Mogilno, targowisko, plan, dochód
Na targowisku nie chcą małych boksów
Handlujący są zaniepokojeni planami postawienia na targowisku zadaszonych boksów o powierzchni 2x2 m. Mówią, że to ich zniszczy i wykończy, nie będą mieli dochodów. Martwią się, że nikt z nimi nie rozmawia. Burmistrz Leszek Duszyński zapewnia, że modernizacja targowiska jest na etapie wstępnym. - Na pewno będziemy z każdym rozmawiać - uspokaja.
Handlujący odzieżą uważają, że po postawieniu małych boksów ten handel na targowisku upadnie fot. Damian Stawski 8 lipca na targowisku przy ul. Kasprowicza w Mogilnie reportera Pałuk zaczepiła jedna z handlujących tam kobiet. Sprzedająca odzież mieszkanka Kwieciszewa opowiadała, że jakiś czasu temu na targowisku pojawili się dwaj mężczyźni i robili pomiary. - Jeden ponadto robił zdjęcia, drugi coś pisał - tłumaczyła. Handlowcy próbowali dowiedzieć się, o co chodzi, czy na targowisku są planowane jakieś zmiany.
Handlowcy twierdzą, że gmina ma prawdopodobnie w planach likwidację obecnie funkcjonujących zadaszonych boksów (od strony ul. Kasprowicza) i zabudowanie całego targowiska małymi boksami o wymiarach 2x2 m. W tej chwili zdecydowana większość handlujących rozstawia własne stoiska lub namioty.
- Ja mam namiot 6-metrowy z ubraniami, jak ja się pomieszczę w takim małym boksie - martwi się jedna z handlujących. Handlujący podkreślają jednak, że nie mają nic przeciwko żadnej z inwestycji na targowisku, ale uważają, że w pierwszej kolejności takie plany powinno się konsultować z nimi. Dopiero po tym gmina powinna zlecać jakiejś firmie zewnętrznej opracowywanie planu zabudowy targowiska.
Rozmawialiśmy ponadto z handlującymi na targowisku mieszkańcami Mogilna, również handlującymi ubraniami w ogromnym namiocie. Zwracali uwagę, że takie boksy powstały m.in. na targowiskach w Janikowie, Trzemesznie czy Pakości i okazały się wielkim niewypałem. Handlarzom nie opłacało się tam sprzedawać. - Takie małe boksy, to są dobre dla babci sprzedającej miód, ale nie dla nas - twierdził jeden z handlujących. Dla nich, jak mówił, jest to sprawa życia i śmierci, bo może pozbawić ich zarobku. - To jest nasz chleb, po przenosinach targowiska tutaj (w sierpniu 2006 r. z placu targowego przy ul. Hallera na ul. Kasprowicza - przyp. das) to już było trudno, w pierwszym miesiącu nie było za co żyć - twierdziła jedna ze sprzedających. Handlowcy nie chcieli przedstawiać się z imienia i nazwiska, a także woleli ukryć swój wizerunek i nie być na zdjęciach.
O informacjach handlowców rozmawialiśmy z burmistrzem Leszkiem Duszyńskim.
- Zastanawiamy się nad nowym projektem, nad modernizacją i rozbudową targowiska miejskiego w Mogilnie. Ale nie wiemy, czy wejdziemy w to, to jest wszystko jeszcze na etapie wstępnym. Wtedy rzeczywiście powstałyby nowe boksy, byłyby miejsca zadaszone, miejsca dla produktów rolnych, kto wie, czy nie musielibyśmy rozbudować tego targowiska. Ale to cały czas analizujemy - mówił burmistrz Leszek Duszyński. Zwróciliśmy uwagę, że handlowcy najbardziej obawiają się tego, że boksy będą bardzo małe i po prostu nie pomieszczą się z towarem. Nie będzie sensu już przyjeżdżać do Mogilna i tutaj handlować.
- Za wcześnie na takie dywagacje. Jeżeli wejdziemy w to, to ma być takie nowoczesne targowisko, na pewno będziemy z każdym rozmawiać - uspokajał burmistrz.
Damian Stawski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1274 (28/2016)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze