Zofia Mikulska wsunęła swoje dokumenty w jakąś szparę, dziurę, za deskę. Kupiła na dworcu bilet na pociąg, a był to Reich. Pojechała w głąb Niemiec - do wujka, a był to rok 1941. W ten sposób uciekła z robót przymusowych, od spania w oborze i oprzątania wielkich byków, których się bała. Teraz w towarzystwie dzieci, wnuków i prawnuków obchodziła w Żninie 100 lat.
Ta okazja była przyczyną przyjazdu do Żnina przewodniczącej Sejmiku Województwa Kujawsko-Pomorskiego Elżbiety Piniewskiej, która w imieniu marszałka województwa Piotra Całbeckiego wręczyła Jubilatce medal jedności województwa kujawsko-pomorskiego Unitas Durat Palatinatus Cuiaviano-Pomeraniensis. - Chciałabym bardzo serdecznie pogratulować pani jednego - że żyje pani w otoczeniu miłości. To jest piękne.
Z powodów zdrowotnych obecnie jest pod opieką córki w Żninie, ale od 1945 roku mieszkała w Dąbrowie. Na uroczystości stulecia urodzin zjawili się więc przede wszystkim przedstawiciele tej gminy. Wiceprzewodniczący Rady Gminy w Dąbrowie Marek Cyrok oraz wójt tej gminy Marcin Barczykowski wręczyli Jubilatce bukiet róż i złożyli życzenia. - Nasza dzisiejsza Jubilatka jest drugą osobą z naszej gminy, która dożyła 100 lat - powiedział wójt. - Jest pani drugą osobą w gminie, a pierwszą mieszkanką Dąbrowy, z czego się bardzo cieszymy.

Zofia Mikulska i medal marszałka Piotra Całbeckiego, fot. Dominik Księski
Gdy tylko padało słowo GS - na twarzy pani Zofii Mikulskiej pojawiał się uśmiech. Firma reprezentowana była przez parę prezesów: byłą panią prezeskę Marylę Balcerzak oraz prezesa obecnego - Tadeusza Popielarza. Oboje wspominali pracę pani Mikulskiej w firmie, spotkania z nią, jej wielką wiedzę o Gminnej Spółdzielni, w której pracowała od 1969 roku.
Żniński radny Robert Szafrański występował na uroczystości jako wicedyrektor bydgoskiego oddziału KRUS. Podziękował Zofii Mikulskiej za pracę na rzecz naszej Ojczyzny i odczytał list od prezeski KRUS Aleksandry Hadzik, zwierający oprócz życzeń także informację o podwyżce emerytury. O jaką kwotę - Robert Szafrański dyskretnie nie zdradził.
Zofia Mikulska urodziła się 26 listopada 1923 w Niemczech, w okolicach Magdeburga. Wychowywała się głównie pod opieką rodziny niedaleko Kielc, stamtąd bowiem pochodziła jej matka, która jeździła, by zarobić na życie, do Niemiec. W 1939 roku wraz z rodziną mieszkała pod Częstochową. Tam w 1940 roku (miała 17 lat) została aresztowana wraz z innymi kobietami i dziewczynami i wywieziona do Reichu, do pracy. Brzeg - to dziś Polska, 140 km przejedzie się w dwie godziny, ale wtedy Częstochowa (Generalna Gubernia) leżała za granicą, a poza tym przymusowi pracownicy tratowani byli jak niewolnicy. Pani Zofia pracowała od świtu do zmierzchu. Nocowała przy oborze, w komórce. Było jej bardzo ciężko, jej rolą było karmienie i oprzątanie olbrzymich byków, których się bała.
Ale wiedziała, że w Niemczech jest jej wujek, który w dwudziestoleciu międzywojennym zatrudnił się tam na stałe w rolnictwie. Nie tylko wiedziała, że jest, ale znała też adres. Hitlerowska poczta dostarczyła pisany po polsku list od niej do wujka. Wujek odpowiedział - również pocztą. We wrześniu 1941 roku Zofia Mikulska wsunęła swoje dokumenty w jakąś szparę, dziurę, za deskę. Kupiła na dworcu w Brzegu bilet na pociąg. Jak opowiadała córkom, serce waliło jej jak młotem, ale nie dawała po sobie poznać, że jedzie w nielegalną podróż, że właśnie uciekła z niewolniczej pracy.

Jubilatka i goście zgromadzeni na uroczystości oficjalnej w Żninie 29 listopada 2023, fot. Dominik Księski
Niemcy zwyciężali właśnie w bitwie o Kijów, a ona niemieckim pociągiem z ważnym biletem na przejazd, aczkolwiek bez jakichkolwiek dokumentów jechała do Erfurtu. Scena jak ze "Stawki większej niż życie". Czy uśmiechnęła się do konduktora, mówiąc grzecnie: "Danke schoen"? Brat matki, który był rządcą w niemieckim majątku rolniczym, zalegalizował jej pobyt. Czy w Brzegu jej szukano? Pewnie szukano, tego nie wiemy, a już na pewno nikt nie miał interesu się tego dowiadywać. Pewnym jest, że uciekinierki nie znaleziono.
Wujek załatwił jej pracę opiekunki dzieci właścicieli majątku. Jak mówiła swym dzieciom - miała tam dobrze. Spała w domu właścicieli, miała tam swój pokój, nie była głodna. Tam poznała swego przyszłego męża, który dostał się do niemieckiej niewoli w kampanii wrześniowej - Kazimierza Mikulskiego z Krzekotowa w powiecie mogileńskim.
I tu już mamy happy end. 11 kwietnia 1945 roku wyzwoliła ich 3. Armia Stanów Zjednoczonych, którą dowodził generał George Patton. Niemcy były w ruinie (cały Erfurt leżał w gruzach po nalotach dywanowych), ale urzędy stanu cywilnego działały i 16 czerwca 1945 roku Zofia i Kazimierz zawrali cywilny związek małżeński, a następnego dnia - ślub kościelny.
Kazimierz chciał jechać do Ameryki, ale Zofia nie. 3 lipca miejsce amerykańskich wojsk w okolicach Erfurtu zajęła Armia Czerwona, a młode małżeństwo wracało do Polski. Podróż trwała kilka tygodni przez Poznań i Mogilno, skąd wozem zaprzężonym w woły dotarli do Krzekotowa, do matki męża. Akurat zaczynały się żniwa.
Dużym wysiłkiem zbudowali własny dom. Kazimierz Mikulski pracował w Gminnej Spółdzielni w Dąbrowie, Zofia również, choć później od męża zaczęła tam pracę. Małżeństwo dochowało się czworo dzieci, dziesięcioro wnuków, 14 prawnuków oraz czworo - jak dotąd - praprawnuków. Kazimierz zmarł w 1994 roku, od września 2021 roku ze względu na stan zdrowia Zofia Mikulska mieszka w Żninie u córki.
W niedzielę 26 listopada - dokładnie w sto lat od urodzin rodzina zorganizowała Jubilatce urodziny - zjawiło się 48 osób, wyłącznie najbliższa rodzina. Obchody były huczne, a wszyscy wraz ze swoimi rodzinami są dla Zofii Mikulskiej wielką radością.
Dominik Księski
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze