskiej. To naprawdę chichot historii, że trzech tenorów, którzy zbudowali - do wczoraj zdawało się, że niezatapialną Wspólnotę - jednym ruchem obaliła żona jednego z tenorów.
Rewolucjoniści zapowiadają, że to nie koniec. Nie chcą czekać ponad 3 lata, głośno mówią o szybkim referendum i obaleniu burmistrza. Nie wiem czy to realne i możliwe, także pod względem prawnym. Raczej wydaje mi się to niewykonalne.
Rewolucjoniści pokazali jednak przy okazji odwoływania władz Rady Miejskiej, że rozumem się nie kierują tylko emocjami. Dlatego ich ruchom warto się przyglądać uważnie.
Rewolucja ma to do siebie, że odwołujący nawet nie silili się na jakieś uzasadnienie. Chcieli odwołać i tyle. Dawali jedynie do zrozumienia, ze skoro Wspólnota wzięła wszystko w grudniu ubiegłego roku, to oni teraz wezmą także wszystko, chociażby pod hasłami więcej stanowisk dla mogileńskiej wsi.
I wrażenia na nich nie zrobi to, że radna Sarnowska przeprosi, iż jest z miasta. I wrażenia na nich nie zrobią łzy szefowej osiedla przy dworcu, która płakała po odwołaniu Teresy Kujawy.
Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1219 (25/2015)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze