Między innymi tego typu hasła wiszą na ogrodzeniach placu, które dzierżawi od Alstalu firma z Łodzi chcąca prowadzić w Głęboczku działalność związaną ze zbieraniem odpadów. Sołtys Myszkowski uważa tablice za zastraszające, z kolei Wiktor Paciorek tłumaczy, że to nic takiego, a takie same tablice są wywieszone w Pakości i nikomu to nie przeszkadza.
Kilka takich właśnie tablic znajduje się w otoczeniu placu na bazie po byłym „Alstalu”. Tablice odstraszają mieszkańców, którzy boją się nawet tamtędy przechodzić. Placu ma pilnować uzbrojony w broń stróż. fot. Damian Stawski Na początku tygodnia sołtys Niestronna, radny Rady Miejskiej Mogilna Janusz Myszkowski poinformował reportera Pałuk, co dalej dzieje się w sprawie terenu w Głęboczku, który łódzka firma wynajęła od firmy Alstal. Firma Centrum Recyklingu, Transportu i Górnictwa Sp. z o.o. z Łodzi stara się w tym miejscu o pozwolenia na działalność związaną ze zbieraniem odpadów. 14 lutego została wszczęta przez burmistrza procedura administracyjna o wydanie decyzji środowiskowej. Do dnia dzisiejszego procedura ta nie została jeszcze zakończona, a różne instytucje zasypały firmę ogromną ilością pytań. Przeciwni powstaniu w tym miejscu działalności związanej ze zbieraniem odpadów są mieszkańcy sołectwa. Sołtys Myszkowski zbierał 23 lutego na terenie sołectwa podpisy pod petycją, w której mieszkańcy nie chcą składowiska odpadów w Głęboczku. Za mieszkańcami stoi również murem burmistrz, który zapewniał, że nie dopuści, by firma mogła prowadzić w Głęboczku działalność.
W poniedziałek 13 marca sołtys zadzwonił zaniepokojony jakimiś ruchami i pracami, które toczyły się właśnie na terenie pod lasem w Głęboczku.
- Coś się dzieje w tej bazie. W zeszłym tygodniu trzy gruszki betonu tam jechały. W piątek - nawet jest świadek - który widział, że łódka tam pojechała z czymś, tam coś wysypują, rano podobno coś tam zabrali - tłumaczył Janusz Myszkowski. Dodatkowo, jak mówi pojawiły się na ogrodzeniach wokół byłej bazy Alstalu dość dziwne, odstraszające mieszkańców tabliczki.
- Jakby pan to zobaczył to zastraszające te tablice są. „Zakaz fotografowania” albo „jeśli Cię pies nie pogryzie to ja Cię zastrzelę”. Pierwszy raz się z czymś takim spotkałem - tłumaczy sołtys. Dodatkowo Janusz Myszkowski mówił, że w ubiegły piątek był u niego jeden z braci Paciorków (brat właściciela firmy) i chciał koniecznie z nim rozmawiać. Janusz Myszkowski był jednak wtedy u lekarza, a przedstawiciel firmy zostawił numer telefonu.
- Prosił, żeby się skontaktować jak najszybciej. Może, żeby jakieś zebranie zrobić, ale ja uważam, że takie zebranie jest nie na miejscu i nie ma o czym tu rozmawiać - uciął sołtys.
Reporter Pałuk 14 marca był w Głęboczku. Na ogrodzeniach rzeczywiście byty tablice. Pojawiły się takie ostrzeżenia jak: Są dwa psy, jeden dobry, drugi zły”, „Jeżeli on Cię nie zagryzie to ja Cię zastrzelę” czy „Uwaga złe psy! W przypadku ataku proszę położyć się na ziemi i oczekiwać pomocy. Jeżeli takowa nie nadejdzie życzymy szczęścia... Widnieje również informacja, że stróż pilnujący placu posiada broń.
Janusz Myszkowski dodał jeszcze, że takie same pisma odnośnie sprzeciwu wobec powstania działalności firmy z Łodzi (jedna z siedzib jest w Pakości) co do burmistrza, wysłał również do wojewody kujawsko-pomorskiego Mikołaja Bogdanowicza i do ministra ochrony środowiska Stanisława Szyszki.
W środę 15 marca udało nam się skontaktować z bratem prezesa firmy, która chce segregować odpady w Głęboczku Wiktorem Paciorkiem. Ten mówił, że nie widzi nic złego w powieszeniu tablic o takich właśnie treściach. Mówił: - To służy po to, żeby nikt nie wchodził na nasz teren. Takie same tablice mamy w Pakości i jakoś żadnemu z mieszkańców to nie przeszkadzało. Dodał, że szykują w tej chwili plac i to, że jak na razie nie mogą prowadzić tam działalności nie zabrania tego, aby uporządkowywać teren, stąd więc ruchy na placu. Potwierdził również informacje o tym, że rzeczywiście jego brat był u sołtysa Janusza Myszkowskiego.
- My po prostu chcemy porozmawiać, umówić się z mieszkańcami i wszystko na spokojnie wyjaśnić, tak jak mówiłem wcześniej. Nie chcemy być przedstawiani w złym świetle.
Wiktor Paciorek dodał, że bardzo zależy mu na spotkaniu z mieszkańcami i liczy, że w końcu sołtys się z nimi skontaktuje, by zainicjować jakieś spotkanie.
Damian Stawski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1309 (11/2017)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze