Dziki bada się metodą wytrawiania. Obowiązująca metoda jest znacznie dokładniejsza niż stosowana dawniej metoda trychinoskopowa (na zdjęciu). Kilkugramowe wycinki z mięśniowej części przepony poddaje się trawieniu w roztworze pepsyny i kwasu solnego; wyizolowane larwy widoczne są pod mikroskopem w osadzie. Badanie to umożliwia wykrycie 0,01 larwy na 1 g tkanki mięśniowej, podczas gdy w metodzie trychinoskopowej (kompresorowej) wykrycie 1-2 larw w 1 g nie zawsze jest możliwe. To badane mięso było akurat zdrowe. fot. Joanna Świetnicka
Mogilno, dzik, włośnica, zakażenie, mięso, szpital
Już 26 chorych na włośnicę
Liczba osób narażonych na zachorowanie wynosi 39. Z tego 26 osób z powiatu mogileńskiego zatruło się mięsem z dzików - wszyscy oni trafili do szpitala. Obecnie hospitalizowanych jest 9 osób. Ich życiu nie grozi niebezpieczeństwo.
26 przypadków zarażenia włośnicą to stan na wczoraj, środę 13 sierpnia na godzinę 8.00 rano. Są to wyłącznie osoby dorosłe. O zachorowaniach na włośnicę pisaliśmy w ubiegłym 32. numerze Pałuk. W ubiegły czwartek informowaliśmy jednak o 16 przypadkach objętych dochodzeniem epidemiologicznym prowadzonym przez Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Mogilnie w porozumieniu z Powiatowym Inspektoratem Weterynarii w Mogilnie.
Od rzecznika prasowego WSSE w Bydgoszczy Krystyny Błażejewskiej dowiedzieliśmy się, że zadaniem dochodzenia epidemiologicznego w sytuacji na przykład ogniska włośnicy jest przede wszystkim ustalenie osób narażonych - ich miejsca pobytu, odizolowanie tych osób, skierowanie na odpowiednie leczenie i zamknięcie jakby wszelkich dróg szerzenia się tego zarażenia.
- Wszyscy chorzy jedli tę samą dziczyznę, zakażoną groźnym pasożytem. Dla nas najistotniejsza jest liczba osób narażonych, która na chwilę obecną wczoraj wynosi 39 osób i od dnia wczorajszego się nie zmieniła. Obecnie hospitalizowanych jest 9 osób. Osoby te przebywają w szpitalu Obserwacyjno-Zakaźnym w Bydgoszczy oraz w Szpitalu Klinicznym Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Stan chorych lekarze określają jako średni bądź lekki. Pozostali pacjenci, z których większość zaraziła się włośnicą w przeciągu ostatnich trzech tygodni, zostali już wypisani do domów - usłyszał reporter gazety od Krystyny Błażejewskiej, rzecznika prasowego Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Bydgoszczy.
Przypomnijmy, że pierwsze objawy zarażenia pojawiły się 22 lipca. - Chorzy skarżyli się m.in. na bóle głowy i mięśni, gorączkę, ogólne osłabienie, potliwość, obrzęki twarzy oraz brak koncentracji - powiedziała nam wówczas Urszula Piwek-Brejecka, Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Mogilnie
Jak ustalił Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Mogilnie osoby spokrewnione z sobą lub z grona najbliższych znajomych łowczego częstowane były - jak się później okazało - zarażonym produktem od około 1 lipca.
- Według oświadczeń osób, które przygotowywały te wędliny i które później też nimi dysponowały - wszystko zostało zjedzone. W związku z tym nie ma możliwości przebadania podejrzanych nośników pokarmowych. Oczywiście w takiej sytuacji, jak jest zatrucie pokarmowe lub podejrzenie jakiegoś zatrucia, badamy nie tylko pokarmy, które te osoby w ostatnim czasie spożywały - o ile są dostępne, bo często - jak w tym przypadku - jest tak, że ich nie ma. Badana jest również na przykład woda. Badane są też bezpośrednio osoby, u których występują objawy, bądź, które były narażone. W szpitalu pobrano próbki do badania. Badanie przeprowadza się w Państwowym Zakładzie Higieny na potwierdzenie akurat włośnicy. Natomiast objawy są na tyle charakterystyczne, że lekarze postawili tutaj jednoznaczną diagnozę - dodała rzecznik Krystyna Błażejewska.
Na pytanie reportera czy istnieje ryzyko wystąpienia kolejnych zachorowań, Krystyna Błażejewska odpowiedziała, że jak najbardziej istnieje. - My jesteśmy instytucją, która działa na bazie trybu administracyjnego. Informacje, jakimi dysponujemy otrzymujemy tylko na zasadzie oświadczeń osób, których to dotyczy. Trudno jest więc powiedzieć, do ilu osób to mięso tak naprawdę trafiło - wyjaśnia nasza rozmówczyni.
Przypomnijmy, że mięso pochodziło z legalnie upolowanych dwóch dzików. Dziki były odstrzelone 20 czerwca w lesie w okolicy Niestronna (gm. Mogilno). Potem dojrzewały w chłodni a 28 czerwca były przerabiane. Z naszych informacji wynika, że dziki odstrzelił łowczy Koła Łowieckiego nr 62 Knieja w Mogilnie Wojciech Z. Dziki przerabiane były następnie w warunkach domowych, w mieszkaniu prywatnym łowczego.
Państwowa Powiatowa Inspekcja Sanitarna w Mogilnie ma zidentyfikowane w tej chwili na terenie powiatu mogileńskiego jedno ognisko zakażenia włośniem krętym. Źródłem zakażenia włośniem krętym było mięso i wyroby z zawartością właśnie mięsa z dzika. Chorzy zarazili się prawdopodobnie surową, wędzoną kiełbasą z dodatkiem mięsa z dzika, tatarem z surowej polędwicy z dzika oraz pieczenią z dzika. Mięso 20 czerwca zbadał, lekarz weterynarii Stanisław Fraś z Przychodni Weterynaryjnej S.C. w Mogilnie, który jednak nie stwierdził obecności pasożyta. To lekarz weterynarii z 37-letnią praktyką. Mięso w kierunku włośnicy bada od około 27 lat.
Po ustaleniu dokładnego źródła zakażenia sprawa trafi prawdopodobnie do prokuratury.
Joanna Świetnicka
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1174 (33/2014)
Inne teksty na ten temat:
13 osób zatruło się włośnicą
Łowczy Kniei z wyrokiem
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze