Reklama

Miała rozległy zawał, nie otrzymała pomocy

Edyta Szymańska (na zdjęciu z 5-letnią córką Julią) jest zaskoczona brakiem zainteresowania w Mogilnie stanem zdrowia jej 77-letniej babci

        fot. Roman Wolek

Szydłowo, Sabina Maćkowiak, zawał, staruszka, Płaczkowo, placówki medyczne, Mogilno
     Miała rozległy zawał, nie otrzymała pomocy
     77-letnia mieszkanka Płaczkowa odczuwała 21 marca silny ból w klatce piersiowej i drętwiała jej lewa ręka. Wnuczka zawiozła ją do szpitala i przychodni w Mogilnie, lecz tam nie udzielono im żadnej pomocy. Zbadana została dopiero w szpitalu w Strzelnie, skąd w ciężkim stanie od razu przewieziono ją do Inowrocławia. Zmarła 4 dni później.

      PO POMOC DO MOGILNA
     Edyta Szymańska, mieszkanka Szydłowa (gm. Trzemeszno), jest zaskoczona brakiem zainteresowania ze strony mogileńskich placówek medycznych stanem zdrowia jej 77-letniej babci.
     Jej babcia Sabina Maćkowiak mieszkała samotnie w Płaczkowie (gm. Trzemeszno). 21 marca bardzo źle się poczuła. Edyta Szymańska dowiedziała się o tym telefonicznie od swojego ojca, który pracuje w Płaczkowie. Alarmowali go o tym sąsiedzi 77-latki.
     Mieszkanka Szydłowa była wtedy ze swoją córką z wizytą u lekarza. Zaraz po tym pojechała do babci do Płaczkowa. Dotarła do niej po 15:00. Zadecydowała, że zawiezie babcię na pogotowie do Mogilna, bo tam najbliżej można otrzymać pomoc.

77-letnia Sabina Maćkowiak
z Płaczkowa zmarła po kilkudniowym pobycie w szpitalu w Inowrocławiu

Reklama

      fot. archiwum rodzinne Edyty Szymańskiej

     NIE BYŁO ZAINTERESOWANIA
     - Nie wiedziałam, że teraz nie ma w Mogilnie pogotowia, tylko jakieś POZ-y teraz są. Więc zapukałam do tych drzwi, gdzie zawsze żeśmy na pogotowie chodzili. Tam był jakiś pan, pokierował mnie do rejestracji, albo że mam do przychodni iść. Rejestracja była parę metrów dalej. Zapukałam do rejestracji, ale tam było nieczynne. A kolejne drzwi to już była izba przyjęć. Więc zapukałam do izby przyjęć, powiedziałam, jaka jest sytuacja. Babcia weszła ze mną. Mówiła, że bardzo ją ściska w klatce piersiowej, że drętwiej ręka lewa. Najpierw pielęgniarka mówiła, że nie wiadomo, czy pan doktor przyjmie, bo już ma w tej chwili trzech pacjentów. A babcia bardzo prosiła: - „Panie doktorze, ściska mnie, proszę o pomoc”. Ale pan doktor się odwrócił i mówi: - „Proszę czekać, bo ja tu mam trzech pacjentów i nie mam czasu. Proszę iść do przychodni albo czekać” - relacjonuje Edyta Szymańska.
     Mieszkanka Szydłowa niepokoiła się jednak bardzo o swoją babcię, bo jej stan zdrowia ciągle się pogarszał, więc pobiegła do przychodni obok szpitala. Tam jednak, mimo że była 15:40, powiedziano jej w rejestracji, że żadnego lekarza już nie ma. Widząc więc, że na szybką pomoc w Mogilnie nie może liczyć, po konsultacji z mężem Edyta Szymańska zawiozła swoją babcię do szpitala w Strzelnie.
     STAN SIĘ POGARSZAŁ
     Na izbie przyjęć szpitala w Strzelnie powiedziano jej, że za bardzo też nie mogą teraz pomóc i poradzono, aby poszła do położonej za szpitalem przychodni. Tam lekarz wypisał skierowanie do szpitala i na izbie przyjęć w końcu zajęto się 77-letnią mieszkanką Płaczkowa. Przeprowadzono jej badanie krwi i EKG. Wyniki były złe i wskazywały na zawał. Zadecydowano, żeby przewieźć pacjentkę do szpitala w Inowrocławiu, by przeprowadzić konieczną koronografię. Po 19:00 Sabina Maćkowiak przewieziona została karetką na sygnale do Inowrocławia. Tam stwierdzono rozległy zawał. Zmarła 25 marca wieczorem.
     TRZEBA WYJAŚNIĆ
     Edyta Szymańska nie może pogodzić się z tym, że w Mogilnie nikt nie zainteresował się stanem zdrowia jej babci ani nie doradził, gdzie powinni się udać. Jest też zaskoczona, iż w przychodni nie było lekarza, mimo że była dopiero 15:40. Mieszkanka Szydłowa zwróciła się do nas o pomoc, gdyż nie wie, co powinna teraz w tej sprawie zrobić i gdzie złożyć ewentualną skargę. Jak mówi, nie orientuje się w ogóle w strukturze mogileńskiej służby zdrowia i nie wie np. czy szpital i położona obok niego przychodnia należą do tej samej jednostki.
     Zdarzenie zrelacjonowaliśmy Michałowi Ogrodowiczowi, dyrektorowi Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Mogilnie, do którego należą mogileński szpital i położona obok niego przychodnia. Dyrektor SPZOZ powiedział, że wcześniej nie słyszał o tej sprawie i jej okoliczności wymagają sprawdzenia. Przyznał, że najlepiej, aby złożona została formalna skarga.
     - Drzwi mojego gabinetu są otwarte - zapewnia dyrektor Michał Ogrodowicz.

Reklama

Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1155 (14/2014)

 

Przejdź do forum.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości