Reklama

Kierowniczka pracuje 38 godzin tygodniowo, a powinna 40. Wójt nie ma czasu na odwiedzanie biblioteki



Temat działalności Gminnej Biblioteki Publicznej w Jeziorach Wielkich omawiany był w ostatnim czasie przez radnych dwukrotnie. Najpierw podczas połączonych komisji Rady Gminy pod koniec maja i podczas obrad 19 czerwca. Chodziło głównie o czas i organizację  pracy osoby zatrudnionej w bibliotece.




Biblioteka Publiczna gminy Jeziora Wielkie czynna jest we wtorki, środy i piątki przez osiem godzin oraz w co drugą sobotę miesiąca przez 5 godzin. Biblioteka posiada też swoją filię mieszczącą się w Szkole Podstawowej w Wójcinie. Tam punkt biblioteczny czynny jest w poniedziałki i czwartki przez osiem godzin. Jednak za pracę w soboty, zgodnie z przyjętym regulaminem dla pracownika biblioteki, poniedziałek jest dniem wolnym.

PONIEDZIAŁEK ZAMIAST SOBOTY I ZAGUBIONE KSIĄŻKI

I właśnie nieszczęsny wolny poniedziałek stał się tematem ożywionej dyskusji. Temat poruszyła radna Halina Płachcińska już w maju. Jej zdaniem czas pracy kierowniczki biblioteki Marleny Walczak nie jest jasny. Nie podobało się jej, że za soboty dzień wolny wybrany jest akurat w poniedziałek, kiedy przypada dyżur w filii biblioteki w Wójcinie. - Za sobotę pani otrzymuje dzień wolny w poniedziałek. Nie podoba mi się, że w poniedziałek, a to dlatego, że w poniedziałek wyznaczony jest dla biblioteki w Wójcinie. Skoro pani bierze sobie wolne za sobotę właśnie w poniedziałek, to w takim tygodniu w Wójcinie biblioteka czynna jest tylko raz w tygodniu - mówiła radna Płachcińska. Jej zdaniem należy zmienić dni i godziny pracy biblioteki tak, by sobota była normalnym dniem. Wyliczała, że każdy człowiek zatrudniony na pełnym etacie ma do wypracowania 40 godzin tygodniowo, a w przypadku pracownika biblioteki jest to 38 godzin pracy. - Ten pracownik będący jednocześnie kierownikiem nie pracuje 40 godzin, ale musi mieć zapłacone. Więc dyrektor tak sobie powinien zorganizować pracę i zmienić rozkład godzin. Oprócz tego, żeby Wójcin nie był pokrzywdzony. Gdy za sobotę odbiera sobie poniedziałek, to żeby może obierać sobie na przykład w piątek, bo w Jeziorach biblioteka czynna jest 3 razy w tygodniu - dodała radna Płachcińska. Pytała też, co stało się z częścią książek, które znajdowały się na wyposażeniu biblioteki. Jej zdaniem na początku ubiegłego roku na stanie znajdowało się 18.500 woluminów, a na koniec roku 13.000. - Zgubiło się trochę dużo. Przeszło 5.000, to jest dużo, jak na ubytki - twierdziła radna Płachcińska.

W związku z tym, że w majowych obradach nie uczestniczyła kierowniczka biblioteki, na pytanie radnej odpowiedziała skarbniczka gminy Jolanta Szydłowska. Jej zdaniem ze względu na ograniczone miejsce, jakim dysponuje biblioteka, likwiduje się stare woluminy, by w ich miejscu mogły pojawić się nowości, które na bieżąco są nabywane.

SZUKAĆ NOWEGO MIEJSCA

W kwestii problemów lokalowych radna Płachcińska zwróciła uwagę na pomieszczenie biblioteczne, które wygospodarowane jest w szkole podstawowej w Wójcinie. Jej zdaniem gmina powinna poszukać dla tego punktu bibliotecznego inne, bardziej atrakcyjne miejsce. - Jakieś takie adekwatniejsze trochę. Ja nie mam pomysłu na to, ale warto by nad tym pomyśleć. Teraz interesuje mnie przede wszystkim ten czas pracy pani w bibliotece, bo to są nasze pieniądze i ten temat mnie bardzo interesuje - mówiła.

Jednak temat podczas majowych komisji nie został przez władze gminy omówiony. Powrócił jednak podczas ostatnich komisji Rady Gminy, 19 czerwca. Wtedy w obradach uczestniczyła kierowniczka biblioteki Marlena Walczak. Radna Płachcińska kolejny raz zapytała o pracę biblioteki mówiąc, że do tej pory nikt jej jeszcze nie wyjaśnił, jak ta praca dokładnie wygląda i w jaki sposób jest rozliczana.

NADGODZINY I PRACA, BY DOSTAĆ DOTACJĘ

Marlena Walczak tłumaczyła, że w obecnym roku biblioteka musi być czynna połowę sobót w roku czyli 26. W ubiegłym roku była czynna 13. Jest to jeden z warunków niezbędnych, by otrzymać dotację ministerialną na zakup książek. Jej zdaniem, obowiązuje ją pięciodniowy tydzień pracy od poniedziałku do piątku. Za pracę w sobotę liczone ma nadgodziny. - Więc jeżeli w sobotę pracuję chociaż 1 godzinę, a pracuję ich 5, mam prawo do wykorzystania całego dnia wolnego, i jest to poniedziałek, dlatego że zostawiłam to tak, jak  było wcześniej, kiedy nie ja byłam kierowniczką.  A poza tym uważam, że lepiej zamknąć bibliotekę w Wójcinie niż w Jeziorach, a to dlatego, że w Wójcinie jest zdecydowanie mniej czytelników – tłumaczyła Marlena Walczak.

Halina Płachciska nie zgadzała się z wyjaśnieniami. Tłumaczyła, że z tego co ona wie, istnieje regulamin pracy i jeżeli jest do wypracowania ileś sobót, to jest to ujęte w regulaminie i sobotę zalicza się, jako zwykły dzień pracy. - Bo gdyby nie był zwykłym dniem pracy, tak jak pani mówi i trzeba sobie odebrać za ten dzień wolne, to skoro pani pracowała 2 godziny w sobotę, to dlaczego dostaje pani cały dzień wolny. Jeżeli z góry jest założone ileś tam sobót, to jest traktowane jako zwykły dzień pracy i wtedy jeżeli pani pracuje 6 godzin, to odzyskuje 6 godzin. A w tym przypadku odzyskuje pani 8 godzin i tu się nie zgadza nam 40-godzinny tydzień pracy - wyliczała radna Płachcińska.

Innego zdania była kierowniczka biblioteki. Jej zdaniem w umowie obowiązuje ją tydzień pracy od poniedziałku do piątku i jeżeli pracuje 6 dni, to w kolejnym tygodniu powinna pracować 4 dni.

Halina Płachcińska na dowód swoich racji podała przykład policjanta, który pracuje zarówno w soboty, jak i w niedziele, a nawet w święta. - Tak ma w regulaminie pracy i jeżeli pracuje w niedzielę 4 godziny, to nie daje się mu we wtorek 8 godzin wolnego, tylko 4 - tłumaczyła.

Wtedy radna Joanna Jędraszczak sugerowała, że skoro umowę konstruuje pracodawca, w tym przypadku gmina, to należy tę umowę zmienić.

Radny Marcin Czaplicki pytał, czy dochodziło do takiej sytuacji, aby kierowniczka biblioteki pracowała 2 godziny w sobotę, a odebrała sobie za to osiem godzin innego dnia. W odpowiedzi udzielonej przez panią kierownik usłyszał, że nie było takiego zdarzenia, gdyż w soboty zawsze pracuje od 8.00 do 13.00. Z kolei wójt Dariusz Ciesielczyk sugerował jej zmianę czasu pracy. - Najlepszym rozwiązaniem byłoby, aby pani pracowała do tej 16.00 w soboty i wtedy ma pani dzień wolny w poniedziałek. Godziny się zgadzają i dni pracy się zgadzają i to jest najrozsądniejsze rozwiązanie. A jeżeli w Wójcinie mają być dwa dni, to pani zmieni ten dzień na jeden z Jezior - sugerował wójt Ciesielczyk.

Z taką decyzją nie zgadzała się radna Anna Winiecka, która de facto tak jak radna Halina Płachcińska jest również radną z Wójcina. Poparła kierowniczkę biblioteki twierdząc, że w Wójcinie jest zdecydowanie mniej czytelników niż w Jeziorach, dlatego bezcelowa jest zmiana kosztem Jezior. - Pani kierownik wie chyba, gdzie jest bardziej potrzebna. Kiedy pan był ostatnio w bibliotece, czy pani Halina. O to chodzi, gdzie ta pani jest bardziej potrzebna - mówiła radna Winiecka.

Wójt powiedział, że nie ma czasu na odwiedzanie biblioteki. Sugerował również, że jedną z sobót można przenieść na dyżur do Wójcina i tak ułożyć godziny pracy, by w ciągu miesiąca pani kierownik miała wypracowane 40 godzin, a nie jak dotychczas 38.

Od lewej: Radna Halina Płachcińska, która uważa, że kierowniczkę biblioteki, tak jak wszystkich na pełnym etacie, obowiązuje 40-godzinny tydzień pracy i kierowniczka biblioteki Marlena Walczak, która twierdzi, że wolny poniedziałek należy się jej za przepracowaną sobotę fot. Paweł Lachowicz


Paweł Lachowicz
Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości