Koci problem w Przyjezierzu narasta z roku na rok
Letnicy przywożą koty i zostawiają je na pastwę losu
Irena Wojciechowska z Mogilna jeździ co drugi dzień do Przyjezierza i dokarmia bezpańskie koty. Apeluje do ludzi dobrej woli o pomoc w zdobywaniu karmy. Ekolodzy z Przyjezierza i leśnicy są zdania, że koty należy wyłapać i umieścić w schronisku, gdyż stanowią w lesie zagrożenie dla ptactwa i drobnej zwierzyny.
Irena Wojciechowska co drugi dzień jeździ z Mogilna do Przyjezierza, aby nakarmić bezpańskie koty POMAGA KOTOM
W tygodniu przed świętami Bożego Narodzenia do naszej redakcji przyszła mieszkanka Mogilna Irena Wojciechowska. Prosiła reportera Pałuk o zajęcie się sprawą biednych, bezpańskich kotów, które wałęsają się po Przyjezierzu. Jej zdaniem w spartańskich warunkach żyje w Przyjezierzu ponad 20 kotów. 17 grudnia mieszkanka Mogilna naliczyła ich tam 24.
- Tak ciężkiej zimy one nie przeżyją bez ludzkiej pomocy. Od czterech lat opiekuję się niechcianymi kotami, które w lecie chronią domki letniskowe przed myszami, wężami i robactwem, a zimą w zapomnieniu mogą umrzeć z głodu i zimna, bo nikomu nie są potrzebne. Wychowałam się w domu pełnym zwierząt i miłości - rodzice mówili, że miarą człowieczeństwa jest stosunek ludzi do zwierząt i to mam zakodowane. Kocham najbardziej te opuszczone i w miarę sił i możliwości je dokarmiam - opowiada pani Irena.
Mieszkanka Mogilna co drugi dzień dojeżdża do Przyjezierza i w miarę sił i możliwości dokarmia koty. Wtedy, gdy jest nieobecna, suchą karmę zostawia strażnikom pracującym w Przyjezierzu w Służbie Ochrony Mienia. Zdaniem pani Ireny, strażnicy bardzo chętnie podjęli się pomocy w dokarmianiu kotów.
- Zamysłem mojej wizyty w redakcji jest to, by prosić ludzi kochających zwierzęta, aby pomogli wykarmić te przemiłe i pożyteczne istoty. Niestety, utrzymuję się z niedużej emerytury, z której większą część w okresie zimowym przeznaczam na dojazdy do Przyjezierza i karmy dla kotów. Moje możliwości są coraz bardziej ograniczone i trudno mi jest sprostać zadaniu jakie sobie postawiłam, tym bardziej, że w domu mam trzy przygarnięte koty, które wymagają leczenia i ciągłej opieki - dodaje pani Irena.
UCZNIOWIE CZULI NA LOS KOTÓW
Warto przypomnieć, że losem bezpańskich kotów błąkających się po Przyjezierzu zajęła się także społeczność Zespołu Szkół Zawodowych w Strzelnie. Od początku listopada w strzeleńskiej placówce trwała zbiórka karmy dla bezdomnych, porzuconych kotów na terenie Przyjezierza. Inicjatorką akcji była Kamila Stawicka, która nawiązała współpracę z Martą Kodzis. Nauczycielki zainteresowały się bezdomnymi kotami, o których dowiedziały się od absolwentek szkoły Pauliny Białęckiej i Joanny Czerwińskiej. To właśnie do nich dotarła wiadomość, że w zeszłym roku zamarzły porzucone koty w Przyjezierzu, które latem jest ośrodkiem wypoczynku dla ludzi zjeżdżających się z całej Polski. Dziewczęta natychmiast zorganizowały za własne pieniądze pomoc żywnościową dla zwierząt szukających w Przyjezierzu jakiegoś schronienia. Zwróciły się także z prośbą o pomoc do wolontariuszy z Zespołu Szkół Zawodowych w Strzelnie. W akcję szkolną szczególnie włączyli się uczniowie klasy II Technikum Ekonomicznego, którzy poświęcili zebrane klasowe pieniądze na zakup karmy dla zwierząt.
Już wówczas miłośniczki zwierząt za naszym pośrednictwem apelowały do władz o znalezienie dla porzuconych kotów schronienia, a społeczeństwo prosiły, aby nie porzucali zwierząt i nie pozostawiało ich własnemu losowi. Choć już niejednokrotnie dziewczęta spotkały się z drwiącym i ironicznym podejściem do swoich działań na rzecz psów i kotów, nie pozostawiają zwierząt na pastwę losu. - Nam pozostaje tylko w czasach znieczulicy podziwiać osoby przejmujące się życiem i losem zwierząt. Dlatego nasza szkoła chętnie angażuje się w podobne akcje - mówiła reporterowi Pałuk Marta Kodzis.
EKOLODZY: KOTY DO SCHRONISKA
Los bezpańskich kotów wałęsających się po Przyjezierzu nie jest także obojętny ekologom oraz leśniczym z Nadleśnictwa w Miradzu, w rejonie którego znajduje się Ośrodek Wypoczynkowy w Przyjezierzu. Są pełni podziwu dla tych miłośników zwierząt, którym ich los nie jest obojętny.
Uważają jednak zgodnie, że koty w lesie są szkodnikami i nie powinny się tam znajdować. Zdaniem ekologa Józefa Drzazgowskiego, prezesa Stowarzyszenia Naturalnego Przyjezierze, z punktu widzenia prawa wałęsającymi kotami, tak jak psami, powinna zająć się gmina, bo takie sprawy znajdują się w jej gestii. To gmina - zdaniem prezesa Drzazgowskiego - powinna wałęsające się tam koty odłowić i przekazać do schroniska.
- Skoro gmina tego nie realizuje, to sprawa wygląda tak, jak teraz, że ktoś da tym zwierzętom jedzenie i koty są już do tego przyzwyczajone. Zdziczałe koty są niestety w lesie wielkimi szkodnikami. Są niebezpieczeństwem dla drobnej zwierzyny zamieszkującej lasy. Wyłapują różne gatunki chronionych ptaków, jedzą ich potomstwo oraz złożone jaja. Często ich zdobyczą padają także młode zające. Nie jest to jednak wina tych zwierząt wałęsających się po sezonie w Przyjezierzu, ale ludzi, którzy są nieodpowiedzialni. Przywożą te zwierzęta do ośrodka wczasowego, a następnie je tam zostawiają - mówi Józef Drzazgowski. Jego zdaniem problem kotów narastał od kilu lat, bowiem coraz więcej ludzi traktuje zwierzęta jak zabawki, przywożą je, a potem zostawiają na pastwę losu. - Wielkie zadanie stoi przed gminami Jeziora Wielkie i Strzelno. Trzeba te koty wyłapać, oddać do schroniska lub chociażby wysterylizować. My nie możemy tych kotów odstrzelić, bo byłoby to bardzo niehumanitarne. Ale ten pogłębiający się z roku na rok problem trzeba jak najszybciej rozwiązać - powiedział Józef Drzazgowski. Dodał, że akcję trzeba przeprowadzić przed marcem, kiedy nadejdzie u kotów okres tzw. marcowania, bo wówczas zdaniem prezesa Drzazgowskiego koty się tak rozmnożą, że wczasowicze nie usłyszą już w Przyjezierzu śpiewu ptaków. Sprawa jest o tyle ważna, że koty dziko żyjące mogą złapać np. od lisów wściekliznę, która jest chorobą zaraźliwą i koty będą ją roznosić wśród ludzi.
- Wtedy dopiero będą kłopoty - mówi prezes Drzazgowski.
LEŚNICY: ODŁOWIĆ KOTY
Tego samego zdania są leśnicy z Nadleśnictwa w Miradzu, na terenie którego znajduje się Przyjezierze. Leśniczy Włodzimierz Kisielewski mieszka w Przyjezierzu i codziennie obserwuje wałęsające się po ośrodku wczasowym koty. Również jego zdaniem koty są szkodnikami w lasach i powinny zostać odłowione.
- Kot pani redaktor, mimo że z nazwy łacińskiej odczytujemy, że jest domowy, to jest to jednak zwierzę, które najszybciej daje sobie radę właśnie po oswobodzeniu się od swojego właściciela, czyli na wolności, kiedy nie daje się mu gotowego jedzenia. Tak właściwie to kot ma pana, a nie pan ma kota. Pies ma swojego pana, niestety kot nie ma pana, bo sam jest sobie panem i to jest ta różnica. Kwestia czy te koty w Przyjezierzu dokarmiać, czy nie, to już jak ta pani się podjęła tego, to niech je sobie dokarmia. Generalnie jednak kotów w lesie nie powinno być, bo są wielkimi szkodnikami środowiska naturalnego. Pies nie narobi takich szkód, jak kot. De facto nie powiem, że te koty muszą być zlikwidowane, ale powinny być wyłapane i wywiezione do schroniska. Tym bardziej, że panujące warunki atmosferyczne są okropne dla tych kotów - powiedział Włodzimierz Kisielewski.
ZDĄŻYĆ PRZED MARCOWANIEM
Wójt Jezior Wielkich oraz burmistrz Strzelna zgodnie deklarują podjęcie działań w kierunku wyłapania wałęsających się kotów. - Sprawę bezpańskich kotów na pewno załatwimy, bo po prostu musimy to zrobić. Gminy jako gospodarza tego terenu nic nie zwolni od ich wyłapania i przekazania w miejsce, gdzie powinny się znaleźć. Na pewno to zrobimy i cała akcja nastąpi przed tym okresem tzw. marcowania. Zapewne w naszą akcję włączy się także burmistrz Ewaryst Matczak, z którym będziemy współpracować - powiedział wójt Jezior Wielkich Zbysław Woźniakowski.
Natomiast burmistrz Strzelna Ewaryst Matczak deklaruje współpracę z wójtem Jezior Wielkich Zbysławem Woźniakowskim w sprawie wyłapania kotów w Przyjezierzu.
- Podejmiemy na pewno wspólne działania. Rzeczywiście sprawę musimy rozwiązać do marca. Problem polega tylko na tym, czy schronisko będzie chciało przyjąć te koty, gdyż z tego co wiemy schroniska są już przepełnione. Może także ludzie zainteresują się losem tych kotów i wezmą je do siebie i się nimi zaopiekują. Najpierw jednak porozmawiamy, kto je przyjmie, a potem podejmiemy odpowiednie działania - zapewnił nas burmistrz Matczak.
Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 985 (52/2010)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze