Urszula Czyściecka proponowała naczelnikowi Andrzejowi Konieczce, by ten zniżył się do jej poziomu
fot. Paweł Lachowicz
Włostowo, gimnazjum, szkoła, spotkanie, reforma, oświata, dyskusja
Krzyk zamiast argumentów
Część rodziców z Rzeszynka i okolic nie przyjmuje żadnych argumentów w dyskusji o reformie oświaty w gminie Jeziora Wielkie. Swoje racje chcą przeforsować krzykiem. Nie uznają żadnych decyzji demokratycznie podejmowanych przez radnych. - Jeżeli państwo nie przyjmą takiego założenia, że wybory i radni przedstawiciele działają w państwa imieniu, to idziemy w kierunku anarchii - przestrzegał naczelnik powiatowego wydziału oświaty Andrzej Konieczka.
KONTESTOWANIE
W wyniku manipulacji części rodziców z Rzeszynka i okolic (piszemy o tym w osobnym artykule) doszło do paradoksu. Rodzice obecni wcześniej na sesji powiatowej 30 marca w Mogilnie poinformowali pozostałych zainteresowanych, że spotkanie ze starostą Tomaszem Barczakiem odbędzie się we Włostowie. Natomiast starosta czekał na rodziców w budynku LO w Strzelnie. W ten sposób odbyły się dwa spotkania tego samego dnia i o tej samej porze. W związku z tym, że starosta był przygotowany na taką ewentualność do Włostowa na spotkanie z rodzicami pojechali wicestarosta Tadeusz Szymański oraz naczelnik wydziału oświaty Starostwa Powiatowego w Mogilnie Andrzej Konieczka. Natomiast starosta Tomasz Barczak wraz z sekretarzem Stefanem Łukomskim czekali na rodziców w siedzibie strzeleńskiego liceum.
W związku z tym, że decyzja o przeniesieniu gimnazjum jest już przesądzona, zebranie we Włostowie miało charakter czysto informacyjny.
Naczelnik wydziału oświaty starostwa powiatowego w Mogilnie Andrzej Konieczka powiedział do Urszuli Czyścieckiej, że na takim poziomie nie zamierza rozmawiać
fot. Paweł Lachowicz
Na spotkanie ze starostą do budynku gimnazjum we Włostowie przybyło około 40 rodziców. W większej mierze nie byli to jednak rodzice, których pociechy uczęszczają, bądź od września uczęszczać będą do gimnazjum. Tych była wśród obecnych rodziców zaledwie garstka. Większość rodziców obecnych na spotkaniu nie ma w ogóle dzieci w wieku szkolnym, bądź ich dzieci są uczniami najmłodszych klas Szkoły Podstawowej w Rzeszynku. Na uwagę zasługuje fakt, że praktycznie rodzice najbardziej zainteresowani przyszli jedynie z ciekawości, co będzie się na zebraniu działo i sami nie zabierali w ogóle głosu. Atmosferę niezadowolenia (okrzyki) wprowadzali tylko i wyłącznie rodzice, którzy nie pogodzili się z przeprowadzoną reformą oświatową na terenie gminy, a mający swoje dzieci w SP w Rzeszynku, bądź przedszkolu. Byli to ci sami rodzice, którzy krzyczeli podczas zebrań mediacyjnych, jeszcze przed podjęciem uchwał przez jeziorańskich radnych.
W spotkaniu uczestniczyła także część radnych gminnych, radni powiatowi (Wojciech Baran, Witold Pochylski, Przemysław Zowczak), wójt Zbysław Woźniakowski oraz sekretarz gminy Grażyna Leśniewska i dyrektor gimnazjum Arleta Marciniak.
Spotkanie oficjalnie otworzyła dyrektor Marciniak, która poinformowała, że spotkanie w murach gimnazjum zorganizowane zostało przez Radę Rodziców. W związku z tym poprosiła podpisaną na zaproszeniu Monikę Baran o prowadzenie spotkania. Ta jednak odmówiła. W związku z tym, że na spotkaniu obecna była druga z podpisanych członkiń Rady Rodziców Lucyna Żuchowska, to ona poprowadziła dalszą część spotkania.
GIMNAZJUM NIE ŁATAMY DZIURY
Mieszkanka Rzeszyna Urszula Czyściecka pytała wicestarostę Tadeusza Szymańskiego, dlaczego w Pałukach było napisane, że przy przeprowadzonej reformie gminnej oświaty i przeniesieniu gimnazjum z Włostowa do Strzelna nie chodziło o gimnazjum we Włostowie, tylko o to, by ratować liceum w Strzelnie.
- Czy dlatego ofiarą padło Gimnazjum we Włostowie? - pytała.
Tadeusz Szymański zanim podjął się odpowiedzi na zadane pytanie, poinformował przybyłych rodziców, że w liceum w Strzelnie czeka na nich starosta Tomasz Barczak, który chciał m.in. pokazać rodzicom bazę lokalową liceum oraz zapoznać z bazą dydaktyczną strzeleńskiej placówki. Nikt z zebranych nie zareagował na propozycję wicestarosty.
Sytuację z utworzeniem gimnazjum przy liceum porównał z adekwatną sytuacją, jaka istnieje w Bielicach. Tam również mieści się gimnazjum mogileńskie, ale w murach Zespołu Szkół w Bielicach. Jako argument, że jest to dobre rozwiązanie przytoczył fakt, że wielu uczniów kończących bielickie gimnazjum, deklaruje chęć kontynuacji nauki w murach tej szkoły. Nie ukrywał, że Starostwo Powiatowe ma nadzieję, że taka sama sytuacja może zaistnieć w strzeleńskim Zespole Szkół.
Magdalena Pniewska sama jest wielkim zwolennikiem połączenia Gimnazjum z Włostowa z LO w Strzelnie
fot. Paweł Lachowicz
- Nikt nie traktował tej sytuacji w ten sposób, że wasze dzieci są kołem ratunkowym dla ratowania Liceum Ogólnokształcącego. Aczkolwiek będzie nam bardzo miło, jak państwo poślecie dzieci właśnie do tego gimnazjum, które będzie prowadzone przez powiat, a będzie dalej gimnazjum w Jeziorach Wielkich, a później zechcecie swoje dzieci pozostawić w tej szkole. Nie było jakiegokolwiek nacisku, presji, czy szantażu. Pani tak powiedziała, że tak to wygląda, jakbyśmy chcieli tymi dziećmi załatać dziurę w liceum. Nikt nigdy nie miał takiego zamiaru i nikt nigdy nic takiego nie powiedział - mówił Tadeusz Szymański.
TO ŚWIETNA SPRAWA
Magdalena Pniewska, członek Rady Rodziców we Włostowie tłumaczyła rodzicom, że gimnazjum przy liceum, to jest świetna sprawa.
- Świetnie funkcjonująca szkoła to np. gimnazjum przy liceum akademickim w Toruniu. Jest ona na pierwszym miejscu w rankingu szkół. Funkcjonuje od wielu lat, jako połączenie i to się naprawdę tam dobrze spełnia. Ja nie bałabym się połączenia naszego gimnazjum ze strzeleńskim liceum. Myślę, że warto w tym przypadku brać przykład z zespołu w Toruniu. I właśnie taki zespół może funkcjonować w Strzelnie. Nie brońmy się przed tym, co jest dobre - tłumaczyła rodzicom Magdalena Pniewska.
BAZA I ROZUM
Wicestarosta pytał ponownie rodziców, kto widział bazę lokalową strzeleńskiego liceum. Okazało się, że ręce podniosło niewiele osób. W związku z tym po raz kolejny Tadeusz Szymański proponował, by pojechać do Strzelna i zobaczyć. - Jak możecie stwierdzić, jak tam jest, skoro nawet nie byliście zobaczyć. Zanim państwo powiecie, że tam będzie źle i niedobrze, to najpierw trzeba pojechać i zobaczyć - tłumaczył wicestarosta.
- Czy nasze dzieci będą mądrzejsze od tej bazy lokalowej? Czy ona da więcej rozumu naszym dzieciom? - pytała ironicznie Elżbieta Kiszka z Dobska.
Tadeusz Szymański odpowiedział, że rozumu nie da, ale pomoże w nauce, bo jak tłumaczył, na rozum składa się wiele różnych części. Twierdził, że baza lokalowa może i ma najmniejszy na to wpływ, ale jego zdaniem jednak ma, bo umożliwia korzystanie z wielu pomocy.
KRZYKI I KLASKANIE
Rodzice wtrącili pytanie na jak długo nauczyciele będą tę pracę mieli w Strzelnie. - Nie wiem na jak długo, to zależy od tego ile dzieci pójdzie do tego gimnazjum - odpowiedział wicestarosta Szymański.
- Jakby dzieci zostały tutaj, to nauczyciele pracę by mieli, a tak nie wiecie ile ich pójdzie do Strzelna - komentowała Katarzyna Grzechowiak.
Wicestarosta tłumaczył rodzicom, że starostwo ma możliwość dołożyć nauczycielom jakieś wolne godziny. Natomiast jak mówił takiej możliwości nie miałaby gmina Jeziora Wielkie. - Tutaj państwo nie dołożycie im ani grama. Najwyżej moglibyście wszystkich ograniczyć w ilości godzin etatowych. Proszę tak nie mówić, bo nie macie racji po prostu - mówił wicestarosta.
Agnieszka Sekulska z Lubstówka mówiła, że wszyscy, którzy przyszli na spotkanie są rodzicami i jak mówiła tak naprawdę to na rodzicach spoczywa obowiązek szkolny.
- Co się stanie tak naprawdę, kiedy my rodzice nie poślemy dzieci do Gimnazjum do Strzelna. Przecież pan wtedy nie zapewni tym nauczycielom pracy. Pan mówi, że zaprasza, że będzie wam miło, jak nasze dzieci pójdą do Gimnazjum do Strzelna (...) Czuję, że moje dziecko zakleja w jakiś sposób dziurę w liceum w Strzelnie (...) Dla mnie jest to likwidacja gimnazjum, dlatego, że ono się nigdy nie odrodzi i będzie daleko stąd (...) To, że nie ma tutaj pana starosty, to też dużo mówi i jest mi przykro, że nie przyszedł do nas. Że wcześniej nie był, że nie wytłumaczył i że to wszystko było w takiej, a nie innej atmosferze. Ja postrzegam prawo jako formę dialogu wybranej demokratycznie władzy ze społeczeństwem. Tego nie było. Nie było tutaj żadnego dialogu. Nie trzeba być w liceum w Strzelnie, nie trzeba być nauczycielem, żeby wiedzieć, że środki dydaktyczne w Strzelnie są prawdopodobnie lepsze niż tutaj - mówiła Agnieszka Sekulska.
Tadeusz Szymański twierdził, że z tego co jest mu wiadome, to zarówno starosta, jak i on nie byli zaproszeni na żadne spotkania. - Zapewniam panią, że starosta na pewno by uczestniczył i na pewno wytłumaczyłby państwu. Pan starosta na sesji ogłosił, że zaprasza do Liceum Ogólnokształcącego - mówił Tadeusz Szymański.
Agnieszka Sekulska z całą stanowczością twierdziła, że mimo, iż nauczyciele zatrudnieni są przez wójta, to właśnie nikt inny, jak rodzice są pracodawcami dla nauczycieli
fot. Paweł Lachowicz
Po tych słowach bardzo obruszył się Andrzej Grzechowiak, który jako rodzic uczestniczył w sesji Rady Powiatu. - Proszę nie wprowadzać w błąd, tam padła inna propozycja. Żaden z rodziców nic takiego od starosty nie słyszał - mówił.
Tadeusz Szymański utwierdzał rodziców w przekonaniu, że starosta na sesji wyszedł i powiedział jednoznacznie, że zebranie odbędzie się w murach strzeleńskiego liceum.
- Teraz trudno, żeby starosta zostawił tamto miejsce, do którego zaprosił rodziców i przyjechał tutaj - mówił.
- Miejsce spotkania miało być wybrane przez rodziców - krzyczała Katarzyna Grzechowiak, żona Andrzeja Grzechowiaka.
Wicestarosta Szymański był nieugięty w tej kwestii i mówił, że można odtworzyć protokół z posiedzenia sesji. Jego zdaniem na pewno na sesji nie było mówione, tak jak twierdzi Katarzyna Grzechowiak. Poinformował wszystkich zebranych, że do starostwa, w piątek dotarł faks z informacją, że zebranie odbędzie się we Włostowie. Tłumaczył, że zanim dotarł faks, poszła informacja do księży, do kościołów, żeby ogłosić, że będzie spotkanie o godzinie 17.00 w liceum w Strzelnie.
- My wszyscy powinniśmy być tam w Liceum Ogólnokształcącym. Ja z kolegą naczelnikiem przyjechaliśmy tutaj, by państwa tam zaprosić - mówił wicestarosta. Po czym zwracając się do Agnieszki Sekulskiej powiedział, że bardzo go cieszy, że mówi ona, że nauczyciele we włostowskim gimnazjum są dobrzy. Tym bardziej - jak mówił - cieszy go fakt, że będą oni pracować w powstającym zespole. - Z naszych obliczeń wynika, że wszyscy nauczyciele przynajmniej na ten rok mają zagwarantowaną pracę. I myślę, że jeżeli państwo poślecie dzieci do Strzelna, to nauczyciele będą mieli godziny - dodał.
Urszula Czyściecka złapała za słówka wicestarostę i zarzuciła mu, że nauczyciele będą mieli zagwarantowaną pracę tylko na rok. - Z tego co pan mówi, to rzeczywiście nauczyciele mają pracę tylko na rok i proszę nam nie mydlić oczu. Nie dajmy sobie mydlić oczu, że może być inaczej - mówiła.
- Zdecydowanie może być inaczej i pani dobrze wie o tym. Ja nikomu nie mydlę oczu, to pani robi to, w tej chwili - mówił wicestarosta.
Urszula Czyściecka twierdziła, że po pierwszym roku pracy zespołu, zaczną się zwolnienia spowodowane niżem demograficznym. - Niech pan nie mówi, że nie łatacie dziur w liceum. Nasze gimnazjum łata dziury w liceum i taka jest prawda, i koniec, i kropka - krzyczała, a na sali rozległy się oklaski.
Wicestarosta Szymański powiedział do rodziców, że ci mogą sobie klaskać, ale to i tak nie zmieni faktu, że nauczyciele w strzeleńskim zespole będą mieli pełne etaty, a gdyby zostali na terenie gminy Jeziora Wielkie tych etatów by nie mieli.
DEBATA SPOŁECZNA BYŁA
Radny Jerzy Burzyński zarzucił wójtowi, że nie ma komunikacji między gminą, a starostwem. Twierdził, że winą wójta jest fakt, że starostwo nic nie wiedziało o spotkaniach organizowanych z rodzicami.
- My naprawdę nie ciągniemy państwa dzieci. Oby nie było tak, że będziecie państwo żałować decyzji, że nie posłaliście dzieci do Gimnazjum w Strzelnie - zakończył wicestarosta.
Wójt Zbysław Woźniakowski: - Jeżeli chodzi o pana radnego Burzyńskiego, który uczestniczył w spotkaniach, to dziwię się takiej postawie. Ale pan Burzyński ciągle jest niedoinformowany. Uczestniczył w komisjach, uczestniczy w sesjach. Mało tego, uczestniczy jeszcze gdzieś indziej i wszystko przekłamuje. Jak może radny powiedzieć, że nie było debaty społecznej. Pan starosta nie był zobowiązany do prowadzenia u nas debaty społecznej, bo to należało do władz gminy Jeziora Wielkie, a nie do starosty. Jakiekolwiek uwagi w kierunku starosty, jeżeli chodzi o debatę są w ogóle niezasadne - mówił wójt.
NIE ZAWSZE TEN CO KRZYCZY MA RACJĘ
Naczelnik wydziału oświaty Starostwa Powiatowego w Mogilnie Andrzej Konieczka w kierunku krzyczących rodziców mówił, że nie koniecznie ma rację ten, kto głośniej krzyczy. Naczelnik wytłumaczył, gdzie są oszczędności i zapoznał rodziców na ilu etatach nauczycielskich gmina zaoszczędzi pieniądze. Twierdził, że krzyk w tym przypadku nie pomoże.
- Nasza kalkulacja jest taka, że jeżeli połączymy gimnazjum ze szkołą średnią, to ciężar niżu demograficznego najpierw będzie w gimnazjach, przejdzie do szkół średnich, ale jak już będzie w szkołach średnich to ciężar zatrudniania nauczycieli u bazy dydaktycznej rozłoży się na 6 lat, a nie na 3 lata, tak jak jest dzisiaj. Baza przy szkołach średnich ze względu na to, że były większe liczby dzieciaków jest stworzona na przyjęcie waszych dzieci. To jest również państwa baza lokalowa. Państwo chcą z tego skorzystać, albo nie. Możecie siedzieć tu i nie mieć sali gimnastycznej i nie mieć pracowni fizycznej i astrobazy. Można tych dzieciaków tu przytrzymać, proszę bardzo, tylko po co. Jeżeli ktoś zakłada, że od bazy dziecku nie przybędzie rozumu, to różnimy się. Ja uważam, że państwo nie mają racji. Pytania czy wszyscy rodzice się zgodzili. Nie ma takiej możliwości, żeby wszyscy się zgodzili. I niemożliwe, żeby się wszyscy nie zgadzali. Jeżeli państwo nie przyjmą takiego założenia, że wybory i radni przedstawiciele działają w państwa imieniu, to idziemy w kierunku anarchii - mówił Andrzej Konieczka.
Mieszkańcy nie zgadzali się ze słowami Andrzeja Konieczki, a zajęcie głosu wymusiła po raz kolejny Urszula Czyściecka, która zarzuciła naczelnikowi Konieczce, że to ona zjawił się na terenie gminy i po jego pojawieniu się radni spośród sześciu propozycji, wybrali ten wariant reformy.
- I co z tego, ta była najlepsza, na liczby jak weźmiemy to była najlepsza - odpowiedział zdecydowanie Andrzej Konieczka
- Ale proszę pana, pan powinien się pojawić wcześniej, tam na zebraniu w Rzeszynku i tutaj - mówiła Czyściecka.
- Trzeba było zaprosić, to bym przyjechał - mówił Konieczka.
- Ale kto wiedział, że pana propozycja będzie najlepsza. Myśmy myśleli, że to propozycje naszych radnych będą najlepsze. Bo oni tutaj są, myślą tak jak my, a pan jest tam skądś, gdzieś. Tak jakby z pudełka pan wyskoczył - mówiła Urszula Czyściecka.
Naczelnik Konieczka powiedział zdecydowanie, że nie zamierza dyskutować na takim poziomie.
- Wcale nie znaczy, że ten kto wcześniej zacznie dyskutować, to ma rację - mówił.Mieszkanka Rzeszyna nie odpuszczała jednak. - To niech pan się zniży do tego poziomu. Przecież z nami pan nie dyskutował - mówiła.
- Przecież my nie wiedzieliśmy o pana istnieniu. Przecież my z prasy dowiedzieliśmy się, że istnieje pan Konieczka - krzyczała z tłumu Katarzyna Grzechowiak.
Andrzej Konieczka tłumaczył, że z radnymi wszystkie kwestie zostały przeanalizowane. Twierdził, że nic nie było prowadzone tajnie. Przypomniał, że odbyły się trzy spotkania, na których dyskutowano po trzy godziny. - I nic nie było tajnego - mówił Andrzej Konieczka.
- Gdyby nie było dzieci, nie byłoby subwencji i nauczycieli by nie było. Powiedz pan, że masz pan misję do spełnienia i koniec - powiedział do naczelnika Konieczki, Andrzej Grzechowiak.
BĘDZIE DOWOŻENIE
Andrzej Konieczka tłumaczył, że w obecnych czasach sens ma prowadzenie gimnazjum, gdy jest co najmniej 150 uczniów. Twierdził, że we Włostowie za rok, czy dwa gimnazjum samoistnie by wygasło, nie byłoby tylu dzieci, by prowadzić normalną dydaktykę. Twierdził także, iż w momencie, gdy nadal będzie taki niż demograficzny, może się okazać, że dzieci będą musiały jeszcze dalej dojeżdżać do szkoły. Zaznaczył, że rozmowy gminy z przewoźnikiem mogą doprowadzić do tego, że przy ustaleniu trasy dziecko wcale nie będzie musiało jechać dłużej do szkoły.
- Interesem gminy Jeziora Wielkie będzie, żeby te autobusy zabierały wszystkich, nie tylko gimnazjalistów, czyli dziecko, które skończy gimnazjum, ma szansę dojechać także do szkoły średniej. W Strzelnie również państwo macie szansę wsiąść i jechać tym autobusem. Będzie to normalny liniowy autobus z opiekunem w środku - mówił Andrzej Konieczka.Wójt zapewnił natomiast, że każde dziecko będzie miało czym dojechać do szkoły: - Będzie tyle autobusów ile będzie potrzeba. Będzie przeprowadzony przetarg i jak będzie trzeba, będzie nawet 5 autobusów. Zrobimy wszystko, by dzieci nie spędzały więcej czasu w autobusie niż do tej pory.
KRZESŁA I ŁAWKI
Rozmowę przerwał Tadeusz Szymański, który poinformował rodziców, że rozmawiał właśnie ze starostą, który czekał na rodziców w liceum w Strzelnie.
- To krzesła tam weźmiemy i ławki. Bo tam nie ma w klasach ławek i krzeseł - docinał Andrzej Grzechowiak.
- Jak tak chce pan rozmawiać, to nie mamy o czym. Ja nie mówiłem panu, że tam nie ma ławek - dodał Andrzej Konieczka.
RADNI W BŁĘDZIE
Dywagację obu panów przerwał radny Wojciech Baran, który mówił, że radni powiatowi zostali wprowadzeni w błąd, gdy pytali, czy są jakieś problemy i zapytania wśród rodziców we Włostowie.
- Powiedziano nam, że jest tam mały problem Rzeszynka, ale generalnie nie ma problemu. Ja widzę, że jest tutaj duży problem. Wiadomo, że radny, który funkcjonuje w Mogilnie nie wie, jakie są nastroje w Jeziorach Wielkich. Pytaliśmy i wójta, i starostę - mówił Wojciech Baran.
- Było powiedziane, że nie ma, bo jeżeli uważa pan zebranych tutaj rodziców za całość rodziców, to jest pan w błędzie. Mamy w gimnazjum 141 dzieci i tylu powinno być rodziców, a debata tutaj była. Proszę pana, proszę słuchać uważnie, co jest mówione. Bo były konsultacje, Rada Gminy przegłosowała taki wariant, a były omawiane różne warianty, żeby tylko zadbać o dobro dziecka. I ten wariant został przegłosowany przez radę. Ja staram się zabezpieczyć dzieciom maksymalnie dobre warunki do nauki - mówił wójt Woźniakowski.
Wojciech Baran twierdził, że ma takie wrażenie, że w reformie gminnej oświaty nie był brany w ogóle pod uwagę głos rodziców.
- Jeżeli nie to, to jest największy błąd reformowania tutejszej oświaty. To jeżeli teraz post factum dowiadujemy się o tym, to coś jest nie tak - mówił.
KOMUNIKACJA ZABURZONA
Radny powiatowy Przemysław Zowczak przekonywał rodziców, że pomysł połączenia gimnazjum z liceum w Strzelnie jest dobrym pomysłem. Na przykładzie swoich dzieci omówił korzyści płynące z nauki w podobnym zespole.
- Łatwiej jest funkcjonować dzieciakom, jeżeli połączymy szkoły gimnazjalne i ponadgimnazjalne. Lepiej jest dla dziecka jeżeli to dziecko z tymi samymi nauczycielami przerabia obie podstawy programowe. To jest faktem. Też jestem przekonany, że ta komunikacja społeczna została tutaj zaburzona. Ale nie wracałbym do historii, nie wracałbym do przeszłości. Nie zajmowałbym się już dzisiaj tym, co się stało, kiedy państwo rozmawialiście o kilku koncepcjach. Dzisiaj spójrzmy na przyszłość, na to, co w przyszłości będzie korzystniejsze i lepsze dla waszych dzieci - mówił radny Zowczak.
WOJEWODA NIE UCHYLIŁ
Na zakończenie głos zabrała sekretarz gminy Grażyna Leśniewska, która tłumaczyła, że na terenie gminy, nie kto inny, jak tylko radni gminni mają prawo decydować, w jaki sposób będzie przeprowadzona reforma gminnej oświaty i podejmować w tej sprawie uchwały. Zdaniem Grażyny Leśniewskiej zostały one przeprowadzone zgodnie z ustawą o systemie oświaty.
- Chcę państwu powiedzieć, że te uchwały były trzykrotnie zaskarżane u wojewody i trzykrotnie wojewoda nie znalazł żadnego punktu zaczepienia, że uchwały są źle zrobione. To mówi samo za siebie - dodała Grażyna Leśniewska.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1053 (16/2012)
Film można zobaczyć w zakładce Filmy na stronie www.palukitv.pl
Komentarz
Wojskowa fala
Część rodziców z gminy Jeziora Wielkie - niekoniecznie przeciwnych przeniesieniu Gimnazjum z Włostowa do budynku LO Strzelno - ma jednak pewne obawy, czy ich pociechy poradzą sobie w nowym otoczeniu. Wśród starszych rówieśników z liceum.
Starosta mogileński ma gotowy patent. Jak wynika z jego słów, przećwiczony przez ostatnie 10 lat w Zespole Szkół w Bielicach.
Oto on: „Starszyzna wychowuje młodzież i to dobrze wychowuje, a nauczyciel czuwa nad tym. Tak jak za naszych czasów. Po Bielicach widać, że daje to dobre efekty”.
Według starosty ten wzorzec podległości licealista - gimnazjalista, jaki jest w ZS Bielice gwarantuje, że nie ma tam żadnych problemów wychowawczych. Ten sam wzorzec chce zaproponować w ZS Strzelno. To będzie gwarancją, że dzieci z gminy Jeziora Wielkie otrzymają należyte wzorowe wychowanie.
Na miejscu rodziców zaczął bym się poważnie zastanawiać.
Zawsze wydawało mi się, że dziecko wychowują w domu rodzice, w szkole nauczyciele, w kościele i na lekcji religii - ksiądz. Po to są chociażby w klasach nauczyciele wychowawcy. Pierwszy raz słyszę o oficjalnie o tym, by tak wysoko postawiona osoba jaką jest starosta publicznie pochwalał i wręcz zachęcał do innego modelu wychowania. Czyli starszy rocznik wychowuje młodsze roczniki. A nauczyciel czuwa.
Starosta ujawnia jeszcze coś ciekawego - jak za naszych czasów.
Tu prawdopodobnie kryje się przyczyna tego, że nikt z radnych nie zareagował na sesji, gdy starosta wypowiadał te skandaliczne słowa. Ostatecznie co drugi radny i powiatowy samorządowiec to absolwent Szkoły Rolniczej z Bielic. Prawdopodobnie nadal - choć już dawno nie chodzą do szkoły - przerzucili ten model wychowania tym razem na funkcjonowanie partii politycznych. Każdy wie w tym środowisku, kto jest starszyzną, a kto kotem.
Kto rozkazuje, a kto musi słuchać.
To co proponuje publicznie starosta, to nic innego tylko FALA.
Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1053 (16/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze