Sołtys Marek Michalak wraz z synem Krzysztofem zapewniają, że inwestycja będzie realizowana w nowej technologii i nie będzie uciążliwa dla otoczenia.
Uczestnicy zebrania w Mijanowie nie byli przekonani o tym, że planowana inwestycja nie będzie miała negatywnego wpływu na otoczenie fot. Roman Wolek MIESZKAŃCY ZANIEPOKOJENI
27 lutego w świetlicy wiejskiej w Mijanowie odbyło się kolejne zebranie w sprawie planowanej budowy fermy trzody chlewnej w tej miejscowości. Fermę taką chce budować sołtys Mijanowa Marek Michalak, ojciec asystenta burmistrza Trzemeszna Michała Michalaka. Do Urzędu Miejskiego w Trzemesznie, w celu uzyskania decyzji pozwalającej na budowę, złożył w ubiegłym roku wniosek o wydanie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach dla planowanego przedsięwzięcia polegającego na: budowie budynku do chowu trzody chlewnej z zapleczem gospodarczym, rozbudowie istniejącego budynku inwentarskiego, budowie 4 silosów paszowych do 100 ton każdy, jednego zbiornika do magazynowania gnojowicy, zbiornika na ścieki sanitarne oraz infrastruktury towarzyszącej. Do wniosku dołączono raport oddziaływania tego przedsięwzięcia na środowisko. Ratusz w ubiegłym roku wszczął postępowanie w tej sprawie. Wystąpił do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska o wydanie uzgodnień oraz do sanepidu o wydanie opinii.
Od tamtej pory do trzemeszeńskiego ratusza wpłynęło kilka pism protestacyjnych od okolicznych mieszkańców przeciwko realizacji tej inwestycji.
Osoby podpisane pod nimi argumentują, że wieś Mijanowo o charakterystycznej zwartej zabudowie gospodarstw nie jest odpowiednim miejscem do realizacji inwestycji w zakresie hodowli trzody chlewnej na tak dużą skalę, bo będzie się to wiązało z silną emisją nieprzyjemnych zapachów do środowiska. Zwracają uwagę, że w Mijanowie wybudowano niedawno nową świetlicę oraz powstał plac zabaw i boisko sportowe, a korzystanie z tej kosztownej infrastruktury będzie pozbawione sensu, jeśli w bezpośrednim sąsiedztwie znajdować się będzie tak duża hodowla trzody chlewnej.
TO NIE BĘDZIE MOLOCH
Podczas poniedziałkowego zebrania wiceburmistrz Dariusz Jankowski informował, że niedawno zostały wydane dwa kluczowe dokumenty w tej sprawie: postanowienie Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska o wydanie uzgodnień oraz opinia sanitarna Państwowego Powiatowego Inspektoratu Sanitarnego w Gnieźnie.
Sołtys Marek Michalak odczytał oświadczenie. Podkreślił w nim m.in., że Urząd Miejskie stronami postępowania w tej sprawie ustanowił właścicieli połowy siedlisk w Mijanowie, co świadczy o bardzo szerokim udostępnieniu informacji i nie może być mowy o próbie zatrzymania udziału społeczeństwa w wydawaniu decyzji. Zwrócił także uwagę, że instytucje kompetentne do oceny wpływu przedsięwzięcia na mieszkańców i środowisko, czyli RDOŚ i sanepid wydały pozytywną decyzję uzgadniającą warunki powstania inwestycji, czyli odrzuciły argumenty mówiące, że planowana inwestycja może przyczynić się do degradacji środowiska i pogorszenia warunków życia w Mijanowie.
Dodał, że zbiorowe protesty wpływające do burmistrza z 21 lipca 2016 r. i 8 lutego 2017 r. nie są autorskimi pismami mieszkańców Mijanowa. Są one oparte w znacznej części na artykułach internetowych organizacji ekologicznych, które według sołtysa nie przedstawiają rzetelnych naukowych potwierdzeń na stawiane w nich tezy. Poza tym zaznaczył, że autorzy pism nie powołują się w nich na źródła, co nosi znamiona plagiatu.
Według Marka Michalaka, planowana przez niego inwestycja nie tylko nie pogorszy warunków życia mieszkańców Mijanowa, a wręcz je poprawi.
- Moim zamierzeniem nie jest, jak się sugeruje, budowa wielkiego molocha a jedynie modernizacja i rozbudowa istniejącego od kilku pokoleń gospodarstwa rodzinnego w zgodzie ze środowiskiem i społecznością lokalną - przekonywał sołtys Mijanowa.
MA BYĆ LEPIEJ
Sporo obaw co do planowanej inwestycji miał Roman Pazderski. Uzasadniał, że inwestorzy podwyższają sobie standard wewnątrz gospodarstwa, ale to nie znaczy, iż nie będą szkodzić innym mieszkańcom. Stwierdził, że już obecnie ludzie nie chcą korzystać ze świetlicy, bo jest odór.
Nie zgodził się z tym syn sołtysa Krzysztof Michalak, który twierdził, że mieszkańcy chętnie korzystają ze świetlicy i terenu położonego obok niej. Prosił, żeby wskazać choć jedną imprezę, która została odwołana w świetlicy. Podkreślał również, że RDOŚ już się wypowiedział co do wpływu inwestycji na otoczenie i zajmujący się tym fachowcy ocenili, iż nie będzie negatywnego wpływu. Informował, że powstająca gnojowica będzie spływała do zamkniętego zbiornika.
Niektórzy mieszkańcy zwracali uwagę, że RDOŚ nie wydał opinii dotyczącej odoru i podkreślali, że skoro już teraz w okolicach świetlicy czuć smród, to co będzie jeśli gospodarstwo zostanie powiększone.
Krzysztof Michalak wyjaśniał w obrazowy sposób, że jeśli ktoś kupi mieszkanie w Warszawie na ul. Marszałkowskiej, to nie może mieć pretensji, że są korki. Tak samo mieszkaniec wsi ma świadomość, że zawsze będą jakieś zapachy związane z produkcją rolniczą. Zaznaczał, że nie po to planują inwestycję, aby sobie pogarszać sytuacje i zadeklarował, że jest pewien, iż będzie dużo lepiej.
WYKORZYSTAĆ POTENCJAŁ
- A jeśli będzie bardziej śmierdziało? To powiecie, przepraszam, nie chciałem? - pytał jeden z mieszkańców.
- Za kogo nas uważacie, że dla potencjalnych zysków ja ryzykuje swoje zdrowie? Na prawdę tak myślicie - pytał uczestników zebrania Krzysztof Michalak. Pytał także, czy nie jest wstyd tym osobom, które w swoich skargach piszą, że gnojowica jest trucizną.
Przewodniczący Rady Miejskiej Sławomir Peno dociekał, ile świń maksymalnie będzie w gospodarstwie, jeśli inwestycja będzie zrealizowana. Według Krzysztofa Michalaka, będzie to maksymalnie 240 loch i 2.160 stanowisk dla prosiąt z warchlakami.
- Dlaczego wy to chcecie budować? - pytał pod koniec zebrania Jan Koperski.
Krzysztof Michalak odpowiadał, że hodowla trzody chlewnej jest jego pasją, dlatego się w tym kierunku kształcił i chciałby wykorzystać ten potencjał. Jak informował, mógł pozostać w USA, ale powiedział swojemu managerowi, że przyjechał się tam nauczyć. Zapewnił, że model 200, 300 czy 400 loch jest optymalny dla rozwoju.
KŁOPOT DLA BURMISTRZA
Wiceburmistrz Jankowski precyzował, że obawy mieszkańców dotyczą zakresu i uciążliwości inwestycji. Pytał więc, czy myślano o jej ewentualnym ograniczeniu.
Syn sołtysa odpowiadał, że ciężko to rozważać i chcą dostosować swoją produkcję do realiów rynkowych. Krzysztof Michalak pytał też czy może mieszkańcy powiedzą im ile mogą mieć świń, żeby ich zadowolić.
Jedna z mieszkanek pytała, czy bierze się pod uwagę inną lokalizację inwestycji. Wyjaśniała, że mieszkańcy nie są przeciw rodzinie inwestorów, ale przeciwko szkodliwości inwestycji.
O tym, że inna lokalizacja nie wchodzi w grę, gdyż inwestycja w dużym stopniu ma polegać na modernizacji istniejących budynków w gospodarstwie, przekonywał Krzysztof Michalak.
Jeden z uczestników zebrania zastanawiał się jaką ostateczną decyzję w tej sprawie podejmie burmistrz, jeśli 90% mieszkańców Mijanowa będzie przeciw tej inwestycji.
Burmistrz Krzysztof Dereziński odpowiadał, że na razie tylko słucha, ale czym więcej słucha, tym trudniej będzie mu podjąć decyzję i zaznaczył na razie decyzja nie jest jeszcze podejmowana.
O tym, że świnie to nie perfumy Diora przekonany był Sławomir Peno twierdząc, że nie można się dziwić obawom mieszkańców, gdyż planowana lokalizacja jest blisko zabudowań.
Krzysztof Michalak twierdził jednak, że jest to błędne założenie, że skoro będzie więcej sztuk trzody, to będzie gorzej. - Może być więcej i może być lepiej - przekonywał.
Już po zebraniu Krzysztof Michalak z ojcem zwracali uwagę reporterowi Pałuk iż nie powinien pisać że Marek Michalak jest ojcem asystenta burmistrza Trzemeszna Michała Michalaka, bo jak twierdzili, nie ma to nić wspólnego z opisywaną sprawą inwestycji.
Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1307 (9/2017)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze