Fragment decyzji starosty mogileńskiego z 23 lipca 2012 r. zezwalający burmistrzowi na wycinkę drzew na gminnej działce nr 3 w Świerkówcu. O tę wycinkę złożył do burmistrza wniosek sąsiadujący z tą działką Zbigniew Sośnicki.
Działka gminna, wniosek, drzewo, Jan Saja, burmistrz
Komu Duszyński obiecał drzewo
Jan Saja od 2001 r. decyzją Rady Miejskiej dzierżawi gminne działki w Bystrzycy i Świerkówcu. Po złożonym wniosku do burmistrza dostał w 2012 r. zgodę starosty na wycinkę drzew. Zgodę na wycinkę drzew z tej samej gminnej działki otrzymał sąsiadujący z nią Zbigniew Sośnicki i drzewa wyciął. Jan Saja złożył zażalenie do Samorządowego Kolegium Odwoławczego na działanie burmistrza Leszka Duszyńskiego, które w prawomocnym postanowieniu z 19 sierpnia 2013 r. przyznało mu całkowicie rację. - Działka służyła mi do relaksu, do hodowli ptaków. A oni zrobili ze mnie teraz błazna - mówi Jan Saja.
DZIERŻAWI OD GMINY
Jan Saja z Mogilna od 2001 r. dzierżawi dwie gminne działki role (nieużytki) - nr 49 o powierzchni 3,81 ha położoną w Bystrzycy oraz nr 3 o powierzchni 4,87 ha położoną w Świerkówcu. 17 sierpnia 2012 r. Rada Miejska przedłużyła mu okres dzierżawy na kolejne 10 lat. Jak mówi reporterowi Pałuk, do działek nigdy nie było zrobionej drogi, ale godził się na to i chodził do nich wydeptaną przez siebie ścieżką.
Na rosnących na działkach drzewach oraz na wodzie umieścił wiele budek lęgowych dla ptactwa leśnego i wodnego. Również za kadencji poprzednich burmistrzów umieszczał budki lęgowe w parku miejskim.To było jego hobby, zainteresowania i cały świat.
Kilka lat temu, działki (także te należące do niego) na odcinku Bystrzyca-Świerkówiec-Olsza zostały zalane i podtopione przez nadmierny poziom wody, przez co uschło tam wiele drzew.
5 września 2011 r. Jan Saja złożył do burmistrza Mogilna wniosek o wydanie zezwolenia na wycinkę uschniętych drzew rosnących na dzierżawionych przez niego działkach nr 49 i nr 3. - Pani leśnik tłumaczyła mi wtedy, że tych strat w drzewostanie tak jeszcze nie widać, żeby jeszcze poczekać do przyszłego roku - opowiada Jan Saja.
CIEŃ SĄSIADA
Dzierżawca działek o czymś jednak nie wiedział. Taki sam, analogiczny wniosek o wycięcie uschniętych drzew, ale tylko z działki nr 3 (z nią sąsiadował) złożył tydzień przed nim 29 sierpnia 2011 r. Zbigniew Sośnicki ze Świerkówca.
Burmistrz Leszek Duszyński, w ogóle nie badając tego, kto od strony prawnej jest dla gminy stroną w postępowaniu o wydanie zezwolenia na wycinkę drzew, pismami o identycznej treści z 22 listopada 2011 r. powiadomił zarówno Jana Saję jak i Zbigniewa Sośnickiego, że rozpatrzenie ich wniosków nastąpi w okresie pełnej wegetacji drzew, czyli wiosną 2012 r.
Jak burmistrz tłumaczył w obydwu pismach, brak liści jesienią utrudnia dokładne zweryfikowanie drzew wymagających usunięcia, a wiosną po dokonaniu wizji lokalnej i otrzymaniu decyzji starosty, obaj panowie zostaną poinformowani o możliwości wycinki drzew.
Minął prawie rok od złożonego wniosku i pozytywną decyzję starosty mogileńskiego na wycinkę drzew Jan Saja otrzymał 2 sierpnia 2012 r. Znowu nie przewidział i nie spodziewał się jednego. - Mieszkający obok sąsiad dostał pozwolenie od starosty na wycinkę pierwszy ode mnie - opowiada reporterowi. Było to 23 lipca 2012 r. Sąsiad Zbigniew Sośnicki wyciął tym samym z dzierżawionej przez niego działki nr 3 w Świerkówcu ponad 37,23 m3. Jan Saja mówi, że ilość ściętego drzewa obliczyła mu pani leśnik z ratusza.
Mieszkaniec Mogilna poszedł w tej sprawie do burmistrza Duszyńskiego. - Mówię, panie burmistrzu jakim prawem on wyciął, a burmistrz mówi „dostał pozwolenie” - opowiada Jan Saja.
Decyzja starosty mogileńskiego z 2 sierpnia 2012 r., która pozwalała burmistrzowi na wycięcie drzew na gminnych działkach nr 3 w Świerkówcu i nr 49 w Bystrzycy. Taki wniosek złożył dzierżawca tych działek Jan Saja.
Jan Saja pokazuje reporterowi, o które działki chodzi
fot. Damian Stawski
NIE MÓGŁ ŚCIĄĆ
- Żeby było ciekawiej, pani leśnik wyznaczyła mi na tej działce bardzo dużo drzewa do wycinki. Tam było ze 100 sztuk, no i ja poszedłem po znajomego, który ma uprawnienia, żeby wziąć to wszystko ściąć. Ale dostałem telefon „nie, pan będzie miał wstrzymane ścinanie bo będzie geodezyjne wznowienie granic”. Mi wstrzymali, nie uciąłem praktycznie prawie nic. Z tej działki w Świerkówcu nie wycinałem, bo bałem się, że się pozabijamy - opowiada Jan Saja.
Dzierżawca drążył temat u burmistrza: - Z jakiej racji burmistrzu sąsiad ściął drzewa, skoro ja mam wstrzymane, a on wchodzi na moją działkę. Na to dyrektor Arkadiusz Grobelski odpowiedział „bo to było na jego działce” - mówi Jan Saja.
Jan Saja tego nie rozumie. Jak dyrektor wydziału gospodarki przestrzennej Arkadiusz Grobelski może opowiadać, że to było na jego działce, skoro gmina za zgodą Rady Miejskiej wydzierżawiła tę działkę jemu a nie sąsiadowi.
Zastanawia go także jeszcze jedna rzecz. Skąd sąsiad wiedział, że on chce złożyć wniosek na wycięcie drzew. Dziwi go to, że za każdym razem sąsiad go o tydzień ubiegł - zarówno przy składaniu wniosku w 2011 r., jak i przy wydawanej decyzji w 2012 r.
Jeszcze na jedną rzecz należy zwrócić uwagę, na daty wniosków składanych przez burmistrza Duszyńskiego do starosty o wycinkę drzew. W przypadku Zbigniewa Sośnickiego było to 21 maja 2012 r., a w przypadku Jana Sai burmistrz złożył wniosek dopiero 26 lipca 2012 r., czyli 3 dni już po tym, jak Sośnicki otrzymał od starosty pozwolenie na wycinkę.
PRZERYWA MILCZENIE
4 października 2012 r. ustanowiony przez Jana Saję pełnomocnik - adwokat Andrzej Gozdowski wskazał burmistrzowi Duszyńskiemu na fakt naruszenia granic działek oraz przywłaszczenie przez osoby trzecie 37,23 m3 ściętego drzewa. Na to pismo nie otrzymał od Leszka Duszyńskiego jakiejkolwiek odpowiedzi.
Jan Saja postanowił w tej sprawie przerwać milczenie i 5 lipca 2013 r. złożył na burmistrza Leszka Duszyńskiego zażalenie do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Bydgoszczy.
Zażalenie dotyczyło nie załatwienia w terminie wniosku złożonego 5 września 2011 r. o udzielenie zezwolenia na wycinkę drzew oraz braku jakiejkolwiek reakcji burmistrza odnośnie naruszenia granic nieruchomości, polegającej na wycince i zaborze ściętych drzew przez osoby do tego nieuprawnione. W ocenie Jana Sai burmistrz Mogilna działał nieprawidłowo, ponieważ do dnia złożenia zażalenia nie otrzymał on żadnych informacji o sposobie załatwienia tej sprawy, jak również informacji o przyczynach zwłoki organu, jakim w tym przypadku był burmistrz Mogilna.
ZWŁOKA BURMISTRZA
SKO w Bydgoszczy zwróciło się pismem doręczonym burmistrzowi Mogilna 15 lipca 2013 r. o merytoryczne ustosunkowanie się do przedstawionych zarzutów oraz o nadesłanie oryginalnych akt sprawy.
Co ciekawe, także w stosunku do SKO burmistrz Leszek Duszyński nie przesłał akt sprawy w terminie i zrobił to dopiero 12 sierpnia 2013 r. po interwencji telefonicznej z Bydgoszczy. Zdaniem SKO, to już stanowiło naruszenie podstawowych zasad postępowania administracyjnego ze względu na brak uzasadnienia ze strony burmistrza zwłoki w przekazaniu akt sprawy.
ZANIEDBANIA BURMISTRZA
Po przeprowadzonym postępowaniu SKO stwierdziło, że Jan Saja miał podstawy złożyć zażalenie na bezczynność organu, jakim jest burmistrz Mogilna. W uzasadnieniu czytamy m.in. o postępowaniu burmistrza: (...) należy stwierdzić, że (...) działał w przedmiotowej sprawie w sposób nieprawidłowy, ponieważ opóźnił się z podjęciem działań w przedmiotowej sprawie, nie przeprowadził postępowania administracyjnego w sposób właściwy i nie skorzystał z możliwości wynikających z art. 36 k.p.a., co oznacza, że zostały spełnione formalnoprawne przesłanki określające stan bezczynności tego organu.
Zgodnie z wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie z dnia 11 stycznia 2012 r., dyg. Akt: II Gsk 1362/10, organ administracji publicznej pozostaje w bezczynności nie tylko w przypadku niezałatwienia sprawy w terminie określonym w art. 35 k.p.a., jeżeli nie dopełnił czynności określonych w art. 36 k.p.a., ale także wówczas, gdy nie podjął innych działań wynikających z przepisów procesowych mających na celu usunięcie przeszkody w wydawaniu decyzji.
Według SKO organy administracji publicznej (w tym przypadku burmistrz Mogilna) obowiązane są załatwiać sprawy bez zbędnej zwłoki. Ich decyzja powinna rozstrzygać, a zarazem kończyć sprawę w danej instancji. Jeżeli zaś konieczne jest przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego (tu była taka sytuacja, gdyż dwa wnioski o wycinkę drzew dotyczyły tej samej działki), powinno nastąpić to nie później niż w ciągu miesiąca, a sprawy szczególnie skomplikowanej - nie później niż w ciągu dwóch miesięcy od dnia wszczęcia postępowania. Postępowanie wyjaśniające, którego burmistrz Mogilna nie przeprowadził, dałoby odpowiedź na to, kto z występujących z wnioskiem o wydanie zezwolenia na usunięcie drzew, Jan Saja czy Zdzisław Sośnicki jest w rzeczywistości do tego uprawniony.
W szerokim uzasadnieniu swej decyzji SKO zwróciło uwagę, że z wnioskiem o wydanie zezwolenia na wycinkę drzew może wystąpić tylko posiadacz nieruchomości, a jeżeli nie jest on jej właścicielem, powinien doręczyć jego zgodę. Zbigniew Sośnicki według Jana Sai wystąpił o zezwolenie na wycinkę drzew na jego działce bez jego zgody.
Tutejsze Kolegium podkreśla, że w przedmiotowym postępowaniu burmistrz Mogilna, jak również starosta mogileński, popełnili szereg błędów proceduralnych, co w konsekwencji stało się przyczyną rozpatrywanego zażalenia - czytamy w uzasadnieniu decyzji.
W ocenie Kolegium, słuszny był również zarzut ze strony Jana Sai dotyczący braku odpowiedzi na pytania przedstawione Zdzisławowi Sośnickiemu w piśmie pełnomocnika - adwokata Andrzeja Gozdowskiego z 4 października 2012 r. dotyczące m.in. kwestii naruszenia granic nieruchomości polegającej na wycince i zaborze ściętych drzew przez osoby trzecie.
Postanowienie SKO z 19 sierpnia 2013 r. jest ostateczne i nie przysługuje na nie skarga do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Bydgoszczy. SKO wyznaczyło burmistrzowi Mogilna dodatkowy termin załatwienia sprawy w ciągu 30 dni od dnia doręczenia postanowienia.
WEDŁUG POWIATU
Zapytaliśmy naczelnika wydziału ochrony środowiska w Starostwie Powiatowym Andrzeja Stachowiaka, czy starostwo mogło lepiej się zachować przy wydawaniu decyzji. Andrzej Stachowiak powiedział, że sprawa Jana Sai i Zbigniewa Sośnickiego jest mu znana i spór toczy się już od kilku lat. Jak powiedział, decyzję w sprawie wycinki drzew są wydawane burmistrzowi zgodnie z ustawą o ochronie przyrody. Starostwo jest organem, które wydaje zezwolenie odgórnie, natomiast wszystkie czynności administracyjne musi wyjaśniać burmistrz i to wszystko leży właśnie w jego kompetencji.
- Nas nie obchodzi to, komu burmistrz obiecał drzewo - tłumaczy reporterowi Andrzej Stachowiak.
CZUJE SIĘ NĘKANY
Rozmawialiśmy także ze Zbigniewem Sośnickim, by wyjaśnić dlaczego wyciął drzewa z gruntu należącego do gminy, ale którego dzierżawcą jest Jan Saja. Spotkaliśmy go na polu podczas pracy.
- Ja miałem zezwolenie burmistrza na wycinkę - mówił. - O co znowu temu Sai chodzi? Za drzewo miałem zapłacone, mam wszystkie faktury, zresztą podpisywałem to przy pani leśnik a on był świadkiem - tłumaczył Zbigniew Sośnicki.
Dodatkowo tłumaczył naszemu reporterowi, że Jan Saja go nęka. Nasyła na niego nadzór budowlany, czy też oskarża go o to, że ten wypompowuje mu do jeziora szambo. - Po co miałbym to robić? Żeby mi pod domem śmierdziało? - tłumaczył Zbigniew Sośnicki.
Dodatkowo jak mówi, z tego wszystkiego jego żona miała wylew. - Założyłem sprawę w sądzie w sprawie nękania i żądam od Jana Saja pół miliona odszkodowania za uszczerbek na zdrowiu żony - oświadczył na koniec reporterowi.
CHCIAŁ KUPIĆ DZIAŁKĘ
23 lipca tego roku Jan Saja postanowił kupić dzierżawione działki od gminy i zwrócił się do burmistrza Leszka Duszyńskiego. Napisał: - Prośbę swą motywuję tym, że chciałbym tam stworzyć teren skansenowy polegający na utworzeniu punktów lęgowych ptaków wodnych oraz ptaków leśnych. Chciałbym nadmienić, iż jestem wieloletnim dzierżawcą tego gruntu.
Burmistrz odpisał 19 sierpnia, że działki nie są na sprzedaż z powodu toczącego się postępowania rozgraniczeniowego. Czynności administracyjne zawieszono z kolei na zgon jednego rolnika, którego pole graniczy z działką. - Ponadto informuję, że wymieniona nieruchomość zostanie przeznaczona na inne cele. Z podanych wyżej przyczyn, pozytywne ustosunkowanie się do Pana prośby jest niemożliwe - napisał Leszek Duszyński.
PYTANIA BEZ ODPOWIEDZI
Wczoraj rano zadaliśmy burmistrzowi Leszkowi Duszyńskiemu cztery pytania. Zasugerowaliśmy również, że reporter chętnie przyjdzie do ratusza, by spotkać się z burmistrzem, choć we wtorek pomimo takich prób z naszej strony, burmistrz nie miał czasu. Burmistrz nie zareagował i nie odpowiedział na pytania.
Oto one:
1. Dlaczego burmistrz Leszek Duszyński wystąpił w 2012 r. do starosty mogileńskiego o wydanie pozwolenia na wycinkę drzew z dwoma różnymi wnioskami dotyczącymi tej samej gminnej działki nr 3 w Świerkówcu?
2. Dlaczego burmistrz Leszek Duszyński mając w 2011 r. dwa wnioski od dzierżawcy gminnej działki Jana Sai z Mogilna oraz od Zbigniewa Sośnickiego ze Świerkówca nie przeprowadził zgodnie z k.p.a. postępowania wyjaśniającego, czyj wniosek jest ważny i powinien być rozpatrywany dalej przez starostę?
3. Jakie działania podjął Pan od 19 sierpnia 2013 r. po ostatecznej prawomocnej decyzji Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Bydgoszczy uznającej wniesione przez Jana Saję zażalenie na bezczynność organu jakim jest burmistrz w sprawie wycinki za zasadne. Zdaniem SKO naruszył Pan k.p.a. Miał Pan czas 30 dni od dnia doręczenia stanowiska SKO na załatwienie tej sprawy.
4. Dlaczego odpowiedział Pan odmownie 19 sierpnia tego roku Janowi Sai na wniosek o sprzedaż działek. Jakie Urząd Gminy ma plany wobec tych działek?
SĄ BEZKARNI
Jan Saja marzy o doprowadzeniu tej sprawy do końca.
- Oni są bezkarni. Obojętnie z jakim człowiekiem rozmawiam to się pytają, jakim prawem ktoś wszedł na moją działkę i się porządził. No bo pomylił się urzędnik, ale mnie to nie interesuje - mówi rozgoryczony. Jan Saja jest jednak pewny swego, gdyż na początku, gdy wydzierżawiał działkę wziął geodetę, który pokazał mu jej granice.
- Oni teraz się bronią, że nie ma rozgraniczenia działek, bo któryś z rolników umarł i są sprawy spadkowe. Nie chcę się tu za dużo wtrącać, bo powiedzą „nie ma granic, spierniczaj” - Jan Saja tłumaczy reporterowi.
- Czekam spokojnie, ale oni grają na zwłokę. Boję się, że za chwilę wymyślą jeszcze coś innego. Działka służyła mi do relaksu, do hodowli ptaków. A oni zrobili ze mnie teraz błazna - mówi.
Damian Stawski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1232 (38/2015)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze