Parasol, seks i polityka, dalszy ciąg
Moneta
Duszyński chciał zwolnić Stalinskiego za wysyłanie pracowników M-GOPS w jego prywatnych sprawach do Bydgoszczy. Tymczasem sam tydzień temu został przyłapany w czasie zwolnienia lekarskiego na wyjazdach służbowym autem ratusza na zabiegi rehabilitacyjne chorej nogi.
GĘSTA ATMOSFERA
Sytuacja kierownika Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej Dariusza Stalinskiego jest nie do pozazdroszczenia. Od kilku miesięcy wisi nad nimi widmo zwolnienia.
Żaden z burmistrzów do tej pory nie pofatygował się i nie rozmawiał z kierownikiem na temat jego sytuacji. To z Pałuk Dariusz Stalinski dowiedział się o tym, że wokół jego osoby coś się dzieje.
Burmistrz od kilku miesięcy kompletuje w specjalnie założonej teczce różne informacje o pracy i atmosferze w Miejsko-Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej. Teczka zaczęła pęcznieć po tym, jak z pracy w M-GOPS za porozumieniem stron odeszła zastępca kierownika Magdalena Wiśniewska. Zaraz następnego dnia przyszła do burmistrza.
W teczce pojawiły się różne erotyczne listy i fiszki. Burmistrz ma tam także anonimy, donosy i listy krążące kilka miesięcy temu po korytarzach Opieki Społecznej. Są także fiszki rysowane, na przykład pełne serduszek - zawsze z podpisem. Są wspomnienia z pobytu na przystanku w Szubinku, ale także z obserwacji Giewontu z okna hotelowego pokoju w Zakopanem.
Leszek Duszyński zlecił kancelarii prawnej Leśny i Wspólnicy z Gniezna przygotowanie uzasadnienia zwolnienia kierownika Stalinskiego z pracy. Tak, by było skuteczne.
Przygotowanie do zwolnienia kierownika Stalinskiego przerwał wypadek, jakiemu burmistrz uległ na Ukrainie podczas pobytu delegacji w partnerskim mieście Brody. Jak powiedział nam wiceburmistrz Ciesielski, sprawa na dziś została wstrzymana.
OŚWIADCZENIA
Tymczasem reporter dotarł do nowych dokumentów z teczki, które rzucają nowe światło na całą sprawę. Okazuje się, że najpierw na podstawie dokumentacji erotycznej, prawnik ratusza Jolanta Zagórska miała przygotować uzasadnienie zwolnienia. Ostatecznie do tego nie doszło.
Gdy kilka tygodni później zajęła się tym Kancelaria Prawna Leśny i Wspólnicy, okazało się, że burmistrz dysponuje jeszcze oświadczeniami na temat postępowania kierownika Stalinskiego w godzinach pracy. Oświadczenia na piśmie złożyło dwóch pracowników M-GOPS.
DZIEŃ W CZERWCU
W tym momencie musimy wrócić do dnia zakończenia roku szkolnego w czerwcu. Burmistrz Duszyński otrzymał wtedy informację, że kierownik Stalinski stara się o pracę dyrektora Urzędu Wojewódzkiego w Bydgoszczy. Razem z wiceburmistrzem Ciesielskim postanowili wtedy, że pojadą porozmawiać z kierownikiem Stalinskim, o tym, że szuka pracy za ich plecami.
Był to akurat dzień, w którym kierownikowi zależało na jak najszybszym spotkaniu z burmistrzem. - Chciałem wcześniej jechać do Bydgoszczy, bo to był koniec roku szkolnego. Jestem szefem Rady Rodziców i miałem zaproszenia od kilku klas. Poza tym mój syn jest laureatem ogólnopolskich olimpiad i chciałem mu osobiście pogratulować wyników w nauce - mówi reporterowi Dariusz Stalinski. Kupił także w Mogilnie 9 wiązanek kwiatów, by syn mógł je wręczyć nauczycielom.
Burmistrz, widząc, że Stalinski się denerwuje, przeciągał przyjazd do M-GOPS aż do 1530. Kierownik Stalinski nie pojechał do Bydgoszczy. Gdy burmistrzowie weszli do jego gabinetu, przywitali go słowami: - Gratulujemy panu serdecznie. Stalinski myślał, że chodzi o osiągnięcia jego syna i zdziwił się. Wtedy usłyszał, że chodzi o załatwianie sobie pracy w Urzędzie Wojewódzkim. Kierownik zapewniał wtedy, że to nieprawda.
Od tamtego dnia minęło około 2 miesięcy. Aż do burmistrza przyszli dwaj wspomniani wcześniej pracownicy M-GOPS. Obaj złożyli oświadczenia, że wtedy w ostatni dzień roku kierownik Stalinski polecił im jechać do Bydgoszczy prywatnymi samochodami w godzinach pracy.
Dlaczego jednak pojechali w dwójkę i dwoma osobnymi samochodami?
NUMER 1
Pracownik numer 1 wyjechał dość wcześnie, gdyż kierownik wysłał go do banku w Bydgoszczy. W tym dniu można było kupić w banku okolicznościową monetę. Miał to być prezent dla jego syna za wyniki w nauce.
Stalinski czekał na burmistrzów i nie mógł jechać, dlatego wysłał pracownika. Pracownik miał kupić monetę, którą akurat w tym dniu emitował Narodowy Bank Polski i zawieźć ją do szkoły, dla syna kierownika. Tak też uczynił.
- Monety to lokata kapitału na przyszłość. W taki sposób chciałem synowi, z którego osiągnięć jestem dumny, podziękować za wyniki w nauce. Robię tak każdorazowo - mówi reporterowi Pałuk kierownik Stalinski.
NUMER 2
Kupionych 9 wiązanek kwiatów czekało nadal w siedzibie M-GOPS w Mogilnie. Kierownik liczył, że burmistrz przyjdzie na tyle szybko, iż zdąży jeszcze sam pojechać do szkoły syna. Z monetą nie zdążył. Liczył, że zdąży z kwiatami. Miał tam być na 14:00.
Nie zdążył, bo burmistrz nie przychodził, dlatego wezwał pracownika nr 2. Ten wziął wiązanki kwiatów i pojechał do szkoły prywatnym autem. Tam wręczył je synowi kierownika.
Pracownik nr 1 i pracownik nr 2 za wyjazd prywatnymi samochodami w godzinach pracy, w prywatnych sprawach kierownika Stalinskiego otrzymali diety.
Przebieg tych zdarzeń potwierdza w rozmowie z reporterem Pałuk kierownik Stalinski. Mówi, że zrobił tak, bo kocha swego syna i w tej sytuacji, w jakiej się znalazł, nie miał innego wyjścia.
REHABILITACJA
Leszek Duszyński jest na zwolnieniu lekarskim do 10 grudnia. Nie wiemy, czy sprawa zwolnienia kierownika Stalinskiego na podstawie złożonych oświadczeń przez pracowników M-GOPS będzie jeszcze aktualna.
Tydzień temu ujawniliśmy w gazecie, że burmistrz przez dwa dni, w czasie zwolnienia lekarskiego korzystał ze służbowego samochodu z kierowcą, który podwoził go na rehabilitację.
Urzędnik pomagał mu wysiąść z auta, otwierał drzwi i prowadził do gabinetu na zabiegi.
Potem odwoził burmistrza do domu i wracał do ratusza. Wszystko to działo się między 8:00 a 10:00 rano.
Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 921 (40/2009)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze