Winbud, mieszkańcy, wiatraki, Jeziora Wielkie, wójt
Mieszkańcy pytają, dlaczego wójt faworyzuje Windbud
A nie stawia na firmę Mirosława Kędzierskiego z Konina, który proponuje większe miesięczne dzierżawy dla rolników za wiatraki. Wójt Zbysław Woźniakowski zaprzeczył, jakoby miał coś wspólnego z faworyzowaniem jakiejkolwiek firmy stawiającej wiatraki. - Mirosław Kędzierski był zaskoczony, że nikt przy okazji dyskusji nad studium nie zaprosił go na spotkanie z radnymi. - Przypuszczam, że ktoś tam coś kombinuje - dodał.
DLACZEGO WÓJT NIE CHCEFIRMY Z KONINA
14 stycznia zadzwoniła do naszej redakcji mieszkanka gminy Jeziora Wielkie, która prosiła reportera, by ten zainteresował się sprawą ewentualnej budowy elektrowni wiatrowych na terenie gminy.
- Na ostatniej komisji pan wójt podjął decyzję, że wiatraki będzie budowała firma „Windbud” z Inowrocławia, a przecież startowała również firma pana Kędzierskiego z Konina, która proponowała od 2.000 zł do 4.500 zł miesięcznej dzierżawy za wiatrak. Firma z Inowrocławia proponuje od 1.500 zł do 2.000 miesięcznej dzierżawy za wiatrak. Chciałabym wiedzieć, jakimi kryteriami kierował się nasz pan wójt, że zdecydował wybrać firmę, która za wiatraki będzie płaciła mniej. Oczywiście będą wówczas mniejsze podatki odprowadzane do gminy od tych wiatraków. Od ponad roku na każdym zebraniu i sesji pan wójt mówił, żeby nie podpisywać umów z firmą z Konina. Również jak poszło się indywidualnie do wójta mówił wprost, żeby nie podpisywać umowy z panem Kędzierskim. Dlaczego? Przecież nawet dziecko wybrałoby tego, który płaci więcej i są z tego większe podatki do gminy - usłyszeliśmy.
Zdaniem naszej rozmówczyni, tego typu działania podejmowane przez wójta są niekorzystne dla gminy. Jej zdaniem, Mirosław Kędzierski podpisywał umowy z rolnikami oraz osobami prywatnymi w Woli Kożuszkowej, Siedlimowie, Berlinku i najprawdopodobniej w Budach. Firma Windbud, jak powiedziała, chce budować wiatraki w całkowicie innych miejscowościach, w Wójcinie, Woli Kożuszkowej i Budach. W rozmowie poruszyła sytuację, jaka jej zdaniem miała związek z radnym powiatowym Andrzejem Siwkiem. Jej zdaniem Mirosław Kędzierski chciał podpisać umowę z radnym Siwkiem, ale chciał stawiać wiatrak na ziemi, która należy do Agencji Rynku Rolnego, którą dzierżawi radny Siwek, ale wtedy pieniądze jej zdaniem nie trafiałyby do Andrzeja Siwka, tylko do Agencji.
Nasza rozmówczyni twierdzi, że firma Windbud ma stawiać tak wiatraki, że jeden stanie na prywatnej działce radnego Siwka.
- Po prostu chodzi o radnego i kto rządzi tą gminą, pan Siwek czy Woźniakowski. Ja chciałabym, aby pan wójt powiedział wprost, dlaczego wybrał tańszą firmę. Nie wiem, o co tu chodzi. Dlaczego od samego początku pan wójt stawiał na firmę z Inowrocławia, a nie na firmę z Konina - dodała nasza rozmówczyni.
Przyznała ponadto, że sama podpisała już umowę z Mirosławem Kędzierskim, który jej zdaniem wszystko miał dobrze zaplanowane, wiatraki miały być solidne i zachowane były wszelkie konieczne odległości.
WÓJT WYPIERA SIĘ KONTAKTÓW Z FIRMAMI
Wójt Zbysław Woźniakowski zaprzeczył, jakoby miał coś wspólnego z wyborem jakiejkolwiek firmy stawiającej wiatraki. Twierdzi, że nie wskazuje ani nie sugeruje mieszkańcom wyboru którejś z nich.
- Ja dziś nie wiem, gdzie elektrownie wiatrowe będą stały, mieszkańcy wiedzą, bo już były wstępne umowy podpisywane. Powiedziałem im, że muszą się zjednoczyć i podpisywać z jedną firmą, ale nie wyznaczałem ani nie sugerowałem z jaką. Tłumaczyłem, że jak się rozproszycie, to żadna firma nie wybuduje wiatraków. Wójt do umów nie ma nic. To są umowy cywilnoprawne i w żadną umowę i inne sprawy ingerował nie będę - tłumaczy wójt Woźniakowski.
Przypominał sobie, że rozmawiał z jednym z mieszkańców, który uczestniczył w spotkaniu z Mirosławem Kędzierskim z Konina. Ten mieszkaniec miał opowiedzieć wójtowi, że u kogoś z jego rodziny Windbud postawił wiatrak i z płatnościami nie ma żadnego problemu.
- Powiedział mi, że płacą im 2.500 zł, a jak usłyszał, że pan Kędzierski daje 4.700 zł, to był zdziwiony, bo Kędzierski jeszcze miał powiedzieć, że będzie to od ilości sprzedanej energii. Ten mieszkaniec pytał, kto będzie z nas w stanie sprawdzić, ile tej energii sprzedali. Tyle tylko o wiatrakach wiem - dodał wójt.
Stwierdził ponadto, że nie interesuje go, jaka firma będzie wiatraki stawiała. Wójta interesuje tylko to, aby jak najszybciej zostały te inwestycje zrealizowane, by jak najszybciej wpływały podatki do kasy gminy. Wójtowi zależy, by jak najszybciej gmina i właściciele działek mieli z wiatraków pieniądze. - To mnie interesuje.
- Ja dążę do tego, żeby nie było uchwalone studium w tym kształcie. Chcę, aby te obszary były większe. Więc jeżeli ta pani jest tak mocno zatroskana co i kto, to powiem jej, że wójt nie ma do tego nic. Ani nie będzie miał pan Siwek, ani pan, jak będzie miał pan działkę, bo to wskażą warunki techniczne i wietrzność w tych miejscach. Przecież nikt nie postawi wiatraka tam, gdzie jest słaba wietrzność, bo każdy chce mieć z tego pieniądze. Nie ja będę wybierał miejsca. Będę zadowolony z takiej firmy, która w jak najkrótszym czasie zrealizuje to zadanie. Przecież w miejscu postawienia wiatraka będzie najpierw postawiona wieża, która będzie stała przez rok i będzie mierzyła prędkość wiatru. Przecież nikt nie zainwestuje milionów w miejsce, gdzie wiatrak nie będzie przynosił dochodów - powiedział wójt Woźniakowski.
Zdaniem wójta, tylko firma Windbud wnosi do studium jakieś uwagi. - Widocznie się tym interesuje, a inna firma nie. To co, ja mam ich specjalnie zapraszać? - pytał wójt.
- Niech ta pani podpisze umowę z Kędzierskim, przecież nikt jej nie broni. To jest jej prywatna sprawa - dodał wójt.
KĘDZIERSKI U NICH NIE BYŁ
Spytaliśmy też Jacka Siwka, czy to prawda, że chcą na swojej ziemi postawić wiatraki. Jacek Siwek powiedział, że to przedstawiciele firmy Windbud sami zgłosili się do nich z propozycją postawienia wiatraków. Dodał też, że nikt z firmy pana Kędzierskiego ani sam pan Kędzierski nigdy z nim ani z jego ojcem nie rozmawiał.
- „Windbud” proponuje 25.000 zł na rok dzierżawy, ale jeszcze nic nie wiadomo, czy w ogóle coś z tego wyjdzie, bo może się jeszcze okazać, że w ogóle nie postawią tych wiatraków - powiedział Jacek Siwek. Zaprzeczył jakoby miał wcześniej kiedykolwiek rozmawiać z wójtem na temat umiejscowienia wiatraków. - Nigdy takich rozmów nie prowadziliśmy - oznajmił. Stwierdził natomiast, że wie, jaka kobieta skontaktowała się z nami w sprawie wiatraków i kierowała w stosunku do jego rodziny takie zarzuty. Wskazał na jedną z mieszkanek Siedlimowa.
KĘDZIERSKI MÓWI, ŻE ZAJĄŁ CAŁY TEREN
21 stycznia rozmawialiśmy z Mirosławem Kędzierskim z Konina. Spytaliśmy, czy jest on zainteresowany postawieniem wiatraków na terenie gminy Jeziora Wielkie. Nasz rozmówca stwierdził, że ma już podpisane umowy z rolnikami na dzierżawę pod konkretne turbiny wiatrowe na terenie całej gminy.
- Teren, który ma być przeznaczony w planie zagospodarowania gminy na te lokalizacje, generalnie ja już mam zastrzeżony. Cały teren jest zajęty. Ta firma z Inowrocławia już się nie zmieści. Zresztą na mój wniosek jest opracowywane studium uwarunkowań i ja składałem wniosek o zmiany w planie zagospodarowania. Tak, że nie sądzę, żeby tam inna firma weszła - usłyszeliśmy od Mirosława Kędzierskiego.
Był on bardzo zdziwiony, gdy dowiedział się, że na połączonych komisjach Rady Gminy omawiane było studium uwarunkowań. Tym większe było jego zdziwienie, gdy usłyszał, że na spotkaniu byli obecni przedstawiciele firmy Windbud z Inowrocławia, która również ma wyznaczone miejsca pod turbiny wiatrowe i podpisane wstępne umowy z rolnikami.
- Dlaczego gmina nie poinformowała mnie o tym spotkaniu? - zastanawiał się. - Przypuszczam, że ktoś tam coś kombinuje - dodał Kędzierski.
Po informacji, że firma Windbud również rozmawia z rolnikami i wskazaniu gospodarstwa rolnego Andrzeja Siwka i Jacka Siwka w Wójcinie, Mirosław Kędzierski zmienił zdanie.
- Być może dwie firmy będą budowały, nie wiem - dodał i po tych słowach zakończył z nami rozmowę telefoniczną, gdyż jak twierdził jechał pociągiem do Poznania. Mówił, że skontaktuje się z reporterem wieczorem po powrocie. Wieczorem otrzymaliśmy od niego SMS-a, że nie uda mu się z nami jednak porozmawiać. Sugerował, że skontaktuje się w późniejszym terminie.
WINDBUD NIC NIE WIE O KĘDZIERSKIM
Rozmawialiśmy również z Januszem Radzikowskim z inowrocławskiej firmy Windbud. Ten stwierdził, że nic nie wie, jakoby firma Mirosława Kędzierskiego była również zainteresowana budową turbin wiatrowych na terenie gminy Jeziora Wielkie.
- Nic mi nie wiadomo na ten temat. Ja wychodzę z tego założenia, że to nie my, tylko gmina wyznacza obszary swojego studium. A kto tam będzie, czy to będzie firma z Konina, czy Inowrocławia nie ma znaczenia. Dla nas jest ważna jedna rzecz, że jeżeli my mamy być zainteresowani tą lokalizacją, to tych wiatraków nie może być mniej jak 8 czy 9. Jeżeli będzie ich 6, to będzie to inwestycja na granicy opłacalności ekonomicznej. Jeżeli pojawi się firma z Konina, to tak naprawdę mnie to nie interesuje, czy będą. To gmina decyduje o tym, żeby wyznaczyć swoje studium. Kolejnym elementem będzie plan miejscowy, gdzie gmina zdecyduje, gdzie uchwalić plan miejscowy zgodny ze studium. Wtedy dopiero może być konflikt interesów miedzy firmami. Pracownicy pojadą do gminy na spotkanie i będą bronić naszego stanowiska w sensie ekonomicznym. Jak gmina określi inne obszary, to będziemy się zastanawiali, co dalej robić. Na dzień dzisiejszy tych obszarów jest coraz mniej i jeżeli się okaże, że jest ich więcej, to my w to wejdziemy w przyszłości. Lecz jeżeli to będzie parę sztuk, to zrezygnujemy - powiedział Janusz Radzikowski.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1145 (4/2014)
Komentarz
Kręcenie wiatrakami
Panu wójtowi Jezior Wielkich chcę powiedzieć, że firma chcąca budować wiatraki ma na sto procent podpisane umowy przedwstępne z konkretnymi rolnikami na terenach przewidzianych pod wiatraki. Procedura budowania wiatraków w całej Polsce wygląda bowiem tak, że najpierw firma szuka lokalizacji i podpisuje umowy przedwstępne. Najlepiej, jak jest tam droga i linia 15 kV do podłączenia pojedynczych turbin (przy zespołach turbin trzeba wybudować Główny Punkt Zasilający). Potem sprawdza, czy studium przewiduje takie inwestycje - przy tym trzeba zaznaczyć, że nigdzie w Polsce do niedawna nie było miejsc na wiatraki; te miejsca powstają teraz.
To, że są tam domy mieszkalne w niewielkiej odległości (a zazwyczaj tam, gdzie droga i gdzie linia energetyczna - tam są i domy) - jest bez znaczenia dla inwestora. Więc to nie jest tak, że prosimy pracownię projektową o sprawdzenie, gdzie można by postawić wiatraki. To jest tak, że wymagamy od pracowni, aby wyznaczyła na wiatraki te miejsca, w których one mają być. Mając przedwstępne umowy w ręku w wielu miejscach w Polsce firmy w różny sposób wpływają tak na włodarzy gmin, że tam w studium jest przewidziane stawianie elektrowni, gdzie znajdują się namierzone przez nich działki.
Podziwiam pracownię projektową, że broni swojego projektu. Szczere gratulacje. Projektanci wiedzą zapewne, że w Polsce w tej chwili protestują mieszkańcy ponad 500 gmin i jest ich razem około 2.000.000. Blokują oni plany inwestorów. Z kolei inwestorzy są bezwzględni, bo wiedzą, ile pieniędzy Unia nam dała na inwestycje w odnawialne źródła energii i chcą te pieniądze dostać. Stawka jest wielka. W nowym rozdaniu europejskiego budżetu ok. 50 mld euro ma być przeznaczone na wspieranie energetyki odnawialnej w Polsce.
Ale przecież odnawialne źródła energii to nie tylko wiatraki-potwory. Istnieją - Panie Wójcie - inne źródła odnawialnej energii - np. zamontowane na każdym domu w gminie panele elektrowoltaiczne, małe wiatraczki, panele do grzania wody... Na tym zarobią wszyscy mieszkańcy gminy.
Radnym zaś radzę dobrze się zastanowić przed podjęciem decyzji, czy w ogóle postawić olbrzymie elektrownie wiatrowe - szkodliwe dla ludzi, środowiska i będące niestałym źródłem energii. Zastanowić się co najmniej do czasu uchwalenia ustawy o odnawialnych źródłach energii. Radzę też, by wzięli pod uwagę fakt, iż pieniądze z podatków od elektrowni spowodują pozbawienie gminy części janosikowego. Czy wójt robił takie obliczenia?
I na koniec rada dla rolników: pójdźcie do zaufanych prawników, aby skonsultować podpisane umowy. Widziałem wiele takich umów, od czytania których jeżą się włosy na głowie. Może w Waszej gminie jest inaczej, ale radzę sprawdzić.
Inwestorów rozumiem: im więcej turbin, tym większa kasa, a że interes ten kręci się tylko, jak jest dotowany, to już sprawa wielkiej polityki. Dla szarego mieszkańca kalkulacja jest zaś taka: im więcej wiatraków, tym droższy prąd - bo przecież ktoś musi za tę drogą inwestycję w końcu zapłacić.
MARIAN KAWKA
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1145 (4/2014)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze