Reklama

Muldy ziemi zalegają na poboczach

Zdzisław Koprowski mówi, że zalegające na poboczach hałdy ziemi, zepchnięte tam przez równiarkę przy tegorocznych pracach drogowych, uniemożliwiają rolnikom wjazd na przyległe pola i prace podczas żniw fot. Paweł Lachowicz

Siemionki, równiarka, droga, pobocze, Gopło, remont
    Muldy ziemi zalegają na poboczach
     Według mieszkańców Siemionek, droga biegnąca w kierunku jeziora Gopło po remoncie wygląda gorzej niż przed remontem. Po przejściu równiarki na poboczach pozostały zwały ziemi, sięgające nawet do pół metra wysokości. Utrudnia to rolnikom wjazd kombajnów na pola i wykonywanie prac żniwnych. Zdzisław Koprowski martwi się, że dodatkowo zimą nie będzie przez to gdzie śniegu odsunąć z drogi. Wójt Woźniakowski zapewnia, że hałdy ziemi zostaną wywiezione.

     ZIEMIA ZEPCHNIĘTA NA POBOCZA
     W Siemionkach (gm. Jeziora Wielkie) tuż za Domem Pomocy Społecznej przebiega droga gminna w stronę jeziora Gopło. Droga jest obecnie utwardzona kruszywem kamiennym. Na końcu drogi przed zakrętem w kierunku lasu mieszkają Bożena i Zdzisław Koprowscy. Pan Zdzisław mieszka w tym miejscu od ponad 40 lat i m.in. tą drogą dojeżdżał do pracy. Wcześniej droga była gruntowa, a jej szerokość miała 8 m, dziś tej szerokości już nie ma.
     Mieszkaniec Siemionek mówi, że w tym roku na drodze dokonywane były pomiary, a później drogowcy rozpoczęli jej naprawę. Zdaniem naszego rozmówcy, droga po remoncie wygląda gorzej, niż przed remontem.
     - W ubiegłym roku drogę robił Władysław Mielcarek z Nożyczyna, w tym roku był pan z Marcinkowa. Trochę odwalił ziemi na poboczach, przejechał środkiem i to wszystko, odjechał. Nagle jakby mu się coś przypomniało przyjechał jeszcze raz znowu odwalił ziemię, i znowu odjechał. I tak to zostało do dzisiaj. Mówię tym gospodarzom, co tu mają pola, że trzeba by do gminy pojechać i ich zawiadomić, a oni nie bardzo. Bo każdy się boi obrazić wójta. Jak panu powiedziałem o sprawie, sąsiedzi opowiadali, że będę w „Pałukach”. Ja powiedziałem, że może dzięki temu droga będzie dobrze zrobiona. Niedługo przyjdzie śnieg, zasypie, i kto tu przejedzie. A w gminie tłumaczą, że nie mają pieniędzy. Droga do jeziora również jest nieprzejezdna. Melioracji rowów tak samo nie robią. Wszyscy tylko siedzą w biurach i pieniądze biorą - opowiada Zdzisław Koprowski.
     Na całej długości drogi, od przepustu przy oczyszczalni ścieków w Siemionkach do posiadłości pana Koprowskiego, zalegają po bokach wysokie na 40 do 50 cm zwały ziemi. Na dodatek ziemia wymieszana jest również z zebranym z drogi kamieniem. Zdaniem Zdzisława Koprowskiego, ziemia ta uniemożliwia rolnikom wjazd na przyległe pola i prace podczas żniw. Jednak nie tylko to martwi mieszkańca Siemionek. Myśli już o nadchodzącej zimie. - Nie będzie gdzie śniegu odsypać - mówi.
     - Jest sołtys Jerzy Burzyński, powiedziałem mu, żeby Romualdowi Andruszczakowi (dyrektor jeziorańskiej komunalki przyp. pal) to powiedział. Powiedziałem: „To ty jesteś sołtysem i radnym, i się boisz powiedzieć”. Kiedyś były rowy po jednej i drugiej stronie, jak robili drogę, to mieli rowy wykopać i nic nie jest zrobione. Jak robili drogę koło Michalaka od sklepu w stronę Lachmirowic (gm. Kruszwica), to mieli od Siwka z Wójcina traktor i wywozili ziemię. A czemu tu nie wywiozą? Tłumaczą, że nie ma pieniędzy. Początek roku i nie ma pieniędzy, później na odśnieżenie też nie ma. Niebawem koniec roku i też nie będzie - dodał Zdzisław Koprowski.

Jan Sarnowski twierdzi, że drogowcy zamiast naprawić drogę, jeszcze bardziej ją popsuli fot. Paweł Lachowicz

     Pojechaliśmy z panem Zdzisławem do rolnika Jana Sarnowskiego, którego pole przylega do drogi. Droga sąsiaduje również z polami Tomasza Wesołowskiego i Eugeniusza Osięglewskiego.
     - Niby robili tę drogę, a nie zrobili, tylko ją popsuli. Wjazdów na pola nie ma. Do tej pory problemu nie było, a jest podorane lemieszem i zostawione. Przy rowie jest jeszcze niewielki wjazd, ale dalej kombajn nie mógł wjechać. Zostawili tak i o czym mówić - powiedział Jan Sarnowski.
     Pan Zdzisław dodał, że Jan Sarnowski wjeżdżając na pole urwał drabinkę przy kombajnie.
     - Genek Osięglewski i Janek Sarnowski powiedzieli mi, że co tam będę gadał. A ja powiedziałem, że jak oni nic nie powiedzą, no to ja powiem, i że cicho nie będę. Twardo się mówi, nie trzeba się chować - twierdzi Zdzisław Koprowski.
     PODORYWANIE DRÓG
     Mieszkaniec poinformował też o wywieszonych 3 czerwca na terenie sołectwa zawiadomieniach zakładu komunalnego, jako zarządcy drogami w imieniu wójta, że wzywa się mieszkańców graniczących z drogami do przywrócenia szerokości poboczy do ich faktycznych granic. Ustalono termin wykonania tych prac na 30 października.
     Podczas wspólnego posiedzenia komisji Rady Gminy 19 sierpnia radny Eugeniusz Wojtasik z Rzeszynka pytał wójta o planowane w gminie prace związane z poszerzaniem dróg gminnych. - Kiedy będzie poszerzanie dróg gminnych zgodnie z ogłoszeniami, które sołtysi dostali i wywiesili w swoich gablotach ogłoszeniowych? Miało być poszerzanie dróg po zbiorze - mówił radny Wojtasik.
     Wójt Zbysław Woźniakowski tłumaczył, że w informacjach, które otrzymali sołtysi, nie chodzi o poszerzanie dróg, ale o przestrzeganie przez rolników szerokości pasa drogowego. Zdaniem wójta, rolnicy podorywują pas drogowy, stwarzając niebezpieczeństwo, tym bardziej, że robią to do samej drogi. Dojdzie do tego, że rolnicy będą obciążani za zajęcie pasa drogowego.
     Eugeniusz Wojtasik tłumaczył, że w ogłoszeniu było napisane, iż po zbiorach gmina będzie drogi wytyczała. Wójt wyraził się jasno, że nie będzie takich prac. - Jakie my byśmy musieli koszty ponieść, żeby odtwarzać pasy drogowe. Ja wychodzę z tego założenia, że każdy rolnik wie doskonale, gdzie jest granica i niech się tego trzyma. A mamy nakładać decyzje za zajęcie pasa? Po co to robić? Po zbiorach każdy rolnik zaorze zgodnie z granicą i koniec. Jeżeli nie będzie zrozumienia wśród rolników i będziemy mieć bałagan, albo dojdzie do drastycznych sytuacji i będziemy robić rozgraniczenia, będziemy obciążać rolników. A koszty geodetów sięgają milionów złotych. Możemy także wstecz obciążyć rolnika za użytkowanie pasa drogowego od metra kwadratowego, ale nie chcę tego robić- dodał wójt.
     Przewodniczący Rady Gminy Jarosław Graczyk zaprzeczył słowom wójta, że każdy rolnik wie, gdzie są granice. Jako przykład podał drogę za boiskiem sportowym w Jeziorach Wielkich w kierunku stacji benzynowej.
     - Jeżeli ktoś zrobiłby rozgraniczenie, to jestem święcie przekonany, że ta droga biegnie po własności pana Kubiaka. Ja już kiedyś wspominałem panu Andruszczakowi, bo na tej drodze rosną teraz topole. Skąd ja to wiem? Jak robili rozgraniczenie mojej działki, znaleźli słupek graniczny. Czyli wymierzyli, że słupek graniczny jest nie tyle w drodze, co nawet okazało się, że płot sąsiada jest w drodze. I dojdzie do tego, że jak ktoś od pana Kubiaka to np. kupi i zrobi rozgraniczenie, to się okaże, że jest droga o szerokości półtora metra, a reszta to topole rosnące w drodze - mówił Jarosław Graczyk.
     Zdaniem wójta, takich przypadków może być na terenie gminy znacznie więcej. Radny Waldemar Ciesielczyk prosił wójta o wytłumaczenie, jak powinna wyglądać droga i pas drogowy.
     - Panie wójcie, działkowcy robią tak, że stawiają płot przy samej drodze i to jeszcze murowany. Wszyscy w ciągu budują dobrze, a jeden się wysunie za mocno i to wszystko psuje. W samej Woli Kożuszkowej płoty są przy samej drodze pobudowane, tak że w życiu tam żadnego chodnika nie zrobimy - mówił radny Ciesielczyk.
     Eugeniusz Wojtasik dodał, że płot, jak płot, ale w niejednym miejscu droga jest już w połowie zaorana. - I co może sołtys? Zwraca uwagę takiemu rolnikowi i to nie skutkuje - powiedział.
     ZWAŁY Z POBOCZY BĘDĄ ZEBRANE
     Radny Jerzy Burzyński pytał na komisji 19 sierpnia wójta o drogę w Siemionkach, o której z naszym reporterem rozmawiał Zdzisław Koprowski.
     - Ja nie mówię o podorywaniu. Chodzi mi o to, że w czerwcu szła równiarka, a te zwały ziemi zostały do dzisiejszego dnia. Czy będzie to usunięte? Naprawdę są to wysokie hałdy ziemi - pytał radny Burzyński.
Usłyszał od wójta zapewnienie, że sprawa będzie załatwiona, ale na dzień dzisiejszy zakład komunalny czeka na sygnały od rolników, gdyż z pracami zamierza ruszyć po żniwach. Wójt Woźniakowski zwracał uwagę radnym na ilość uporządkowanych już poboczy. Twierdził, że dopóki nie będzie zrobionego porządku z poboczami, dopóty na terenie gminy będzie wieczny bałagan z drogami.
     - My patrzymy również na koszty. Jeżeli rolnicy mówią, że mają coś do zasypania, ale dopiero po żniwach, to czekaliśmy, aby nie robić dużych kosztów i tej ziemi nie wozić bez potrzeby - powiedział wójt.
Dodał też, że prace remontowe drogi w Siemionkach wykonywała firma z Marcinkowa, która wygrała przetarg na remonty dróg gminnych, natomiast do obowiązków gminy należy zebranie poboczy.
     - Jak jedzie równiarka, to część ziemi wypchnie w lewo, czy w prawo na pobocze. My będziemy to zbierać. Pojedzie ładowarka i będziemy to zbierać na przyczepę i wywozić. Będzie to zebrane, nie ma żadnej obawy. Mamy jeszcze trochę takich dróg do zrobienia. Pierwsze robimy te drogi, gdzie mają natrysk, żeby je ratować i oszczędzić dalszego zniszczenia przez wodę czy mróz. Bo drogi gruntowe, czy wysypane kamieniem mamy w dalszej kategorii - powiedział wójt Zbysław Woźniakowski.

Reklama

Paweł Lachowicz

Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1123 (34/2013)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości