Łańcuch ludzi ciągnął się przez 8 km. Stronę polską i niemiecką połączyła Nysa Łużycka, gdzie uczestnicy demonstracji stali w zimnej wodzie trzymając w rękach transparenty antyodkrywkowe. W środku, w białej koszulce stoi Józef Drzazgowski - szef Stowarzyszenia „Eko-Przyjezierze”.
fot. Magdalena Lachowicz
Przyjezierze, Grabice, Stowarzyszenie Eko-Przyjezierze, Kerkwitz
Łańcuch ludzi przez Nysę Łużycką
Ludzki łańcuch przeciwko planowanej budowie kopalni odkrywkowych węgla brunatnego liczył 8 km i połączył Polskę z Niemcami. Został zorganizowany dokładnie 25 lat po tym, jak 2 miliony Litwinów, Łotyszy i Estończyków złapało się za ręce w żywym łańcuchu długości 600 km, przeciwko sowieckiej okupacji terytoriów nadbałtyckich republik.
23 sierpnia Stowarzyszenie Eko-Przyjezierze z prezesem Józefem Drzazgowskim oraz sympatycy stowarzyszenia, właściciele domków letniskowych i punktów handlowych w Przyjezierzu, a także silna grupa mieszkańców gminy Ślesin zagrożonej planowaną odkrywką węgla brunatnego w Ościsłowie z Andrzejem Dąbkiem na czele przyłączyli się do międzynarodowej akcji protestacyjnej Łańcuch ludzi STOP odkrywce, która odbyła się na granicy polsko-niemieckiej w Grabicach. Akcję zorganizowali mieszkańcy polsko-niemieckich Łużyc, wraz z polskimi i zagranicznymi organizacjami społecznymi i ekologicznymi na czele z Greenpeace, które sprzeciwiają się budowie kopalni odkrywkowych węgla brunatnego.
Autokar z 42 osobami wyruszył w sobotę na polsko-niemiecką granicę wcześnie rano, by na 1230 zdążyć na planowaną akcję protestacyjną.
Utworzony ośmiokilometrowy łańcuch mieszkańców zagrożonych terenów i wspierających ich przyjaciół z Polski, a także krajów UE, w tym Niemiec, Hiszpanii, Francji i Czech, połączył szkołę podstawową w Grabicach (gm. Gubin) po stronie polskiej z kościołem w Kerkwitz po stronie niemieckiej. Aby łańcuch mógł się połączyć trzeba było wejść do płynącej na granicy Nysy Łużyckiej. Jako pierwszy do rzeki po stronie polskiej bez żadnych oporów wszedł Andrzej Dąbek, zaraz za nim udał się Józef Drzazgowski. Po stronie niemieckiej uczestnicy akcji mieli więcej oporów. Nic dziwnego trzeba było ściągnąć spodnie, buty i w slipkach wejść do zimnej rzeki. Jednak udało się. Chociaż po stronie niemieckiej do wody weszły zaledwie 4 osoby, to Polacy stanęli na wysokości zadania i w końcu łańcuch rąk mógł się połączyć. W sumie łańcuch ludzi ciągnął się przez 8 kilometrów, 4 km po stronie Polskiej i 4 km po stronie niemieckiej. Blisko ośmiotysięczna, międzynarodowa akcja solidarnościowa sprzeciwiała się budowie nowych kopalni odkrywkowych w gminach Gubin i Brody oraz w sąsiednich gminach niemieckich, a jednocześnie promowała rozwiązania na rzecz przyjaznej ludziom i środowisku energetyki odnawialnej.
Po stronie Polski o koncesję na wydobycie węgla brunatnego w gminach Gubin i Brody ubiega się koncern PGE, po niemieckiej stronie szwedzka firma Vattenfall.
Akcja protestacyjna Łańcuch ludzi STOP odkrywce była najważniejszym tego typu wydarzeniem w Europie.
- Dzięki temu byliśmy w stanie pokazać światu, jak wygląda sytuacja w polsko-niemieckim regionie Łużyc. Łańcuch ludzi pokazał, jak wielu przeciwników ma inwestycja budowy nowej kopalni odkrywkowej. Ponieważ zanim górnicy wydobędą węgiel, zrównają z ziemią wioski i zniszczą środowisko naturalne. To problem nie tylko regionalny, ale ogólnopolski. Polacy chcą czystej energii i dzisiejsza akcja jest deklaracją, że razem zatrzymamy to węglowe szaleństwo - mówił Iwo Łoś, ekspert do spraw bezpieczeństwa energetycznego z Greenpeace Polska
W tym samym momencie, kiedy trwała akcja Łańcuch ludzi STOP odkrywce, przy szkole podstawowej w Grabicach zorganizowana została pikieta proodkrywkowa, której organizatorem było stowarzyszenie Zmieńmy Razem Gminę Brody. Jednak zwolennicy powstania i działalności kopalni zdołali zebrać tylko 15 osób.
Po proteście wszyscy podstawionymi autokarami pojechali na przejście graniczne do Gubinka. Tam wystąpiły 4 zespoły: brytyjska grupa Asian Dub Foundation, czeska grupa ISUA, niemieckia Duck Or Dove i polski Jamal.
Sobotnia akcja protestacyjna Łańcuch ludzi STOP odkrywce odbyła się dokładnie 25 lat po tym, jak 23 sierpnia 1989 r. zorganizowany został pierwszy łańcuch, który połączył 2 miliony mieszkańców Litwy, Łotwy i Estonii. Wówczas ci ludzie złapali się za ręce i stanęli w żywym, ludzkim łańcuchu o długości 600 km. Wyrażali w ten sposób sprzeciw wobec sowieckiej okupacji ich terytoriów. W efekcie tej demonstracji 4 miesiące później republiki nadbałtyckie uzyskały niepodległość.
- 25 lat po pierwszym łańcuchu z dumą kontynuujemy tradycję pokojowych aktów społecznego sprzeciwu - mówili aktywiści Greenpeace. Protest zbiegł się także w czasie z ogłoszeniem przez Ministerstwo Gospodarki konsultacji strategicznego dokumentu Polityka Energetyczna Polski do 2015 roku, w którym węgiel wskazywany jest jako dominujące źródło.
Więcej zdjęć w galerii oraz film w zakładce Filmy.
Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1176 (35/2014)
Komentarz
Zaczną protestować, gdy będzie za późno
Kolejny protest współorganizowany z Greenpeace przez Stowarzyszenie Eko-Przyjezierze pokazuje, że ludziom zależy na bezstresowym życiu, pozbawionym zmartwień wynikających z planów budowy kolejnych kopalni odkrywkowych węgla brunatnego. Ludzie ci nie chcą martwić się, że niebawem mogą zostać wysiedleni ze swoich ziem, które często są ich ojcowizną. Skutki planowanej odkrywki węgla brunatnego w Ościsłowie, którą zamierza uruchomić konińska kopalnia, dotkną też mieszkańców naszych terenów, szczególnie mieszkańców gminy Jeziora Wielkie. Dlatego tak ważne jest, by ci ludzie zaczęli walczyć o swoje. Siedząc w domach nic nie zdziałają. Wielki koncern, jakim jest kopalnia, zrobi wszystko, by swoje plany zrealizować. Ludzie natomiast odczują skutki tych działań bardzo szybko.
Już dzisiaj obserwujemy wysychanie pól, ziem uprawnych oraz jezior i wód gruntowych na tych terenach. Przeznaczenie terenów pod wydobycie węgla metodą odkrywkową w sąsiedztwie ich nieruchomości niewątpliwie wpłynie ujemnie na wartość tych nieruchomości.
Bardzo podoba mi się postawa mieszkańców sąsiedniej gminy Ślesin, którzy na organizowane protesty zawsze zbierają silną grupę. Dziwi mnie natomiast bierność mieszkańców gminy Jeziora Wielkie. Udział w proteście jest całkowicie bezkosztowy dla mieszkańców. Prezes Józef Drzazgowski za każdym razem załatwia darmowy autokar. Wystarczy tylko wziąć ze sobą kanapki i coś do picia. Pomimo tego, nie ma zainteresowania mieszkańców.
Na ostatni protest do Grabic podstawiony był autokar na 60 miejsc. Na protest pojechały zaledwie 42 osoby. 10 osób z Gębic, 10 osób z Mogilna, 2 osoby ze Strzelna, 2 z Ostrowa i 10 z Przyjezierza. Z tym, że wśród tych ostatnich byli też letnicy, m.in. mieszkańcy Inowrocławia. Pozostałe osoby to mieszkańcy gminy Ślesin. Analizując listę uczestników stwierdziłam, że tak naprawdę na protest nie musieli pojechać ani mieszkańcy Mogilna, ani Gębic, ich tereny nie będą narażone na działalność kopalni.
Na parkingu naliczyłam aż 27 autokarów z całej Polski zapełnionych do ostatniego miejsca. Podobała mi się też postawa Józefa Drzazgowskiego, który bez żadnych skrupułów ściągnął spodnie i w slipkach wszedł do zimnej rzeki, by stworzyć łańcuch rąk z sąsiadami z Niemiec. Powiedziałby ktoś, że to działanie tylko pozorne, takie na pokaz, że walczy on w swoim interesie, bo prowadzi działalność na terenie ośrodka w Przyjezierzu. Ja uważam, że tak nie jest. Myślę, że przyświeca mu większa idea, którą jest atrakcyjne przyrodniczo Przyjezierze. Bez wody, nie będzie kąpieliska, największego na terenie naszego powiatu.
Myślę, że niebawem mieszkańcy gminy Jeziora Wielkie się obudzą, że obudzą się też letnicy, tylko wówczas może być już za późno. Teraz, póki kopalnia nie ma jeszcze wszystkich pozwoleń na uruchomienie odkrywki w Ościsłowie, jest czas, by protestować. Później, gdy mieszkańcy na własnej skórze odczują skutki działalności kopalni, na protesty będzie już za późno.
Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1176 (35/2014)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze