O sprawie jelenia bez głowy i poroża rozmawiali z reporterem „Pałuk” myśliwi, członkowie zarządu koła łowieckiego „Knieja”, od lewej siedzą: Władysław Zabłocki, Ryszard Winkler, Zenon Chlebowski, Roman Gwiazda, ks. Tomasz Walterbach i Tadeusz Kosnowski. Obok prezesa Gwiazdy siedzi także nadleśniczy Nadleśnictwa Gołąbki Marek Malak.
fot. Joanna Świetnicka
Kolizja, sołtys Padniewa, Małgorzata Helt, jeleń, kolizja
Jeleń bez głowy
Jedna zagadka się wyjaśniła. Jeleń, o którym pisaliśmy w 38 nr. Pałuk uczestniczył w kolizji drogowej z renaultem escape kierowanym przez Jarosława K. z Mogilna. Drugą zagadkę trzeba wyjaśnić. Ktoś jeleniowi oderżnął głowę i ukradł piękne poroże. Nadleśniczy z Gołąbek Marek Malak powiadomił prokuraturę. Mogileńska policja prowadzi postępowanie pod kątem upolowania jelenia w okresie ochronnym.
JELEŃ BEZ GŁOWY
Wracamy do tematu, o którym pisaliśmy w 38 numerze gazety, w artykule Ktoś odciął głowę z porożem. Dotyczył otrzymanej przez nas w pierwszej połowie sierpnia informacji o martwym jeleniu leżącym na jednym z pól tuż za przydrożnym rowem między Padniewem a Palędziem Kościelnym.
Roman Gwiazda mówił, że na zdjęciu, które publikowaliśmy w 38 nr. „Pałuk” wcale nie widać, że byk nie ma głowy i poroża. Dlatego dziś publikujemy kolejne zdjęcie, które nie pozostawia żadnych wątpliwości. Głowa z porożem została odcięta, a w tym miejscu na polu była plama zakrzepłej krwi.
fot. Joanna Świetnicka
Na szybie „renault escape” widoczna jest jeszcze sierść jelenia
fot. Roman Gwiazda
Z drogi jelenia nie było widać, można jednak było do niego dotrzeć do niego po dobiegającym fetorze. Znaleziony jeleń to samiec czyli byk. Z otrzymanych przez nas informacji wynikało, że został on zabity w sezonie ochronnym Na jelenie byki polować wolno tylko od 21 sierpnia do końca lutego. Anonimowy informator powiedział nam wtedy, że liczy na naszą interwencję, i że ktoś stanie w końcu w obronie niewinnych zwierząt zabijanych bezmyślnie, niezgodnie z terminami, itp. przez - jak to określił - biznesmenów. Kogo miał na myśli nie wiadomo.
Od kilku osób podających się za myśliwych, którzy chcieli także pozostać anonimowi, dowiedzieliśmy się wówczas, że wszystko wskazywało na to, iż kilkuletni jeleń przed padnięciem był w bardzo dobrej kondycji fizycznej. W ocenie naszych informatorów leżał na polu kilka dni.
Co ciekawe, martwy jeleń pozbawiony był głowy a tym samym i poroża. Głowa została prawdopodobnie odcięta i przez kogoś zabrana jako łup.
Co ciekawe, także wtedy, od jednego z anonimowych telefonicznych rozmówców usłyszeliśmy, że niektóre osoby mogą nam sugerować, że jeleń zginął w wyniku kolizji drogowej. Jednak jego zdaniem to nieprawda, bowiem byk nie miał żadnych złamań. Co więcej, twierdził, że razem z kolegami widział ślad po kuli. W trakcie badania przez nas sprawy okazało się jednak, że byk mógł jednak paść ofiarą kolizji. Są na to dokumenty. Ale o tym w dalszej części artykułu.
Wówczas, w sierpniu nie udało nam się ustalić, co tak naprawdę stało się z jeleniem. Kto odciął mu głowę z porożem, i kto dopiero po zrobieniu przez nas zdjęć nagle zabrał martwego byka z pola. W miejscu, w którym na polu leżał została tylko duża zaschnięta plama krwi, pełno much i robactwa oraz fetor.
KNIEJA WYJAŚNIA
Sprawę padłego jelenia byka postanowiły wyjaśnić władze Koła Łowieckiego nr 62 Knieja w Mogilnie, którzy poczuli się dotknięci słowami zawartymi w artykule.
- My twierdzimy, że byk nie był strzelony, bo nie ma przestrzeliny. Gdyby była, to od razu w tym miejscu było by to widać. Mamy na to odpowiednie dokumenty - usłyszeliśmy od prezesa koła Knieja Romana Gwiazdy, który skontaktował się z reporterem po ukazaniu się artykułu i poprosił o spotkanie z zarządem koła Knieja, do którego doszło w siedzibie koła. Z reporterem spotkali się: Roman Gwiazda - prezes, Zenon Chlebowski - sekretarz, Tadeusz Kosnowski - skarbnik, Ryszard Winkler - przewodniczący komisji rewizyjnej, ks. Tomasz Walterbach - członek komisji rewizyjnej, Waldemar Zabłocki - członek zarządu oraz Marek Malak - nadleśniczy Nadleśnictwa Gołąbki. Na spotkanie zarząd koła zaprosił również Powiatowego Lekarza Weterynarii w Mogilnie dr. Bartosza Winieckiego, który nie pojawił się.
Obecność Powiatowego Lekarza Weterynarii była bardzo istotna, ponieważ jak się okazało, to on pierwszy otrzymał informację o martwym jeleniu. I to on poinformował o tym fakcie policję.
- Pan Winiecki odebrał ode mnie telefon. Na wstępie zapytałem, czy możemy porozmawiać - odpowiedział, że tak. Jednak kiedy poinformowałem go, że chodzi o sprawę martwego byka, którą zgłosił na policję - od razu przerwał rozmowę i powiedział, że jest na urlopie i odesłał mnie do swojego zastępcy lekarza weterynarii Alicji Wujkowskiej, którą zaprosiłem na to spotkanie - jak widać nie przyszła - mówił Roman Gwiazda.
Prezes koła i członkowie zarządu uważają, że całe zamieszanie w tej sprawie bierze się z konfliktu, jaki panuje między członkami koła Knieja a kilkoma osobami, które kiedyś zostały skreślone z listy członków tego koła, a potem do niego przywrócone. Uważają, że wszystko dzieje się pod przewodnictwem jednego pana.
WROGOWIE SĄ WEWNĄTRZ
Roman Gwiazda dodał, że ci panowie, którzy w artykule występują jako anonimowi myśliwi nie znają jednej podstawowej rzeczy: - W tym okresie rozpoczynają się prace żniwne i migracja, przemieszczanie zwierzyny jest bardzo duża. My w tym okresie notujemy dużo kolizji drogowych. Poza tym nakłada się - jeszcze krótko przed okresem rykowiska. Rykowisko, to okres godów, czyli zwierzyna też się przemieszcza.
- Zastanawia mnie jedno, dlaczego ci panowie - pseudomyśliwi, bo dla mnie są pseudomyśliwymi - jeśli stwierdzili taki fakt, dlaczego nie zgłosili tej sprawy do organów ścigania, czyli do policji, do straży łowieckiej, do straży leśnej. Dlaczego? Każdy obywatel ma obowiązek zgłaszać takie rzeczy. Kogoś biją, ktoś kradnie, ktoś coś łamie, to ja zgłaszam gdzie - na policję. Czemu ci panowie nie zgłosili tego na policję? - pyta prezes Gwiazda.
- Ja dobrze wiem, że ci panowie mówiąc o biznesmenach myślą o mnie i o jednym z moich kolegów. Domyślamy się, kto za tym wszystkim stoi. W każdej organizacji jest jakaś niesprzyjająca grupa i my też taką mamy. Nie pozwolimy sobie, żeby jakaś tam grupka oszołomów nas opluwała. Jeśli zgłaszał to na policję powiatowy lekarz weterynarii to jego obowiązkiem było stwierdzić czy ten byk był strzelany. A nie jakiś tam anonimowy laik stwierdza, że byk był strzelany - stwierdził Roman Gwiazda.
- To jest teraz takie modne obrzucić kogoś błotem - wtrącił Władysław Zabłocki.
PADŁ W WYNIKU KOLIZJI
- Ze zrobionego przez panią zdjęcia daleki byłbym od tego, żeby powiedzieć, że byk był strzelany. Po tygodniu leżenia nie ma możliwości, żebym na którejkolwiek stronie, po strzale na miękkie, czyli na okolice jelit i organów wewnętrznych - żołądek, wątroba - nie zobaczył działalności muchy plujki i robactwa. Nie ma takiej opcji. Wlot i wylot kuli byłby obrobiony przez muchy plujki, przez robactwo i tego typu rzeczy. A tu nie ma żadnego śladu, żadnej przestrzeliny. Nie ma kompletnie nic. Co do badyli (kończyny, przyp. jos) to mogły być połamane, ale tutaj ze zdjęcia pani nie jestem tego w stanie stwierdzić. Absolutnie nie. Prawdopodobnie był to niezwykle młody osobnik, bez tzw. grzywy wskazujący na to, że poroże, które nosił to jest może drugi, maksymalnie trzeci rok życia. My mamy dokumenty, że byk padł w wyniku kolizji drogowej. Jest komisja podpisana łącznie z przedstawicielem policji. Podważanie tego jest rzeczą przynajmniej zastanawiającą - wyjaśnił nadleśniczy Nadleśnictwa Gołąbki Marek Malak.
NIKT GO NIE POWIADOMIŁ
Nadleśniczy Malak zbulwersowany był tym, że jako przedstawiciel nadleśnictwa o pewnych faktach dowiedział się z prasy - pomimo, że było zgłoszenie, że była policja oraz jak się okazuje i inne organy.Mówił, że nie ma żadnego przepływu informacji: Ani od Powiatowego Lekarza Weterynarii, który mógłby to uczynić, ani od policji.
Tłumaczył myśliwym z Kniei, że sam o sprawie dowiedział się ze Strzelna z sąsiedniego nadleśnictwa: Bo pani artykuły ukazują się w wydaniu mogileńskim, a ja mam wydanie żnińskie.
POWIADOMIŁ PROKURATURĘ
- Budzi to moje zdziwienie nawet z faktu oglądania samego zdjęcia. Na dzień dzisiejszy mogę to powiedzieć oficjalnie, bo zostałem do tego zobligowany, że po podjęciu informacji z prasy - dzięki pani artykułowi - rozmawiałem z przedstawicielem Prokuratury Wojewódzkiej na temat moich uprawnień jako nadleśniczego i jednocześnie zarządzającego, strażnika mienia Skarbu Państwa, że zgłaszam tą sprawę oficjalnie do postępowania prokuratorskiego. Z uwagi na to, że raz - nie byłem w ogóle o tym fakcie poinformowany, dwa, że wieniec takiego byka - jeżeli byk go posiadał - jeżeli to był byk padnięty w kwestii kolizji drogowej należy nadal do jednostki Skarbu Państwa i do Nadleśnictwa powinno to zostać zostać zgłoszone. Jeżeli poroże zostało ukradzione, to zostało popełnione przestępstwo i prokuratura musi to wyjaśnić. A w pierwszej kolejności musi wyjaśnić, czy byk był strzelany, postrzelony, czy pochodził z kolizji drogowej. To są rzeczy, które w tej chwili wyjaśni prokuratura w swoim postępowaniu. Liczcie się państwo z tym, że będziecie wzywani na przesłuchanie - myślę, że pani również jako autorka, bo ja się na pani artykuł powołuję w swoim piśmie do prokuratury, że stąd powziąłem taką informację - celem dążenia kolego Romanie do wyjaśnienia całej sprawy - powiedział Marek Malak.
- Powiatowy Lekarz Weterynarii nawet powiedział policjantowi - i policjant to zezna, że jest to byk strzelany i skłusowany. Dla mnie to było zaskoczenie. Powiedziałem o tym pani doktor przez telefon. Dla mnie lekarz powiatowy to jest autorytet, który powinien albo wysłać pracowników na miejsce i stwierdzić. I na podstawie stwierdzenia dokładnego, czy analizy powiedzieć - tak, był strzelany. Mamy dokumenty - kontynuował Roman Gwiazda.
Tym samochodem mogilnianin Jarosław K. uderzył w jelenia, po tym jak zwierzę nagle wyskoczyło przed maskę jego auta
fot. Roman Gwiazda
PANI SOŁTYS ŚWIADKIEM KOLIZJI
Roman Gwiazda opowiada, że sprawa tego, jak zginął jeleń wyjaśniła się przez czysty przypadek.
Sekretarz koła Zenon Chlebowski przypomniał bowiem sobie, jak szwagierka mówiła mu o kolizji z bykiem. Roman Gwiazda opowiada, że samochód, który zderzył się z jeleniem stoi na terenie jednej z posesji w Padniewku. - Właściciela nie ma, bo to jest Polak, który pracuje w Anglii i już wyjechał do Anglii. Naocznym świadkiem zdarzenia była pani sołtys Padniewa Małgorzata Helt. W związku z tym nie możemy być spokojni, jeśli ktoś nas błotem obrzuca - dodał prezes Gwiazda.
Słowa te w rozmowie z reporterem potwierdziła sołtys Małgorzata Helt.
- Jechaliśmy akurat na wesele syna do kościoła w Palędziu Kościelnym. To było około 17:15, 2 sierpnia w sobotę. Przed nami jechała mojego męża siostra z rodziną, a przed nimi samochód chyba na holenderskich numerach rejestracyjnych. Jak dojeżdżaliśmy, to widzieliśmy to wszystko - jak jeleń przelatywał przez drogę. Wyleciał z tych chaszczy, które znajdują się po prawej stronie drogi. Między jednym a drugim polem jest tam takie rozlewisko i on właśnie z tej strony wyskoczył. Prosto na samochód. Jeleń uszkodził cały bok samochodu oraz przednią szybę. Po uderzeniu przewrócił się w okolicy znajdujących się tam kasztanów. Był naprawdę potężny. I w tym momencie jak stanęliśmy, bo nie wiedzieliśmy co zrobić on wstał i poszedł na pole, na tą słomę. Pomocy temu mężczyźnie udzielili jedni z gości weselnych - mieszkańcy Padniewka, którzy pomogli doprowadzić uszkodzony pojazd do mechanika do Padniewka. Z tego co pamiętam ten mężczyzna jechał nad jezioro do Józefowa - wspomina Małgorzata Helt.
MIAŁ PIĘKNE ROGI
Następnego dnia - po weselu - pani sołtys pytała mieszkańców, czy widzieli może jelenia.
- Ludzie mówili, że jak jechali w niedzielę 3 sierpnia do kościoła, to on chodził jeszcze po tym polu. Chodził i upadał. Wyglądało to tak, jakby miał coś z nogami ale uparcie wstawał i szedł dalej. Tak więc do niedzieli na pewno żył o czym wspominałam sekretarzowi koła „Knieja”. Co działo się z nim później to już nie wiem. Byłam jednak zszokowana jak zobaczyłam artykuł i zdjęcie jelenia bez głowy. To był piękny okaz. Piękne rogi miał. To naprawdę był piękny jeleń. Wspaniały okaz. Ja z bliska takiego jelenia widziałam po raz pierwszy - przyznała pani sołtys Helt.
Jak ustalili członkowie zarządu Kniei uczestnikiem kolizji z jeleniem był Jarosław K. z Mogilna. Kierował renaultem escape. Nie zgłosił jednak tego faktu na policję. Obecnie przebywa w Anglii, gdzie mieszka od wielu lat, i na co dzień tam pracuje. Tam też jak mówi prezes Gwiazda będzie się starał u ubezpieczyciela, czy zwróci mu pieniądze za tę kolizję z bykiem.
Byk po uderzeniu przemieścił się kawałek i padł na jednym z okolicznych pól. Jak twierdzi nadleśniczy Nadleśnictwa Gołąbki jeleń mógł pójść jeszcze znacznie dalej. To wszystko zależy od tego jakie miał uszkodzone organy. - To jest organizm żywy wychowany poza ludzkimi warunkami. Żyje według swoich praw. On potrafi mieć jeszcze taką chęć walki o to życie, że my nie potrafimy mu dorównać. To jest nieporównywalne z ludzkim organizmem - usłyszeliśmy.
ZAGADKA Z POROŻEM
Wszystko wskazuje na to, że zagadka padnięcia jelenia wyjaśniła się.
Zagadką pozostaje jednak nadal zniknięcie głowy i poroża.
- Jestem przekonany, że jak prokurator przydusi okolicznych mieszkańców, to to poroże może się bardzo szybko znaleźć - mówi nadleśniczy Malak.
- Nie ulega wątpliwości, że poroże zginęło. Chociaż ze zdjęcia, które pojawiło się w gazecie wcale nie wynika, że go nie ma. Po prostu na tym zdjęciu tego nie widać - stwierdził prezes Gwiazda.
BYK ZUTYLIZOWANY
Roman Gwiazda powiedział ponadto, że gdy dowiedział się o tym przypadku zadzwonił do leśnik gminy Mogilno Olgi Cierzniewskiej oraz pracownika Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe w celu poinformowania ich o tym zdarzeniu. Leśnik Cierzniewska z kolei dała znać firmie utylizującej Hetman. - Tak więc Gwiazda nie ukradł tego byka. Gwiazda zrobił wszystko, żeby ten byk był jak najszybciej usunięty - stwierdził prezes koła Knieja.
Byk został zabrany przez Przedsiębiorstwo-Produkcyjno-Handlowe Hetman sp. z o.o. - Zakład Utylizacji Odpadów Zwierzęcych w Golubiu Dobrzyniu - 8 sierpnia. Przewieziono je do utylizacji w spalarni w Olszówce koło Golubia-Dobrzynia.
Informacje te potwierdziła nam Olga Cierzniewska. - W dniu 8 sierpnia bieżącego roku zostały odebrane przez firmę PPH „Hetman” zwłoki padłego jelenia - samca bez głowy - usłyszeliśmy.
Koło jest w posiadaniu protokołu sporządzonego przez łowczego Wojciecha Zemke, przez funkcjonariusza policji st. sierż. Damiana Chełmińskiego z KPP w Mogilnie i leśnika Olgę Cierzniewską. Posiada też dokument odbioru padliny z firmy Hetman.
POD KĄTEM UPOLOWANIA
Policja na miejscu była po informacji otrzymanej od dr. Bartosza Winieckiego. Jak dowiedzieliśmy się od mł. asp. Tomasza Barteckiego, rzecznika prasowego komendanta powiatowego policji w Mogilnie, policja w sprawie znalezionego w sierpniu w okolicach Padniewa i Palędzia Kościelnego martwego jelenia podjęła interwencję. Na tym rola mundurowych się wtedy skończyła.
O to, co dalej dzieje się ze sprawą zapytaliśmy w tym tygodniu rzecznika mogileńskiej komendy. Usłyszeliśmy, że sprawa jest w toku. - W chwili obecnej prowadzone jest postępowanie pod kątem upolowania jelenia w okresie ochronnym - powiedział mł. asp. Tomasz Bartecki.
Joanna Świetnicka
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1186 (45/2014)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze