Reklama

Jeziorańscy radni prześwietlają spółkę komunalną i jej prezesa

Część radnych ma wiele uwag co do działalności powołanej spółki komunalnej.  Ich zdaniem  skoro gmina z pieniędzy podatników dofinansowuje działalność spółki, to ta powinna wykonywać swoją pracę na rzecz mieszkańców z wielką starannością i jej działalność powinna być jawna zarówno dla radnych, jak i mieszkańców. Pytania radnych dotyczą przede wszystkim kwestii finansowych.

Zakład Gospodarki Komunalnej Spółka z o.o. w Jeziorach Wielkich powstał na bazie zakładu budżetowego, Gminnego Zakładu Utrzymania Dróg Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Jeziorach Wielkich. Jedynym udziałowcem w spółce jest gmina Jeziora Wielkie. W związku z tym część radnych ma wiele uwag co do działalności spółki.  Ich zdaniem  skoro gmina z pieniędzy podatników dofinansowuje działalność spółki, to ta powinna wykonywać swoją pracę na rzecz mieszkańców z wielką starannością i jej działalność powinna być jawna zarówno dla radnych, jak i mieszkańców. Pytania radnych dotyczą przede wszystkim kwestii finansowych. Dopytują wójta jak spółka sobie radzi, czy jest wydolna finansowo oraz chcą być na bieżąco ze wszystkimi zmianami kadrowymi w spółce. Prezes spółki Maciej Szeląg wielokrotnie o jakiekolwiek zmiany pytany był przez radnych podczas sesji Rady Gminy, czy też podczas posiedzenia wspólnych komisji. Radni słyszeli już o zmianach kadrowych w spółce, kiedy jedni pracownicy odchodzili, a w ich miejsce przyjmowani byli inni pracownicy. Od początku swojej działalności spółka uzupełnia swój tabor, remontuje biurowiec oraz rewitalizuje jego otoczenie. 

Dopytywanie radnych o działalność spółki to jedno, a sprawa pojawiających się wśród mieszkańców plotek i niesprawdzonych informacji, które zdaniem wójta Dariusza Ciesielczyka rozsiewane są po terenie gminy, to drugie.  Podczas październikowej sesji wójt bronił spółki. Mówił, że od samego początku powstania tej spółki niektóre osoby próbują na siłę udowodnić, że w spółce dzieje się źle i nie ma ona racji bytu -  Nie wiem dlaczego tak  się dzieje. Dlaczego takie informacje są w terenie. Naprawdę przykro to słyszeć. Jak ja się dowiaduję czasem chociaż by w miejscowości Wójcin jakie chodzą plotki, to mi sierść się jeży. Co tam się dzieje, kto tam pracuje i tak dalej. Nie chcę nic więcej na ten temat mówić. Przecież jest to instytucja państwowa, publiczna, wszyscy o wszystkim wiedzą. Ja nie wiem skąd takie ploty się biorą. Niektórzy wiedzą, jak ta sytuacja wygląda i zamiast dementować takie plotki, to oni to jeszcze powielają. Nie wiem o co chodzi i na czym to polega, czy chodzi o to, aby torpedować cały czas tą spółkę, żeby udowadniać, że coś jest z nią nie tak – mówił wójt Ciesielczyk. Jego zdaniem, to, że spółka w ogóle powstała, to był ostatni gwizdek i ratunek finansowy dla gminy. Ponadto uratowane zostały miejsca pracy. Wójt wielokrotnie podkreślał, że w poprzednim kształcie Zakład Komunalny nie miał racji bytu - Bo taka instytucja nie mogła istnieć. Ewentualnie mogła powstać spółka, która zajmowałaby się  obsługiwaniem wodno – kanalizacyjnym w gminie i nic więcej.  Mamy tutaj mamy teraz cztero, czy pięciokrotnie wykonywane usługi na rzecz gminy, gdzie mamy oszczędności i to niemałe jeżeli chodzi o finanse. Możemy sobie gospodarować, zresztą co widać i słychać, że tych pieniędzy mamy coraz więcej. Możemy mieć na wkład własny, na inwestycje, na różne rzeczy, a cały czas się torpeduje tą spółkę i to od trzech lat. Mam wrażenie, że komuś to przeszkadzało, nie wiem dlaczego. Wszyscy wójtowie, burmistrzowie, jakich znam, którzy spółki nie mają, chcieliby tego typu spółki tworzyć, ale wszyscy się boją. Nie wiem o co chodzi. My się odważyliśmy i chwała państwu za to, że państwo przegłosowaliście i byliście za tą spółką. Bo każdy widzi gołym okiem, że tam się w końcu dzieje. Wcześniej tam nie było nawet klucza własnego. To była porażka jeżeli chodzi o funkcjonowanie zakładu komunalnego, a teraz jest wszystko, spółka funkcjonuje i się bilansuje. Inwestycje są realizowane dla gminy. Teraz wystarczy wejść do budynku zakładu komunalnego, tam chce się wejść. Wszystko się rozwija, a tu cały czas tylko atak, atak, atak. Dosłownie ręce opadają – mówił wójt Ciesielczyk.

Reklama

Sprawa działalności i finansów spółki powróciła podczas grudniowego wspólnego posiedzenia komisji Rady Gminy. Wtedy radna Halina Płachcińska odniosła się do sprawozdania z działalności spółki przedstawionego przez prezesa Macieja Szeląga. Pytała prezesa o ilość zatrudnionych w spółce osób oraz  o ich wynagrodzenia – W sprawozdaniu jest podana informacja o ilości zatrudnianych osób oraz ile było ich poprzednio. A jak się ma wynagrodzenie. Za poprzedniego zakładu i obecnego. Wzrosło, czy zmalało  skoro ilość osób zmalała – pytała radna. Ze sprawozdania wynika, że w spółce pracuje o dwóch pracowników mniej, niż pracowała w komunalce przed jej przekształceniem.  

Prezes Szeląg odpowiedział radnej pytaniem, jak ma wynagrodzenie się zmniejszyć, jak wszystko  drożeje. Uważał, że pracownicy doskonale wywiązują się ze swoich obowiązków -  Niech zauważy pani radna, że jest mniej pracowników, a ile więcej pracy. Także mi się wydaje, że powinni więcej zarabiać i zarabiają  – powiedział prezes.

Reklama

 

Radna Halina Płachcińska ma wiele uwag dotyczących działalności i finansów spółki fot. Magdalena Lachowicz

 

Radna Płachcińska interesowały osoby zatrudnione w administracji. Pytała kto jeszcze oprócz prezesa zasiada w biurze spółki. Prezes odpowiedział, że jest to jeden kierownik i dwie księgowe. Przy czym, jak zaznaczył kierownik, gdy istnieje taka potrzeba wsiada w samochód i jedzie w teren. Wiemy, że na stanowisku kierownika zatrudniony został w spółce brat wójta Krzysztof Ciesielczyk - Tym, którym dojeżdża do pracy, służbowym? – dopytywała  radna Płachcińska. Dodała, że takie posiada informacje. Prezes nieco się oburzył. Jego zdaniem kierownik do pracy dojeżdża prywatnym samochodem - Pani powiedziała, że służbowym, a to jest nieprawda. Była pani radna u nas w zakładzie i jak pani jest w zakładzie co innego pani mówi, a przed publicznością pani co innego mówi. Przykro, że to co mówimy i pokazujemy, to pani przekręca i jak są media co innego pani mówi – powiedział prezes

Reklama

Halina Płachcińska tłumaczyła, że wcześniej nic na temat samochodu służbowego wykorzystywanego przez kierownika w celach prywatnych nie mówiła, bo nie zwracała na to uwagi. Zainteresowała się tym faktem po informacji, która otrzymała od mieszkańców.

- To jest nieprawda. Można sprawdzić karty. Akurat ten samochód nie ma GPS-a pozostałe mają. Założymy w najbliższym czasie GPS-a można sprawdzić wszystko. Nie ma problemu – powiedział stanowczo prezes.

Radna dopytywała też o finanse spółki. Jej zdaniem część zysku, który generuje spółka powinna być przeznaczona na fundusz zapasowy. Tak, ja jest w uchwale. Prezes Szeląg stwierdził, że spółka nie posiada funduszu zapasowego. Wypracowane zyski, jak tłumaczył, przeznaczane są na zakup samochodów dla spółki - Halę samochodową teraz postawiliśmy. Na bieżąco wyposażamy zakład,  bo tam nie było nawet dobrego klucza – powiedział prezes.

Reklama

Radna nie satysfakcjonowała odpowiedź prezesa. Przytoczyła zapis uchwały z 2020 roku, gdzie w punkcie o kapitale zakładowym jest zapisane, że zysk spółki za pierwsze 2 lata działalności w wysokości 50% będzie przeznaczony na fundusz zapasowy spółki - 50% z tego zysku będzie przeznaczone na fundusz zakładowy spółki i ja pytałam, czy tak jest. A pierwsze 2 lata się skończyły – mówiła radna. Zdaniem prezesa spółka  nie wypracowała jeszcze tych 50 procent.  

Kolejne pytania radnej Płachcińskiej dotyczyły inwestycji. Pytała o przeprowadzaną termomodernizację dachu na budynku szkoły podstawowej w Wójcinie. Pytanie radnej dotyczyło tego, czy zadanie realizuje spółka, czy inne firmy podwykonawcze - Proszę mi powiedzieć na jakiej zasadzie wybieracie te firmy podwykonawcze? Czy z układów, czy jest przetarg? – pytała Halina Płachcińska. Zadała również pytanie, czy na stronie zakładu było ogłoszenie, że można składać oferty. Prezes Szeląg uciął spekulacje i oznajmił, że żadnych układów w spółce nie ma. Tłumaczył, że jeśli kwota inwestycji przekracza 13.000 netto musi być ogłoszony przetarg. Tak jak na utwardzenie terenu przed halą i budynkiem Urzędu Gminy. Zdaniem prezesa nikt się nie zgłosił w przetargu, bo wszystkie firmy chciały zrealizować zadanie z własnymi materiałami -  Na wykonanie tej pracy nie było przetargu i wtedy mogliśmy negocjacje podjąć z firmami zewnętrznymi. I tak też uczyniliśmy i tak samo było z wykonaniem budynku Urzędu Gminy. Kwoty nie przekraczały, oferty spłynęły i najkorzystniejszą ofertę wybraliśmy. Tak samo jeżeli chodzi o szkołę. Nie było ogłoszenia ofert, bo to był tak szybki termin realizacji tak, że podzwoniłem do kogo mogłem i oferty wpłynęły – powiedział prezes.

Reklama

Część radnych ma wiele uwag co do działalności powołanej spółki komunalnej.  Ich zdaniem  skoro gmina z pieniędzy podatników dofinansowuje działalność spółki, to ta powinna wykonywać swoją pracę na rzecz mieszkańców z wielką starannością i jej działalność powinna być jawna zarówno dla radnych, jak i mieszkańców. Pytania radnych dotyczą przede wszystkim kwestii finansowych.

Zdaniem radnego Marka Wysockiego, to, że nie pojawiło się żadne ogłoszenie o możliwości składania ofert, to zadziałało na szkodę przede wszystkim lokalnych firm, które nie miały możliwości złożenia oferty. Tym bardziej, że termomodernizację dachu na szkole w Wójcinie, jak mówił  przeprowadza firma z Wielkopolski, a nie żadna lokalna firma – Dziwne,  przecież mamy lokalne firmy – komentował radny Wysocki.

Reklama

Prezes Szeląg prostował wypowiedź radnego. Twierdził, że starał się poszukać firmy na lokalnym rynku, ale nikt się nie zgłosił. Oznajmił też, że termomodernizację dachu na szkole w Wójcinie nie przeprowadza wcale firma z Wielkopolski, natomiast ta firma przeprowadzała prace przed Urzędem Gminy - Był przetarg i nikogo nie było. Były 2 tygodnie i nie było w ogóle zainteresowania. – powiedział prezes. Po czym dodał - Ja nie rozumiem o co pani chodzi, o to że wykonujemy dużo taniej dla gminy, jak inne firmy – pytał radną Płachcińską oburzony Maciej Szeląg.

Zdaniem radnej Płachcińskiej prace nie wykonuje spółka, tylko podwykonawca je wykonuje. - Mi chodzi o podwykonawcę dlaczego nie jest z naszego terenu. Konkretnie z gminy Jeziora Wielkie. Niektóre przedsiębiorstwa chciałyby część prac wykonać, może nie całość tego zadania, ale nie mieli takiej wiedzy, że można – mówiła radna Płachcińska. Zdaniem prezesa Szeląga spółka miała problem, żeby w ogóle znaleźć firmę, która wykonałaby termomodernizację - Nie wiem skąd pani radna ma takie telefony,  bo w gminie Jeziora Wielkie pytałem się, nikt nie chciał wziąć. Szkoda, że pani radna nie powiedziała, albo ta firma nie przyszła od razu, może lepszą ofertę by złożyli – dodał prezes. Halina Płachcińska powiedziała, że skoro wydawane są pieniądze gminne, to ona wolałaby, aby trafiły one do firm z terenu gminy. Przy okazji dyskusji o działalności spółki komunalnej radna Płachcińska pytała prezesa o jego wcześniejszą działalność i chciała uzyskać od niego NIP jego firmy pod jakim zarejestrowana jest w CIDG. Wtedy Maciej Szeląg poirytował się jeszcze bardziej. Uznał, że radna wchodzi w jego prywatne sprawy i interesy - Ja pani na ten temat nie odpowiem. Ja do pani na podwórko się nie… nie będę brzydko się wyrażał. To były moje prywatne sprawy. Może moja osoba się pani nie podoba, ale ja uważam, że ten zysk, który spółka wypracowała to powinna pani być zadowolona. Nie przekazaliśmy pieniędzy (fundusz zapasowy) bo rozeszły się na bieżąco. – powiedział Maciej Szeląg.

Reklama

 

Radny Marek Wysocki jako jedyny z radnych był przeciwny powołaniu spółki komunalnej fot. Magdalena Lachowicz

 

Zdaniem obecnej na obradach komisji mecenas Elżbiety Manickiej, to nie prezes spółki  decyduje o tym co stanie się z wypracowanym zyskiem spółki, tylko decyduje o tym wójt, gdyż właścicielem spółki jest gmina - Jeżeli była uchwała podejmowana, to właściciel spółki decyduje w kwestii wypracowanego zysku. Państwo tylko propozycje prawdopodobnie składali – powiedziała mecenas Manicka.

Radna Aneta Barczak miała odmienne zdanie od swoich kolegów radnych. Twierdziła, że ma wrażenie, że niektórzy radni atakują spółkę nie ważne co  oni robią - W opinii mieszkańców i niektórych radnych, mojej też spółka działa dobrze. Widać co było kiedyś, a co jest teraz. Nie wiem pani Halino skąd bierze się taka opinia – mówiła radna Barczak.

Reklama

Mecenas Manicka tłumaczyła radnym, że spółki komunalne nie mają na celu wypracowania zysku,  tylko mają za zadanie zaspokajanie zbiorowych potrzeb lokalnej społeczności. Jeżeli spółka wypracowuje zysk, to musi go przeznaczyć tylko i wyłącznie na to, do czego została powołana - W związku z tym jeżeli spółka komunalna zamyka się zyskiem to brawo dla spółki. Natomiast podział zysków należy do decyzji właściciela. Właścicielem jest gmina. Celem spółki jest wypracowanie czegoś, czego gminie się nie opłaca– dodała mecenas.

Radny Marek Wysocki stwierdził, że on jako jedyny był przeciwny powołania spółki i  wszyscy o tym  wiedzą. Przypominał, że z chwilą podejmowania uchwały powołującej do życia spółkę, radni nie wiedzieli kto będzie prezesem, kto będzie w zarządzie - Podjęliśmy uchwałę i od razu osoby się znalazły. Jako radni się pytaliśmy. Niby wszystko jest dobrze, ale wszystko dzieje się w tajemnicy. My nie wiemy jakie pieniądze zarząd dostaje.  Jak się kiedyś pytałem wójta,  to powiedział, ze zarząd działa charytatywnie – mówił Marek Wysocki.

Reklama

Mecenas Manicka poinformowała radnych, że sprawozdania finansowe spółki są jawne i są one publikowane KRS-ie - Nie wiem, czy ja mam kolejne sprawozdanie napisać i ile pracownicy zarabiają. Jakby coś, to nie ma sprawy. – powiedział Maciej Szeląg.

Magdalena Lachowicz, 3 I 2023

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości