Wiemy już, dlaczego radny z Gozdanina nie był na głosowaniu. - Była impreza i było wypite. I było potem chorowanie - mówi. Leczył się herbatą z pokrzyw. Radny potwierdził nasze informacje, że w czasie sesji przyjechał po niego kolega partyjny z klubu - Stanisław Wojtasiński.
Radnemu Stanisławowi Redmannowi zrobiliśmy zdjęcie w poniedziałek o 17:05 na przystanku PKS przy Rynku w Mogilnie. Wracał między innymi ze spotkania z burmistrzem Leszkiem Duszyńskim. Widać był po nim, że ciężko odchorowuje kilka dni imprezowania w Gozdaninie. Podczas sesji Rady Miejskiej 15 czerwca radni zgodzili się, by burmistrz Leszek Duszyński sprzedał w przetargu nieograniczonym mogileńską ciepłownię przy ul. Polnej. Za takim rozwiązaniem opowiedzieli się radni Platformy Obywatelskiej, przeciw byli radni PSL i SLD. Radnych PO w składzie rady jest 10, a radnych PSL/SLD 11.
Na sesję zwartym blokiem przyszli wszyscy radni PO. Od początku było jasne, że Duszyński przeprowadzi ten projekt uchwały z powodzeniem tylko wtedy, gdy z 11 radnych klubu PSL/SLD - 2 radnych się wyłamie. To znaczy zagłosuje za uchwałą lub się wstrzyma od głosu, albo nie przyjdzie w ogóle na sesję.
KUJAWA DAŁA SYGNAŁ
Okazja dla obozu burmistrza na skuteczne przeprowadzenie uchwały nadarzyła się po informacji podanej na sesji 25 maja, gdy przewodnicząca Rady Miejskiej Teresa Kujawa oznajmiła, iż nie uczestniczy w obradach radny PSL Krzysztof Solarczyk ze względu na zwolnienie lekarskie i taka sytuacja będzie miała miejsce do końca czerwca. Radny po przebytej operacji był w sanatorium.
W przypadku sesji absolutoryjnej (taki charakter miała sesja 15 czerwca) materiały sesyjne muszą trafić do radnych 2 tygodnie przed obradami. To z tych właśnie materiałów radni dowiedzieli się, że burmistrz wprowadza na sesję projekt uchwały o sprzedaży ciepłowni. Wcześniej nic o swych planach sprzedaży ciepłowni nie mówił. I zaczęło się w obozach koalicji i opozycji gorączkowe liczenie. Zaczął się najbardziej gorący okres tej krótkiej jeszcze kadencji Rady Miejskiej. Przez 2 tygodnie - według naszych informacji - trwały ostre zakulisowe przeciągania różnych radnych na swoją stronę.
Według naszych informacji, obóz burmistrza czynił podejścia do kilku radnych, m.in.: do pracownika komunalki Ryszarda Strzeleckiego z Gębic (w strukturze komunalki jest ciepłownia), do prezesa Centrali Nasiennej Pawła Molendy z Padniewka (głośno popiera i chwali skutki przeprowadzonego przekształcenia komunalki), czy do radnego Stanisława Redmanna z Gozdanina.
DĘTKA
Radny Redmann już raz pomógł burmistrzowi Leszkowi Duszyńskiemu w poprzedniej kadencji, gdy przy jednym z ważnych głosowań po prostu spóźnił się na sesję. Wszedł na salę obrad, gdy już było po głosowaniu. Radny dojeżdża do Mogilna rowerem i kolegom partyjnym tłumaczył wtedy, że pękła mu dętka w rowerze. Nikt z PSL wtedy w to nie uwierzył. Faktycznie, z naszych informacji wynika, że radny wtedy przeczekał część sesji na skwerze św. Wojciecha przy klasztorze i jak dostał sygnał telefoniczny, że już jest bezpiecznie i może przyjechać, to pojawił się w drzwiach sali obrad.
PEWNI SIEBIE
Tym razem dla obozu PSL/SLD wystarczyłoby, gdyby po prostu cała dziesiątka radnych przyszła na sesję i zagłosowała przeciw sprzedaży. Wynik 10:10 powodował, że uchwała burmistrza upadała.
Jeszcze na kilka dni przed komisjami Rady Miejskiej, na spotkaniu klubu PSL/SLD zapadła decyzja o głosowaniu przeciw sprzedaży ciepłowni. Na tym spotkaniu był obecny radny Redmann. Przewodnicząca Rady Miejskiej Teresa Kujawa w różnych miejscach i przy różnych okazjach powtarzała, że wyniki głosowania dwóch najważniejszych uchwał podczas środowej sesji są już znane. Absolutorium burmistrz otrzyma, bo ona zagłosuje także za udzieleniem absolutorium i będzie 11 głosów za (na 21 radnych), ale sprzedaż ciepłowni już nie przejdzie - bo będzie 10:10.
NIE MA REDMANNA
Tymczasem 13 czerwca radny Redmann nie pojawił się na żadnej z komisji, której jest członkiem: czyli komisji budżetu i finansów oraz komisji oświaty. Dla jego klubowych kolegów już w tym momencie powinien to być czytelny sygnał, że coś się dzieje. Dla radnego, który jest bezrobotny, dieta jest jedynym dochodem. W mogileńskiej Radzie jest tak, że każda nieobecność jest nieusprawiedliwiona, obojętnie czy radny ma zwolnienie lekarskie czy go nie ma. Przepada wtedy część diety. Skoro radny Redmann decydował się na utratę części diety, to sytuacja, która do tego doprowadziła, musiała być bardzo poważna.
PRZECIĄGANIE GŁOSOWANIA
Jeszcze w dniu sesji, 15 czerwca, radna Kujawa powtarzała na ratuszowych korytarzach, że sprzedaż ciepłowni nie przejdzie. Będzie 10:10.
Kilka godzin później o 11:00, gdy radni zasiedli na sali sesyjnej, wszystko było jasne - Stanisława Redmanna nie było na sali obrad.
W trakcie sesji zaobserwowaliśmy dwa charakterystyczne momenty. Jeden z nich to sztuczne przeciąganie przez przewodniczącą Kujawę dyskusji nad ciepłownią, ogłaszanie przerw w obradach.
Jak ustaliliśmy, o 14:00 obrady sesji Rady Miejskiej musiał opuścić radny PO Waldemar Krystkowiak. Gdyby do głosowania doszło po tej godzinie, wynik brzmiałby 9:9 i sprzedaż ciepłowni upadała. Dlatego dyskusja była przeciągana. Jak się dowiedzieliśmy, burmistrz Duszyński miał też przygotowane obszerne wystąpienie, które planował wygłosić po udzieleniu mu absolutorium. Nie wygłosił, gdyż obawiał się, że głosowanie nad sprzedażą ciepłowni może wypaść po 14:00. Uważny obserwator sesji (na przykład mimiki twarzy burmistrza) mógł także zauważyć różne wskazówki przekazywane przez burmistrza radnym PO, by nie opóźniać obrad i nie zadawać zbędnych pytań.
Radny Stanisław Redmann zorientował się, że reporter „Pałuk” robi mu zdjęcia na przystanku PKS przy Rynku w Mogilnie i błyskawicznie odwrócił się do jezdni, oczekując na przyjazd autobusu WYJŚCIE WOJTASIŃSKIEGO
Drugi charakterystyczny moment obrad, to niespodziewane wyjście z sali przez radnego PSL Stanisława Wojtasińskiego. Nie było go na sali obrad około pół godziny. Po jego powrocie w obozie PSL/SLD zaczął się gorączkowy ruch. Radny Paweł Molenda coś z przejęciem tłumaczył klubowym radnym. Podejrzewaliśmy (nie mieliśmy jednak pewności), że Stanisław Wojtasiński był u radnego Redmanna w Gozdaninie, by przywieźć go na obrady. Z naszych informacji wynika, że PSL chciał podeprzeć się tutaj autorytetem radnego, który był w przeszłości dyrektorem szkoły średniej w Bielicach (miejscowość obok Gozdanina), i który radnego Redmanna przywiózłby na sesję. Nie przywiózł, bo radny miał być podobno niedysponowany.
Ostatecznie do głosowania doszło około 14:00 i po 14:00 faktycznie Waldemar Krystkowiak opuścił salę obrad.
Obóz Duszyńskiego wygrał głosowanie nad ciepłownią 10:9. Absolutorium także otrzymał i poparło go aż 16 radnych. Żadne przewidywania Teresy Kujawy nie sprawdziły się.
NA PRZYSTANKU
Pięć dni później, 20 czerwca reporter Pałuk zauważył o 17:05 radnego Redmanna na przystanku PKS przy Rynku. Jak później ustaliliśmy, radny spotkał się tego dnia w ratuszu z burmistrzem Duszyńskim. Czyżby było to spotkanie podsumowujące głosowanie nad wyrażeniem zgody na sprzedaż ciepłowni?
Wieczorem w poniedziałek zadzwoniliśmy do radnego Redmanna.
HERBATA Z POKRZYWY
Zapytaliśmy go, dlaczego nie był obecny na komisjach Rady Miejskiej 13 czerwca i na sesji 15 czerwca, w sytuacji, gdy sprawa ciepła była kluczowa dla koalicji PSL/SLD.
- Bardzo chciałem być. Ale byłem chory. Miałem niestrawność żołądka, zawroty głowy, zwracałem niemiłosiernie. I jak pojadę? - wyjaśnia radny. Po chwili dodaje. - Wcześniej było. Z soboty na niedzielę. Wie pan o co chodzi?
Gdy dociekaliśmy o co chodzi, radny z Gozdanina wyjaśnił: - Była impreza i było wypite. I było potem chorowanie.
- Ale sesja była przecież dopiero w środę? - zwracamy uwagę.
- Jak się porządnie wypije, to i się porządnie choruje. Leczyłem się sam w domu. Do lekarza nie chodziłem, bo zwolnienie nie jest potrzebne. Dobrze, że sam się wyleczyłem w domu. Tak samo mogłem jechać do szpitala. Ale herbatki z pokrzywki sobie gotowałem. I dzięki Bogu, że jestem cały i zdrowy. Żal mi straconej diety. Ale co powiedzieć na to? Ja zawsze mówię, że życie jest piękne i brutalne - tłumaczy radny z PSL.
WOJTASIŃSKI W GOZDANINIE?
Stanisław Redmann potwierdził informację, że w dniu sesji do południa był u niego w domu radny Stanisław Wojtasiński. Wyjaśnił, że nie mógł jednak wtedy z kolegą z PSL pojechać do Mogilna na sesję. - Nie mogłem, bo leżałem chory - tłumaczy.
Na pytanie, czy rozmawiał wtedy z radnym Wojtasińskim, Stanisław Redmann odpowiedział: - Nie widziałem się z nim. Ale mówili mi, że był.
- A kto mówił? - pytamy.
- Chyba matka - wyjaśnia radny.
Z kolei takiej informacji zaprzecza Stanisław Wojtasiński. - Nie jest to prawdą. Cały czas siedziałem na sesji i nigdzie nie wychodziłem. Można to sprawdzić w protokole - twierdzi radny Wojtasiński.
Radny mija się z prawdą. Nie dość, że spóźnił się na sesję, to nieco później wychodził z niej na pół godziny. Przed budynkiem wymienił dwa zdania z reporterem Pałuk.
Z DYSCYPLINĄ
Stanisław Redmann nie chciał powiedzieć, czy to prawda, że kilka dni przed komisjami klub PSL/SLD zarządził dyscyplinę w głosowaniu: - Nie mogę tego mówić. Proszę przewodniczącego klubu o to zapytać.
Zadzwoniliśmy do szefa klubu radnych Ryszarda Strzeleckiego. Nie chciał za bardzo odpowiedzieć, czy była dyscyplina klubowa w głosowaniu nad ciepłownią. - Głosowanie było, tak jak pan wie 10:9. To pan już musi sobie resztę dopowiedzieć - stwierdził radny z Gębic. Z tych słów wynika, że dyscyplina w głosowaniu była.
PRZEKUPSTWA NIE BYŁO
Radny z Gozdanina zaprzecza plotkom, iż został przekupiony przez Platformę Obywatelską lub burmistrza Leszka Duszyńskiego. - W żadnym wypadku. Proszę takich bzdur nie słuchać - odpowiada.
WIERNY PSL, ALE...
W 2014 r. wybory w gminie Mogilno odbędą się już prawdopodobnie według innego scenariusza - w okręgach jednomandatowych. W tym okręgu, w którym mieszka radny Redmann, kandydatem poza zasięgiem rywali jest właśnie Stanisław Wojtasiński i to jego najprawdopodobniej PSL wystawi w wyborach. Dla radnego Redmanna może zabraknąć miejsca na listach PSL. Zresztą radny nigdy nie był pupilkiem władz ludowców. Zawsze lokowano go na dalszych miejscach listy wyborczej, ale on regularnie od 1990 r., z wyjątkiem jednej kadencji, wchodził do Rady Miejskiej.
Także w ubiegłym roku pojawiały się głosy, by po ekscesach radnego w poprzedniej kadencji (dotykanie w Olszy pasażerki autobusu i tłumaczenie, że autobus bujał się za mocno oraz zwalnianie po pijanemu komendanta powiatowego policji) nie wstawiać już go na listę PSL. Ostatecznie wystartował i zdobył mandat.
Zapytany, czy wobec jednomandatowych wyborów, jakie szykują się w 2014 r., zamierza startować z innego komitetu niż PSL, zdecydowanie zaprzecza.
- W pierwszej kolejności jestem wierny PSL - wyjaśnia i dodaje, że liczy na to, że będzie miał możliwość kandydowania właśnie z tej partii. A jeśli nie będzie takiej możliwości, to będzie startował jako kandydat niezależny. Jak mówi, nie dostał żadnej propozycji z PO i wyklucza możliwość kandydowania z innego ugrupowania niż PSL. - Nie lubię skoczków - komentuje.
Radny przyznaje, że nie wie, jak teraz potraktują go koledzy z PSL, po numerze, jaki im wyciął. - Jutro (we wtorek, przyp. wol) chcę iść do prezesa Furtaka. Co mam się wstydzić? Że byłem chory? - dodaje. Henryk Furtak jest powiatowym szefem PSL.
TYLKO O TURNIEJU
Redmann potwierdził także, że 20 czerwca był w gabinecie burmistrza Duszyńskiego. Jak wyjaśnia, tematem rozmowy był złożony już wcześniej (jeszcze przed sesją) - jak co roku - wniosek o dofinansowanie Ogólnowiejskiego Turnieju Piłki Nożnej w Gozdaninie, który rusza w najbliższą niedzielę, 26 czerwca.
Te słowa potwierdza burmistrz Leszek Duszyński. - Rozmawialiśmy tylko o turnieju - mówi.
Roman Wolek
Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1010 (25/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze