Reklama

Miłość, długi i pustka

Sławomir G. po kolejnym zniknięciu żony z domu 5 miesięcy temu jest zdeterminowany. Chce jeszcze przed rozwodem wydostać się z tarapatów finansowych, w które wpędziły go - jak twierdzi - długi żony. Na ławie przed nim stoi torebka żony i jej rzeczy osobiste, którą 5 miesięcy temu przywieźli mu policjanci, gdy żona po ucieczce został pobita w Inowrocławiu.

        fot. Damian Stawski

Kołodziejewo, Sławomir G., żona, długi, policja
     Miłość, długi i pustka
     Sławomir G. żali się reporterowi, że policja nie chciała przyjąć od niego zawiadomienia o zaginięciu żony Magdaleny. Funkcjonariusze powoływali się jednak na to, że rok wcześniej żona także zniknęła, a gdy się odnalazła podpisała oświadczenie, że nie chce mieć nic wspólnego z rodziną. Teraz także zniknęła i odnalazła się w Bydgoszczy, mąż jednak nie zna jej adresu. Odczuwa jednak jej obecność przez spłacane długi, które urosły do ponad 22.000 zł.

     WYSZŁA Z DOMU
     12 lutego pani Magdalena we wczesnych godzinach dopołudniowych miała pojechać autobusem z Kołodziejewa po podpis do Urzędu Pracy w Inowrocławiu. Czy wsiadła do autobusu jej mąż Sławomir G. - do końca nie wie. Wie jednak, że od tego czasu, od ponad 5 miesięcy żony nie widział. Nie miał z nią żadnego kontaktu. Prawdopodobnie tego samego dnia miała zostać w Inowrocławiu dotkliwie pobita. Ma informacje, że żona przewieziona została do szpitala w Inowrocławiu, po czym uciekła stamtąd.
     Nazajutrz 13 lutego Sławomir G. rozmawiał z załogą karetki, która wiozła jego żonę. - Sanitariusz mówił, że żona była pobita i to dość mocno. Ściskała telefon, nikomu nie chciała go dać, bo ona będzie dzwoniła do męża - mówi reporterowi. Tego samego dnia policjanci z Bydgoszczy poinformowali go, że zostały znalezione dokumenty żony, jej rzeczy osobiste i że pan Sławomir może je odebrać.
     - To było około godziny 15:00. Ja mówię, proszę pana mnie nie stać, żeby jechać do Bydgoszczy, jestem z małym dzieckiem, nie pojadę - mówi Sławomir G. Po jakiś trzech, czterech dniach przyjechał jeden z policjantów Komisariatu Policji w Janikowie i przywiózł zakrwawioną torebkę, w niej znajdowały się całe we krwi chusteczki higieniczne i karta do telefonu. Wszystkie te rzeczy ma do dnia dzisiejszego.

 Tak wygląda spisany przez pana Sławomira bilans długów, w które jak twierdzi wpędziła go żona Magdalena

Reklama

       fot. Damian Stawski

 Sławomir G. nie ma żadnych złudzeń, że wszystko co robi i będzie robił w najbliższych tygodniach jest tylko dla dobra jego córki

      fot. Damian Stawski

     NIE MÓGŁ ZGŁOSIĆ ZAGINIĘCIA
     Sławomir G. 13 i 14 lutego próbował zgłosić zaginięcie żony.
     - Najpierw poszedłem do policjanta. Powiedział, że nie przyjmie ode mnie zgłoszenia, ponieważ to nie było porwanie. Powiedział, że to ja popełniam przestępstwo zgłaszając zaginięcie żony, bo to ona sama odeszła ode mnie i kiedyś tam w zeszłym roku napisała pismo, że nie chce mieć z nami nic wspólnego - opowiada reporterowi. Z nami, to znaczy z panem Sławomirem i ich córką.
     12 maja wysłał do Komisariatu Policji w Janikowie pismo w sprawie zaginięcia żony. Otrzymał odpowiedź, w której czytamy:
     W związku z nadesłanym przez pana pismem do tut. Komisariatu Policji z dnia 12.05.2015 r. dot. udzielenia informacji na temat zaginięcia pana żony Magdaleny (...) informuję, że zgodnie z przepisami dotyczącymi procedur wszczynania poszukiwań osób zaginionych zawartymi w: Zarządzeniu Komendanta Głównego Policji nr 124 z dnia 4 czerwca 2012 r. w sprawie przeprowadzenia przez policję poszukiwania osoby zaginionej oraz postępowania w przypadku ujawnienia osoby o nieustalonej tożsamości lub znalezienia nieznanych zwłok oraz szczątków ludzkich informuję, że zgodnie z paragrafem 4 ust. 8 cytowanego Zarządzenia, czynności Policji zostały wykonane zgodnie z obowiązującymi przepisami. W maju 2014 roku prowadzone były poszukiwania dotyczące zaginięcia Magdaleny (...), w toku których ustalono miejsce pobytu osoby zaginionej. Wówczas Pana żona napisała stosowne oświadczenie, w którym zawarła informację o tym, że nie chce mieć z Panem żadnego kontaktu, co stanowiło przesłankę do podjęcia takich, a nie innych działań w tej sprawie.
     Sławomir G. mówi, że rok wcześniej jego żona w maju rzeczywiście uciekła od niego i córki. Potwierdził, że takie oświadczenie ze strony żony było, ale żona w październiku 2014 r. wróciła i tworzyli wtedy wspaniałą rodzinę. - Wróciła, podjęła leczenie i było fajnie, dopóki kolejny raz nie zapiła, bo jak ona chwyci kieliszek to już jest po niej - tłumaczy Sławomir G.
     Dlatego policja w Janikowie nie chciała przyjąć zawiadomienia o zaginięciu żony pana Sławomira podpierając się tamtym zaświadczeniem.
     Jak mówił Sławomir G., zaczął mieć również problemy finansowe (rosły zaciągane przez jego żonę długi), rozmawiał również na ten temat z miejscowym komendantem.
     - Komendant wysłuchał mnie, ale mówi, że on musi widzieć papiery jakie żona długi narobiła i że nie przyjmie zawiadomienia o ściganie. Przyjechał dzielnicowy do mnie, przejrzał te wszystkie dokumenty, pojechałem ja, policjant mnie tam przesłuchuje. Mówi, że nie przyjmą zgłoszenia i mam pisać do sądu o ustalenie miejsca pobytu żony - mówił. Dodatkowo jeszcze komendant miał doradzić panu Sławomirowi, aby ten poszukał sobie prywatnego detektywa.
     Sławomir G. sprawę nieprzyjęcia zgłoszenia o zaginięciu poruszał także w innych komisariatach i komendach.
     - Bydgoszcz mówiła muszą przyjąć, pan idzie i muszą przyjąć. Pojechaliśmy do Mogilna, dyżurny wezwał policjanta i mówi my przyjmujemy, ale chwilę rozmawiali, przyszedł policjant, wysłuchał mnie i mówi: „Ja panu pomogę w ten sposób, że ja napiszę do komisariatu” i napisał do komisariatu tutaj do Janikowa. Dostali, że mają przyjąć zgłoszenie, też nie przyjęli - mówi.
     Później jednak udało się ustalić miejscowość, gdzie prawdopodobnie znajduje się pani Magdalena. Dość często była widziana w Bydgoszczy. Mąż pisał wniosek do sądu o ustalenie miejsca pobytu jego żony. Dowiedział się jednak tylko tyle, że jego żonie został przyznany kurator.
     WSZYSTKO DLA NIKOLI
     Jak mówi nam, Opieka Społeczna doradziła mu, aby jak najszybciej założył sprawę rozwodową z jego żoną. Gdyby tego nie zrobił, a żona by wróciła, to groziłoby mu zabranie tego co jak mówił jest dla niego najcenniejsze w życiu, 5-letniej córeczki. Pan Sławomir mówi, że bardzo kocha żonę, mimo tego, jakie krzywdy mu wyrządziła i ich córeczce. Uważał bowiem zawsze, że żona jest osobą, która potrzebuje pomocy. - Ona mnie zawsze błagała o pomoc, Sławku, my tylko mamy... przepraszam - w tym momencie puściły emocje - My mamy tylko siebie, ona nie ma nikogo - kontynuował.
     Ludzie z otoczenia pana Sławomira są podzieleni w swych opiniach. Jedni mówią o nim w samych superlatywach oprócz jednej konkretnej wady - tego, że szuka żony, która tak naprawdę przysparza mu samych kłopotów. W samych superlatywach wypowiadała się też o panu Sławomirze jedna z osób związanych z Przedszkolem w Dąbrowie, do którego uczęszczała jego córka.
     - To złoty człowiek, zawsze robił wszystko by jego córka miała jak najlepiej, był obecny na każdej uroczystości - mówiła.
     Inni wskazują na negatywne elementy jego zachowania i postępowania. Choć zaznaczają, że do większych awantur dochodziło w domu, gdy mieszkała z nim żona.
Dzięki informacjom jakie udało się zdobyć Sławomirowi G., przez kilka miesięcy jego żona przebywała w dość patologicznym towarzystwie. Efektem jej ucieczki z domu było uruchomienie lawiny długów w wysokości ponad 22.000 zł. Z długami kłopoty ma teraz mąż, ponieważ nie było między nimi rozdzielności majątkowej, mimo, że namawiała go do tego rodzina jak i znajomi.
     W międzyczasie umorzono również dochodzenie z 13 maja 2014 roku - czyli przed pierwszą ucieczką żony z domu - w sprawie przywłaszczenia złotego łańcuszka oraz kradzieży 1.000 zł z mieszkania Sławomira G., o które podejrzana była jego żona. Pan Sławomir nie wniósł jednak sprawy o ściganie.
     Podczas przygotowywania przez naszego reportera tego artykułu, nastąpiła zmiana podejścia do kilku spraw Sławomira G. Na początku nie mógł się on pogodzić, że żona odejdzie na zawsze. Teraz jak mówi sytuacja ma się zupełnie inaczej. - Ostatnio jakoś nawet odżyłem do kobiet - mówi reporterowi. Diametralna zmiana zapanowała też w zachowaniu jego córki. Najważniejsze jednak w tym wszystkim jest dla pana Sławomira jedno - aby jeszcze przed rozwodem spotkać się z jego żoną, ale tylko w jednym celu - zamknąć sprawy finansowe.
     - Nie chcę, by wydawała pieniądze na swoich kochanków - mówi.
     Problem jest jednak taki, że jego żona zniszczyła wszystkie papiery świadczące o jej leczeniu odwykowym w Gnieźnie. Nie jest to też osoba ubezwłasnowolniona. W toku jest sprawa o rozdzielność majątkową, jednak żona naszego bohatera nie stawia się na rozprawy, które są odraczane. Pan Sławomir ma jednak o co walczyć i jest dobrej myśli.
     - Wszystko dla mojej kochanej córeczki - mówi.

Reklama

Damian Stawski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1223 (29/2015)

 

Przejdź do forum.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości