Reklama

Nawałnica nad Włostowem

Burza, wiatr i gradobicie w gminie Jeziora Wielkie
     Nawałnica nad Włostowem
     W ciągu miesiąca wichura drugi raz zerwała gałęzie topoli rosnących obok posesji Tomasza i Julity Fołda. Tym razem gałęzie zwaliły się na dach domu. Małżeństwo od 2 lat nie może się doprosić wycięcia wszystkich topól rosnących w pobliżu ich domu, które zagrażają ich bezpieczeństwu.

Julita Fołda od 2 lat stara się o wycinkę zagrażających jej posesji drzew
         fot. Paweł Lachowicz Po nawałnicy dom państwa Fołda przykryty gałęziami topoli wyglądał niczym szałas
                 fot. Julita Fołda

     W tegorocznym okresie wiosenno-letnim przez gminę Jeziora Wielkie już dwukrotnie przeszły silne wichury. 6 czerwca trąba powietrzna powaliła kilka dużych drzew. Skutki kilkuminutowej nawałnicy odczuli mieszkańcy Siemionek, Nożyczyna, Włostowa i Golejewa.
     W ubiegłą środę 20 lipca przez Włostowo przeszła kolejna nawałnica, siejąc zniszczenia. Tym razem nie oszczędziła budynków mieszkalnych. Pozrywała papę i dachówki z dachów domów, zerwała zadaszenie z przystanku autobusowego.
     Najbardziej jednak ucierpiała posesja małżeństwa Tomasza i Julity Fołda z Włostowa, którzy we wsi mieszkają od 2 lat. Na ich dom spadły konary olbrzymiej topoli, która rośnie obok ich budynku. Pani Julita mówi naszemu reporterowi, że już podczas wichury 6 czerwca wokół ich posesji leżało sporo gałęzi.
     Według obliczeń strażaków na dachu była ponad tona zwalonego drzewa. - Było to wcześnie rano, parę minut przed 500 przeszła burza. Widać było błyski, nagle pojawiła się ściana deszczu i gradu oraz silny wiatr, które przeszły nad naszym domem. Wszystko trwało niespełna minutę, gdy wyszliśmy po wszystkim przed dom zobaczyliśmy, że na dachu naszego domu leżą konary stojącej niespełna 7 metrów od domu topoli - opowiada pani Julita.
     Po pierwszej czerwcowej nawałnicy uszkodzony został dach w jednym miejscu. Tym razem powstały kolejne 2 uszkodzenia, ale już o większej skali. Zdaniem Julity Fołdy od 2 lat, czyli od początku jak zamieszkali we Włostowie, starają się w gminie o wycięcie wszystkich drzew, które rosną wokół ich domu. Po ich licznych prośbach, a później już interwencjach trzema drzewami od strony frontu domu zainteresowała się komunalka. Drzewa rosną bezpośrednio przy drodze gminnej, więc zdaniem Julity Fołdy, oni jako mieszkańcy nie mogą ich wyciąć -  Przyjechali z „komunalki” we wtorek 26 lipca, obejrzeli. Dwa największe drzewa pomierzyli i pojechali. Nie wiemy, co będzie dalej - opowiada Julita Fołda.
     Oprócz tych drzew przy płocie, dzielącym posiadłość rodziny Fołda z polem, stoi 9 olbrzymich drzew, to konary jednego z nich spadły wprost na dach ich domu. Topole te znajdują się tuż za płotem i od przyległego pola dzieli je tylko rów. Do niedawna pani Julita nie wiedziała do kogo należy to pole i z kim załatwiać złożenie wniosku o ewentualną ich wycinkę. Dzięki staraniom sołtysa Jerzego Burzyńskiego udało się ustalić, że drzewa stoją w pasie pola Albiny Buczkowskiej. - Teraz dzięki jej pozwoleniu możemy się starać o ich wycięcie. Sąsiedzi mówili, że jak ten budynek, w którym my teraz mieszkamy, stał pusty, nie było takich zdarzeń. Z tego co mówią mieszkańcy wsi drzewa te zostały posadzone przez panią, która pracowała kiedyś w zlewni, którą myśmy zaadaptowali na mieszkanie - dodaje pani Julita.
     Opowiada ona także, iż podczas ostatniej nawałnicy jednym sąsiadom zerwało papę, a innym dachówki. Jej też zdaniem, gdy wójt Zbysław Woźniakowski był w wiosce po czerwcowej  nawałnicy, mówił, że te drzewa muszą być usunięte, bo stwarzają zagrożenie.
     - Minął miesiąc, wszystko ucichło i nic w tej sprawie się nie ruszyło, a teraz przyszła kolejna nawałnica. W tej chwili my nie możemy sobie pozwolić, aby coś takiego spotkało nas po raz kolejny. Mieszkamy tutaj krótko, kredyt trzeba spłacać, a tutaj coraz więcej remontów. Tu rosną topole i z tego co wiem, są one bardzo kruche i ciężkie. Sąsiad jak zobaczył co się stało, zaraz do nas dzwonił, i pytał się czy żyjemy, bo znowu mamy topole na dachu - opowiada Julita Fołda. Jej też zdaniem wszyscy byli w szoku, że we Włostowie taka nawałnica przeszła, a w Jeziorach Wielkich ani w okolicy nawet kropla deszczu nie spadła.
     Straty u państwa Fołda po środowej nawałnicy straż pożarna oszacowała na 5.000 zł. - Teraz, jak słuchamy prognozy pogody, to ze strachem kładziemy się spać - dodała Pani Julita.
     Sołtys sołectwa Siemionki, w którym znajduje się Włostowo, Jerzy Burzyński potwierdził w rozmowie z reporterem Pałuk, że rodzina Fołda, jak tylko kupiła budynek po zlewni, starała się wówczas u wójta Marka Maruszaka o usunięcie tych drzew. Jego zdaniem dostali oni zezwolenia na wycięcie tylko 3 topoli, które znajdowały się na ich działce. - Zadzwoniłem do Romualda Andruszczaka (dyrektor jeziorańskiej komunalki przyp. pal),  powiedział, że będzie zrobione. Minął tydzień i nic. Dzwoniłem we wtorek 26 lipca do wójta i zapytałem, co z tym państwem będzie, powiedział, że o wszystkim wie. Zadzwoniłem również do Józefa Borysa (pracownik referatu rolnictwa przyp. pal). Powiedział mi, że jeżeli pani Albina Buczkowska napisze oświadczenie, to on je wytnie - powiedział Jerzy Burzyński. W obecności reportera sołtys Burzyński zadzwonił do właścicielki pola Albiny Buczkowskiej, która powiedziała, że oświadczenie potrzebne Józefowi Borysowi napisze, ale prosiła, żeby wycinką zająć się po żniwach.

Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1015 (30/2011)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości