Reklama

Komunalne dachy ciekną jak durszlaki

Podczas wizyty reportera w mieszkaniu rodziny Błaszczaków, przyszły tam panie z Opieki Społecznej, aby obejrzeć skutki ulewy 

      fot. Paweł Lachowicz

Strzelna, dachy, mieszkańcy, kamienice, budynki, nawałnica
     Komunalne dachy ciekną jak durszlaki
     Nawałnicę, jak przeszła nad Strzelnem 19 lipca, szczególnie boleśnie odczuli mieszkańcy komunalnych kamienic. Ratusz otrzymał aż około 40 zgłoszeń o przeciekających tam dachach. Szczególnie trudna sytuacja panuje w kamienicy na ul. Ścianki 2. Nieuregulowana własność tego budynku powoduje, że gmina nie wykonuje żadnego poważnego remontu, tylko łata doraźnie dziury w dachu.

     NAWAŁNICA
     19 lipca nad powiatem mogileńskim przeszła gwałtowna nawałnica. Ulewny deszcz przemieszczający się nad kolejne gminy padał od samego rana. W Strzelnie pozalewane były niektóre ulice. W Przyjezierzu interweniować musiała Straż Pożarna.
     Młodszy referent do spraw mieszkaniowych strzeleńskiego ratusza Joanna Kaszyńska odnotowała cztery zgłoszenia mieszkańców domostw na terenie miasta i gminy Strzelno z powodu przeciekających dachów, z: ul. Kościuszki 9, Rynku 8 i 3, Bożejewic 37 oraz ul. Powstania Wlkp. 22. Ponadto od 14 czerwca do 23 lipca w strzeleńskiej mieszkaniówce odnotowano około 40 zgłoszeń przeciekających dachów komunalnych kamienic.
     Zgłoszenia zostały przyjęte i przekazane do wiadomości kierownikowi brygady remontowej Urzędu Miejskiego Janowi Kapicy. - Na kompleksową naprawę dachów nie ma w gminie pieniędzy, dlatego prace będą polegały na miejscowej naprawie. Dziury będą klejone według kolejności zgłoszeń - twierdzi Joanna Kaszyńska.
     Również do naszego reportera dzwonili załamani mieszkańcy gminy mówiąc, że woda leci im na meble, pozalewała pomalowane podczas niedawnego remontu mieszkania ściany. Twierdzili, że w czasie deszczu dachy w ich domach są, jak przez durszlak.
     - W gminie nic sobie z tego nie robią. Co z tego, że pani przyjęła zgłoszenie, jak burmistrz i tak nie da pieniędzy na naprawę dachu, nie mówiąc już o wymianie - mówili rozgoryczeni mieszkańcy Strzelna.

Do mieszkania Zbigniewa Marca woda wdziera się przy niedawno zainstalowanych przewodach kominowych centralnego ogrzewania

Reklama

       fot. Paweł Lachowicz

     KAPIE W CZASIE OBIADU
     Problem padającego na głowę deszczu w mieszkaniu przy ul. Ścianki 2 mają wszyscy jej najemcy. Do naszego reportera sprawę zgłosiła rodzina państwa Błaszczaków. Mieszkanie, które zajmuje 12-osobowa rodzina: mama Katarzyna, tata Andrzej oraz 10 dzieci w wieku od 3 do 17 lat - Adrian 17 lat, Patrycja 16 lat, Bartek 14 lat, Joanna 13 lat, Maciej 11 lat, Mateusz 9 lat, Natalia 8 lat, Dawid 5 lat i bliźniaczki Małgorzata i Magdalena po 3 lata ma powierzchnię 82 m2, a pomieszczenia są bardzo wysokie. Rodzina utrzymuje się z sezonowej pracy pana Andrzeja w Gminnej Spółce Wodnej, zasiłków rodzinnych na dzieci, opiekuńczych na 3 niepełnosprawnych dzieci oraz zapomogi z MGOPS. Dlatego jak twierdzą nie są w stanie wiecznie remontować zalanego po deszczach mieszkania.
     - Ulewa przeszła dzisiaj o 1220. Siedzieliśmy w tym czasie i jedliśmy obiad, a tu z sufitu zaczęło kapać. Czasami jest tak, że ulewa przejdzie i nic, a drobny deszczyk przecieknie - opisuje domową rzeczywistość Katarzyna Błaszczak.
     NIEUREGULOWANA WŁASNOŚĆ
     Opowiada ona, że w 2008 r. dostali przydział na to mieszkanie ze strzeleńskiego Urzędu Miejskiego. W mieszkaniu był tylko jeden piec kaflowy, później gmina postawiła im dodatkowy piec kaflowy w kuchni. Mimo to zimą w mieszkaniu jest bardzo zimno. Z pieniędzy otrzymanych z dofinansowania z PCPR na niepełnosprawnego syna Adriana małżeństwo rozpoczęło remont i przebudowę łazienki, na co zgodę wydał burmistrz Ewaryst Matczak. Jednak prace remontowe musieli wstrzymać, gdyż okazało się, że kamienica, w której zamieszkują nie należy do gminy.
     - Pan burmistrz mówił pół roku temu, że ten budynek należy pod starostwo. Dwa miesiące później rozmawiałam z burmistrzem i powiedział, że gmina ma przejąć kamienicę od starostwa. Byliśmy w tym tygodniu, we wtorek u burmistrza, to kazał nam się nadal wstrzymać, bo musi wysłać pismo do pani wojewody w Bydgoszczy z pytaniem, czy przekaże budynek na własność gminy, czy na sprzedaż, a my jako lokatorzy te mieszkania będziemy musieli wykupić - opowiada Katarzyna Błaszczak.

Reklama

Gdy pada deszcz Joanna Podolska ze względu na bezpieczeństwo idzie spać do mamy. Woda w jej pokoju cieknie nie tylko po ścianach, ale również po żyrandolu.

     fot. Paweł Lachowicz

     Twierdzi ponadto, że jej rodzina już kilka razy zgłaszała pisemnie do burmistrza, że dach jest dziurawy i przy opadach przecieka, a woda leje się do mieszkania.
     - Pan burmistrz twierdził, że dachu nie będzie remontował, bo kamienica nie należy do gminy. Przy opadach są obrazki, jakie są. Trzeba coś podstawiać, bo leci woda na podłogę. W ubiegłym roku naprawiali dach, ale to nic nie pomogło - dodaje.
     Andrzej Błaszczak opowiada, że w ubiegłym tygodniu, jak nad Strzelnem przeszła ulewa, to na korytarzu było około 20 cm wody. Pojawiła się ona także na klatce schodowej.
     - W dachu jest szyba i przecieka i tylko czekać, jak przyjdzie silny wiatr i ta szyba spadnie, nie daj Boże na głowę któregoś z dzieci. Nie dość, że od góry nas zalewa, to jeszcze woda do piwnicy nachodzi. Byli w ubiegłym roku, w październiku z wysięgnikiem, to tylko pokleili i na tym się skończyło, a powinni całą dachówkę przełożyć. To jest stara dachówka nie remontowana, a takie klejenie dachu po metrze jest do niczego, bo jak nie przecieknie w tym samym miejscu, to w innym zaczyna. Non stop kłopot i niepotrzebnie pieniądze w błoto wyrzucane - opowiada Andrzej Błaszczak.
     Pani Katarzyna opowiada, że w sprawie ich mieszkania u burmistrza interweniowała także kierownik MGOPS Małgorzata Nowak, bezskutecznie. Katarzyna Błaszczak twierdzi, że burmistrz spytał się jej, czy będzie jej rodzinę stać na wykup mieszkania. - My mamy tylko zasiłek rodzinny i męża pensja oraz dostajemy zapomogę. Mamy 3 i pół tysiąca, ale jest dziesiątka dzieci i troje z nich jest niepełnosprawnych. Najstarszy syn jest po usunięciu prawego oka. Obecnie uczy się w Bydgoszczy, w szkole dla dzieci niewidomych. My płacimy czynsz do gminy, a okazuje się, że ani pod gminę to nie podlega, ani pod starostwo powiatowe. Wychodzi na to, że jest to niczyje, że teraz zajmuje się tym wojewoda. Czytałam dzisiaj „Pałuki” i wychodzi, że z naszą kamienicą jest podobna historia, jak z tą na ul. Szkolnej - mówi pani Katarzyna.

Reklama

Jolanta Andrzejewska, gdy wprowadziła się do Zbigniewa Marca, nie przypuszczała, że razem będą przeżywać taki horror z notorycznym zalewaniem mieszkania

       fot. Paweł Lachowicz

     Podczas naszej wizyty u państwa Błaszczaków w sprawie zalania pojawiły się panie z Opieki Społecznej.
     - Pani Kasia dzwoniła do mnie, że leci woda, dlatego przyszłyśmy, ale to nie jest tylko ten jeden problem, bo do góry też przecieka. Rozmawiałam z Jarosławem Markiem, bo burmistrza nie było. Tutaj nie jest uregulowana własność kamienicy, ale dlaczego z tego powodu mają ludzie cierpieć. Bo zimą jest tu minus 5 stopni w pokoju, a my zabezpieczamy rodzinę kocami, poduszkami, kołdrami. Ile tak można wytrzymać? - pyta retorycznie pracownik MGOPS Agnieszka Kaźmierczak.
     BIEGAJĄ Z MISKAMI
     Okazało się, że mieszkania wszystkich zamieszkujących na poddaszu są zalane. Mieszka tam na przykład Zbigniew Marzec z Jolantą Andrzejewską. Pani Jolanta nie kryje rozgoryczenia. Twierdzi, że przeprowadzając się do swojego przyjaciela oddała gminie zajmowane piękne mieszkanie komunalne na ul. Miradzkiej.
     - Gmina była z tego powodu bardzo zadowolona, a my pomyśleliśmy, że po co mieliśmy opłacać dwa domy. Nie myślałam, że tutaj takie problemy będą. Tam okna plastiki zostawiłam. Przed przeprowadzką jeszcze gmina drzwi wymieniła. Tutaj mój przyjaciel miał swoje mieszkanie i po tylu latach znajomości postanowiliśmy, że będziemy razem. Założył centralne gazowe, ale po każdej ulewie nam tutaj zalewa. Nie możemy się doprosić remontu, a teraz na dodatek nam mówią, że dom nie jest gminny. Tyle lat, tyle remontu zrobione i teraz to zostawić. Na remont gmina nam nie dała nawet śrubki. Przyjaciel jeździł na kontrakt do Czech i wkładał w mieszkanie, co zarobił. Gmina, jak przez 30 lat tu mieszka, nie dała mu nic.      Teraz wyszliśmy jak na lodzie, bez przerwy biegamy z miskami i jeszcze strach, że nie ich dom, że trzeba będzie opuścić, bo takie pogłoski chodzą. Nie wiem, co będzie. To jest takie życie w niepewności - mówi Jolanta Andrzejewska.

Reklama

Zbigniew Marzec od strony strychu próbował zabezpieczyć miejsce przy niedawno zainstalowanych przewodach kominowych centralnego ogrzewania przed przeciekaniem wody. Na niewiele się to zdało.  

     fot. Paweł Lachowicz

     GUMOLIT NIE POMOŻE
     Poszliśmy z mieszkańcami na strych, tam okazało się, że w wielu miejscach jest mokro. Woda przecieka między dachówkami. W wielu miejscach poutykana jest folia, która miała zatkać dziury w dachu, a całe poddasze obstawione było wiadrami i innymi pojemnikami na kapiącą wodę.
     Zbigniew Marzec mówił, że dach nie był na kamienicy nigdy remontowany, a  tylko uzupełniany. Gdy woda zaczęła kapać mu do mieszkania, położył na strychu, w miejscu ubytku gumolit.
     - To wszystko będzie gniło i niebawem spadnie. W wielu miejscach już deski zgniły. To jakby się zarwało, to człowiek może nogę złamać. W wielu miejscach jest folia poutykana. Takie uzupełnianie dachówek nic nie daje. Bo jak tam zakleją w jednym miejscu, to w drugim przecieka. Jak przyszli z gminy położyć papę na płaską część dachu, to zamiast jak łuskę kłaść to pod włos założyli, to jak woda idzie, to pod papę. Przyślą ludzi, którzy się na tym nie znają i szkoda tylko pieniędzy, materiału, pracy i czasu - powiedział Zbigniew Marzec.
     Jolanta Andrzejewska twierdzi, że w ubiegłym roku latem każdy z lokatorów otrzymał pismo z gminy, że będzie robiony dach. Jednak do dnia dzisiejszego nikt się w kamienicy nie pojawił.
     - Sierpień zleci, przyjdzie jesień i ulewy i będzie tak, jak co roku - dodaje.
     WODA I PRĄD
     W części poddasza mieszka również Joanna Podolska z rodziną. Twierdzi, że poustawiane na strychu miski i wiadra nic nie pomagają. Mieszkania i tak są zalane. Pokazała nam część ściany na poddaszu, gdzie przeciekająca woda leci po przewodach elektrycznych. Na dole w korytarzu, w tym miejscu jest włącznik do zapalania światła na korytarzu.
     - I jak ma dziecko światło zapalać, żeby prąd go poraził. Tutaj najgorzej jest podczas ulewy i tak jest co roku. W zasadzie cały dach jest do wymiany. Dwa miesiące temu malowaliśmy kuchnię i łazienkę. W pokoju się wstrzymaliśmy, bo cały czas woda przecieka. Cały sufit zalało, ostatnim razem po żyrandolu leciała woda, ja spałam u rodziców, bo dziecko do szkoły wychodziło i był strach zapalać światło w korytarzu. Bo jak pełno wody na podłodze i ścianach, a światło zapalić trzeba, to nie daj Bóg, niech się coś stanie. Remonty na własny koszt robimy. A jak pada, to jest strach przebywać w domu. Najgorzej jest w korytarzu. Plama, która jest na suficie była cała mokra, a po ścianie, po przewodzie woda spływała. Obojętnie czy ja, czy sąsiadka zapali, to może się źle skończyć. W ubiegłym roku był burmistrz, przyszła komisja, to zrobili, ale na długo nie wytrzymało i znowu leci - opowiada pani Joanna.
     CHCĄ PRZEJĄĆ ZA DARMO
     W rozmowie z naszym reporterem burmistrz Ewaryst Matczak przyznał, że cieknące dachy są dla gminy potężnym problemem. Jego też zdaniem, problemem jest również sama kamienica na ul. Ścianki 2, gdyż tak jak w przypadku budynku przy ul. Szkolnej (pisaliśmy o tym w 29/2012 numerze), ta kamienica jest częściowo też mieniem pożydowskim.
     Burmistrz Matczak mówi, że budynek stał się własnością Skarbu Państwa jakieś 2 lata temu.
     - My jako gmina zarządzaliśmy tym budynkiem i my jako gmina chcieliśmy uporządkować sprawy. Więc chcieliśmy oddać go powiatowi, bo ten budynek wymaga dużego remontu, a my nie byliśmy jego właścicielem. Powiat się zgodził, że nam ten budynek przekaże nieodpłatnie - mówi burmistrz.
     Jak się okazało, wniosek gminy zakwestionowała jednak pani wojewoda, bo jest to mienie Skarbu Państwa i prawdopodobnie chcą za ten budynek 400.000 zł. - Poprosiłem pana starostę Tomasza Barczaka, żeby zorganizował spotkanie z panią wojewodą. Pojedziemy tam i będziemy wnioskować o przekazanie tego budynku bezpłatnie - mówi burmistrz.
     Ewaryst Matczak dodaje, że dopóki nie będzie uregulowanej sprawy własności kamienicy na ul. Ścianki 2, gmina nic nie będzie tam robić.
     Burmistrz mówi: - Wszystko leci mieszkańcom na głowę, tam są rynny do wymiany, dach do remontu, ale nie mogę robić na nie swoim budynku. Jak będzie to własnością gminy, wtedy wymienimy okno i naprawimy gruntownie dach. Nie będziemy go przekładać, tylko naprawimy tak, żeby nie ciekł. Na razie tylko tak prowizorycznie lepimy, żeby to ludziom na głowę nie spadło.

Reklama

Paweł Lachowicz
Film można zobaczyć w zakładce Filmy na stronie www.palukitv.pl
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1067 (30/2012)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości