Ludzie Ziemi Mogileńskiej
Ks. radca Edmund Radomski
- Gdy umarł Stalin, to przyjechały do mnie władze i powiedzieli, żeby o 12.00 godzinie, jak będzie Stalin chowany, dzwony biły. Ja się nie zgodziłem i powiedziałem, że Stalin nie był przecież katolikiem, to z jakiej racji mają bić dzwony w kościele? Na to oni pokazali decyzję podpisaną przez kanclerza Kurii Poznańskiej nakazująca użycie dzwonów. Na to ja powiedziałem, że należę do Archidiecezji Gnieźnieńskiej i mnie nie obowiązuje decyzja z Poznania. Panowie widząc, że nic nie zdziałają, poszli sobie i zostawili mnie w spokoju - do dziś ks. Radomski ma satysfakcję, że wówczas dzwony w kościele w Sośnicy nie zabiły.
Chociaż ks. Edmund Radomski dopiero co wrócił ze szpitala, zgodził się porozmawiać z naszym reporterem i opowiedzieć o różnych, często wzruszających epizodach ze swojego jakże bogatego życia. Sięgając w przeszłość nie ukrywał wzruszenia. fot. Paweł Lachowicz - Czy daremnie mam oczy otwarte? Radosna wola tętni w mojej krwi. Wiem doskonale, co dary twe warte. Chcę innym rozdać to, co we mnie tkwi - ten cytat zaczerpnięty z Goethego jest mottem życia ks. radcy Edmunda Radomskiego.
POWOŁANIE POJAWIŁO SIĘ W GIMNAZJUM
Ks. Edmund Radomski urodził się 8 listopada 1912 r. w Mogilnie. Był najmłodszym z dziesięciorga dzieci Władysława i Praksedy Radomskich. - Dzięki pracy i wielkiej zaradności rodziców, pomimo tak licznej rodziny, żyli bardzo dostatnio - wspomina ks. Radomski. N aukę w szkole podstawowej ukończył w rodzinnym Mogilnie. Natomiast do gimnazjum, a następnie szkoły średniej uczęszczał w Krotoszynie, a później w Rawiczu. To właśnie podczas nauki w gimnazjum zauważył drzemiące gdzieś głęboko w sercu powołanie do kapłaństwa. W czerwcu 1936 r. po zdaniu egzaminu dojrzałości wstąpił do Seminarium Duchownego w Gnieźnie, którego w tym czasie rektorem był ks. Michał Kozal, późniejszy biskup włocławski, w 1987 r. beatyfikowany przez Ojca Świętego Jana Pawła II. Studia teologiczne w seminarium przerwał ks. Radomskiemu wybuch II wojny światowej.
ARESZTOWANY PRZEZ NIEMCÓW
W obawie przed wywiezieniem przez Niemców w głąb Rzeszy podjął pracę w mogileńskiej cegielni, a później w cukrowni w Janikowie. Przez krótki czas zajmował się księgowością u mieszkającego w Mogilnie Niemca. W 1943 r. pod zarzutem posiadania broni palnej został aresztowany i osadzony w więzieniu, gdzie poddawany był torturom. Okres ten ks. Radomski wspomina jako najtrudniejszy i najbardziej bolesny w swoim życiu: - W czasie okupacji siedziałem w więzieniu, ponieważ spaliła się cegielnia, a na jej terenie były szopy, w których ludzie w 1939 r., jak uciekali przed Niemcami, spali i prawdopodobnie to oni ukryli tam pod dachem broń. A że ja wraz z siostrą Jadwigą niedaleko mieszkałem, to mnie posądzili, że broń była moja i mnie aresztowali. Potem bili, abym się przyznał. Jak mnie Niemiec uderzył w twarz, to myślałem, że mi wszystkie zęby wyleciały. Ale proszę sobie wyobrazić, że moja siostra, która wtedy pracowała w Spółdzielni Mieszkaniowej pod zarządem niemieckim, zrobiła wszystko, aby mnie uwolnić. Spółdzielnią kierowało dwóch Niemców, którzy ze względu na swój wiek nie poszli na wojnę, ale byli przeciwni Hitlerowi. Mieli natomiast wielkie zaufanie do pracujących tam kobiet. - Moja siostra Jadwiga opowiedziała im o mojej sytuacji i dzięki ich interwencji wypuszczono mnie z więzienia. To był jeden epizod z mojego życia, jak byłem więziony, ale to się zaraz nie skończyło. Musiałem się codziennie zgłaszać na Policji jako zakładnik, że w razie gdyby jakiś Niemiec zginął, to 10 Polaków byłoby rozstrzelanych i ja do tej dziesiątki należałem - opowiada ksiądz. Po wyjściu z więzienia ks. Radomski zamieszkał w Sadówcu (gm. Mogilno). Tam przyjął pracę przy wywozie drewna z okolicznych lasów, został odpowiedzialny za jego transport do różnych ośrodków przemysłowych w okupowanej Polsce.
KCYNIA, NAKŁO, SOŚNICA
Po zakończeniu II wojny światowej w maju 1945 r. powrócił do gnieźnieńskiego Seminarium Duchownego, gdzie 2 czerwca 1946 r. otrzymał święcenia kapłańskie. Zaraz po wyświęceniu został skierowany do kościoła parafialnego w Kcyni i podjął tam pracę wikariusza. Następnie został przeniesiony na wikariat do Nakła.
Po niespełna trzech latach 1 lipca 1949 r. mianowany został proboszczem parafii pw. św. Marii Magdaleny w Sośnicy koło Pleszewa. - Poszedłem do takiej parafii, która przez 10 lat nie miała księdza. Bo ksiądz, który był przede mną, w 1939 r. zginął od wybuchu bomby gdzieś pod Kutnem. Jak objąłem tam probostwo, to wszystko było zmarnowane, ograbione i zniszczone. Ani tam nie było jednego ornatu, ani nic innego potrzebnego do sprawowania nabożeństw. Musiałem od podstaw wszystko kupić. Nie było nawet prądu, wszystko robiło się przy świeczkach. Ale ja się bardzo starałem od samego początku jak tylko tam przyszedłem. Jak zobaczyłem, że w sąsiedniej wsi mają już elektryczność, a u mnie w parafii Sośnica nie było prądu, to zacząłem jeździć do województwa. Był to okres, gdzie priorytetem była elektryfikacja wsi i rolnictwa. Taka była tendencja, żeby światło dotarło też na wioski. Trafiłem na takiego kierownika działu, który wykonał to ponad założony plan. Po trzech tygodniach przyjechali pracownicy, zaczęli zwozić materiały i w niedługim czasie Sośnica miała już prąd. Dużo miałem potem satysfakcji, że udało mi się wiele spraw ważnych dla wsi i dla parafian załatwić - wspomina ks. Radomski.
Drugą bardzo ważną rzeczą, jaką uczynił ks. Radomski w Sośnicy, był zakup dzwonu. - Zacząłem od kupna dzwonu, w tamtych czasach trzeba było mieć własny materiał do jego wykonania, a wykonał go ludwisarz Wysocki z Poznania, który posiadał odlewnię dzwonów. Poświęcenie dzwonu to była pierwsza moja uroczystość, ponieważ chciałem, aby dzwon oznajmiał mieszkańcom, że czas przyjść do kościoła na nabożeństwa. Było nawet takie zdarzenie - gdy umarł Stalin, to przyjechały do mnie władze i powiedzieli, żeby o 12.00 godzinie, jak będzie Stalin chowany, dzwony biły. Ja się nie zgodziłem i powiedziałem, że Stalin nie był przecież katolikiem, to z jakiej racji mają bić dzwony w kościele? Na to oni pokazali decyzję podpisaną przez kanclerza Kurii Poznańskiej nakazująca użycie dzwonów. Na to ja powiedziałem, że należę do Archidiecezji Gnieźnieńskiej i mnie nie obowiązuje decyzja z Poznania. Panowie widząc, że nic nie zdziałają poszli sobie i zostawili mnie w spokoju. I tę satysfakcję z tego, że wówczas dzwony w moim kościele nie dzwoniły, mam do dzisiaj. Mój brat poszedł na wojnę i dostał się do niewoli rosyjskiej. Raz tylko napisał list z Kozielska. Został zamordowany. Niemcy przecież to ogłosili, więc ja w to wierzyłem, że tego oni nie zrobili. Cały czas wierzyłem, że jest to sprawa Rosjan. I ja mam jeszcze dzwonić dzwonami, za to, że oni mi brata zamordowali?
W tym czasie przez sześć lat ks. Radomski opiekował się pobliską parafią w Lutyniu.
W Sośnicy wspólnie z wiernymi rozbudował świątynię, dokonał jej gruntownego remontu oraz modernizacji kościoła i plebanii. Odnowiono parkany, a wraz z ministrantami w 1952 r. zasadził lasek. Obok kościoła zbudowano Grotę Matki Bożej, wzorowaną na tej, która znajduje się w mogileńskiej parafii farnej. Mimo wielu obowiązków ks. Radomski prowadził bardzo dynamiczne duszpasterstwo młodzieży. - W moim duszpasterstwie najważniejszą rzeczą, jaką udało mi się zrobić, było pozyskanie młodzieży. Dla niej urządziłem przedstawienie ku czci patrona młodzieży św. Stanisława Kostki. Udało się mi zgromadzić prawie 80 młodzieńców. Z nich 4 wstąpiło do seminarium i dziś pełnią posługę duszpasterską. Wspólnie z młodzieżą żeńską i męską wyjeżdżaliśmy na pielgrzymki i wycieczki.
Posługę duszpasterską w Sośnicy ks. Radomski pełnił nieprzerwanie przez 43 lata: - Moja praca tak owocowała, że miałem ludzi tak wielce oddanych i serdecznych przez całe 43 lata, jak tam byłem proboszczem. A to tylko świadczy o tym, jak ja miałem tam dobrze, a oni musieli mieć ze mną dobrze, skoro nie skarżyli na mnie u biskupa.
TYTUŁ RADCY I EMERYTURA
1 lipca 1992 r. ks. Edmund Radomski przeszedł na zasłużony odpoczynek i otrzymał tytuł radcy. Na własną prośbę wrócił do rodzinnego Mogilna i zamieszkał wraz ze swoją siostrą Jadwigą w rodzinnym domu. Ponieważ ks. Radomski nie lubi bezczynności, podjął się pomocy w mogileńskich parafiach św. Jana i św. Jakuba oraz pomaga siostrom ze Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny. W ubiegłym roku 2 czerwca. ks. Radomski obchodził jubileusz 60-lecia święceń kapłańskich.
Do niedawna jeździł jeszcze samochodem i mnóstwo czasu poświęcał lekturze książek i periodyków. Z wielkim zapałem wspomina różne historie ze swojego bogatego życia. Chociaż skończył tydzień temu 95 lat i jest jednym z najstarszych kapłanów na terenie archidiecezji gnieźnieńskiej, to ciągle tryska niespożytą energią, a o swoim wieku mówi z humorem.
15 LISTOPADA W KLASZTORZE
Uroczysta msza święta z okazji urodzin i zarazem imienin ks. radcy Edmunda Radomskiego koncelebrowana przez wszystkich kapłanów dekanatu mogileńskiego odprawiona została w kaplicy domowej parafii klasztornej 15 listopada o 12.00.
Inne teksty o ks. Edmundzie Radomskim:
97. urodziny ks. radcy Edmunda Radomskiego
Zmarł ks. Edmund Radomski
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze