Teresa Kujawa zdradza swoje poglądy na temat mogileńskiej oświaty
- Już wtedy można było z Wszedniem zrobić też porządek
Sytuacja jest dramatyczna. Ilość uczniów maleje, nauczycieli nie. Budżet oświaty w przyszłym roku wyniesie już 26 mln zł. W tym było to około 24 mln zł. Stanisław Wojtasiński twierdzi: - W tej chwili jest nadmiar nauczycieli w szkołach. Część będzie musiała odejść. Teresa Kujawa zapowiedziała powstanie zespołu, który zajmie się reformą oświaty. Prawdopodobnie nie wystarczy już zamknięcie szkół we Wszedniu i Kwieciszewie.
NIŻ PRZEJŚCIOWY
Gdy 5 miesięcy temu, 25 maja podczas sesji Rady Miejskiej radni Platformy Obywatelskiej Grzegorz Stochliński i Elżbieta Sarnowska apelowali o pilne podjęcie prac nad reorganizacją sieci szkół w gminie Mogilno, spotkali się ze strony pozostałych radnych z głuchym milczeniem. Już wtedy katastrofalnie sytuacja wyglądała w szkołach we Wszedniu i w Kwieciszewie. Są to szkoły bardzo drogie dla podatnika, koszt nauki przypadający na ucznia jest tam dwukrotnie większy niż w szkołach miejskich. Wcale nie lepiej wyglądała sytuacja w szkole w Strzelcach i w SP Gębice. W tej ostatniej problem polega jednak na tym, że trzeba utrzymać ogromny budynek szkoły i teren wokół. Przejście dzieci z Kwieciszewa i dodatkowo utworzenie w Gębicach gimnazjum na pewno rozwiązałoby sprawę.
Brak merytorycznej dyskusji na majowej sesji nie był jednak przeszkodą dla przewodniczącej Rady Teresy Kujawy, by wygłaszać na tej samej sesji polityczne odezwy w obronie szkół. Radna z SLD zwracała się do dyrektorów placówek oświatowych: - Proszę uspokoić środowiska wiejskie. My na pewno nie podejmiemy pochopnej decyzji, jeżeli chodzi o zamykanie placówek, czy to w Kwieciszewie, czy we Wszedniu, ponieważ sytuacja niżu jest przejściowa. Mówiła, że Rada nie ma zamiaru zamykać szkół, bo małe szkoły są dla ucznia korzystne ze względów wychowawczych i indywidualnej pracy nauczyciela z uczniem. - Nie po to inwestujemy w te placówki, aby potem je zamykać. Pomyślimy, jeżeli będzie potrzeba, o jakiejś reorganizacji - tłumaczyła radna Kujawa.
PRZYSZŁA ŚCIANA
Grzegorz Stochliński zadał wtedy dyrektorowi Zespołu Obsługi Szkół i Przedszkoli Jarosławowi Lorkowi kluczowe pytanie: - Do jakiej granicy musimy dojść, aby naprawdę pomyśleć o reorganizacji oświaty w gminie Mogilno?
Pięć miesięcy później obrady połączonych komisji budżetowej i rolnictwa w poniedziałek 24 października pokazały, że na odpowiedź długo nie trzeba było czekać. Mogileńska oświata doszła do granicy, o której mówił radny Stochliński.
- Słuchajcie kochani. No ja nie wiem jak wy, ale ja jestem przerażona - tak w poniedziałek, w zupełnie innym tonie niż w maju zaczęła swoją długą wypowiedź na temat sytuacji w gminnej oświacie radna Kujawa. Taką opinię wyrobiła sobie po przeczytaniu raportu ze stanu mogileńskiej oświaty, jaką dla radnych przygotował dyrektor Lorek.
Radna przyznała się, iż myślała na początku kadencji, że oświaty nie trzeba będzie ruszać: - No, ale trzeba się głęboko zastanowić nad tą naszą oświatą. Przede wszystkim z powodu dużego spadku liczby uczniów. Sytuację przedstawiamy w załączonej tabelce. W szkołach podstawowych może ona być trochę myląca, gdyż do szkół przyjęto w tym roku 70 sześciolatków. Za to dramatyczna sytuacja z liczbą uczniów panuje w gimnazjum.
Teresa Kujawa mówiła do radnych: - Prędzej czy później będziemy musieli się z tym problemem zmierzyć.
- No to jest tragedia - komentowała to, co się dzieje w mogileńskim gimnazjum z liczbą uczniów. Przypominała, że jak ona była dyrektorem, to uczniów było 928. A teraz w ciągu kilku lat ta liczba ma spaść do 500. - Słuchajcie. Ja nie wiem. Zobaczcie sobie rachunek ekonomiczny - mówiła. Zastrzegła zaraz, że nie wszystko w oświacie można sprowadzić do ekonomii, ale podkreślała: - Nie możemy z drugiej strony doprowadzić do takiej sytuacji, że będziemy sztucznie podtrzymywać pewne rzeczy. Apelowała, by zwrócić uwagę na liczbę dzieci w SP Wszedzień, gdzie koszt nauki dziecka jest dwukrotnie większy niż w szkołach mogileńskich. - Popatrzcie sobie. No zobaczcie - zachęcała radnych do analizy tabelek.
NAUCZYCIELI NIE UBYWA
Radny PSL Stanisław Wojtasiński nie miał wątpliwości, że jest to wina tego, co działo się w oświacie wcześniej. Miał na myśli zatrudnianie jak największej liczby nauczycieli na każdą możliwą godzinę i nadgodzinę. - Dzisiaj jest jak jest - mówił. - W tej chwili jest nadmiar nauczycieli w szkołach. Te diagramy pokazują jednoznacznie, że część nauczycieli będzie musiała odejść.
Radna Kujawa potwierdziła te informacje, wskazując, że w gimnazjum przy mniejszej liczbie uczniów jest teraz więcej etatów nauczycielskich.
SKĄD BRAĆ GODZINY
Dyrektor Lorek mówił, że dzisiejszego stanu rzeczy należy doszukiwać się w roku szkolnym 2008/2009. Wtedy do Karty Nauczyciela wprowadzono zapis, gdzie zagwarantowano nauczycielowi średnie minimalne wynagrodzenie dla każdej grupy, w której nauczyciel jest zaszeregowany. Jeżeli dyrektor szkoły nie jest w stanie dać takiego wynagrodzenia, bo nie ma godzin, to uzupełnia tę różnicę gmina ze swego budżetu.
Jarosław Lorek mówił, że do tej pory tę sytuację udało się ratować przez tworzenie dodatkowych godzin w ramach zajęć wyrównawczych, indywidualnej pracy z dziećmi, które tego potrzebowały. - W tej chwili nie mamy możliwości organizacyjnych, aby zapewnić tym nauczycielom to średnie wynagrodzenie - stwierdził.
Dyrektor Lorek uważa, że powód takiej sytuacji jest prosty. Zmniejszenie liczby dzieci powoduje zmniejszenie liczby oddziałów, a to powoduje zmniejszenie liczby godzin i nadgodzin. W szkołach miejskich nadgodziny jeszcze są, ale już jest mniej. - W części szkół wiejskich w tej chwili nie ma nadgodzin. Wyzerowaliśmy nadgodziny, nauczyciele jadą na gołych etatach - tłumaczył radnym dyrektor.
Tylko do końca tego roku wg dyrektora trzeba będzie jeszcze zapłacić nauczycielom - jeżeli chodzi o wyrównanie ich pensji - kwotę 200.000 zł. Taka suma potrzebna będzie także w oświacie od razu w styczniu przyszłego roku.
Dyrektor dał przykład szkoły we Wszedniu, gdzie jest w planie organizacyjnym około 200 godzin, ale dodatkowo trzeba było znaleźć 300 godzin, by zagwarantować nauczycielom średnią pensję. W tej chwili może się stać tak, że nauczyciele będą otrzymywać pieniądze nie świadcząc pracy, bo ZOSiP fizycznie nie ma już możliwości tworzyć godzin.
ZROBIĆ PORZĄDEK
To jest ta ściana, do której doszła oświata, a o której mówił na majowej sesji radny Stochliński. - Doszliśmy do sytuacji, w której nie ma możliwości przerobienia tych godzin.
- To jest chore - mówiła radna Kujawa. - Dawać ludziom pieniądze za nic? - komentowała głośno radna lewicy.
Ta sytuacja doprowadzi zdaniem dyrektora Lorka do tego, że w gimnazjum, gdzie obserwowany jest największy spadek ilości uczniów, niedługo nauczyciele będą mieli gołe etaty. Dodatkowo będą to nauczyciele tylko z górnej półki - dyplomowani, czyli najbardziej drodzy dla budżetu oświaty.
- No ja jestem przeciwna, żeby ludziom dawać za nic pieniądze. Tylko dlatego, że nie mamy dla nich pracy - mówiła radna Kujawa. Przypomniała, że ona sama przeżyła już jedną reformę w 1998 r., kiedy zamykane były szkoły w Niestronnie i w Twierdziniu. - Ale już wtedy można było z Wszedniem zrobić też porządek - mówiła. Tego nie zrobiono. Wtedy wszyscy nauczyciele z likwidowanych szkół znaleźli pracę w innych szkołach, nierzadko właśnie w gimnazjum, gdyż tego typu szkoły właśnie wtedy powstawały.
NIE POLITYKOWAĆ
Radna lewicy przyznała się publicznie, że odsuwała od siebie problem oświaty. Zaapelowała do wszystkich radnych: - Przestańmy się już bawić w tej chwili naprawdę w politykę i zacznijmy myśleć tak, żeby to było dobre dla wszystkich.
Radny PO Konrad Andrzejewski przestrzegał, że radni nie uciekną przed zmianami sieci szkół, gdyż jest to nieuchronne.
Burmistrz Leszek Duszyński wskazywał, że taka sytuacja w oświacie jest w całym kraju.
ZESPÓŁ I WARIANTY
Inny radny PSL Paweł Molenda był za tym, by dyrektor Lorek przygotował różne warianty możliwych rozwiązań, tak by zobaczyć, jakie oszczędności można uzyskać reorganizując oświatę. Według radnego najważniejszy jest tutaj rachunek ekonomiczny.
Stanisław Wojtasiński zaapelował, by przeprowadzić zmiany porządnie, bo źle zrobiona reforma odbije się czkawką jeszcze większą za kilka lat.
Teresa Kujawa zaapelowała, by powołać zespół, który zajmie się zmianami w oświacie. Miałby on się składać z radnych należących do komisji oświaty oraz z innych radnych, którzy chcieliby w takim zespole pracować. Do formalnego powołania zespołu na razie nie doszło.
BĘDZIE JAK ZAWSZE
Radny PO Łukasz Drzazgowski przestrzegał, by nie okazało się, że w sprawie oświaty będzie tak jak zawsze. - Prowadzi się wielką dyskusję na ten temat i ktoś potem broni czegoś jak niepodległości przeciwko komuś. My jako radni powinniśmy podejmować odważne decyzje - mówił.
Jego wypowiedź spowodowała szum i rwetes na sali wśród radnych PSL i SLD. Byli obrażeni, że radny PO już na samym starcie wie lepiej, jak będzie wyglądała praca nad reformą oświaty.
KOMISJA MILCZY
Obradująca 3 godziny później merytoryczna komisja oświaty milczała. Nikt nie zająknął się ani słowem o potrzebie zreformowania sieci szkół. Swoje zdanie na ten temat - niezmiennie takie samo - wygłaszane od kilku lat wyraził tylko radny komisji rewizyjnej Grzegorz Stochliński z PO.
Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1028 (43/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze