Od 2013 r. radni zabiegają u burmistrza Ewarysta Matczaka o przebudowę chodnika w północnej części rynku. Po to, by zwiększyć ilość miejsc parkingowych. Na razie bezskutecznie. Najpierw pomysł upadł, bo nie doszło do III etapu rewitalizacji miasta, która miała obejmować także rynek. Według burmistrza Matczaka, największym problemem jest to, że na wszelkie zmiany na rynku zgodę musi wydać konserwator zabytków.
3,5 ROKU TEMU
Pierwszy raz na sesji Rady Miejskiej w grudniu 2013 r. poruszył tę sprawę nieżyjący już radny Stanisław Popielewski. Mówił wtedy, że w dni powszednie zaparkowanie auta na rynku graniczy z cudem. Radny podkreślał, że dużo miejsc zajmują samochody, które parkują sprzedawcy okolicznych sklepów. Widział jednak możliwość utworzenia na rynku kilkunastu dodatkowych miejsc do parkowania. - Jest wielki plac, na którym nic się nie dzieje. Jest też chodnik typu warszawskiego, może uchodzić za Aleje Jerozolimskie, bo tyle ludzi by się tam zmieściło, a z reguły chodzi tam zaledwie kilka osób, do znajdujących się tam trzech, czy czterech sklepów odzieżowych. Mam prośbę, żeby przemyśleć sprawę, czy można byłoby zwiększyć ilość miejsc parkingowych dla samochodów. Nie wzdłuż chodnika, tylko prostopadle do kamienic - mówił 3,5 roku temu radny Popielewski. Twierdził, że można to wykonać bezgotówkowo. - Pracownicy interwencyjni opuszczą głębiej krawężnik, wyrównają do chodnika, który tam jest i będzie można wjeżdżać prostopadle, a nie równolegle do kamienic znajdujących się po tej stronie rynku - mówił. Jak może to wyglądać pokazał na zdjęciach, które podczas sesji wręczył sekretarzowi gminy Jarosławowi Markowi.
Przypomnijmy, że szansa na powstanie nowych miejsc parkingowych na rynku byłaby przy realizowaniu przez gminę III etapu rewitalizacji miasta, który obejmował modernizację rynku. Jednak na ten cel gminnie nie starczyło pieniędzy.
TRZEBA TO ZROBIĆ SZYBKO
Do problemów z parkowaniem na rynku 20 czerwca powrócił na sesji radny Piotr Dubicki.
- Strzelno wiadomo - że pomimo sporej emigracji - jak na takie małe miasto, w okresach wiosennych i letnich gości sporo turystów, a wczasowicze z Przyjezierza przyjeżdżają po większe zakupy. Ludzi w tych okresach przybywa w Strzelnie, a samochodów tym bardziej. Wystarczy zobaczyć, jak wygląda rynek podczas imprez, wtedy te samochody nie mają gdzie się podziać - mówił radny Dubicki.
Jego zdaniem, jest to kwestia zdemontowania kostki brukowej, obniżenia gruntu, przekopania krawężnika o 3,5 metra dalej i byłoby po sprawie. Gdyby gmina zrobiła to sprawnie i szybko, to pewnie tego lata ludzie by gminie podziękowali. - Ale jeżeli te nasze prośby i wnioski będą realizowane tak, jak budowa ul. św. Anny, czy zatoczka autobusowa - gdzie to się ciągnie latami - to ludzie się zniechęcają, powoduje to niepotrzebne dyskusje wśród mieszkańców, a przecież chodzi nam o to, żeby ludzie byli zadowoleni. To są rzeczy, które są potrzebne od zaraz, żeby ułatwić im życie. To są rzeczy, które nie wymagają wielkich nakładów, a im ta sprawa się dalej odwleka wtedy z igły robią się widły - dodał Piotr Dubicki.
MITYCZNY NADZÓR KONSERWATORA
Burmistrz Matczak powiedział, że gmina już kilka lat temu próbowała to zrobić. Problem, zdaniem burmistrza polega na tym, że rynek znajduje się w strefie konserwatorskiej i na wszelkie zmiany na rynku gmina musi uzyskiwać zgody konserwatora zabytków.
- Może teraz czasy się zmieniły, wystąpimy ponownie, jak uzyskamy zgodę, by pomniejszyć chodnik i zrobić parking, to wówczas to zrobimy. Jednak zawsze mamy problemy z tym, że rynek znajduje się w strefie konserwatorskiej, ale wniosek ponowimy - powiedział burmistrz Matczak.
Innego zdania w sprawie uzgodnień z konserwatorem zabytków był Piotr Dubicki. Pytał retorycznie, gdzie był nadzór konserwatorski, jak we wszystkich obiektach handlowych na rynku i ul. Kościelnej sklepikarze wymieniali witryny okienne i drzwi.
- Nie było konserwatora zabytków wtedy. Gdy był zamieniany obiekt gastronomiczny na handlowy były zabytkowe, okute zdobieniami drzwi i one tak samo zniknęły, a konserwatora to nie interesowało. Wieki temu cały rynek był wybrukowany. W tej chwili nie ma śladu tego bruku, jedyna uliczka to ta od Ślusarskiej w dół ma jeszcze ten wiekowy bruk sprzed kilkuset lat. My nie chcemy niszczyć nic zabytkowego, tylko „polbruk”, który ma zaledwie kilka lat, obniżyć. Tłumaczenie nadzorem konserwatorskim w ogóle do mnie nie przemawia, bo nie raz się z tym spotykaliśmy, że nadzór. To znaczy, że to, co się działo dotychczas na rynku, to była całkowita samowola i teraz konserwator powinien żądać przywrócenia tych wszystkich okien i drzwi zabytkowych we wszystkich sklepach? Nie było tego nadzoru, albo konserwator się tym w ogóle nie przejmował, bo można było tak robić. Jeszcze żeby chodziło o to, żeby coś uchronić na rynku, ale tam nie ma nic do uchronienia - mówił Piotr Dubicki.
Zdaniem burmistrza, jeśli chodzi o Urząd Miejski w Strzelnie, to nie można pozwolić sobie na to, żeby nie mieć uzgodnień z konserwatorem zabytków. - Ma pan rację panie Piotrze, że część okien w prywatnych kamienicach została wymieniona, myślę, że jest to zwykła samowola budowlana. My nie ingerujemy, bo uważamy, że jeśli ktoś takie coś zrobił, to ma potrzebne uzgodnienia od konserwatora zabytków. Natomiast jeśli chodzi o Urząd Miejski wszystkie zgody potrzebne mamy, żeby ewentualnie w przypadku kontroli mogli się tym okazać - tłumaczył burmistrz.
Jeśli chodzi o zmniejszenie chodnika i utworzenie miejsc parkingowych Ewaryst Matczak powiedział, że musi mieć zgodę konserwatora zabytków. - Zrobimy to, a jak będzie potrzeba, to razem pojedziemy do konserwatora zabytków - dodał burmistrz.
Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1325 (27/2017)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze