W pierwszej klatce tego bloku mieszkalnego przy ul. Kasprowicza doszło do niedzielnej tragedii
fot. Magdalena Lachowicz
Strzelno, morderstwo, blok, policja
Morderstwo w bloku
- Krzychu dźgnął mnie nożem - to ostatnie zdanie, jakie przed utratą przytomności powiedział do policjanta 53-letni Zdzisław K., gdy leżał w domu na noszach z raną brzucha i był cucony. Zmarł w szpitalu. Stojący obok noszy 42-letni Krzysztof L., ps. Peluch wmawiał policji, że to ktoś z miasta sprzedał mu kosę. Po wyznaniu kolegi, podejrzany o zabójstwo został zatrzymany. Grozi mu dożywocie.
SZACH - MAT
24 marca na parterze bloku rotacyjnego administrowanego przez Urząd Miejski w Strzelnie przy ul. Kasprowicza 73 od samego rana pito alkohol. Z nieoficjalnych informacji, jakie posiadamy, wynika, że tego dnia mieszkający w pierwszej klatce bloku, w mieszkaniu pod numerem 1 53-letni Zdzisław K. zaprosił do siebie kolegę od kieliszka 42-letniego Krzysztofa L., ps. Peluch, mieszkającego na stałe w Strzelnie w budynku po starej rzeźni. Najprawdopodobniej panowie grali w szachy.
- I o grę w szachy wszystko poszło. Wystarczył zły ruch, doszło do kłótni i sprawa się tak tragicznie zakończyła. Ale, żeby ruch pionkiem nie po myśli kolegi był motywem zabójstwa, to aż w głowie się nie mieści - opowiada nam jeden z mieszkańców Strzelna.
Około 13:45 w mieszkaniu doszło do tragedii. Peluch chwycił za nóż kuchenny i ugodził nim w brzuch 53-letniego kompana.
WYZNANIE PRZED ŚMIERCIĄ
Dyżurny KPP w Mogilnie dowiedział się o wszystkim od dyspozytorki pogotowia ratunkowego w Mogilnie. Z nieoficjalnych źródeł wiemy, że po pomoc zadzwonił sam sprawca zdarzenia. Miał powiedzieć, że jest w bloku rotacyjnym, gdzie pewnej osobie się coś stało, że doszło do dźgnięcia nożem, i że ta osoba potrzebuje pomocy.
Pierwszy na miejsce dotarł patrol prewencyjny policji. Zgłoszenie było niejasne, gdyż osoba, która zadzwoniła, powiedziała, że chodzi o blok nr 2. Ta informacja mogła zmylić służby ratunkowe, gdyż w Strzelnie są trzy bloki rotacyjne, dwa przy ul. Kasprowicza i jeden przy ul. Magazynowej. Jednak patrol prewencyjny dobrze trafił. Druga dojechała karetka, gdyż trochę błądziła zanim trafiła na miejsce zdarzenia.
Krzysztof L. miał zaprowadzić funkcjonariuszy do mieszkania i powiedzieć, że siedział w mieszkaniu z kolegą, byli razem dwie godziny. Pili wódkę i rozmawiali, a po dwóch godzinach Zdzisław K. miał podnieść koszulkę do góry i pokazać mu brzuch, mówiąc: - Zobacz jak ktoś mi kosę wbił i się przewrócił. Krzysztof L., jako dobry obywatel, postanowił zadzwonić na policję.
Gdy na miejsce zdarzenia dojechał patrol cywilny wraz z pogotowiem ratunkowym, położyli Zdzisława K. na nosze i zaczęli go cucić, bo on częściowo odzyskiwał świadomość. Policjant zapytał go, co się stało, a ten miał powiedzieć: - Krzychu dźgnął mnie nożem i wtedy stracił przytomność na dobre.
Za drzwiami tego mieszkania w bloku przy ul. Kasprowicza 73 doszło do tragedii. Drzwi do mieszkania zabezpieczone zostały specjalnymi plombami przez organy ścigania.
fot. Magdalena Lachowicz
PIJANY W SZTOK
Policja od razu zatrzymała Krzysztofa L. Trafił on do mogileńskiego aresztu. Był pijany. Miał w wydychanym powietrzu około 3,15 promila alkoholu. Na miejscu policjanci znaleźli nóż i rozpoczęli pracę operacyjną. Zabezpieczono ślady w mieszkaniu, sporządzono dokumentację filmową oraz dokumentację materiałów poglądowych oraz zapachowych.
Z nieoficjalnych informacji wiemy, że nóż, którym Krzysztof L. ugodził Zdzisława K., miał około 30 cm długości. Najprawdopodobniej nóż dostał się pod mostek, krwi za dużo w mieszkaniu nie było, więc musiał mieć krwotok wewnętrzny. Ranny trafił do szpitala w Strzelnie, gdzie następnego dnia, 25 marca o 10:00 zmarł.
Oficer prasowy mogileńskiej komendy kom. Tomasz Rybczyński z uwagi na prowadzone postępowanie w ogóle nie chciał się o sprawie wypowiadać. Potwierdził tylko, że faktycznie takie zdarzenie miało miejsce na terenie Strzelna.
CIĄG ALKOHOLOWY PRZYCIĄGA
Komendant strzeleńskiej Straży Miejskiej Paweł Namieśnik potwierdza, że mieszkanie Zdzisława K. było okresową meliną.
- Jak wpadł w tzw. ciąg, przyciągał do siebie osoby, które nadużywają alkoholu. Mieszkańcy w takich przypadkach zgłaszali nam, że ktoś tam jest, i że się boją, że może ogień wybuchnąć, albo coś innego złego się stanie. My tam jeździliśmy i zawsze potwierdzały się nam zgłoszenia, że są w mieszkaniu Zdzisława K. postronne osoby, które nadużywają alkoholu. Zdzisław K. oraz jego koledzy znajdowali się w kręgu osób naszego zainteresowania. Kiedyś mieliśmy zgłoszenie, że stoi tam pojazd z opuszczoną szybą już trzy tygodnie i okazało się, że właścicielem była osoba, która była tzw. niewyleczonym alkoholikiem i trzy tygodnie spędziła tam w mieszkaniu - opowiada komendant Namieśnik.
WALKI W KLATKACH
Zarówno strzeleńskim strażnikom, jak i policjantom dobrze znany jest też Krzysztof L.
Wielokrotnie był karany mandatami oraz wyrokami za rozboje i kradzieże. Był również znany Gminnej Komisji Przeciwdziałania Alkoholizmowi.
- Ja osobiście sprawowałem nad nim nadzór, jako kurator z ramienia leczenia alkoholowego. Na odwyku był nie raz. Siedział w więzieniu za kradzieże i rozboje. Jest to człowiek z wybujałą wyobraźnią. Twierdził np., że w więzieniu był uczestnikiem walk w klatkach, i że doszedł w tych walkach aż do finału. Ale my po prostu nie jesteśmy w stanie tych informacji potwierdzić, bo to jest zabronione - powiedział Paweł Namieśnik.
Dodał także, że Krzysztof L. od wielu lat jest rozwodnikiem. Na początku mieszkał u matki na ul. Cegiełka, a niedawno otrzymał przydział z gminy na jeden pokój w budynku po starej rzeźni. Komendant twierdzi, że jak nie było Pelucha widać szwędającego się po mieście, to było wiadomo, że siedzi w domu i nie pije. Jeżeli natomiast widziany był często na ulicy i to w różnym nieciekawym towarzystwie, to było już wiadomo, że ma ciąg.
- Krzysztof L. miał ciągi często. Było stwierdzone, że ma zespół uzależnienia alkoholowego. Po odwyku, jak wrócił z Radziejowa, jakiś czas nie było go widać, ale jak wyszedł raz i zaciągnął, to już popłynął - dodał Paweł Namieśnik.
BYŁ SPOKOJNY
O Zdzisławie K. strażnicy miejscy wiedzą, że miał problemy z alkoholem, ale nic złego nie mogli o nim powiedzieć. W jego mieszkaniu, jak dodał komendant Namieśnik, nie było awantur wywołanych przez właściciela. Gdy doszło do awantury, to wywoływały ją inne osoby w jego mieszkaniu przebywające.
- Bywało tak, że w pewnym momencie pojawiło się za dużo ludzi i on tego nie ogarniał. On sam na interwencjach wszystkie polecenia wykonywał bezwzględnie. Stał zazwyczaj z boku. Być może mogło pójść o szachy. Z tego co mi wiadomo wśród tych ludzi popularna jest właśnie gra w szachy czy w warcaby - dodał Paweł Namieśnik.
SĄSIEDZI ZAŁAMANI
Podjechaliśmy pod blok, w którym wydarzyła się tragedia. Cicha, spokojna okolica. Blok stoi na działce jako jedyny, w pobliżu nie ma zabudowań. W bloku mieszka 30 rodzin, po 15 w każdej klatce.
Drzwi wejściowe do klatki schodowej zastaliśmy zamknięte, bo zamontowane są tam domofony. Próbowaliśmy dzwonić do sąsiadów, nikt nie podnosił słuchawki, ale chwilę później pojawiła się jedna z mieszkanek Janina Wawrzyniak, wpuściła nas na schody.
Spytaliśmy, czy nic nie słyszała, czy coś w niedziele działo się w mieszkaniu Zdzisława K.
- Nic nie słyszeliśmy, cichutko tam było. Zdzisiu spokojny był, jako sąsiedzi nie możemy narzekać, a że lubił do kieliszka zajrzeć, czy piwko wypić, to tak jak to chłopy. Ale awantur w jego domu nie było - opowiada. O tym, że stała się tragedia w jego mieszkaniu, dowiedziała się dopiero w poniedziałek w sklepie.
- W niedzielę przyszłam pod wieczór z działki, wejrzałam w okna, zobaczyłam, że światło się świeci i pomyślałam, że co to się stało, że Zdzisiu dzisiaj do mamy spać nie poszedł - dodaje pani Wawrzyniak. Z jej relacji wynikało, że Zdzisław K. w swoim mieszkaniu tylko bywał, często właśnie z kolegami, jak na piwko miał ochotę, ale na noc chodził do swojej mamy Łucji, która mieszka na ul. Inowrocławskiej. - Dusza człowiek z tej kobiety. Ona musi dopiero to przeżywać. Wspaniała kobieta.
W trakcie naszej rozmowy ze schodów schodziła kolejna sąsiadka. Mówiła, że Zdzisław K. nie był uciążliwym sąsiadem. - To nie był konfliktowy człowiek. Zawsze mówił „Dzień dobry”, życzliwie zagadał do sąsiadów - mówiła.
Zdaniem sąsiadów, Zdzisław K. od około 10 lat, po rozwodzie z żoną, mieszkał sam. Miał też jednego syna. - Ciekawe, kto dał w ogóle znać, że coś się stało i jak długo on tak leżał - zastanawiały się sąsiadki.
Na przeciwko zmarłego Zdzisława K. mieszka Bernard Scisławski. Jest osobą niepełnosprawną, poruszającą się na wózku inwalidzkim. Gdy na klatce schodowej usłyszał naszą rozmowę z sąsiadkami otworzył drzwi. Mówił, że jest całkowicie załamany śmiercią sąsiada i sposobem, w jaki zginął.
- Umrzeć normalnie, to jakoś człowiek by zrozumiał, ale zabójstwo? Tego nie mogę zrozumieć. Nie wiem, co tam się wydarzyło. Nic nie słyszałem. Ja siedziałem sobie w kuchni i telewizję oglądałem, nic nie było słychać. Tam żadnych krzyków nie było. Dowiedziałem się, jak wczoraj przyszła do mnie policja i pytali, czy czegoś nie słyszałem. Szkoda mi go, bo dobrym był sąsiadem, dla mnie bardzo uczynnym. Zawsze pytał, czy czegoś nie potrzebuję, przestrzegał, żebym drzwi zamykał, bo różnie w dzisiejszych czasach bywa. Tak skończyć życie, jest mi bardzo przykro, ja spać nie mogę, bo nie może mi to wyjść z głowy - powiedział sąsiad.
IMPREZY I LIBACJE
Burmistrz Ewaryst Matczak powiedział, że jest to dla niego, jako włodarza miasta, szczególnie trudny temat.
- Nie chciałbym się wypowiadać, żeby kogoś nie urazić. Znam ich obu. Krzysztof L. ma problem z alkoholem. Przychodził, prosił o pracę, ale było trudno, bo u tego pana jedno leczenie alkoholowe się kończyło, a drugie zaczynało - powiedział burmistrz Matczak.
Dodał także, iż z tego co wie to zmarły pan Zdzisław lubił zajrzeć do kieliszka, ale był nieszkodliwy.
- Były na terenie Strzelna różne imprezy i libacje alkoholowe, często interweniowała tam straż miejska, ale żadna nie zakończyła się tak tragicznie. Przykro, że taka tragedia wydarzyła się w naszym mieście, ale trudno jest takie coś przewidzieć - dodał burmistrz.
Komendant Straży Miejskiej Paweł Namieśnik dodaje, że u Krzysztofa L. skumulowała się choroba alkoholowa oraz nieudolność życiowa. - Teraz biegły musi się wypowiedzieć, czy on w chwili zbrodni był świadomy tego, co robi. Choroba psychiczna nie wyklucza świadomości - dodał.
ARESZT TYMCZASOWY
Bliższe okoliczności i przyczyny tragedii pod nadzorem prokuratora wyjaśniają strzeleńscy policjanci, którzy ustalają m.in. ostatnie chwile życia zmarłego. Ciało denata zabezpieczono do sekcji zwłok. Sprawę bada w tej chwili Prokuratura Rejonowa w Mogilnie. Ostatecznie sekcja zwłok, która przeprowadzona zostanie w Zakładzie Medycyny Sądowej Akademii Medycznej w Bydgoszczy, da odpowiedź na pytanie, co było przyczyną śmierci mężczyzny, a także czy w chwili zdarzenia ofiara znajdowała się pod wpływem alkoholu.
Sprawcy za zabójstwo grozi nawet dożywocie.
W środę rano, mogileński oddział Sądu Rejonowego w Inowrocławiu podjął decyzję o tymczasowym aresztowaniu Krzysztofa L. na okres 3 miesięcy.
Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1102 (13/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze