Jacek Zieliński planowane podwyżki cen wody i ścieków nazwał stawianiem szubienicy dla biednych
fot. Roman Wolek
Trzemeszno, zebranie, opłaty, burmistrz, społeczność
- Każdy może szczekać - mówił burmistrz do mieszkańca
Część mieszkańców poczuła się zlekceważona tym, że burmistrz Krzysztof Dereziński znacznie spóźnił się na zebranie. A burmistrza zdenerwowała krytyka ze strony jednego z mieszkańców. - Mam dosyć pańskiego bla, bla - usłyszał Jacek Zieliński.
„Mam dosyć pańskiego bla, bla. Każdy może szczekać” - krzyczał w odpowiedzi burmistrz Dereziński POCZULI SIĘ ZLEKCEWAŻENI
Momentami dość nerwowy przebieg miało zebranie mieszkańców osiedla nr 2 w Trzemesznie wieczorem we wtorek 22 listopada. Osiedle to obejmuje swoim zasięgiem teren starego miasta od pl. Kilińskiego, św. Wojciecha, ul. Kopernika i ul. Szkolnej wraz z ulicami w kierunku zachodnim oraz osiedle przy ul. Żeromskiego, Długiej, Staszica, Prusa i Osiedle Sportowe, a także osiedle przy ul. Wyszyńskiego.
Niektórzy uczestnicy wyrażali swoje oburzenie z faktu, iż na zebranie nie przybył, mimo zaproszenia, burmistrz Krzysztof Dereziński. Kilka osób komentowało, że jest to lekceważenie mieszkańców.
- Z kim mamy rozmawiać? Z pustą ścianą? - pytał Jacek Zieliński.
Przewodniczący zarządu osiedla nr 2 Zbigniew Matelski wyjaśniał, że wiceburmistrz Dariusz Jankowski informował go, że burmistrz się spóźni. Jak dodał, już 8 tygodni temu powiadamiał urząd o terminie zebrania.
BURMISTRZ SPÓŹNIONY
W trakcie zebrania Zbigniew Matelski przedstawił sprawozdanie z działalności zarządu od września. Zaprezentował także korespondencję oraz wnioski zarządu z okresu między zebraniami. Powiadomił o jedynych dwóch inwestycjach z terenu osiedla, które wpisane są w założenia budżetu gminy na 2012 r. Według tych planów 270.000 zł zapisano na przebudowę ul. Siennej. Prawie 2,3 mln zł zapisano na IV etap budowy kanalizacji, który ma objąć Zespół Szkół Gimnazjum i Liceum oraz ulice: Wiosny Ludów, Prusa, Reymonta i prawie całą ul. Kochanowskiego.
Andrzej Leśniewski, a później jego syn Dariusz wyrazili zaniepokojenie, iż w budżecie nie ma środków na muzeum oraz opiekę nad zabytkami.
Dopiero w połowie zebrania na salę obrad przybył burmistrz Dereziński. Kilku mieszkańców dając wyraz swojemu niezadowolenia z tak późnego przybycia burmistrza, opuściło wtedy obrady.
SZCZEKAĆ KAŻDY MOŻE
- Cierpliwość w końcu popłaca - komentował pojawienie się burmistrza Kajetan Malendowicz. Mieszkaniec Trzemeszna krytykował planowane podwyżki opłat za wodę i ścieki. Dziwił się, że tłumaczy się je wydłużeniem sieci kanalizacyjnej. Komentował także, że ceny w Trzemesznie doganiają ceny w Poznaniu.
Jacek Zieliński nazwał planowane podwyżki stawianiem szubienicy dla biednych. Jak komentował, przed wyborami mieszkańcy mieli zupełnie inne oczekiwania. Dość chaotycznie wyrażał także inne zastrzeżenia co do władz gminy, m.in. o zwiększanie zatrudnienia w niektórych szkołach.
Słowa tego mieszkańca mocno zdenerwowały burmistrza.
- Pan na razie stęka i nic nie zrozumiałem. Mam dosyć pańskiego bla, bla. Każdy może szczekać. Nie po to tu pędziłem jak wariat, żeby takiego oszołomstwa słuchać - krzyczał burmistrz Dereziński.
Atmosferę starał się uspokoić przewodniczący Zbigniew Matelski. Również stwierdził, że nie zupełnie zrozumiał zarzuty Jacka Zielińskiego i apelował o spokojniejszą dyskusję.
ZNIECHĘCIŁA GO GAZETA
W dalszej części obrad Krzysztof Dereziński wyjaśniał, że podwyżki cen wody i ścieków skalkulowane zostały przez TPK i zaopiniowane zostały przez niego pozytywnie. Przyznał, że w przypadku, gdy kalkulacja cen zrobiona jest prawidłowo, to radni nie mają wtedy zbyt wielkiego wpływu na przyjęcie podwyżek.
Na pytanie dotyczące zatrudniania w szkołach odpowiadał, że jako burmistrz nie prowadzi polityki kadrowej w jednostkach gminnych. Wyraził żal, że gdy tylko raz brał udział w przyjęciu jednej osoby do pracy, to później jedna z lokalnych gazet napisała obszerny artykuł m.in. o tym, kto czyim jest sąsiadem i z kim jest związany. Jak podkreślił, od tamtej pory nie zajmuje się już takimi sprawami. Burmistrz mówił w tym przypadku o artykule, który w 2007 r. ukazał się w naszej gazecie. Pisaliśmy wtedy, o tym, że do szkół na terenie gminy zatrudniona została jako pedagog znajoma burmistrza, która startowała z nim do wyborów z jednej listy. Ojciec zatrudnionej był sąsiadem burmistrza i organizatorem jego kampanii wyborczej.
SZUBIENICA PRZYCZYNĄ NERWÓW
Krzysztof Dereziński tłumaczył, że za politykę kadrową odpowiedzialny jest tylko w urzędzie, ale jak zaznaczył, nie zwiększył on zatrudnienia wcale lub może tylko nieznacznie, w związku z tym, że w niektórych referatach liczba etatów przybyła przy równoczesnym zmniejszeniu etatów w referacie spraw obywatelskich.
Burmistrz wyjaśnił też, że na zebranie spóźnił się, gdyż przeciągnął się inny wyjazd służbowy. Przeprosił również za swoją wcześniejszą ostrą wypowiedź, gdyż jak tłumaczył, zdenerwowało go stwierdzenie o szubienicy.
Odnosząc się do ochrony zabytków burmistrz wyraził pogląd, że próbując uratować wszystkie zabytki w gminie, nie uratuje się żadnego zabytku. Zaznaczył, że dla niego priorytetem jest zabytkowy alumnat. Innego zdania w temacie zabytków był były wiceburmistrz Zygmunt Nowaczyk, który radził, by w pierwszej kolejności ratować zabytki, które należą do gminy, jak np. browar.
Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1032 (47/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze