Na podwórku kamienicy przy ul. Benedyktyńskiej 22 w taki sposób gromadzone były śmieci. Groziło to wybuchem epidemii. Jak mówi widoczny na zdjęciu mieszkaniec kamienicy Włodzimierz Falkowski, mieszkańcy już sami zabili dwa szczury.
fot. Paweł Lachowicz
Mogilno, kamienica, śmieci, ul. Benedyktyńska 22
Mieszkańcy tonęli w śmieciach
Mieszkający w Lesznie właściciel nie zabezpieczył kamienicy w pojemniki, tylko śmieci wyrzucano luzem do boksu. Do tej pory te śmieci wywoziła komunalka - nie zdążyła zrobić tego w czerwcu. Problem zaczął się od 1 lipca, gdyż Sanikont odbiera tylko śmieci zmieszane wystawiane w pojemnikach. Ostatecznie za opłatą komunalka wywiozła śmieci do Inowrocławia. - Niech ten pan nie liczy na partycypowanie gminy w kosztach ich usunięcia. Niech się cieszy, że się to nie skończyło potężnym mandatem na niego nałożonym - mówi wiceburmistrz Jarosław Ciesielski.
BOKS, BEZ POJEMNIKÓW
W ubiegłym tygodniu z reporterem skontaktował się Włodzimierz Falkowski, jeden z lokatorów kamienicy przy ul. Benedyktyńskiej 22 w Mogilnie. Był zaniepokojony coraz większą ilością śmieci zalegających na podwórku posesji. Nieruchomość nie miała żadnych pojemników na śmieci. Wszystkie śmieci wrzucane były luzem do murowanego boksu. - Ja już przyniosłem nawet z pracy ten „Kinder-boks” duży, żeby te śmieci, które już wysypane były za boksem pozbierać. Bo boks mamy już czubaty. A teraz to już i ten „Kinder-boks” jest pełen i nie wiem, co mam zrobić dalej - martwił się.
Do tej pory, jak mówi, śmieci wywoziła zawsze komunalka i nigdy nie było z tym problemów.
Włodzimierz Falkowski mówił, że wyłoniona w drodze przetargu na odbiór śmieci w gminie Mogilno firma Sanikont w lipcu nie odebrała jeszcze ani razu śmieci z terenu posesji. W boksie znajdującym się na podwórku posesji zalegały jeszcze śmieci, które nie zostały odebrane przez mogileńską komunalkę w czerwcu, przed wejściem w życie nowej ustawy. Sanikont zgodnie z przetargiem odbiera jednak tylko śmieci zmieszane wystawiane w pojemnikach.
W budynku mieszka 10 rodzin. Wszyscy zadeklarowali oddawanie odpadów zmieszanych. Według nowej stawki Włodzimierz Falkowski płaci miesięcznie 56 zł opłaty śmieciowej za 4 osoby - 2 dorosłe i 2 dzieci.
- W ubiegłym miesiącu „komunalka” olała wywóz śmieci, bo przegrali przetarg i pewnie stwierdzili, że nie muszą już nic wywozić. Dzwoniłem do „komunalki”. Pani, z którą rozmawiałem powiedziała, że nie przyjmie ode mnie zlecenia, że właściciel posesji musi zadzwonić osobiście. Więc zadzwoniłem do właściciela. Powiedziałem mu o co chodzi i on do niej zadzwonił. To było po 20 czerwca. Ta pani powiedziała mu, że postarają się to wywieźć i tak się postarali, że nie wywieźli w ogóle - żali się Włodzimierz Falkowski.
Mówi, że według jego informacji mieszkający w Lesznie właściciel kamienicy Włodzimierz Weber starał się również już w Sanikoncie, by wywieźli śmieci. - Ta nowa firma przyjechała w pierwszy wtorek lipca. Jak tu podjechali, powiedziałem im o tych śmieciach. Stwierdzili, że ich to nie obchodzi, wsiedli w samochód i pojechali. Śmieci nie zabrali - dodaje nasz rozmówca.
Jego zdaniem: - Właściciel wysłał pismo do tej nowej firmy, rozmawiał z nimi również telefonicznie. Podobno mieli podwieźć jakiś kontener, żeby to załadować i żeby to zabrać. Oni się tak umówili z właścicielem, że ten boks będzie rozbity i w tym miejscu staną pojemniki na śmieci.
SZCZURY JUŻ ZABIJALI
Włodzimierz Falkowski denerwował się, że nawet dzieci nie może wypuścić na podwórko, tym bardziej, że córka ma alergię na kurz i wszelkie zapachy. Z zalegających na podwórku posesji śmieci wydzielał się coraz większy fetor. Był on na tyle uciążliwy, że mieszkańcy nie mogli otwierać okien, bo smród wpadał do mieszkań tak intensywny, że aż dusił. Na domiar złego przy boksie z zalegającymi śmieciami pojawiły się gryzonie. - Szczury już do sąsiada do domu się dostały i dwa już zabił. Koty wchodzą na tą kupę śmieci i to wszystko rozrzucają - dodał Włodzimierz Falkowski.
NA KOSZT WŁAŚCICIELA
Właściciel posesji Włodzimierz Weber w rozmowie z naszym reporterem przyznał, że około 20 czerwca zgłosił do PMGK konieczność wywozu śmieci, ale tam mieli mu powiedzieć, że nie wiedzą, czy zdołają się z tym wyrobić. - Prosiłem, aby wywieźli te śmieci, nigdy nie było problemu i MPGK zawsze wywoziło. Pani zawsze bardzo miła, powiedziała, że postara się to załatwić, ale mają bardzo dużo pracy i nie wie, czy zdążą - powiedział Włodzimierz Weber.
Śmieci nie zostały w czerwcu wywiezione.
Po zmianie firmy wywozowej właściciel wysłał pismo wysłał do Sanikontu z prośbą o usuniecie odpadów. - Poprosiłem o ich wywiezienie, bo robi się tam niebezpiecznie. Poprosiłem też, żeby zabezpieczyli posesję w odpowiednie pojemniki - mówi. Interweniowała u właściciela straż miejska. Do 17 lipca nic się jednak nie działo.
Ostatecznie Włodzimierz Weber poprosił Urząd Miejski w Mogilnie o wskazanie firmy, która mogłaby wywieźć śmieci z posesji. Urzędnicy wskazali MPGK i tam miał złożyć zamówienie na wywóz nieczystości.
- Dałem zlecenie i powiedziałem, że za wywóz i załadunek ja zapłacę, a ta firma „Sanikont” dostarczy duży pojemnik, bo małych nie mają. Ja dla miłej zgody pokryję koszty tego wywozu. Tylko jestem ciekawy jednej sprawy, bo moje śmieci będą z czerwca, a z lipca będą śmieci nazwijmy to miasta, bo lokatorzy płacą do miasta i nie wiem za co oni mi wystawią rachunek. Ja zawsze dużo pieniędzy płaciłem na rzecz MPGK, tam było od 400 nawet do 800 zł za wywóz, a teraz jak mi naliczą te wszystkie koszty i za lipiec jeszcze, to ja zapłacę z 1.500 zł. W koszty wchodzi załadunek, transport oraz cena na wysypisku. I jak mi policzą za cały wywóz za dwa miesiące, to chyba będę musiał kredyt wziąć. To ma się wyjaśnić na początku przyszłego tygodnia. Niech by gmina zapłaciła za przyjęcie śmieci, a ja za ten transport i załadunek - dodał Włodzimierz Weber.
Ostatecznie zalegające na posesji śmieci zostały na zlecenie właściciela wywiezione 19 lipca przez MPGK.
KTO ZLECA, TEN PŁACI
Prezes Artur Lorczak poinformował, że jego firma do końca czerwca wywoziła śmieci zgodnie z harmonogramem.
- Może i nie byliśmy w stanie obsłużyć wszystkich ludzi idealnie do 30 czerwca, a nie o to chodziło w ustawie i tego nie mógł od nas ten pan wymagać. Na pewno był tam wywóz zgodnie z harmonogramem i jeżeli coś mu zostało, to nowa firma powinna im to wywieźć. Rachunek ten pan otrzyma od nas, bo u nas jest prosta zasada, ten kto zleca, ten płaci. Tak jak w każdej firmie. A z tego co mi wiadomo, on te śmieci miał luzem, a „Sanikont” tak zeskładowanych śmieci nie odbierze. My byliśmy i tak jedną z nielicznych gmin, gdzie opłaty wyglądały inaczej. W wielu gminach płacili co miesiąc niezależnie, czy mieli wywiezione śmieci, czy nie. U nas tylko się płaciło za wywiezione odpady. A jeżeli są tam śmieci z czerwca, to i tak trzeba za to zapłacić - powiedział Artur Lorczak.
MÓGŁ BYĆ DUŻY MANDAT
Wiceburmistrz Jarosław Ciesielski twierdzi, że całą winę za zaistniałą sytuację ponosi właściciel posesji, który do lipca 2013 r. nie miał pojemników na odpady. Jest niedopuszczalne, by nie było pojemników.
- Nie posiada pojemników na odpady i zdziwiony jest, że musiał zapłacić za usługę. Nie ma możliwości, żeby gmina partycypowała w kosztach. On sam doprowadził do takiej sytuacji, która mogła być jeszcze bardziej w konsekwencji niebezpieczna, bo mógł doprowadzić do wybuchu epidemii w tym miejscu. Niech nie liczy na partycypowanie gminy w kosztach usunięcia śmieci. Moim zdaniem, niech ten pan się cieszy, że się to nie skończyło potężnym mandatem na niego nałożonym. Bo jako zarządca powinien się raczej wstydzić sposobu zarządzania, żeby w 2013 roku jego nieruchomość nie była wyposażona w pojemniki na odpady. Tam był tylko boks, w którym składowane były odpady w taki sposób, że mogło doprowadzić do rozmnażania się tam szczurów - powiedział wiceburmistrz Jarosław Ciesielski.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1119 (30/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze