Reklama

Na górce, w Ziemniaczku i do wójta

Marcin Gliwiński i Bogumiła Gliwińska wypraszają ze spotkania pod czerwonym namiotem restauracji „Na górce” w Przyjezierzu zwolenników wprowadzonego przez Zarząd Powiatu na okres letni zakazu parkowania na głównej ulicy letniska - ul. Świerkowej fot. Paweł Lachowicz

Przyjezierze, handlowiec, radny, starosta, parkowanie, ul. Świerkowa
    Na górce, w Ziemniaczku i do wójta
     Najpierw zwolennicy parkowania na ul. Świerkowej wyprosili z zebrania w czerwonym namiocie zwolenników wprowadzonego zakazu parkowania. Trzy dni później na sesji jeden z handlowców - Bogumiła Gliwińska krzyczała w kierunku wójta: - Robicie to przeciwko nam i przeciwko sobie, bo Przyjezierze po prostu umrze niedługo. My w tym sezonie ani maja, ani czerwca już nie odrobimy. Przez pana dokładnie, przez pana. Kiedy miał pan czas się z nami spotkać, pan nas traktuje jak powietrze (...) Tylko nie rozumiem
o co panu chodzi, jakiś interes ma pan w tym.

Pisma do starosty Tomasza Barczaka sporządzone przy pomocy radczyni gminy podczas poniedziałkowej sesji w Jeziorach Wielkich o przywrócenie przez Zarząd Powiatu Mogilno możliwości zatrzymywania się i parkowania na ul. Świerkowej w Przyjezierzu

     13 PODPISÓW
    Część handlowców i właścicieli punktów gastronomicznych na terenie ośrodka wczasowego w Przyjezierzu nie chce pogodzić się z zakazem parkowania, wprowadzonym decyzją Zarządu Powiatu na wniosek wójta Zbysława Woźniakowskiego i cały czas walczy o przywrócenie możliwości parkowania wzdłuż drogi powiatowej, czyli całej długości ul. Świerkowej. 23 czerwca do wójta Woźniakowskiego wpłynął wniosek o zlikwidowanie zakazu parkowania podpisany przez 13 handlowców: Bogumiłę Gliwińską (Inowrocław), Anetę Motławską (Inowrocław), Barbarę Szczechowicz (Koszalin), Elżbietę Matuszewską (Konin), Barbarę Nowak (Strzelno), Irenę i Andrzeja Wojciechowskich (Mogilno), Andrzeja Szeflera (Mogilno), Grzegorza Wilińskiego (Inowrocław), Halinę Wilińską (Inowrocław), Zdzisława Walczaka (Proszyska), Miłosza Gamrata (Inowrocław), Renatę Natywa (Inowrocław), Ewę Jaroszewską (Strzelno), Teresę Laskowska-Bigoś (Inowrocław). Warto w tym momencie zauważyć, że na terenie wczasowiska jest  około 750 właścicieli działek rekreacyjnych, w tym handlowców i prowadzących gastronomię - około 550 znajduje się po jeziorańskiej i około 200 po strzeleńskiej stronie wczasowiska.
    W NA GÓRCE
    W ubiegłym tygodniu na słupach ogłoszeniowych oraz na drzewach na terenie wczasowiska pojawiła się kartka z informacją, że 26 czerwca w restauracji Na górce organizowane jest spotkanie zainteresowanych zniesieniem wprowadzonego zakazu parkowania. O ustalonej godzinie w restauracji pojawiło się 30-40 osób, nie tylko przeciwnicy zakazu, ale także osoby, dla których wprowadzony zakaz postoju i zatrzymywania się jest trafną decyzją Zarządu Powiatu.
    To właśnie jedna z tych osób - Józef Lewin - poinformowała reportera o zebraniu i poprosiła, aby ten poszedł na to spotkanie. - Ja nie zgadzam się, aby przywrócono możliwość parkowania. Mnie taka sytuacja, jaka jest w tej chwili, zadowala - mówił Józef Lewin.
    W momencie, kiedy zwolennicy wprowadzonego zakazu pojawili się pod czerwonym namiotem, od razu zarzuceni zostali pytaniami. Gdy zwolennicy zakazu chcieli przedstawić swoje racje, zostali ze spotkania wyproszeni. Wyproszony został także reporter. Organizatorzy zaznaczyli, że spotkanie jest zorganizowane tylko i wyłącznie dla zwolenników zniesienia zakazu. Głośno i wyraźnie oznajmiali, że nie chcą prasy na tym zebraniu tym bardziej, że Pałuki są zwolennikiem zakazu parkowania. - Nie chciałabym pana wypraszać, ale do mnie zwróciło się kilka osób. I bardzo przepraszamy, ale nie życzymy sobie prasy - mówiła Bogumiła Gliwińska.
    Reakcja zwolenników wprowadzonego zakazu parkowania była natychmiastowa. - Ale my sobie życzymy i my chcemy zakazu. Ja mam prywatną działkę, nie dzierżawę i sobie nie życzę, abyście na przykład zakłócali ciszę - mówiła Krystyna Zglińska. Marcin Gliwiński głośno komentował, że Pałuki są za zakazem, więc nie ma dla nich miejsca na zebraniu. Wcześniej nikt inny, jak właśnie Marcin Gliwiński, zarzucał reporterowi, że nie pisze tego, co by handlowcy chcieli - tymczasem teraz reporter był wyrzucany z zebrania. - Ja również jestem za zakazem - mówiła Krystyna Zglińska, po czym została wyproszona spod czerwonego namiotu. - Wyproszono nas i powiedziano, że mamy sobie sami zwołać zebranie - mówiła.
    Z zebrania wyproszono także Józefa Lewina, Halinę Orlińską oraz Beatę Lachowicz.
    - Jeżeli to zebranie jest ograniczone do tych, co chcą parkowania, a nie mogą w tym zebraniu uczestniczyć ci, co nie chcą parkowania, to nie powinno to być ogłoszone i rozwieszone na słupach, więc jest to lekka przesada. Robią sobie nasiadówę po to, żeby potem szturmem złożyć pismo i inni muszą siłą rzeczy się dostosować - mówiła Halina Orlińska.
    - Ja tu jestem w imieniu moich bliskich Wandy Baesel-Lewin oraz Wandy Beasel, która nie mogła tu dzisiaj być. Wychodzi na to, że jest to zebranie prywatne, więc mogą się spotkać przy piwku i rozmawiać o tym, co chcą. W takim razie nie powinno to być ogłoszone na słupach. Dla mnie jest lepiej z zakazem. Nie ma awantur, ani w dzień, ani w nocy. Jak stały te samochody, to wiecznie przy nich ktoś szalał i awanturował się do rana. Sami nożownicy tam byli. Jak przyjeżdżają do dyskoteki to stać ich na dopalacze i wódkę a nie stać ich na parking? Całą noc później hałasują - powiedział Józef Lewin.
    - Ja się cieszę, bo wreszcie jest porządek i nikt nie zastawia mi wjazdu na moją działkę. Zawsze były z tym problemy - powiedziała Krystyna Zglińska.
Porozwieszane w różnych punktach ogłoszenia o zebraniu wprowadziły wielu działkowców w błąd. Po drodze spotkaliśmy podążającego na zebranie Andrzeja Wojciechowskiego z Mogilna, który zdziwiony był, że reporter wraca już ze spotkania. - Gdy usłyszał, w jakim celu zorganizowane jest zebranie, nie ukrywał zdziwienia, myślał bowiem, że jest to zebranie w sprawie działalności ośrodka z wójtem. - To nie jest zebranie z gminy Jeziora Wielkie, nie ma tam nikogo z władz? To nie będzie rozmów o dziurach? Nie ma władz, a ja myślałem, że będą - mówił Andrzej Wojciechowski.
    W ZIEMNIACZKU
    Ostatecznie spotkanie Na górce trwało ponad godzinę. Po zebraniu kilka osób zbierało jeszcze podpisy przeciwników wprowadzonego zakazu na specjalnie sporządzonej liście. W tym czasie właściciel sklepu Leonard z Przyjezierza
    Józef Drzazgowski wraz z przewodniczącym Rady Gminy w Jeziorach Wielkich Dariuszem Ciesielczykiem gościli na obiedzie w barze Ziemniaczek u Zdzisława Walczaka. Gdy zauważyli w pobliżu reportera, zmienili miejsce w barze na bardziej ustronne. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że to właśnie Zdzisław Walczak zaraz po zebraniu udał się na rozmowę do przewodniczącego Ciesielczyka.
    O NISKICH UTARGACH
    Efektem piątkowego spotkania było pojawienie się około 15 handlowców na sesji Rady Gminy w Jeziorach Wielkich 29 czerwca. W punkcie Wolne wnioski został im udzielony głos i od samego początku zamiast merytorycznej dyskusji trwała pyskówka, zaczęły się zarzuty i oskarżenia w kierunku wójta Woźniakowskiego. Handlowcy głośno komentowali, że przez wprowadzony zakaz parkowania Przyjezierze opustoszało. Marcin Gliwiński wykrzykiwał, że przez to miał bardzo niski utarg w restauracji. Handlowcy przedstawili zebranym na sesji wydrukowane zdjęcia pustej plaży i ulic w Przyjezierzu, które wykonali w niedzielę 28 czerwca. Wydrukowano również zdjęcia z Dni Wilczyna, które odbywały się równolegle. Na tych zdjęciach widoczne były tłumy uczestników. Warto zaznaczyć, że właśnie w niedzielę odbywało się na plaży otwarcie sezonu turystycznego, podczas którego część atrakcji odwołano, gdyż brakowało plażowiczów. W okolicach oprócz Dni Wilczyna, oddalonego od Przyjezierza zaledwie o 5 km, odbywały się również Dni Strzelna, Dni Wylatowa, czy Świętojanki w Gębicach i Łąkiem. Jednak zdaniem handlowców, to nie liczba imprez w okolicy, a właśnie wprowadzony zakaz parkowania spowodował, że opustoszały ulice w Przyjezierzu. Twierdzą, że ludzie nie mogąc się zatrzymać przy lokalach, czy sklepach rezygnują z ich usług, gdyż nie chcą płacić 5, czy 8 zł za parking i iść około 500 m do ich punktów na obiad czy lody.
    TYLKO BEZPIECZEŃSTWO
    Handlowcy pytali wójta, czym kierował się wnioskując do starosty o wprowadzenie całkowitego zakazu parkowania.
    Wójt tłumaczył, że podjął takie kroki ze względu na opinie Straży Pożarnej oraz Policji, które padły na spotkaniu w sprawie bezpieczeństwa w Przyjezierzu, odbywającym się co roku w kwietniu. - Opinie wszystkich służb były jednoznaczne. Dla bezpieczeństwa wprowadzić zakaz zatrzymywania się i postoju. To nie jest jakieś moje widzimisię - tłumaczył wójt.
    Handlowcy zarzucali wójtowi, że nie konsultował podjętych kroków ze społeczeństwem Przyjezierza. Uważali, że w całej tej sytuacji chodzi tylko o zapełnienie gminnego parkingu. Ich zdaniem, parkingi w Przyjezierzu nie są dostosowane do parkowania. Sugerowali też, że istniejące na terenie wczasowiska parkingi nie pomieszczą tylu samochodów, ile sugeruje wójt. Handlowcy skupili się jedynie na jeziorańskim gminnym parkingu, nie wspomnieli, że w samym centrum wczasowiska też są parkingi, w tym parking gminny po stronie strzeleńskiej oraz dwa parkingi prywatne, w tym jeden tuż naprzeciwko plaży głównej, należący do Józefa Drzazgowskiego. Handlowcy wskazywali, że oni zatrudniają mieszkańców gminy Jeziora Wielkie i Strzelno przez co zmniejszają bezrobocie. Mówili, że inni wójtowie nie chcieli wprowadzać na siłę zakazu. - Jak inni nie widzieli zagrożeń, to nie mój problem. Nie chodzi tutaj o ilość samochodów na parkingu. Cały czas chodzi mi o bezpieczeństwo - mówił wójt.
    BYŁBY GALIMATIAS
    Były wójt Jezior Wielkich, a obecnie radny powiatowy, członek Zarządu Powiatu Marek Maruszak twierdził, że różnie można oceniać Zarząd Powiatu, jeżeli chodzi o sprawę parkowania. - Były takie argumenty, że około 900 samochodów zmieści się na parkingach, to uważaliśmy, że taki zakaz można wprowadzić. To było na wyraźny wniosek - wskazał radny Maruszak. Dodał, że w tej chwili jest już rozpoczęty sezon i nie jest to dobry moment na kolejne zmiany. - Nie wiem, w jaki sposób można by to odkręcić i czy można do tego wrócić. Jeżeli kierowcy już ponosili odpowiedzialność za złe parkowanie, płacili mandaty i byśmy z powrotem powrócili do poprzedniego stanu, to będzie kompletny galimatias. Nie można sobie zrobić raz tak, a za chwilę inaczej - twierdził.
    PUCZ NIE W TĘ STRONĘ
    Radny powiatowy Dariusz Chudziński, który jest właścicielem terenu letniskowego w Przyjezierzu, powiedział, że z wielkim zdziwieniem w trakcie jednej z komisji Rady Powiatu odebrał sygnały, że sytuacja na drodze powiatowej, która wiedzie przez Przyjezierze, jest niedokończona i budzi wątpliwości. Oznajmił, że to starosta jest organem zarządzającym tą drogą i to starosta decyduje o jej oznakowaniu. - Dziwię się bardzo temu puczowi, pomyliliście zgromadzenia. Apelowałem do starosty, że jeżeli zdecydował się na zamknięcie parkowania przy tej drodze, to niech to w pełni potrafi utrzymać, a nie robi wodę z mózgu ludziom. Faktycznie sytuacja Przyjezierza jest trudna. Brzydka pogoda, mało gości i mało atrakcyjne miejsca. Dlatego uważam, że adekwatna do tego zamieszania byłaby rozmowa z Zarządem Powiatu, a nie Radą Gminy Jeziora Wielkie - mówił Dariusz Chudziński.
    PARKOMETRY
    Radny powiatowy Jarosław Graczyk podtrzymał, to co wcześniej proponował, żeby w Przyjezierzu przy drodze powiatowej zamontować parkometry. - Ja się w ogóle przedsiębiorcom nie dziwię, bo jak ja mam pojechać na obiad, pojechać na parking, wrócić z powrotem i pójść z powrotem, to ja dziękuję - mówił Graczyk. Jego zdaniem, pieniądze z parkometrów można by przeznaczyć na opłacenie ratownika.
    KRZYK ROZPACZY
    Wójt Woźniakowski określił jasno, że nie wystąpi do starosty o kolejne wprowadzenie zmiany. Głos rozpaczy Bogumiły Gliwińskiej też nie poruszył wójta. Mieszkanka Inowrocławia wręcz krzyczała: - To wójt naciskał, aby służby wydały taką opinię. Robicie to przeciwko nam i przeciwko sobie, bo Przyjezierze po prostu umrze niedługo. Niech pan powie, co pan myśli mówiąc o bezpieczeństwie. Niech pan nie będzie taki mądry i przewidujący. Skąd pan może wiedzieć, kiedy będzie jakiś wypadek. Proszę mi powiedzieć, skąd pan ma tę wizję. Pan starosta powiedział, że potrzebuje dwóch dni, aby pan złożył wniosek i będzie wszystko załatwione. My w tym sezonie ani maja, ani czerwca już nie odrobimy. Przez pana dokładnie, przez pana. Kiedy miał pan czas się z nami spotkać, pan nas traktuje jak powietrze. Taka perełka, jak Przyjezierze. Nikt nie będzie się rozwijał, a wiecznie słyszę Skorzęcin. A co się robi dla Przyjezierza, stąd się ludzi wyrzuca. Tylko nie rozumiem, o co panu chodzi, jakiś interes ma pan w tym. Niech pan przyjedzie do Przyjezierza i niech się pan zapyta każdą napotkaną osobę, jak to jest. Pusto jest, rozumie pan. Ludzie się śmieją.
    PISMO DO STAROSTY
    Przewodniczący Rady Gminy Dariusz Ciesielczyk zadeklarował, że zwoła spotkanie handlowców z radnymi i omówią, jakie działania można podjąć, aby zmienić sytuację w Przyjezierzu. Również podczas sesji radczyni zadeklarowała, że pomoże napisać pismo, które handlowcy będą mogli złożyć do starostwa. Pismo takie zostało sporządzone. Oprócz handlowców pod pismem podpisywali się też radni gminni (treść publikujemy obok).

 

Reklama

Paweł Lachowicz

  Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1220 (26/2015)

 

 

Komentarze

     Uzgodnienia przy schabowym

     Wspólny obiad przewodniczącego Rady Gminy w Jeziorach Wielkich Dariusza Ciesielczyka i Józefa Drzazgowskiego w lokalu gastronomicznym Ziemniaczek u Zdzisława Walczaka budzi u mnie wielki niesmak. Zaskakujące jest przede wszystkim to, że na wspólnym posiłku spotkali się tuż po zebraniu, które odbyło się Na górce u Bogumiły i Marcina Gliwińskich, a które dotyczyło podjęcia działań mających na celu zniesienie wprowadzonego zakazu parkowania wzdłuż ul. Świerkowej. Na domiar tego to nikt inny, jak Zdzisław Walczak zaraz po spotkaniu pojechał do przewodniczącego Ciesielczyka na dyżur, który pełnił w Urzędzie Gminy, a zaraz po tym ten pojawił się w Przyjezierzu.
Nic nie byłoby w tym dziwnego, przecież każdy może tutaj przyjechać i pójść na obiad. Co najmniej nie wskazane jest, by radny pełniąc funkcję osoby publicznej i to na dodatek przewodniczącego Rady Gminy skorzystał z zaproszenia na obiad od osób, które zainteresowane są tym, by coś konkretnego wywalczyć w gminie. W tym konkretnym przypadku, by wójt wystąpił do starosty Barczaka o cofnięcie zakazu parkowania na ul. Świerkowej w Przyjezierzu.
     Nic byśmy o tym nie wiedzieli, gdyby nie jeden z naszych czytelników, który oznajmił nam, że Zdzisław Walczak głośno komentował Zapraszam na obiad, ja stawiam. Gdyby spotkanie było oficjalne i jego uczestnicy nie mieliby nic do ukrycia, nie chowaliby się w głąb lokalu widząc przejeżdżającego reportera.
     Jakie ustalenia zapadły przy schabowym, nie wiemy. Niepokój budzi jednak fakt, że kilka dni później ci sami handlowcy przyjechali na sesję i próbowali wywierać presję na wójcie i radnych, by ci wspomogli ich w walce o przywrócenie parkowania. Wójt uprzedzony został, że handlowcy pojawią się na sesji, później radni podpisywali przygotowaną przez przedsiębiorców przy pomocy radcy prawnego Urzędu Gminy petycję do starosty.
     Przewodniczący Ciesielczyk nie powinien się teraz dziwić, gdyś ktoś powie mu, że najpierw chodzi do lokalu z zainteresowanymi załatwieniem konkretnej sprawy na obiad, a potem staje po stronie tych samych ludzi i reprezentuje ich interesy. A tak było właśnie na sesji.
     I nieważne, kto za schabowego zapłacił. Takie zachowanie przewodniczącego jest nietyczne, kontrowersyjne i naraża go na utratę zaufania wśród mieszkańców gminy.

Reklama

Magdalena Lachowicz

  Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1220 (26/2015)

 

 

 

O sezonie turystycznym w Przyjezierzu:

Ruszył sezon wypoczynkowy

Niezbędnik wczasowicza

 

 

Przejdź do forum.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości