Tak uważa Wiktor Majewski, który ma wiele uwag co do działalności Clubu Holidays i apeluje do radnych o pomoc. Z zarzutami nie zgadza się Beata Głowacka, właścicielka dyskoteki i twierdzi, że mieszkaniec Orchowa od samego początku jest przeciwny istnieniu klubu.
Wiktor Majewski twierdzi, że w orchowskiej dyskotece może dojść do tragedii fot. Roman Wolek SĄ PROBLEMY
Podczas ostatniej sesji Rady Gminy w Orchowie 31 sierpnia duża część obrad związana była z działalnością miejscowej dyskoteki Club Holidays. Sporo uwag do jej działalności miał mieszkaniec Orchowa Wiktor Majewski. Korzystając z obecności na sesji asp. Iwony Górnej, kierownik Posterunku Policji w Orchowie, pytał jaki procent przestępstw jest związany z miejscową dyskoteką.
Kierownik orchowskiego posterunku odpowiadała, że jeśli chodzi o przestępstwa związane z uszkodzeniami ciała, pobiciami, to związane są one właśnie tylko z dyskoteką. Schwytani nietrzeźwi kierowcy to też w większości klienci tego klubu, głównie wracający z dyskoteki. Iwona Górna dodała, iż jeśli chodzi o wykroczenia, to z działalnością dyskoteki są związane problemy zakłócania ciszy nocnej.
MOŻE BYĆ TRAGEDIA
Wiktor Majewski pytał radnych, czy zdają sobie sprawę, jak wygląda centrum Orchowa w czasie dyskoteki i w jakiej sytuacji są mieszkańcy centrum w zasięgu jej działania.
- Ja czasami odnoszę wrażenie, że my czekamy aż stanie się nieszczęście. Było już wiele nieszczęść, ale teraz może dojść do takiego nieszczęścia, które pociągnie za sobą wiele ofiar śmiertelnych - komentował mieszkaniec Orchowa i przypomniał, że były protesty mieszkańców przeciwko rozbudowie dyskoteki. Jak informował, w wyniku rozbudowy będzie większa ilość uczestników w jednym pomieszczeniu, gdzie - według Wiktora Majewskiego - nie ma możliwości ewakuacji osób w razie jakiegoś nieszczęścia, pożaru czy głupiego żartu i może wtedy dojść do takich scen, do jakich dochodziło w Bydgoszczy. Zarzucił również, że część dyskoteki została rozbudowana bez pozwolenia i dodał, iż po rozbudowie miejsc na parkingu przy dyskotece będzie mniej a samochody gdzieś będą musiały stać. Komentował, iż jest zrezygnowany, mieszkańcy wyczerpali już wszystkie możliwości, łącznie ze zgłoszeniem podejrzenia popełnienia przestępstwa przez organizatorów dyskoteki w związku z hałasem, przekroczeniem norm hałasu w nocy i ze względu na bezpieczeństwo na ulicach Orchowa i na terenie dyskoteki. Więc chodziło tu o bezpieczeństwo mieszkańców i uczestników. Po trzech miesiącach otrzymał informację, że prokuratura nie będzie wszczynać postępowania. Gdy poprosił o pisemne wyjaśnienie, otrzymał informację, że nie jest stroną.
NIE CZEKAĆ NA NIESZCZĘŚCIE
Wiktor Majewski zastanawiał się, czy to nie jest moment, że Rada Gminy powinna się włączyć w to, co dzieje się w czasie dyskoteki i jaki wpływ dyskoteka ma na bezpieczeństwo. Wie, że posterunek policji robi co może, ale dyskoteka często przybiera charakter imprezy masowej. Wystarczy policzyć samochody na parkingu. Według mieszkańca Orchowa, jeśli jest ich więcej niż 300, licząc jeszcze te postawione na ulicach Orchowa i busy, wykazuje to, że nie jest prawdą to co mówi właściciel dyskoteki, że na imprezie jest 600 osób. Według niego impreza ma charakter masowy, więc potrzebne jest spełnienie odpowiednich warunków i zezwolenia. O ile wie, właściciel takiego zezwolenia nie ma, więc i nie ma warunków do organizacji imprezy masowej, a w razie wypadku nie ma możliwości szybkiej ewakuacji osób, które w dyskotece przebywają. Inna sprawa, którą poruszył, dotyczy psów znajdujących się na terenie należącym do dyskoteki. Jak informował, od lat opuszczają one ogrodzony teren. Wałęsają się po całym Orchowie i wchodzą na posesje. - Nie wiem, czy tutaj też czekamy aż jakieś nieszczęście się stanie - zastanawiał się Wiktor Majewski.
Kierownik Posterunku Policji w Orchowie przyznała, iż wie, że były takie przypadki z psami, ale nie wiedziała, że to jest taki duży problem. Zadeklarowała, że załatwi tę sprawę.
TO SPRAWA INDYWIDUALNA
Mieszkaniec Orchowo kontynuując ten temat relacjonował, że musiał się ostatnio dowiadywać, czy może już dzieci wypuścić do ogrodu, bo były tam psy. Dodał, że zagryzły mu one już dwa koty. Przyznał, iż wie, że te psy mają kojec, ale w nocy są wypuszczane na teren dyskoteki i wychodzą na drogę. Ludzie boją się przechodzić, muszą się wracać, bo boją się przechodzić obok takich dużych psów.
Przewodniczący Rady Gminy Władysław Jakubowski pytał, jakie działania zostały podjęte ze strony Urzędu Gminy w tej sprawie. Jednak wójt Jacek Misztal odpowiedział, że jest to sprawa indywidualna i w tym przypadku nie może udzielać publicznie żadnych informacji.
Wiktor Majewski podkreślił, że już 22 lata żyje w hałasie, więc oczekuje stanowiska Rady Gminy w tej sprawie. Dodał, że gdy ma psy na posesji, to nie może wyjść z domu, a czasami w nocy musi się udać do apteki.
Radny Ryszard Świtek dziwił się, że Wiktor Majewski ma problem z psami wchodzącymi na jego teren, skoro ma tyle możliwości załatwienia tej sprawy jako aptekarz.
- Dać tym psom trochę na spróbowanie - radził Świtek, dodając, że nie trzeba ich uśmiercać, ale skutecznie nauczyć je omijania tego miejsca.
Po chwili ponownie Wiktor Majewski zapytał radnych, czy widzą problem, jeśli chodzi o funkcjonowanie dyskoteki. Prosił, żeby radni między 23:00 a 1:00 z soboty na nadzielę sami zobaczyli, co się dzieje, czy można w takich warunkach żyć i czuć się bezpiecznie.
O tym, że na temat dyskoteki rozmawiał w wielu miejscach, nawet z szefostwem policji w Słupcy, poinformował Władysław Jakubowski i przyznał, że jest to dość trudny temat, zwłaszcza jeśli chodzi o imprezy masowe.
Jak komentował, są to sprawy trudne, nieuregulowane i trudne do udowodnienia.
WALCZY Z DYSKOTEKĄ OD POCZĄTKU
W rozmowie z Pałukami z zarzutami Wiktora Majewskiego nie zgadza się Beata Głowacka, właścicielka orchowskiej dyskoteki.
Stwierdziła, że nie jest prawdą, iż dyskoteka była rozbudowywana bez zezwolenia, gdyż rozbudowa nie została jeszcze rozpoczęta. Zaprzecza też, aby rozbudowa miała ograniczyć liczbę miejsca parkingowych, gdyż ma ona dotyczyć tylko zabudowy ogródka letniego, a więc liczba miejsc do parkowania się nie zmieni. Wyjaśnia również, iż nie są potrzebne zezwolenia związane z organizacją imprez masowych, gdyż w klubie odbywają się dwie odrębne imprezy w dwóch salach, związane z dwiema odrębnymi działalnościami gospodarczymi. Właścicielka dyskoteki odpiera też zarzut, iż w razie wypadku nie ma możliwości szybkiej ewakuacji osób. Jak informuje, w klubie są cztery wyjścia ewakuacyjne, a bez ich zapewnienia klub nie miałby odpowiednich zezwoleń, np. ze strony sanepidu czy straży pożarnej.
Beata Głowacka przyznaje, iż raz zdarzyło się, iż psy z terenu dyskoteki uciekły na zewnątrz. Jednak, jak dodaje, one tylko groźnie wyglądają, ale nie stanowią zagrożenia. Właścicielka lokalu podkreśla, że Wiktor Majewski walczy z istnieniem klubu już od samego początku.
- Nikomu dyskoteka nie przeszkadza, tylko jemu - dodaje.
Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1334 (36/2017)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze