Droga dojazdowa rolników do pól została wyremontowana z pieniędzy podatników, ale przez konflikt sąsiedzki jest nieprzejezdna. Arkadiusz Erdmann zablokował możliwość przejazdu drogą tirów należących do sąsiada Leszka Kwiatkowskiego, bo jak mówi reporterowi - jego ojciec został nazwany nierobem. Sąsiad zaprzecza i ma wrażenie, że sąsiadom zaczęło przeszkadzać to, że prowadzi własną działalność gospodarczą: - Pan Erdmann też ma hodowlę świń i nie powiem mu „ej, zamknij te świnie, bo mi śmierdzi”, to jest wieś i ja to rozumiem.
Patrząc w dół zdjęcia droga prowadzi w kierunku Przyjezierza i Wójcina. Patrząc w górę zdjęcia droga prowadzi do pól rolników - o utwardzenie tej drogi zabiegał Leszek Kwiatkowski, wybudował tam parking dla tirów. Z lewej strony w tle znajduje się posesja Leszka Kwiatkowskiego, z prawej strony Arkadiusza Erdmanna. Przy drodze widać wbite przez Arkadiusza Erdmanna dwa kołki w granicy jego działki. Wszystko po to, by sąsiad Leszek Kwiatkowski nie mógł wjechać swoim tirem na posesję. Gmina chce odkupić ten kawałek działki, by ruch kołowy przebiegał bezpiecznie, ale Erdmann nie zgadza się. fot. Damian Stawski SĄSIEDZI PROTESTUJĄ
Podczas sierpniowej sesji Rady Gminy w Jeziorach Wielkich radni przeznaczyli kwotę 34.000 zł na modernizację 90-metrowego odcinka drogi w Gaju. Droga ta służyła wcześniej jako dojazd do pól, a także użytkował ją przedsiębiorca Leszek Kwiatkowski prowadzący firmę transportową. To on wnioskował o utwardzenie drogi po to, by jego tiry mogły spokojnie przejeżdżać. Remont tego odcinka ruszył 18 października.
Dwa dni później podczas połączonego posiedzenia komisji zjawili się sąsiedzi Leszka Kwiatkowskiego - Julita Erdmann i Ryszard Sitarski. Julita Erdmann jest współwłaścicielką gospodarstwa rolnego, które graniczy z drogą. Sąsiedzi bali się, że przez usytuowanie tej drogi w bardzo bliskiej odległości od budynków, przez przejeżdżające tiry po prostu ich domy będą się powoli rozpadać.
14 października tuż przed remontem przy drodze był geodeta, który dokładnie wymierzył i wyznaczył działki i drogę. Okazało się wtedy, że część istniejącej drogi biegnie przez teren należący do Arkadiusza Erdmanna i droga, która od lat służy do przejazdu przede wszystkim dla rolników, mija się z drogą wytyczoną przez geodetę. W tej sytuacji wjazd na drogę miał okazać się zbyt wąski, a sąsiedzi straszyli tym, że zadbają o to, żeby Leszek Kwiatkowski nie mógł tą drogą przejeżdżać. I tak zrobili.
DROGA NIEPRZEJEZDNA
Przy posesji Ryszarda Sitarskiego postawione są biało-czerwone słupki drogowe, z kolei Arkadiusz Erdmann swój teren wyznaczył biało-czerwoną taśmą i wbitym w kawałek drogi prętem. Przejazd tirami stał się niemożliwy.
Do tematu drogi w Gaju radni wrócili podczas komisji 8 grudnia. Zaczęła radna Aneta Bemke.
- Jestem drugą kadencję radną i nie wyobrażałabym sobie, że ktoś mógłby być przeciwny budowie drogi - mówiła radna. - A znasz takie słowo jak zawiść? - dopytywała koleżankę radna Jolanta Toda. Z kolei trochę ironizował radny Jerzy Burzyński: - Rozumiem, że droga wykończona i zadowoleni wszyscy? Temu odpowiedziała od razu wiceprzewodnicząca Elżbieta Kozłowska. - Oprócz tego, który był zainteresowany - mówiła radna o sytuacji Leszka Kwiatkowskiego, który swoje tiry przez konflikt z sąsiadami parkuje na płatnych parkingach.
Wójt Zbysław Woźniakowski z kolei uspokajał radnych, że najważniejsze, że z drogą pod względem prawnym wszystko jest w porządku.
- Była 1 grudnia rozprawa administracyjna w nadzorze budowlanym, tak że jest jedno króciutkie zdanie, stwierdzające prawidłowość wykonania zgodnie z papierami, zgodnie z prawem - mówił radnym wójt.
WÓJT INGERUJE W KONFLIKT
Radny Marcin Czaplicki z Gaju mówił, że droga jest zrobiona zgodnie z tym co wyznaczył geodeta i tak miałoby zostać. Radny ujawnił jednak nowy wątek w tej sprawie.
- Prosiłbym pana wójta, aby nie interweniował u państwa Erdmannów, aby oni sprzedali kawałek swojej działki. Jeżeli Kwiatkowscy chcą wykupić działkę to niech dogadują się z Erdmannami. Niech pan wójt w to nie ingeruje. Droga jest zrobiona tak, jak jest zrobiona i zostawmy ten problem - mówił radny Czaplicki. Wójt miał się zwracać do mieszkańców Gaju, aby ci sprzedali gminie 1,5 m2 działki, które brakuje do tego, aby Leszek Kwiatkowski i inni rolnicy mogli na tę drogę wjeżdżać. Państwo Erdmannowie nie chcą jednak ustąpić i mieli powiedzieć wójtowi, że tego kawałka ziemi nie sprzedadzą.
- Tam nie ma dojazdu do szpitala, do szkoły, do jakieś instytucji publicznej, tam jest tylko dojazd na pole, a że tak to wyszło, że pan Kwiatkowski nie może wjechać teraz swoją ciężarówką... No to już nie jest nasza wina, pan wytyczył tę drogę tak jak miała być. Nie może teraz wjechać to już nie jest nasz problem - mówił dalej radny Czaplicki.
Wyraźnie wzburzony całą sytuacją z drogą w Gaju był przewodniczący Dariusz Ciesielczyk.
- Jeżeli przeznaczyliśmy pieniądze na drogę w zamyśle dla poruszania się ciężarówek, to jeżeli przyszedł geodeta, wytyczył tę drogę i wtedy już było wiadomo, że on tam nie wjedzie, to po co budowaliśmy tę drogę panie wójcie? Zaczęliśmy od tyłu, jaki był sens budowania tej drogi skoro było wiadomo, że ciężarówka tam nie wjedzie - grzmiał Dariusz Ciesielczyk.
Wójt Zbysław Woźniakowski upierał się jednak, że sprawy 1,5 m2 działki nie odpuści.
- Ja muszę doprowadzić drogę do porządku prawnego. Pan Erdmann w piśmie wypowiedział się, że on rolników wpuści. A co jeśli jakiegoś z rolników nie wpuści? - pytał radnych wójt.
W rozmowie telefonicznej z reporterem Pałuk wójt mówił, że musi też zakładać, że Arkadiusz Erdmann mógłby się stamtąd wyprowadzić i nie wiadomo by było co wtedy zrobiłby kolejny właściciel.
OJCA NAZWAŁ NIEROBEM
12 grudnia reporter Pałuk rozmawiał z Arkadiuszem Erdmannem. Ten zdania nie zmienił i nie chce ustąpić, Leszka Kwiatkowskiego na swoją działkę nie wpuści, aby ten mógł swobodnie przejechać. Zapewniał również, że nie będzie robił problemów rolnikom i ich będzie wpuszczał. Chodzi tylko o konflikt, jaki powstał z Kwiatkowskimi. O co dokładnie chodziło? Arkadiusz Erdmann mówił: - Ojciec Leszka Kwiatkowskiego obraził mojego ojca. Jest po osiemdziesiątce, a ten nazwał go nierobem. Mój ojciec pracował od 10. roku życia, a on go tak nazywa. Nie odpuszczę im tego i skoro oni są tacy to ja też będę taki. Z Kwiatkowskich nikt do mnie w tej sprawie nie przyszedł i grożą tylko, że oddadzą mnie do sądu. Jak chcą niech oddają - mówił Arkadiusz Erdmann.
POSZŁO O RYNNY
Zadzwoniliśmy do Leszka Kwiatkowskiego, by usłyszeć jego wersje wydarzeń. Ten umówił się z reporterem Pałuk na rozmowę w Gaju na piątek 16 grudnia. Do słów Arkadiusza Erdmanna jakoby ojciec Leszka Kwiatkowskiego miał nazwać jego ojca nierobem tłumaczył tak: - To jest oczywiście nieprawda, czasem oczywiście w nerwach różne rzeczy się mówi, ale to było tak, że nie nazwał pana Erdmanna nierobem, tylko powiedział mu, że ma wziąć się do roboty. Jak dodał chodziło o zamontowanie rynien deszczowych na budynku pana Erdmanna. Droga, o której wyremontowanie wnioskował Leszek Kwiatkowski przebiega wzdłuż posesji Arkadiusza Erdmanna, a jej fatalny stan, stojąca woda i błoto brało się z tego, że deszczówka z budynku Arkadiusza Erdmanna miała spływać prosto na drogę.
- Ja już mu na wiosnę mówiłem po sąsiedzku: - Arek, weź odprowadź tą wodę bo sam widzisz, że tutaj błoto jest. Powiedział, że jak żaden urzędnik mu tego nie nakaże to on tego nie zrobi. Jak powiedziałem mu, że zobacz jak ta droga wygląda to powiedział „Mnie to nie obchodzi” - opowiadał Leszek Kwiatkowski.
PRZESZKADZA IM DZIAŁALNOŚĆ
Jak dodał, później miał wrażenie, że sąsiadom zaczęło przeszkadzać również to, że poszedł na swoje, zainwestował własny kapitał i podjął ryzyko prowadzenia własnej działalności. To - jak mówił - sprawiło, że sąsiedzi ze wszystkim byli na nie. Leszek Kwiatkowski chciał nawet sam utwardzić tę drogę. Wtedy sąsiad miał pogrozić mu, że sąsiad zgłosi ten fakt do gminy, że droga jest utwardzania nielegalnie. Wtedy właśnie wystosował pismo do gminy z prośbą o remont drogi.
- Im nie pasowało nic od początku, nawet by ta droga była równana. Nadal im nie pasuje, że ta droga jest zrobiona, jemu chodzi tylko o to, żebym ja nie prowadził działalności gospodarczej - insynuował Leszek Kwiatkowski.
Mówił również, że czytał artykuł o tym, gdy na komisji rady gminy byli jego sąsiedzi, a Julita Erdmann opowiadała radnym, że od przejeżdżających samochodów jej dom może się rozpaść. Leszek Kwiatkowski powiedział, że jest to kompletną bzdurą i nie ma tam takiego natężenia ruchu.
- Moje auta jeżdżą na trasy międzynarodowe i albo zjeżdżają co drugi tydzień, albo co tydzień. Nie przejeżdżają tak często, a jak wyjeżdżają i wjeżdżają to jadą z prędkością 5 km/h. Nieprawdą jest, że te pojazdy stwarzają zagrożenie, nie ma takiego natężenia ruchu - argumentował przedsiębiorca z Gaju.
CHCE ROBIĆ SWOJE
Jak dodał Leszek Kwiatkowski, nie chce on konfliktu z sąsiadami i chciałby po prostu robić swoje prowadząc działalność transportową. Tym bardziej, że on sam nie robi problemów sąsiadom za prowadzenie ich działalności.
- Ja nie chcę z nikim konfliktu, ja chcę robić swoje, zarabiać na życie, gminie daję podatki, zatrudniam ludzi i jeszcze jest źle. Pan Erdmann też ma hodowlę świń i nie powiem mu „ej, zamknij te świnie bo mi śmierdzi”, no nie, to jest wieś i ja to rozumiem, nie wiem tylko skąd ta nagonka na mnie - mówił Leszek Kwiatkowski.
ZĄB ZA ZĄB
Młody przedsiębiorca opowiadał, że przez 35 lat przejazd przez drogę pomiędzy posesjami sąsiadów był swobodny. - Ciężarówki przejeżdżały tędy jak ojciec jeszcze pracował w innej firmie, a teraz jak ja mam swoje ciężarówki to wbili słupek tylko po to bym nie mógł wjechać na podwórku - powiedział Leszek Kwiatkowski. Problem zaczął się właśnie wtedy, gdy zostały przez geodetę wyznaczone granice działek. Leszek Kwiatkowski opowiadał, że jego ojciec ponad 30 lat temu przejął działkę po swoim ojcu. Jak dowiedzieliśmy się, również działka należąca do Kwiatkowskich ma inne wymiary, jak te, które wyznacza ich ogrodzenie posesji. Jak tłumaczył Leszek Kwiatkowski, jego ojciec wciągnął w działkę ogrodzenie o dobry metr po to, by zrobić tym przysługę przyjeżdżającym rolnikom. Dodał, że w momencie kiedy zrobi taki sam ruch jak Arkadiusz Erdmann - drogą tą nie przejedzie nikt. Grozi, że jeśli to się nie zmieni, będzie zmuszony takie właśnie działania podjąć.
- My teraz jakbyśmy zrobili całe ogrodzenia zgodnie z tym jak idą słupki graniczne, to tak naprawdę nikt na tą drogę nie wjedzie, a jeśli wjadą to będą jechali przy samym budynku pana Erdmanna, bo droga się zwęży nawet o 1,5 metra. Ja nie jestem złośliwy bo ten metr na długości mi niewiele da, ale jeżeli sytuacja się nie zmieni ja będę zmuszony zrobić to, oko za oko, ząb za ząb - mówił Leszek Kwiatkowski.
PISMO ROLNIKÓW
Wiemy też, że do Urzędu Gminy w Jeziorach Wielkich wpłynęła petycja kilku rolników, którzy obawiają się, że nie będą mogli wjechać na pola właśnie przez pachołek, który ustawił Arkadiusz Erdmann i proszą o interwencję w tej sprawie gminę.
Arkadiusz Erdmann jednak zapewnia, że gdy przyjdzie okres prac na polach, pachołek zostanie zdjęty. Tego jednak nie wyobraża sobie ani wójt, o czym mówił wyżej, ani Leszek Kwiatkowski, który mówił: - To jak to będzie? Będzie siedział cały dzień i będzie decydował kogo wpuści na drogę a kogo nie? No takiej sytuacji nie może być.
Damian Stawski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1297 (51/2016)
Inne teksty na ten temat:
Wbił słupki, teraz go wywłaszczą
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze