Mogilno, park, sesja, Rada Miejska, dyrektor
Kto rządzi w parku
Według dyrektora Grobelskiego, po przeprowadzonej jesienią 2011 r. rewitalizacji parkowej zieleni nie przyjęło się tylko około 40 nowych drzewek.
Po raz kolejny na październikowej sesji Rady Miejskiej w Mogilnie przewodnicząca Teresa Kujawa pytała dyrektora wydziału infrastruktury drogowej i ochrony środowiska Arkadiusza Grobelskiego, czy w parku miejskim jest zatrudniona osoba, którą można by nazwać gospodarzem parku. Konkretne nazwisko nie padło. Dyrektor tłumaczył jedynie, że w zależności od potrzeb mieszkańcy swe uwagi mogą kierować do niego, do komendanta Straży Miejskiej czy do pani leśnik zatrudnionej w ratuszu.
Według radnej: - Zwykły szary mieszkaniec nie wie o tym.
Radny Przemysław Majcherkiewicz przypomniał, że wiosną tego roku dyrektor Grobelski sygnalizował konieczność uzupełnienia nasadzeń w parku miejskim w Mogilnie. Jesienią 2011 r. pracownicy firmy Garden Designers Mirosława Derkacza z Lublina dokonali w parku wielu nowych nasadzeń, około 9 tysięcy nowych roślin. Jak mówił radny, wiele krzewów i drzew zimą 2011/2012 wymarzło bądź zostało zniszczonych. Miała zostać przeprowadzona inwentaryzacja nasadzeń, a firma, która wykonywała prace miała uzupełnić ubytki. Tak obiecywał dyrektor Grobelski. - Do dnia dzisiejszego nic w tym względzie się nie robi - zauważył radny.
Według dyrektora Grobelskiego, taka inwentaryzacja zieleni w parku została wykonana. Mówił: - Wypadło około 40 sztuk drzewek i miały być w najbliższych dniach dosadzenia.
Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1081 (44/2012)
Komentarz
Potrzebny jest ogrodnik
Po raz kolejny powtórzyło się na obradach mogileńskich radnych pytanie o osobę, która opiekuje się mogileńskim parkiem. Najczęściej nie pada tu żadna precyzyjna odpowiedź. Nie poznaliśmy jej z imienia i nazwiska. I nie poznamy dlatego, że takiej osoby po prostu nie ma. Słyszymy za to, że odpowiedzialność za funkcjonowanie mogileńskiego park rozkłada się na wiele osób. Jest wśród nich komendant miejskich strażników, jeden z dyrektorów wydziału i zapewne także pani leśnik. Są oczywiście także wymieniane osoby z robót interwencyjnych czy publicznych.
Zaś mogileński park to teren wyjątkowy. Wyjątkowo pięknie wkomponowany w centrum miasta i otaczający dwoma promenadami długie jezioro. Nadto jeszcze wchodzący plantami do samego centrum na pl. Wolności.
Jestem zdania, że dbanie o park jest najważniejsze, nawet ważniejsze od bieżącego utrzymania ulic. O każdej porze dnia, o każdej porze roku park powinien zachęcać do przebywania w nim. Wiele osób odwiedzających Mogilno zachwyca się parkiem. Poczynione w nim inwestycje, jak fontanna, alejki, amfiteatr, nasadzenia zieleni, stylowe oświetlenie i pomnik ks. Piotra Wawrzyniaka, a nawet domki lęgowe dla kaczek - wszystko to nadaje temu miejscu wyjątkowego uroku. Przyjezdni zazdroszczą nam parku, bo zazwyczaj inne miasta nie są tak pięknie położone jak Mogilno.
Codzienne dbanie o park to jednak coś innego niż nawet najbardziej przychylne opinie wygłaszane przez przyjezdnych.
Zbyt często w tym roku park był całymi dniami po prostu zaniedbany. Nie koszono regularnie trawy (tam, gdzie ona jeszcze rośnie). Nikt od razu nie czyścił ławek brudzonych odchodami na okrągło przez ptactwo, które upatrzyło sobie konary drzew na budowę gniazd. Gdy po przyjeździe z wakacji spacerowałem w sierpniu promenadą nad jeziorem w kierunku cmentarza, rzuciło mi się w oczy rosnące zielsko na poboczach ul. Kościuszki i nad jeziorem. Miało po metr wysokości, tak jakby nikt przez cały okres wakacji tam nie sprzątał. Od akcji do akcji zamiatano alejki i zbierano suche gałęzie.
Wrócę jeszcze na chwilę do trawy. Na części parku ona nie rośnie i jest zagłuszana tam przez zielsko i chwasty. Tak się dzieje od momentu, gdy do parku zaczęto nawozić ziemię z terenu budowanej hali sportowej. Podniesiono minimalnie teren parku do góry, ale zaduszono tym samym rosnącą trawę. Nowa nie wyrosła. Dziś wygląda to mało estetycznie.
Moim zdaniem nie będzie dobrze w mogileńskim parku nigdy, jeżeli odpowiedzialność za porządek i jego utrzymanie nie zostanie konkretnie spersonalizowana. Gdy odpowiada za park kilka osób, to tak jakby nikt nie odpowiadał.
Rozumiem sens pytania, jakie zadaje od kilku sesji radna Teresa Kujawa. Chodzi o to, by za mogileński park odpowiadał ktoś, do kogo każdy mieszkaniec zawsze mógłby podejść i powiedzieć o zniszczonej ławce, spróchniałym niebezpieczne pochylonym drzewie. Ktoś, kogo wszyscy znali by nie tylko z imienia i nazwiska, ale z tego, że taką osobę zawsze można w parku spotkać.
Do opieki nad parkiem nie są potrzebni dyrektorzy wydziałów czy inni tak wysoko postawieni urzędnicy.
To powinien być po prostu ktoś, kto fach ogrodnika ma w małym placu. Bo mogileński park, to taki duży ogród. I to takiej osobie burmistrz pod opiekę powinien dać pracowników z robót publicznych czy interwencyjnych.
Jestem pewien, że rozwiązanie, do którego swymi pytaniami zmierza radna Kujawa, to jedyne dobre posunięcie. Park jest zbyt dużym dobrem dla miasta, by dbać o niego tylko okazjonalnie.
Na marginesie dodam, iż szkoda, że burmistrz uparł się i nie chce pobudować wodowskazu przy wylocie rzeki z parku do jeziora. Nigdy nie wiemy, kiedy przyjdzie kolejna powódź i zalanie całego parku gotowe. Wybudowanie wodowskazu jest niczym innym, tylko przejawem odpowiedzialności za piękny mogileński park.
Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1081 (44/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze