Reklama

Mają dom, lecz nie mogą w nim zamieszkać

- „Tam jest nasz dom i nasza działka” - mówią Robert Syrek z żoną Ewą i synem Jakubem pokazując reporterowi dom we Włostowie. Nie mogą
w nim jednak zamieszkać, nie mogą nawet wejść za otwartą bramę. Ich dom zajmuje bez umowy najmu Monika Dolecka i Mariusz Lewandowski z dwójką dzieci.

       fot. Paweł Lachowicz

Kościeszki, Włostowo, dom, działka, Robert Syrek
     Mają dom, lecz nie mogą w nim zamieszkać
     Sąd wydał Monice Doleckiej i Mariuszowi Lewandowskiemu nakaz opuszczenia lokalu i wstrzymał jego wykonanie do momentu otrzymania od gminy lokalu socjalnego. Wójt Woźniakowski nie rozumie decyzji sądu, bo mają oni miesięczny dochód około 4 tys. zł i oboje są na stale zameldowani w innych miejscowościach gminy. Monika Dolecka mówi, że dom opuszczą, jak rodzina Syrków zapłaci im 25.000 zł za poczynione remonty.

     SPADEK Z LOKATORAMI
     Robert Syrek, małżonka Ewa i syn Jakub mieszkają razem z rodzicami Władysławą i Kazimierzem w budynku byłego dworca PKP Gopło w Kościeszkach. Mieszka tam również siostra pana Roberta oraz leżąca w łóżku babcia. W mieszkaniu u rodziców razem z synem zajmują jeden pokój, na dodatek bez okna. Robert Syrek jest bezrobotny na zasiłku, a jego żona nie pracuje.
     Do końca lipca rodzina musi kolejowe mieszkanie opuścić. Budynek jest w złym stanie technicznym i kolei nie opłaca się go remontować. Dom ma zostać rozebrany. Głównym najemcą mieszkania kolejowego jest mama Roberta Syrka, pracownik PKP. Obecnie otrzymała ona wraz z mężem inne mieszkanie kolejowe w Mątwach koło Inowrocławia i tam się wyprowadza.
     - Nas mama pod uwagę nie brała we wniosku o mieszkanie, bo wie, że mamy dom we Włostowie - mówi Robert Syrek. Z rodziną są rzeczywiście właścicielami domu we Włostowie, ale nie mogą się tam wprowadzić. W domu mieszkają bez umowy najmu lokatorzy Monika Dolecka i Mariusz Lewandowski z dziećmi Mikołajem i Oliwią.
Dom we Włostowie otrzymali w spadku, jako darowiznę od ojca Ewy Syrek, Rajmunda Pieroga 28 lipca 2012 r. Jest na to dowód w postaci aktu notarialnego.
     - Podczas przekazywania wiedzieliśmy, że są tam lokatorzy, więc z nimi żadnej umowy najmu nie podpisywaliśmy. Chcieliśmy po dobroci, żeby się z tego domu wyprowadzili. Jednak oni nie chcieli. Stwierdzili, że jak pójdziemy do sądu i ten im nakaże wyprowadzkę, to się wyprowadzą - opowiada Robert Syrek.
     PRAWO DO LOKALU SOCJALNEGO
     Rodzina Syrków założyła sprawę o eksmisję w Sądzie Rejonowym w Mogilnie. Rozprawa odbyła się 12 grudnia 2012 r. Sędzina Karolina Pawlik po rozpoznaniu sprawy zasądziła pozwanym Monice Doleckiej i Mariuszowi Lewandowskiemu i ich dzieciom opuszczenie lokalu we Włostowie, który nie jest ich własnością. Przyznała ponadto im prawo do otrzymania lokalu socjalnego. Opuszczenie lokalu wstrzymane zostało przez sąd do czasu przedstawienia im przez gminę Jeziora Wielkie oferty zawarcia umowy najmu lokalu socjalnego.
     Gdy wyrok się uprawomocnił, rodzina Syrków dostarczyła wójtowi Zbysławowi Woźniakowskiemu wyrok oraz napisali pismo, w którym opisali całą sytuację.
     - Wójt obiecywał, że mieszkanie będzie w kwietniu. Potem zmienił zdanie i  powiedział, że w sierpniu. Jak byliśmy u wójta w połowie maja stwierdził, że w sierpniu jednak nie da rady - opowiada nam Robert Syrek.
     Rodzina Syrków czuje się przez wójta zwodzona.
     Martwią się tym, że jak wójt nie zabezpieczy mieszkania lokatorom, którzy zajmują ich dom, to oni nie będą mieli gdzie mieszkać.
     - Będziemy mieszkać, ale chyba w tym garażu blaszanym, który obok stoi - dodał Robert Syrek. Jego też zdaniem wójt miał dzwonić do PKP i pytać, czy rodzina Roberta Syrka będzie mogła jeszcze parę miesięcy pomieszkać w budynku kolejowym w Kościeszkach.
     - Ale my nie chcemy, bo nie będziemy dwóch mieszkań utrzymywać, bo tutaj trzeba by czynsz płacić, a za dom podatek. Mówiłem, że jak się kolej zgodzi i jak będzie nam wójt opłacał to mieszkanie, to mogę zostać - powiedział Robert Syrek. Teraz dodatkowo, jak twierdzą przyszło do nich wezwanie, że mają jeszcze za dom we Włostowie za śmieci płacić.

Monika Dolecka pokazuje naszemu reporterowi, ile nakladów włożyła w wyremontowanie domu. Twierdzi, że poprzedni właściciel obiecał sprzedać im ten dom. Teraz uważa, że jak państwo Syrek zapłacą jej 25.000 zł, które włożyła w remont domu, to ona z rodziną się z tego domu wyprowadzi.

Reklama

       fot. Paweł Lachowicz

     ZAPŁACIĆ ZA REMONTY
     Rodzina Syrków otrzymała także pismo od adwokata Moniki Doleckiej, w którym domaga się ona zwrotu kosztów remontów, jaki poniosła wraz ze swoim konkubentem w domu Syrków. Chodzi o kwotę 25.000 zł.
     Syrkowie są zdania, że nikt nie kazał pani Doleckiej remontować ich domu, tym bardziej, że nie miała ona żadnych praw, by taki remont przeprowadzać: - Lokatorzy, którzy mieszkają w naszym domu nie mają tam meldunku oraz nie mają z nami żadnej umowy najmu podpisanej. Nie płacą nam czynszu. Cały dom nam przebudowali, ale nie jest to po naszej myśli. My chcieliśmy inaczej to urządzić. Wszystko przerobili bez naszej zgody - dodają Syrkowie.
     CZUJE SIĘ OSZUKANA
     Z Moniką Dolecką reporter spotkał się 24 czerwca. Powiedziała nam, że w domu we Włostowie mieszkają już 9 lat. Przyznała, że na dzień dzisiejszy umowy najmu nie posiadają, lecz jak twierdzą z wcześniejszym właścicielem umowę mieli i nigdy problemów nie było. Poprzedni właściciel miał im nawet zaproponować kupno tego domu. Ma do niego żal, że zostało to załatwione w inny sposób i czuje się oszukana. Mówią, że płacili mu regularnie czynsz 150 zł miesięcznie, na rok z góry.
     - Wynajmowaliśmy ten dom od pana Pieroga, z którym się umówiliśmy, że sprzeda nam ten dom i zaczęliśmy remontować, bo na głowę się nam sypało, bo to ruina była. Kiedyś podczas burzy w sypialni u dzieciaków spadł sufit, na szczęście nic się nikomu nie stało. Wówczas był pan Pieróg i pozwolił nam na remonty - opowiada Monika Dolecka. - Jego zgody są u naszego adwokata - mówi.
     - My wyłożyliśmy mu również pieniądze, żeby mógł dom przepisać, bo w jego pierwszej wersji było to na córkę, że dostała w spadku ,a jest niepełnoletnia i on musi to przepisać na siebie. Później córka przyszła tu z mężem, że oni chcą się tu wprowadzić. My to odebraliśmy w ten sposób, że gdy zobaczyli, jak po remoncie tutaj wygląda stwierdzili, że chcą tu zamieszkać. Po prostu przyszli i powiedzieli, że mamy dwa miesiące na wyprowadzkę, więc zaczęliśmy walczyć, bo jakieś pieniądze tutaj włożyliśmy. Mamy faktury na zakup materiałów, i o te koszty nam chodzi, nie ma w tym robocizny - opowiada Monika Dolecka.
     - Mieszkanie, które mi zaproponują nie może być gorsze od tego, w którym mieszkamy. Byłam zobaczyć lokal w Rzeszynie, lecz tam jest wszystko pozamykane. Ja się cały czas kontaktuję ze swoim adwokatem i wiem co mam robić i gmina wie, że do byle jakiego mieszkania nie mogą nas wcisnąć. Mnie akurat stać, żeby robić coś w tym kierunku. Była u nas pani, żeby przeprowadzić wywiad i sama była w szoku, że dochody mamy, a mieszkanie socjalne mamy zasądzone. Więc byle czego nie weźmiemy - dodała Monika Dolecka.
     WÓJT CZEKA
     Wójt Zbysław Woźniakowski mówi, że Monika Dolecka do dziś nie pojawiła się w Urzędzie Gminy w sprawie mieszkania socjalnego. Przez blisko 6 miesięcy od wyroku nie była zainteresowana mieszkaniem socjalnym.
     Mieszkanie w Rzeszynie to pomieszczenie byłej klasy szkolnej. Wójt mówi, że jeszcze w ubiegłym roku zmieniono charakter pomieszczenia na lokal użytkowy i miał on iść na sprzedaż.
     - W tej chwili trzeba było znowu wystąpić o zmianę warunków, z lokalu użytkowego na socjalny. Na podstawie tego my występujemy do nadzoru budowlanego o zmianę sposobu użytkowania. Procedury są długie i tu nie ma opieszałości urzędu. Uważam, że na tym etapie na jakim jesteśmy, było to szybko zrobione - dodał wójt. Na dzień dzisiejszy wszystkie sprawy są załatwione i z klasy szkolnej w Rzeszynie może powstać lokal socjalny.
     Według gotowego projektu, który przedstawił nam wójt, z pomieszczenia po byłej klasie można wykonać mieszkanie 3-pokojowe z kuchnią i łazienką o powierzchni 55,64 m2 części użytkowej.
     - Pani Dolecka i pan Lewandowski nie zwrócili się do nas o lokal,  więc ja nie musiałbym się o ten lokal starać. Bo jak tych państwa nie interesuje lokal socjalny, to uważam, że mają gdzie pójść mieszkać. Wygląda na to, że czekają na eksmisję, bo pan Syrek powinien przeprowadzić eksmisję. A ich opieszałość na to wskazuje - mówi wójt.
     Inspektor ds. rolnictwa i gospodarki komunalnej Julian Borys powiedział nam, że lokali socjalnych w gminie nie ma. - Jak gmina nie ma lokali socjalnych, to od razu ich się nie stworzy. Takiego lokalu, jaki ma dzisiaj nikt jej nie zapewni, a ona ma prawo sobie poszukać lokalu u kogoś innego do wynajęcia. Może też kupić - dodał Julian Borys. Wójt dodaje, że w gminie jest jasny regulamin przyznawania lokali socjalnych i nie należy się on osobom, które mają dochód.
     Wójt Zbysław Woźniakowski jasno określił, że Monika Dolecka i Mariusz Lewandowski otrzymają propozycję kupna lokalu w Rzeszynie. Wyrok sądu nic nie mówi o terminie przyznania lokalu socjalnego, a w gminie na lokal socjalny można czekać nawet do kilku czy kilkunastu lat.
     Monika Dolecka powiedziała nam podczas wizyty u niej
     24 czerwca, że wraz z Mariuszem Lewandowskim otrzymali pismo z Urzędu Gminy w Jeziorach Wielkich z prośbą o stawienie się w Urzędzie 1 lipca, w celu złożenia deklaracji przyjęcia propozycji lokalu socjalnego.
     1 lipca, jak powiedział reporterowi wójt, urzędnicy czekali w Rzeszynie, ale nikt nie pojawił się.
     - Nie wiem również, dlaczego sąd podjął decyzję nie sprawdzając i nie rozeznając się w sprawie, jakie mają oni dochody i czy im się należy lokal socjalny. Oni mają miejsca zameldowania stałego pobytu. My mamy informację od pani z opieki, która przeprowadziła wywiad środowiskowy, że mają około 4 tys. zł dochodu. I ten dochód nie kwalifikuje ich, aby mogli otrzymać lokal socjalny. Ja mogę im sprzedać ten lokal, w takim stanie jakim jest i niech sobie dalej go robią, ale mieszkanie Syrków muszą opuścić - dodał wójt.
     Jak ustaliliśmy Monika Dolecka ma meldunek w Sierakowie (gm. Jeziora Wielkie), a jej konkubent w Mariusz Lewandowski w Golejewie (gm. Jeziora Wielkie).

Reklama

Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1116 (27/2013)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości