Włostowo, Strzelno, reforma, oświata, gimnazjum
Nawet księża zostali podstępnie oszukani
Największymi przeciwnikami reformy w gminie Jeziora Wielkie jest rodzina Grzechowiaków. Mają kilku zwolenników, wśród nich jest radna Aneta Bemke, członek Rady Rodziców Gimnazjum we Włostowie Monika Baran oraz radny Jerzy Burzyński. Niektórzy z nich nie zawahali się nawet oszukać księży, by tylko unicestwić spotkanie rodziców ze starostą Tomaszem Barczakiem w Strzelnie.
FAKTY
W styczniu na terenie gminy Jeziora Wielkie przeprowadzona została reforma gminnej oświaty, której jednym z elementów było przeniesienie gimnazjum z Włostowa do budynku LO w Strzelnie i podpisanie porozumienia ze Starostwem Powiatowym w Mogilnie na utworzenie Gimnazjum w Jeziorach Wielkich z siedzibą w Strzelnie. Zanim doszło do podjęcia uchwały w tej sprawie przez Radę Gminy w Jeziorach Wielkich, a następnie radnych powiatowych podczas sesji Rady Powiatu w Mogilnie, 3 lutego, na terenie gminy zgodnie z ustawą o systemie oświaty odbyły się konsultacje z rodzicami.
Nie wszystkim rodzicom spodobał się pomysł władz gminy o przeniesieniu gimnazjum z Włostowa do Strzelna. Za wszelką cenę próbowali nie dopuścić do przeprowadzenia reformy oświaty na terenie gminy. Uchwała w tej sprawie jednak zapadła. Po blisko 3 miesiącach od podjęcia uchwały przez radnych gminnych większość rodziców zdołała się już pogodzić z faktem, że ich dzieci od września do gimnazjum zamiast do Włostowa, dojeżdżać będą do Strzelna. Mówili, że nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, tylko trzeba zrobić wszystko, aby dzieci w jak najmniejszym stopniu odczuły nadchodzące zmiany.
TRÓJKA ROZRABIA
Z rodziców, którzy uczestniczyli w styczniowych konsultacjach i mieli obawy co do przeprowadzanej reformy, dzisiaj została dosłownie garstka. Atmosferę wokół przeprowadzonej reformy cały czas skutecznie podgrzewa trójka rodziców, którzy na dobrą sprawę na dzień dzisiejszy nie mają nic wspólnego z gimnazjum. Chodzi o nauczycielkę Agnieszką Grzechowiak, jej szwagra Andrzeja Grzechowiaka i jego żonę Katarzynę. Ich dzieci uczęszczają obecnie do Szkoły Podstawowej w Rzeszynku. Jedna z mam z włostowskim gimnazjum związana jest szczególnie, jest bowiem polonistką w tej szkole. Jest to Agnieszka Grzechowiak. Pomimo że ma ona zagwarantowaną pracę w Strzelnie, robi wszystko, by zniweczyć plany gminy i starostwa. Ta trójka rodziców zdołała utrzymać po swojej stronie kilkoro rodziców z terenów nadgoplańskich. Nieocenioną pomocą służą im radni Aneta Bemke i Jerzy Burzyński. Wszystkie wspomniane osoby nie zgadzają się z przeprowadzoną reformą i straszą wójta oraz starostę, że rodzice nie poślą swoich dzieci do Strzelna.
Agnieszka Grzechowiak
fot. Paweł Lachowicz
Andrzej Grzechowiak
fot. Paweł Lachowicz
Aby jeszcze bardziej podkreślić swoją determinację troje rodziców przybyło 30 marca na sesję Rady Powiatu. Domagali się, by starosta Tomasz Barczak spotkał się z pozostałymi rodzicami i wysłuchał, co mają mu do powiedzenia. Starosta zaproponował na miejsce spotkania LO w Strzelnie. Rodzice woleli, by było to gimnazjum we Włostowie. W części oficjalnej sesji nie doszło do jakichś konkretnych ustaleń. Rodzice optowali w rozmowach między sobą przy stole, że do spotkania powinno dojść, ale u nich we Włostowie. Ostatecznie wychodząc z sesyjnych obrad wszyscy wiedzieli, że spotkanie starosty z rodzicami odbędzie się 11 kwietnia o 17:00 w budynku LO w Strzelnie. 4 kwietnia informacja o spotkaniu w Strzelnie ukazała się w Gazecie Pomorskiej. 5 kwietnia na stronie internetowej Starostwa Powiatowego ukazał się komunikat tej treści: Starosta Mogileński Tomasz Barczak oraz Komisja Edukacji Kultury i Zdrowia Rady Powiatu w Mogilnie zapraszają wszystkich zainteresowanych rodziców dzieci uczęszczających do gimnazjum we Włostowie na spotkanie, które odbędzie się w dniu 11 kwietnia 2012 roku o godzinie 17:00 w gmachu Zespołu Szkół Licealnych w Strzelnie ul. Gimnazjalna 7. Informacja o spotkaniu została podana na XXI Sesji Rady Powiatu w Mogilnie w dniu 30 marca 2012 r.(..)
PRZYSZEDŁ FAKS
W Wielki Piątek, jak powiedział starosta Tomasz Barczak, 6 kwietnia o 13:20 do Starostwa Powiatowego przyszedł faks podpisany przez część członków Rady Rodziców Gimnazjum we Włostowie Grażynę Leszczyńską, Monikę Baran i Lucynę Żuchowską z zaproszeniem na 11 kwietnia, na 17:00 do Włostowa.
Zaproszenie skonstruowali w ten sposób, by wyglądało, że organizuje je Rada Rodziców. W rzeczywistości tak nie było. Otóż Andrzej Grzechowiak wraz z radną Anetą Bemke pojechali do trzech członkiń Rady Rodziców po podpisy na zaproszeniu. Warto tutaj zaznaczyć, że oboje nie mają jeszcze dzieci w gimnazjum, a ich dzieci uczęszczają do Szkoły Podstawowej w Rzeszynku. Chociaż Rada Rodziców Gimnazjum we Włostowie liczy 7 osób, na zaproszeniu swoje podpisy złożyły przewodnicząca Rady Rodziców Grażyna Leszczyńska z Nowej Wsi, Lucyna Żuchowska z Wójcina oraz Monika Baran z Rzeszynka.
Aneta Bemke
fot. Paweł Lachowicz
Katarzyna Grzechowiak
fot. Paweł Lachowicz
OBURZENIE
Na zaproszeniu zabrakło podpisów Agnieszki Wieruszewskiej, Magdaleny Pniewskiej, Anny Wojciechowskiej i Urszuli Żyto.
Obecna na zebraniu członkini Rady Rodziców Magdalena Pniewska nie kryła swego oburzenia faktem, że pismo do starosty rzekomo wysłała Rada Rodziców, a ona jako jej członek nic o tym nawet nie wiedziała. Nie zgadza się z podejściem do sprawy i postępowaniem niektórych rodziców. - Tutaj na zebraniu się krzyczy, że 100% rodziców jest przeciw. Jakie 100% się pytam. Ja rozmawiam z rodzicami. Jestem w Radzie Rodziców i pierwsze słyszę. Nikt z Rady Rodziców nie powiedział mi o spotkaniu, a tutaj się okazuje, że to właśnie Rada Rodziców spotkanie zorganizowała. O spotkaniu w gimnazjum Magdalena Pniewska dowiedziała się w ostatniej chwili i jak dodaje przyszła, bo była ciekawa, o czym będą rodzice mówić na zebraniu.
- Przyszłam posłuchać, bo ja rozmawiam z wieloma osobami, z rodzicami również i sprzeciwu nie słyszałam. Ja rozumiem obawy rodziców i nauczycieli i się im nie dziwię. Pochodzę ze środowiska nauczycieli i akurat w tym przypadku wiem, jak trzeba szanować pracę. Dojeżdżałam do pracy 40 km przez 8 lat Miałam małe dzieci i nikt się nie zamartwił, ani się nie pytał, czy jest wszystko w porządku. Ja mam swój rozum i przede wszystkim myślę perspektywicznie. Sądzę, że w ten sposób trzeba - powiedziała Magdalena Pniewska. Jak się okazuje jej dziecko do Strzelna będzie miało zaledwie 5 km więcej niż miało do Włostowa.
Sama bardzo krytycznie wypowiada się na temat szkoły we Włostowie i z chęcią puści swoje dziecko do Strzelna. - Z obserwacji wiem, że są tutaj często chłopcy, którzy mają zadatki na świetnych sportowców i nie mają tutaj żadnych możliwości. Nie wszyscy nauczyciele tak robią, ale pamiętam, jak córka tutaj chodziła, a ja przychodziłam i widziałam, że zamiast ćwiczyć, na ławeczkach siedziała. Tutaj nawet boiska do koszykówki nie mogą zrobić. Emocje będą i zawsze były, ale nie ma argumentów, żeby tę szkołę tutaj zostawić. Teraz rodzice tylko się czepiają, że nikt nie skonsultował tego z nami, rodzicami, ale tutaj to tylko parę osób krzyczało - dodała Magdalena Pniewska.
Powiedziała również, iż rozmawiała również z uczniami gimnazjum we Włostowie. Jeden z nich miał powiedzieć: - Dla nas to jest bez różnicy, pan nam powiedział, że nauczyciele idą i wszyscy uczniowie idą.Magdalena Pniewska na zakończenie dodała: - Z jednej strony rodzice mówią, że chodzi im o etaty nauczycieli. Skoro tak, to dlaczego nie chcą posłać dzieci do Strzelna. To o co im chodzi, o ratowanie etatów nauczycieli, czy o zrobienie komuś na złość.
Monika Baran
fot. Paweł Lachowicz
Jerzy Burzyński
fot. Paweł Lachowicz
WPROWADZONE W BŁĄD
Udaliśmy się do przewodniczącej Rady Rodziców Grażyny Leszczyńskiej, która mimo złożonego podpisu na zaproszeniu na zebraniu się nie pojawiła. Z naszych ustaleń wynika, że przewodnicząca złożyła podpis na zaproszeniu na prośbę rodziców. Sama - jak mówi - nie była tym zainteresowana, tym bardziej, że tego dnia nie miała możliwości w zebraniu uczestniczyć. Ponadto nie wiedziała, że jest to działanie podstępne, mające zniweczyć plany starosty.
- Dlaczego na takim zaproszeniu nie miałam się podpisać, przecież to nie było nic złego. Chcieli tylko zaprosić starostę. Jednak ja nic nie wiedziałam, że ma być zebranie w Strzelnie, tak bym się pod tym zaproszeniem nie podpisała. Dopiero po czasie dowiedziałam się, że o tym samym czasie jest zebranie w Strzelnie. Ksiądz w Wójcinie w kościele ogłaszał - powiedziała Grażyna Leszczyńska.
Rozmawialiśmy również z Lucyną Żuchowską, członkiem Rady Rodziców, która również złożyła swój podpis na zaproszeniu dla starosty. Spytaliśmy, czy podpisując zaproszenie wiedziała o zebraniu w Strzelnie. Okazało się, że i ona została wprowadzona w błąd, gdyż składając swój podpis o zebraniu organizowanym przez starostę w Strzelnie nic nie wiedziała.
Pomimo faksu, który dotarł do starostwa powiatowego, starosta Tomasz Barczak nie zamierzał zmieniać lokalizacji spotkania i cały czas mówił, że będzie czekał na rodziców w liceum. Zdając sobie sprawę, że rodzice skutecznie zadbają o to, by namieszać i by rodzice ostatecznie do liceum nie pojechali, ponownie kolejny komunikat starosty ukazał się 10 kwietnia i był takiej treści: W związku z pojawiającymi się informacjami jakoby miejsce spotkania rodziców dzieci uczęszczających do Gimnazjum we Włostowie uległo zmianie, informuje iż zarówno miejsce jak i godzina planowanego spotkania NIE ULEGŁY zmianie. Jeszcze raz zapraszam wszystkich zainteresowanych rodziców na spotkanie w dniu 11.04.2012r. o godz. 17:00 w Zespole Szkół Licealnych w Strzelnie, ul Gimnazjalna 7.
Ponadto komunikat o miejscu zebrania w murach liceum zamieszczony był na stronie internetowej Gimnazjum we Włostowie.
KSIĘŻA DALI SIĘ NABRAĆ
Dodatkowo starostwo wysłało pisma do proboszczów parafii w Kościeszkach, Jeziorach Wielkich/Siedlimowie i Wójcinie, aby poinformowali na świątecznych mszach świętych o spotkaniu w liceum.
Z naszych informacji wynika, że w parafiach w Kościeszkach i Jeziorach Wielkich po pierwszych mszach ogłoszenie starosty zostało zmienione i księża podawali jako miejsce spotkania zamiast liceum gimnazjum. Jak ustaliliśmy, rodzice byli na tyle przebiegli, że w momencie, gdy dowiedzieli się, że księża o zebraniu ogłaszają podczas mszy św. uknuli podstęp.
Zgłosili telefonicznie oraz zostawili na plebani pismo księdzu proboszczowi Henrykowi Lągowi z informacją, że zmieniono miejsce zebrania i ma się ono odbyć we Włostowie. Jak ustaliliśmy tym podstępnym krokiem zajęła się polonistka z włostowskiego gimnazjum Agnieszka Grzechowiak. Swoje kroki skierowała również do parafii w Siedlimowie, a konkretnie do kościoła w Jeziorach Wielkich. Tam tuż przed mszą św. w tym kościele powiedziała proboszczowi Witoldowi Sadłowskiemu o rzekomych zmianach.
- Ja nie miałem pojęcia, że takie coś może mieć miejsce. W Siedlimowie zdążyłem poinformować mieszkańców, że zebranie jest w Strzelnie, w Jeziorach Wielkich mówiłem o zebraniu we Włostowie. Jestem tutaj niedługo, ale następnym razem nie dam się tak nabrać - powiedział ksiądz Witold.
O TEJ SAMEJ GODZINIE
Ostatecznie w wyniku manipulacji rodziców doszło do paradoksu. Większość rodziców pojawiła się na spotkaniu we Włostowie. Natomiast starosta czekał na rodziców w budynku LO w Strzelnie. W ten sposób odbyły się 2 spotkania tego samego dnia i o tej samej porze. W związku z tym, że starosta był przygotowany na taką ewentualność, do Włostowa na spotkanie z rodzicami pojechali wicestarosta Tadeusz Szymański oraz naczelnik wydziału oświaty Andrzej Konieczka. (o tym spotkaniu piszemy na str. 8 i 9). Natomiast starosta Tomasz Barczak wraz z sekretarzem Stefanem Łukomskim czekali na rodziców w siedzibie strzeleńskiego liceum (piszemy o tym spotkaniu obok).
Paweł Lachowicz
Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1053 (16/2012)
Komentarz
Arogancja władzy
W sytuacji, z jaką mamy do czynienia w gminie Jeziora Wielkie, a zwłaszcza w rejonie nadgoplańskim, olbrzymią rolę do spełnienia mają politycy.
Nie mam żadnych złudzeń, że ta część mieszkańców, która bojkotuje reformę oświaty, będzie to robić do samego końca. Problem polega na tym, że nic do tych ludzi nie trafia i tak nie trafi. Każdą sytuację odwrócą i tak na swoją modłę. Nawet księży w gminie potrafili podejść na swój sposób.
Ci ludzie nie chcą żadnego porozumienia. Sensem ich działania jest zadymianie, wtedy czują się najlepiej.
W takiej sytuacji politycy nie powinni zachowywać się tak, jak zrobił to starosta Tomasz Barczak. Najpierw na sesji nie mógł zrozumieć, dlaczego miałby się spotykać z mieszkańcami rejonu nadgoplańskiego. Próbował mu to wytłumaczyć radny Pochylski i proponował symbolicznie zejść z tego stołka urzędniczego i wyjść do ludzi, ale starosta nadal nie rozumiał, o czym mówi radny PO. Nie zszedł do końca sesji.
Tę rundę przegrał.
Zaproponował co prawda mieszkańcom spotkanie, ale na jego warunkach. Uparł się, że ma to być w Strzelnie, w budynku LO. I nie chciał ustąpić.
Każdy, kto średnio interesuje się polityką, wiedział już na sesji, że rodzice na pewno nie pojadą do Strzelna. Na dodatek zrobili wszystko, żeby tak pokrzyżować plany staroście, że na spotkanie do LO przyszło tylko 3 rodziców.
Za to 40 przyjechało do siedziby Gimnazjum we Włostowie.
Na sesji starosta popełnił drugi błąd. Zachował się pysznie, zamiast przystać na warunki spotkania, jakie zaproponowaliby mieszkańcy.
Tę rundę także przegrał.
Trzecia runda zaczęła się już w budynku LO. Gdy starosta Barczak widział, że nie ma rodziców, powinien nie zastanawiać się, tylko wsiadać w samochód i jechać do Włostowa. Sugerował mu to między innymi radny Zowczak. Starosta znowu uparł się i nie pojechał. Chciał, żeby 40 mieszkańców przyjechało do niego do Strzelna podstawionym we Włostowie przez wójta Woźniakowskiego autobusem.
Tę rundę starosta też przegrał.
Tomasz Barczak nie rozumie podstawowego kanonu bycia politykiem. Tej oczywistej prawdy, że to on jest dla mieszkańców, a nie mieszkańcy dla niego. Na mieszkańców nie można się obrażać, że są tacy a tacy. Mentalności nikt tak łatwo nie zmieni. Polityka to jednak służba drugiemu człowiekowi. O tym starosta Barczak zapomina. Z mieszkańcami rejonu nadgoplańskiego powinien się spotkać i to na ich warunkach we Włostowie.
Nic to spotkanie by nie dało, ale dziś przez jego brak ta grupa zadymiarzy dostała od starosty poważny argument do dalszych negatywnych działań.
Startując na fotel burmistrza Mogilna, starosta reklamował się, że będzie dobrym gospodarzem gminy. Tu zachował się nie jak gospodarz powiatu, tylko jak ktoś, kto unika kontaktu z ludźmi, boi się stanąć twarzą w twarz z konkretnymi problemami. Trwa dla samej władzy i jej posiadania.
To arogancja władzy.
Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1053 (16/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze